1670, Netflix, fot.Robert Palka

1670: nie zesraycie się! Ziemowit Szczerek recenzuje serial Netflixa

Ziemowit Szczerek
felieton
film
recenzja
4.01.2024
4 min. czytania

Najbardziej zapada w pamięć błoto. I daje do myślenia. Daje do obsesyjnego myślenia. Bo czo to błoto? Czemu tu tyle błota?

Internet eksplodował. Zaraz przed świętami. Co się wydarzyło? W zasadzie nic. Netflix wypuścił zwyczajny historyczny serial komediowy. Lekki mockument z oczywistym, podanym na wesoło przesłaniem, że feudalizm jest zły. I że kopalny konserwatyzm, egoizm, w tym ten, który dziś nazywamy „skrajnym liberalizmem ekonomicznym”, też są złe. Z perspektywy standardowego przekazu seriali Netflixa czy w ogóle współczesnego zachodniego mainstreamu kina i telewizji – same banały i oczywistości. A jednak u nas ziemia się zatrzęsła. 

Obśmiewanie własnej historii to w serialach nic nowego. Od Czarnej żmii po Norsemenów. Dlaczego więc zrobienie czegoś takiego w Polsce wywołało gigantyczną burzę w internecie? 

Być może właśnie dlatego, że do tej pory w Polsce jakoś rzadko takie rzeczy robiliśmy. Owszem, zdarzało się obśmiać pierwszą czy drugą wojnę światową, za socjalizmu lepiej nam to wychodziło (Franek Dolas), za demokracji gorzej (Hans Klops), ale jeśli chodzi o wcześniejszą historię, o fundamenty naszego historycznego myślenia – cóż: mamy tu praktycznie same poważne pozycje. Wzniośle upiorny Jurand ze Spychowa, „Jezus Chrystus w stroju porucznika dragonów”, czyli Skrzetuski, ciemnochmurny Dowgird, takie rzeczy. Wesoły bywa Zagłoba albo Rzędzian, ale to epizody, wstawki komiczne. 

Być może właśnie dlatego Polacy zareagowali na ten serial tak, jakby się rzucili na jakąś z dawna wyczekiwaną potrawę, której przez całe życie na oczy nie widzieli, a o której marzyli. Tylko tak mogę sobie wytłumaczyć te rozedrgane zachwyty albo – przeciwnie – grzmiące głosy oburzenia, które wywołał w zasadzie przeciętny i całkiem sztampowy serial. 

Czepiano się przaśnego (podobno) humoru, zarzucano, że jest on zbieraniną memów. Albo przeciwnie, zachwycano się jego niesamowitym (podobno) polotem. Radowano się, że była w serialu i beka z libków, i z polskiego błota, i z feudalizmu. Cieszono się, że Jan Sowa, albo pomstowano, że szarganie świętości narodowych i pokazywanie ich w zbyt krzywym zwierciadle. Kombinowano nawet w stylu „wszędzie dojrzę konflikt klasowy”, że serial przedstawia „bezpieczny humor dla klasy średniej”. Odsądzano na społecznościówkach od czci i wiary tych, którzy się śmiali z tego serialu śmiać i się na nim dobrze bawić, albo tych „malkontentów”, którym się serial nie podobał.

Wyjechano sobie wzajemnie z „wyższościowca”, „buraka”, „badziewiarza”, „snoba”, „klasisty”, „ojkofoba”. Słowem: rozrywano koszule na piersiach zupełnie jakby miano do czynienia z dziełem wagi państwowej, z czymś, od czego zależy los państwa, matek z dziećmi, sierot, inwalidów wojennych, globalnego ocieplenia, cen gazu, wojny na Ukrainie, wolnych mediów, dochodu gwarantowanego, strzelania w sylwestra i tak dalej. 

Tymczasem 1670 to nic takiego. To znaczy – w Polsce zasługuje na uwagę, bo trudno było wcześniej znaleźć u nas coś, co krytykowałoby szlachecką Rzeczpospolitą w tak spójny sposób, nie będąc sążnistym traktatem, esejem, moralitetem albo czymś równie poważnym. No, może poza Zemstą. Ale to chyba największy – poza zdjęciami, scenografią, kostiumami i aktorską grą – atut serialu. Bo sam humor, cóż: przeciętna światowa, raz jest bardziej śmiesznie, raz mniej. Podobnie ze scenariuszem.

I najbardziej zapada w pamięć błoto. I daje do myślenia. Daje do obsesyjnego myślenia. Bo czo to błoto? Czemu tu tyle błota? Czemu akurat tu, a nie tam? Nie w Niemczech? Nie w Prusiech? Nie we Francji? Czemu to my się z błotem kojarzymy i czemu to my tego błota mamy tyle, ile mamy? Dlaczego inni jakoś potrafili wypchnąć to błoto, jeśli nie z krajobrazu, to z własnego obrazu? Witold Gombrowicz w którymś ze swoich tekstów pisał o tym, że proponował swojemu bratu, skądinąd też szlagonowi, jak nasz Jan Paweł Adamczewski, wybrukowanie błotnistego podwórza dworu. Żeby to błoto jakoś okiełznać. Opanować. Dać sobie z nim radę. Bo we Francji – argumentował Witold – to się dało, tam bruk, tam błota nie ma.

– Francja jest Francja, a Polska jest Polska – skwitował Jerzy. – Tu się nie da.

I nie wybrukował.

I tyle.

1670, Netflix, fot.Robert_Palka