5 ksiażek, bez których wakacje nie mogą się udać. Mint Magazine poleca
( 25.06.2025 )
Dystopia o zlodowaciałym świecie, rozkoszne opisy deserów podawanych w pewnym angielskim hotelu i debiut irańskiego poety, którego fascynuje męczeństwo. Joanna Piechura poleca książki na wakacje.
Anna Kavan, Lód, przeł. Agata Ostrowska, Wydawnictwo ArtRage
Koń-poeta zakłada nurt zwany kopytyzmem i staje się celebrytą w środowisku artystycznym. Kilka niefortunnych zdarzeń sprawia, że trafia do szpitala psychiatrycznego, lecz udaje mu się zbiec i odnaleźć stado, w którym się wychował. Tak brzmi fabuła Opowieści konia, najdziwniejszej i chyba najtrudniej dostępnej książki Anny Kavan, którą brytyjska pisarka i malarka wydała wraz ze swoim psychiatrą; wspominam o mało znanym Koniu, żebyście wiedzieli, jak bujną wyobraźnię miała Kavan.
Napisała kilkanaście powieści, zbiorów opowiadań i esejów, ale na język polski jak dotąd przełożono tylko ostatnią z nich. Wydany w 1967 roku Lód zapewnił pisarce sławę i miejsce w panteonie powojennej brytyjskiej awangardy. Krytycy najczęściej interpretowali go jako skomplikowaną alegorię uzależnienia – Kavan całe życie brała heroinę – ale w tej książce dzieje się znacznie więcej. Wojna nuklearna prowadzi do apokalipsy i ochłodzenia globu, a zakochany bohater ucieka przed przeraźliwym zimnem i obsesyjnie rozmyśla o pewnej dziewczynie. Z biegiem czasu okazuje się, że jego wybranka jest katowana przez anonimowego mężczyznę. „Tajemniczy, zacieniony ogród, ukryty w odosobnieniu i ciszy, zapewniał przyjemne, chłodne schronienie przed letnim upałem. Nagle zrobiło się nienaturalnie, zatrważająco zimno. Gęstwina liści przeistoczyła się w więzienne ściany, nieprzebyte, okrągłe, zielone lodowe ściany napierające w jej stronę; tuż przed tym, jak się zamknęły, uchwyciłem błysk przerażenia w jej oczach”. Duszny klimat tego świata i klarowny styl Kavan przywodzą na myśl niedawno wydaną i podobnie niepokojącą powieść, Kobietę z wydm Japończyka Kōbō Abe (PIW). Książka Kavan w założeniu miała być dystopią, lecz w ciagu ostatnich dekad zyskała na aktualności – wątki związane z uzależnieniem i katastrofą klimatyczną oraz baśniowość przedstawionego świata sprawiają, że Lód czyta się tak, jakby ukazał się w tym roku. Na zachętę dodam, że to chyba jedyna znana mi pisarka, która zarabiała na prowadzeniu remontów – i jedyna, która funkcjonowała pod imieniem i nazwiskiem własnej bohaterki literackiej.
Denton Welch, Młodości, w tobie uciech siła, przeł. Marcin Szuster, Państwowy Instytut Wydawniczy
W rozmowach o Welchu rzadziej wspomina się o pisarzach, których wielbił, niż o tych, którzy byli jego wielbicielami. Mimo że sam Welch nigdy nie zdobył popularności, do grona jego fanów należeli tak poczytni pisarze jak Edith Sitwell, John Updike i William S. Burroughs. To jeden z tych zapomnianych „pisarzy pomniejszych” czasów tużpowojennych, którzy nie dawali świadectwa Wielkiej Sztuce, tragediom wojny i ówczesnej polityki; zamiast tego Welch w Młodości, wydanej w 1945 roku, opisuje zmagania neurotycznego nastolatka, którego największym koszmarem jest życie w szkole z internatem. Od bezmyślnych kolegów, od braci i ojca ucieka, gdy tylko może, w wolnym czasie czytając, urządzając sobie samotne wędrówki i kolekcjonując różne piękne drobiazgi. Welch jest niezrównany, jeśli chodzi o sztukę opisu – dojrzewający Orvil chłonie przyjemność z codziennych doświadczeń całym ciałem, tak jakby wszystko robił po raz pierwszy. Każde najdrobniejsze wydarzenie może zamienić się w ucztę zmysłów.
Kult zdrowego, prężnego ciała i nostalgia za młodością są wszechobecne w tym pisarstwie. Welch w wieku 20 lat miał poważny wypadek drogowy, po którym zachorował na gruźlicę kręgosłupa. Aż do śmierci w wieku 33 lat coraz bardziej zapadał na zdrowiu – do tego stopnia, że ostatnią książkę pisał po kilka zdań na raz. Mimo choroby zdążył jednak wydać trzy powieści i zbiór opowiadań, a pośmiertnie ukazały się też jego znakomite dzienniki. Pisać zaczął względnie późno, pierwszą książkę wydając kilka lat po swoim wypadku. Wcześniej zajmował się malarstwem, a jego zamiłowanie do sztuk wizualnych staje się oczywiste przy lekturze Młodości. Z dzienników wiemy, że bohater tej powieści jak i innych tekstów Welcha to alter ego autora; tym bardziej wstrząsające staje się zakończenie Młodości, w którym starszy kolega ze szkoły sadza sobie słabszego i drobniejszego Orvila na kolanach i sięga po cążki. To, co dzieje się później, zapamiętacie na długo. W dziennikach Welch porównał swoje szkolne lata do losów bohatera dramatu Rope Patricka Hamiltona, w którym dwoje uczniów morduje trzeciego i wsadza trupa do skrzyni, na której serwują bufet dla przyjaciół i rodziny swojej ofiary. Podobnie groteskowa – lecz pozbawiona elementu morderstwa – jest historia Orvila.
Aleksandra Zbroja, Muszę ci coś powiedzieć, Wydawnictwo Agora
Są takie książki, których nie da się czytać ciągiem, bo za dużo nam robią. Tak jest z pisaniem Aleksandry Zbroi, autorki nagradzanego Mireczka. Muszę ci coś powiedzieć to opowieść o życiu z HIV, a przede wszystkim o dojmującej samotności, która towarzyszy bohaterce „hifiarze”. Zbroja pisze bez patosu i okrągłych zdań, nie ma tu długich opisów cierpienia fizycznego albo ciała zniszczonego chorobą, wręcz przeciwnie – autorka z ironią i poczuciem humoru pokazuje, że HIV nie jest wyrokiem, a zdiagnozowani pacjenci przede wszystkim cierpią z powodu społecznego lęku, który od lat osiemdziesiątych towarzyszy publicznym dyskusjom o AIDS.
Asia pochodzi spod Mławy, jako nastolatka z nadwagą w małym miasteczku nie miała łatwo. Studia robi w Warszawie, ale nie kończy ich, bo poznaje chłopaka i wyjeżdża z nim do Tajwanu. Tymczasem ojciec prowadzi cukiernię w rodzinnym miasteczku, a matka przewlekle choruje na raka. Jej stan jest jakby zapowiedzią tego, co czeka Asię: „Chora pierś to wstydliwa sprawa: żeby wyznać, że jest się chorym, trzeba powiedzieć publicznie «pierś», pierś odrywa się od ciała, wędruje po całej wsi, niedomagająca, podejrzana, bo niby czemu do czegoś takiego u sąsiadki doszło, przez jakie zaniedbanie?”. Podobnie jest z HIV – co wyrabiała Aśka na tym Tajwanie, że wraca z HIV? Jak? To pierwsze pytanie, które zadają sobie wszyscy wokół, łącznie ze studentkami psychologii, które w klinice rozdają pacjentom anonimowe ankiety. „Drogi, w ankiecie było jeszcze pytanie o początek. Jak to się wszystko zaczęło, zaznacz krzyżykiem właściwą odpowiedź. Igła. Transfuzja. Stosunek”. Zbroja pokazuje, jak tabu związane z wirusem oddziałuje na bohaterkę, i jak małomiasteczkowe pochodzenie kształtuje życie po diagnozie. „Lekarze jej powtarzają, że może żyć normalnie, a świat cały czas pokazuje, że trochę odstaje”, mówi Zbroja w wywiadzie dla MINT.
Kaveh Akbar, Męczennik, przeł. Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Filia
„Jesteś najbardziej amerykański ze wszystkich chłopaków, jakich znam. To ty nauczyłeś Shane’a gry w Madden i jak ściągać torrenty Marvela. Kupujesz jebane winyle. Odbywamy tę rozmowę w Indianie, nie w Teheranie”. Cyrus Shams jest ćpunem, alkoholikiem i poetą, co wynika też z tego, że jest dzieckiem irańskiego imigranta, samotnie wychowywanym przez ojca na amerykańskim Środkowym Zachodzie. Najważniejszym wydarzeniem w życiu Shamsa jest śmierć jego matki, która ginie w 1988 roku na pokładzie samolotu pasażerskiego przypadkowo zestrzelonego przez Amerykanów. Mimo to jego ojciec decyduje się na emigrację zarobkową do Stanów, gdzie przez dwie dekady pracuje na kurzej fermie. Cyrus od małego cierpi na bezsenność, a jedną z metod radzenia sobie z niekończącymi się nocami są rozmowy, które prowadzi z matką i z bogiem. Te scenki, które sobie wyobraża dla zabicia czasu, z biegiem lat prowadzą do rosnącej fascynacji tematem męczeństwa. Ślepa wiara w wyższy cel staje się dla niego synonimem szczęścia. „Wyobrażasz sobie mieć taką wiarę? Mieć aż taką pewność co do czegoś, czego nigdy się nie widziało? Ja niczego nie jestem aż tak pewien”. Na trzeźwo Cyrus nie czuje nic, używki są ucieczką od prześladującej go nijakości. Z apatii wybudza go dopiero ostatni performans Orkide, współczesnej irańskiej artystki i męczenniczki.
Bardziej wzruszający niż Syn Jezusa Denisa Johnsona i tak samo zabawny jak Krótki żywot Oscara Wao Junot Diaza – debiut prozatorski Akbara to misternie zbudowana opowieść o cierpieniu i wrażliwości, które rodzą się z wyobcowania. Akbar debiutował jako poeta w 2017 roku, a w czasie kwarantanny zorganizował sobie jednoosobowy kurs creative writing. Oglądał i czytał wszystko, od Agaty Christie i Johna Cheevera po Kubricka i Antonioniego, by znaleźć sposób na połączenie interesujących go wątków – relacji irańsko-amerykańskich, queerowej miłości, sztuki, wiary i wychodzenia z nałogu. Wynikiem tych starań jest znakomita książka o pisarzu, który wychodzi z uzależnienia, pisząc własną powieść. Nazwa pliku? księgamęczenników.docx.
Sarah Manguso, Kłamcy, przeł. Ewa Borówka, Wydawnictwo Filtry
Jane jest pisarką i kocha Johna. John kocha fotografię i koszule na miarę, twierdzi też, że kocha Jane. Obydwoje kłamią – na temat pracy, wakacji, a przede wszystkim własnego związku. Jane jest stypendystką, wyjeżdża na konferencje i gale literackie, odnosi kolejne sukcesy, z kolei John czuje, że te sukcesy wpędzają go w coraz głębszą depresję. Mimo to zamieszkują razem, biorą ślub i decydują się na dziecko. Kłamcy to krótka powieść o tym, jak dziesiątki drobnych przemilczeń kończą się piętnastoma latami spędzonymi z niewłaściwą osobą. Niby nic nowego, ale Manguso udało się stworzyć charakterystyczną bohaterkę – trudno jej nie polubić, bo wydaje się niezniszczalna. Jane jest rzeczowa, operuje krótkimi, pozbawionymi opisów zdaniami. Z perspektywy czasu punktuje niezliczone chwile, w których mogła powiedzieć „dość”, a zamiast tego wybierała ciszę. Nie ma tu wartościowania ani jawnej krytyki; jest głos samotnej matki, która latami wykonywała niewidzialną pracę i rezygnowała z siebie, by pielęgnować małżeństwo skazane na porażkę.
O samej Jane wiemy mało – narratorka rejestruje przede wszystkim czyny męża oraz reakcje osób z zewnątrz. Łatwo odnieść wrażenie, że jest bohaterką drugoplanową, jej rolę w małżeńskiej fabule nisko wycenia też sam John: „Jakoś na początku naszego małżeństwa John zaproponował, żebyśmy podejmowali decyzje metodą matematyczną, przypisując różnym kategoriom określoną wartość liczbową. Jego kariera artystyczna oraz praca zawodowa dostają po piątce. Moje po trójce, bo na ścieżce kariery jestem dalej, a w pracy mniej zarabiam”. Podczas lektury coraz bardziej chcemy wierzyć w to, że Jane okłamuje swoich czytelników tak samo sprawnie, jak John okłamuje ją – bo przecież nikt by nie zniósł takiego traktowania. Dobrych powieści o nieszczęśliwych małżeństwach jest zatrzęsienie, ale trudniej znaleźć taką, w której dwuznacznej bohaterce rzeczywiście udaje się zbudować nowe życie w pojedynkę.