Najlepsze płyty 2025

10 najlepszych płyt roku 2025. Polska i świat

( 23.12.2025 )

Jak wywróżyła Charli XCX, mieliśmy Turnstile Summer, oczarowało nas Geese, ale na koniec roku cała na biało (i to dosłownie) wjechała Rosalía

2025 zaczął się od „Mood Machine” Liz Pelly, która zdefiniowała tegoroczny dyskurs o słuchaniu muzyki, o serwisach streamingowych i  AI. Kończy się tym, że coraz głośniej o aplikacji Suno, w której można tworzyć muzykę tak jak za pomocą Chata GPT, a badania Deezera pokazują, że 97% osób nie potrafi odróżnić utworów skomponowanych przez ludzi od tych, które produkuje AI. 

W Polsce 2025 upłynął również pod znakiem koncertów stadionowych. Wydaje się, że każde większe miasto ma już własny festiwal. Wielkie wydarzenia pączkują z tą samą prędkością, z którą znikają małe kluby. Bez problemu kupujemy bilety na ogromne imprezy z dużym wyprzedzeniem, a o mniejszych wydarzeniach, które dzieją się tuż obok, przypominamy sobie w ostatniej chwili. A przecież wszystkie te zespoły, które dziś oglądamy na stadionach i dużych festiwalach, zaczynały kiedyś w małym klubie pod domem. Bez tych miejsc nie byłoby ani koncertów na Stadionie Narodowym, ani Off Festivalu, ani Openera. Jeśli miałbym wskazać rozczarowanie roku, to właśnie ten brak zainteresowania lokalnymi scenami.

Czy ukazały się płyty, które mówią coś o minionych dwunastu miesiącach? Wydaje mi się, że w skali świata tak. Jak wywróżyła Charli XCX, mieliśmy Turnstile Summer, oczarowało nas Geese, ale na koniec roku cała na biało (i to dosłownie) wjechała Rosalía. Najpierw do baru Rusałka, potem do warszawskiego autobusu, na ekrany smartfonów, a wreszcie na playlisty, tworząc odtrutkę na współczesny pop.

W Polsce – inaczej niż na świecie – wciąż trudno znaleźć płyty, które połączyłyby różne środowiska. Mainstream zachwyca się czymś innym niż underground. Dlatego ta polska piątka to moje podsumowanie-marzenie, żeby tak była postrzegana nasza muzyka: na luzie, a jednocześnie ambitnie.

TOP 5 – ŚWIAT

 

GEESE – „Getting Killed”

Geese zręcznie balansują między art-rockiem a post-punkiem. Leniwy głos Camerona Wintera bywa porównywany do Yorke’a, ale muzyka Geese jest bardziej brawurowa i swobodniejsza. Pełno tu gitarowej frywolności, absurdalnych obserwacji i surrealistycznej psychodelii, która pokazuje, że do mainstreamu może przebić się album wciągający, oryginalny i mówiący coś o świecie.

HEINALI & ANDRIANA-YAROSLAVA SAIENKO – „Гільдеґарда”

Reinterpretacja XII-wiecznej Hildegardy z Bingen, łącząca elektroniczne drony Heinaliego z ukraińskim śpiewem Saienko. Ale w wersji ukraińskiej, aktualna w czasie wojny i przejmująca do szpiku kości, kiedy rezonujący wokal przeplata się z masywnymi dronami – powtarzającymi się, ciężkimi pasmami dźwięku. W zupełnej kontrze do piosenek i list przebojów, tak jak w kontrze do świata toczy się życie Ukrainy.

MILKWEED – „Remscéla”

Milkweed tworzy mistyczny, lo-fi folk pełen szumów i duchologii, bardziej spektakl niż koncert. Dekonstruują tradycję jak Rogiński, inspirują się mitami irlandzkimi i budują aurę tajemnicy, jak z dawnej kasety. To hipnotyczny, dziwny, oniryczny folk z innego wymiaru, kruchy, a zarazem niezwykle piękny.

TURNSTILE – „Never Enough”

Dziękujemy!
( Muzyka ) ( Angelika Kucińska )

Ye? Nie. O wielkim upadku wielkiego rapera

Charli XCX powiedziała, że skoro rok temu było Brat Summer, teraz będzie Turnstile Summer, i właściwie miała rację. Zespół z Baltimore gra hardcore i porywa tłumy do pogowania, ale w bardzo przebojowej, czasem nostalgicznej odsłonie, kłaniając się chociażby The Police. Trochę guilty pleasure, trochę płyta pełna przebojów.

ROSALIA – „LUX”

Ktoś w tym roku wszedł cały na biało, i to była to Rosalia. Najpierw do baru Rusałka, potem do warszawskiej komunikacji miejskiej, co zobaczyliśmy w teledysku „Berghain” – a potem na listy przebojów. Pokazała, że pop może być złożony, wielowarstwowy, nieoczywisty. Trudno nie być oczarowanym barokowym i gatunkowym przepychem, który tworzyła na tej płycie.

TOP 5 POLSKA

 

GYM WISDOM – „Gym Wisdom”

Na takie gitarowe granie warto było czekać. Tym, czym Geese jest za Atlantykiem, Gym Wisdom jest nad Wisłą. Nerwowe solówki, połamana perkusja, rytmika jak ćwiczenia na siłowni: regularna i skoncentrowana. A do tego entourage treningowy, który scala tę zwiewną muzykę na styku Slint/Helmet w oryginalnej odsłonie.

HANIA RANI – „Non Fiction. Piano Concerto In Four Movements”

Najambitniejsze dzieło Rani: koncert na 45-osobową orkiestrę i dwoje improwizatorów. Artystka inspirowała się twórczością Josimy Feldschuh oraz współczesnymi konfliktami, które codziennie oglądamy na ekranach. Muzyka jest mroczna, nastrojowa, pełna smyczków, kotłów i saksofonowych wstęg. Poruszająca, wielowarstwowa, bardzo aktualna, a jednocześnie pokazująca zupełnie inne oblicze artystki.

JULEK PLOSKI – „Give-up channel”

Usłyszysz go w The Stranger Things. Ploski tworzy pulsującą muzykę naszych czasów: chaotyczną, pełną FOMO, łączącą barok, nagrania terenowe, klub, post-classical i estetykę gier. Z tego miszmaszu powstaje emocjonalny, filmowy kolaż – dramatyczny, czasem przytłaczający, ale barwny i poruszający, jak zwolnione tempo współczesnego chaosu.

OMASTA – „Jazz Report From the Hood”

Omasta wpisuje się w świeżą scenę jazzową: swobodną, eklektyczną i pełną groove’u. Omasta gra z luzem i energią, łącząc jazz z hip-hopowym bujaniem, świetnymi aranżami i mocnymi solówkami. To jazz miejski, partnerski, „spod trzepaka”, a jednocześnie ambitny i kolektywny.

OLGA MARKOWSKA – „Iskra”

Za oręż ma wiolonczelę, cytrę i syntezator, a wśród tych instrumentów poczujemy mrok, funeralny nastrój i skłonność do autorefleksji. Olga Markowska buduje swój świat, a jej debiut ukazuje się w prestiżowym Miasmah, znów przypominając, że znad Bałtyku płynie muzyka zadumy i powagi, przyjmowana z uznaniem na całym kontynencie.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.