Byłem zazdrosny, bo śpiewali „swoją” piosenkę. Rozmowa z Patrykiem Różyckim o nowej wystawie i życiu we troje

Byłem zazdrosny, bo śpiewali „swoją” piosenkę. Rozmowa z Patrykiem Różyckim o nowej wystawie i życiu we troje

( 08.01.2026 )

„Największą intymnością jest szczerość” – mówi Patryk Różycki, malarz i performer nominowany do Paszportów Polityki 2026. Jego wystawa „Moja dziewczyna jest dziewczyną mojego przyjaciela”, prezentowana w Polana Institute, to 51 obrazów opowiadających o intymnej relacji we troje.

Myślisz, że polskie społeczeństwo jest gotowe na rozmowę o związkach, które nie są monogamiczne?

Myślę, że społeczeństwo nigdy nie będzie gotowe, dopóki ta rozmowa się nie zacznie. Sam fakt, że wystawa o niemonogamii pojawia się w przestrzeni publicznej, że ludzie zaczynają o niej rozmawiać – to już jest krok naprzód. Oczywiście pojawia się dużo lęku, często wynikającego z wyobrażeń o tym temacie, a nie z realnego kontaktu z nim. Ale właśnie dlatego warto o tym mówić. Nie chodzi mi o to, żeby przekonywać kogokolwiek do jakiegoś modelu relacji, tylko żeby pokazać, że takie relacje istnieją, że są oparte na zgodzie, komunikacji i trosce.

Gdy czytamy tytuły niektórych obrazów, np. „Chciałem, żeby usiadła mi dupą na twarzy, żebym mógł ją lizać i jednocześnie dotykać piersi” czy „Lubię lizać jej uda, w ogóle całe jej ciało”, można odnieść wrażenie, że ta wystawa to rodzaj prowokacji. 

To, że ktoś odbiera te obrazy jako prowokacyjne, mówi raczej o jego własnym wstydzie i o tym, jak rzadko rozmawiamy o seksualności wprost. Przecież wiele z tych rzeczy dzieje się na co dzień w naszych sypialniach – tylko nikt o tym nie mówi publicznie. Ja po prostu nie widzę powodu, żeby ukrywać coś, co jest częścią mojej relacji i mojego życia.

Nie chodzi o epatowanie seksem, tylko o pokazanie, że cielesność jest naturalna, że można o niej mówić otwarcie i bez wstydu. Jeśli ktoś widzi w tym prowokację, to może dlatego, że sztuka zbyt rzadko pokazuje intymność w taki szczery, nieupiększony sposób. Dla mnie to nie jest przekraczanie granic – to usuwanie ich. I próba stworzenia przestrzeni, w której można o tym mówić bez wstydu i osądu. Jeśli ta wystawa otworzy choć kilka takich rozmów – to znaczy, że ma sens.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Chciałem, żeby usiadła mi dupą na twarzy, żebym mógł ją lizać i jednocześnie dotykać piersi”, 
olej na płótnie, 40x50 cm, 2025

Uważasz, że jesteś odważny?

Kiedyś w ogóle nie uważałem się za odważnego. To słowo mnie wręcz zawstydzało – może dlatego, że często słyszałem je od mojego ojca i wydawało mi się wtedy przesadzone, nieautentyczne. Dziś myślę, że odwaga to nie jest brak lęku, tylko gotowość, żeby o tym lęku mówić. Nie robię tego, co robię, żeby wydawać się „odważnym”. Po prostu opowiadam o swoim życiu tak, jak potrafię – szczerze, bez zasłon. Ale widzę, że to, co pokazuję, wymaga pewnej odwagi, bo w kulturze rzadko mówi się o tak intymnych rzeczach tak otwarcie. Więc jeśli ta szczerość jest odbierana jako odwaga, to przyjmuję to określenie.

Wystawa w dużym stopniu opowiada o twojej zazdrości o Martynę, czyli dziewczynę twojego przyjaciela, z którą po wielu latach znajomości sam zacząłeś być w relacji romantycznej. 

Tak, ta wystawa w dużej mierze jest o zazdrości, bo to uczucie bardzo mocno towarzyszyło mi na początku tej relacji. Chciałem je pokazać bez filtra, bez udawania, że wszystko jest łatwe i piękne. Zazdrość była dla mnie trudna – wstydziłem się jej, a jednocześnie nie potrafiłem jej ukryć. W pewnym momencie miałem wrażenie, że to uczucie mnie wręcz przepełnia, dominuje. Z czasem, dzięki rozmowom, pracy nad sobą i po prostu życiu w tej relacji, poziom tej emocji się zmienił. Dziś powiedziałbym, że zazdrość jest we mnie może w dwudziestu procentach. Nadal się pojawia, ale już nie rządzi moim zachowaniem. Uczę się ją rozumieć i nazywać, a nie nienawidzić siebie za to, że ją czuję.

Myślę też, że mówienie o zazdrości głośno jest ważne, bo wstyd często zamienia się w autoagresję. A ja nie chcę siebie nienawidzić – chcę siebie rozumieć. Dlatego ta wystawa to też sposób, żeby to uczucie oswoić i przestać się go bać.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Chciałbym, żeby żadnej piosenki nie było o nich, tylko wszystkie o nas, bo w tych ich piosenkach nie ma mnie”, 
olej na płótnie, 120x140 cm, 2025

Opowiesz o tym obrazie z Ubera? Nosi tytuł „Chciałbym, żeby żadnej piosenki nie było o nich, tylko wszystkie o nas, bo w ich piosenkach nie ma mnie”.

Byłem zazdrosny o bliskość Martyny i Michała – o to, że śpiewali razem, że mieli wspólną historię sprzed mojego pojawienia się. Patrzyłem na nich z tylnego siedzenia i czułem, że chciałbym wymazać tamten moment, jakby usunąć ich przeszłość, żeby zrobić miejsce dla naszej.

To był bardzo trudny, ale też ważny moment. Bo wtedy zobaczyłem, jak działa zazdrość – że ona nie dotyczy tylko drugiej osoby, ale też tego, jak sam siebie widzę w relacji. Dziś, z perspektywy czasu, mam do tego więcej czułości. Wiem, że to było po prostu moje zranione ego, które próbowało się czegoś nauczyć.

Jaka to była piosenka?

Przez długi czas myślałem, że wtedy leciał Krzysztof Krawczyk, „Trudno tak”, ale Martyna później przypomniała mi, że to była inna piosenka Krawczyka. To zabawne, jak pamięć potrafi coś podmienić, kiedy emocje są silne.

Co cię najbardziej zaskoczyło w życiu we troje?

Zazdrość na pewno była intensywna, ale ona mnie nie zaskoczyła – raczej się jej spodziewałem. Wiedziałem, że w takiej relacji pojawią się trudne emocje, dlatego długo się wahałem, zanim w nią wszedłem. Bałem się, że sobie z tym nie poradzę.

Najbardziej zaskoczyło mnie coś innego – że jednak potrafię w tym wszystkim funkcjonować. Że umiem wypowiadać swoje emocje, przeżywać je i nie uciekać, kiedy jest trudno. To, że ta relacja trwa i że czuję się w niej dobrze, jest dla mnie dużym zaskoczeniem.

Okazało się, że mam w sobie dużo więcej spokoju i zdolności do komunikacji, niż myślałem. I że mimo różnych lęków potrafię kochać i być w relacji, która nie mieści się w klasycznym schemacie. Daje mi to poczucie siły.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Nasza pierwsza wspólna wideorozmowa z rodzicami Martyny, odkąd zaczęliśmy być ze sobą”, 
olej na płótnie, 70x90 cm, 2025

Czas pełni w twoim malarstwie ważną funkcję. Opowiesz o nim?

Czas jest dla mnie bardzo ważny, bo porządkuje emocje i pozwala mi zobaczyć relację w ruchu, w konkretnych momentach. Każdy obraz to zapis jednej sytuacji, pewnego stanu – razem tworzą coś w rodzaju linii czasu, która pokazuje, jak ta historia się rozwija.

Gdy maluję, często wracam do konkretnych chwil: pierwszej randki, wspólnego dnia, rozmowy, momentu napięcia. Dzięki temu widzę, jak te emocje się zmieniają, jak ja sam się zmieniam. Wystawa obejmuje zaledwie kilka miesięcy życia, ale to wystarczy, żeby zobaczyć cały wachlarz stanów – od euforii po zazdrość i spokój. W tym sensie czas w moich pracach jest nie tylko tematem, ale też narzędziem – pomaga mi zrozumieć, gdzie jestem i kim byłem w danym momencie.

Do każdego swojego obrazu dodajesz bardzo szczegółowy opis. Czym byłyby dla ciebie te obrazy bez opisów?

Myślę, że byłyby po prostu ładnymi kadrami życia – wizualnie atrakcyjnymi, ale niepełnymi. Dla mnie słowa są tak samo ważne jak malarstwo, bo dopowiadają kontekst i emocje, których nie widać na pierwszy rzut oka.

Nie interesuje mnie tworzenie zagadek ani zostawianie widza w niepewności. Chcę, żeby wiedział dokładnie, o czym opowiadam – żeby to było jak rozmowa, a nie test z interpretacji. Uważam, że to wyraz szacunku do ludzi, którzy poświęcają swój czas na kontakt z moją sztuką. Opis nie odbiera obrazowi mocy – on ją porządkuje. Dzięki temu ta historia jest bardziej precyzyjna, a emocje, o których mówię, stają się czytelne i prawdziwe.

W relacjach też chcesz być całkowicie klarowny?

W relacji też mam potrzebę mówienia wszystkiego. Lubię, kiedy emocje i sytuacje są jasno nazwane. Wiem, że dla niektórych to może być trudne, ale dla mnie właśnie ta przejrzystość buduje bliskość i poczucie bezpieczeństwa.

Myślę, że to wzięło się z porozumienia bez przemocy, którego się nauczyłem i które bardzo do mnie przemówiło. Zrozumiałem, że komunikacja to nie kontrola, tylko troska. Jeśli potrafimy o wszystkim rozmawiać – o zazdrości, o pragnieniach, o lękach – to relacja staje się bardziej prawdziwa. Nie potrzebuję tajemnic, żeby coś było ekscytujące. Dla mnie największą intymnością jest właśnie szczerość.

Opowieść, którą dopisałeś do tych obrazów, mówi jasno, że na początku sam siebie „przekonywałeś”, żeby wejść w relację romantyczną z Martyną. Dlaczego?

Tak, to prawda. Bardzo się bałem. Wiedziałem, że to nie będzie proste, że pojawi się mnóstwo emocji, na które mogę nie być gotowy. Martyna była wtedy partnerką mojego przyjaciela, więc naturalnie pojawiały się pytania, jak to wpłynie na naszą przyjaźń i na mnie samego?

Mój system obronny działał wtedy pełną parą. Byłem chłodny, zdystansowany, trzymałem emocje na wodzy – trochę z troski o siebie, trochę ze strachu przed zranieniem. Z perspektywy czasu widzę, że to było potrzebne. Ten opór pozwolił mi wejść w relację świadomie, a nie z impulsu. Kiedy w końcu pozwoliłem sobie na bliskość, wiedziałem już, że to decyzja z serca, a nie z lęku czy potrzeby.

I wpadłeś „po uszy”?

Tak, zdecydowanie. Choć długo się przed tym broniłem, to w końcu po prostu się zakochałem – całkowicie, bez planu, bez kontroli.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Skręcałem łóżko dla Martyny, kiedy pierwszy raz w życiu urządzała sobie własny pokój, czułem się taki męski”, 
olej na płótnie, 100x130 cm, 2025

Jeden z obrazów przedstawia ciebie skręcającego łóżko Martynie. Czym jest dla ciebie męskość?

Kiedy byłem dzieckiem i nastolatkiem, zupełnie nie czułem się „męski” w takim klasycznym sensie. W domu byłem traktowany trochę jak delikatny aniołek. Moi bracia byli od fizycznych zadań, a ja miałem mieć spokój, bo „on jest artystyczny”. Przez długi czas myślałem o sobie raczej jako o kimś poza kategorią płci – mówiłem, że nie jestem „mężczyzną” ani „kobietą”, tylko po prostu Patrykiem. To się zmieniło dopiero później, kiedy zacząłem uprawiać seks i uświadomiłem sobie, że jednak czuję się mężczyzną, tylko inaczej, niż mnie tego uczono. Że mogę być emocjonalny, czuły, delikatny, a jednocześnie silny i obecny.

Dziękujemy!
( Sztuka ) ( Esej ) ( Olga Drenda )

Chleb z gleby. Teresa Murak i misterium istnienia

Dla mnie męskość to umiejętność działania, troski i odpowiedzialności, ale też wrażliwość i gotowość do mówienia o emocjach. Chcę poszerzać to pojęcie o gesty, które kiedyś były z niego wykluczane. Męskość, w której się odnajduję, to połączenie siły i delikatności.

A „męskie” przyjaźnie? Jak jest z Michałem?

Jeden obraz przedstawia mnie i Michała leżących razem nago w wannie. To obraz właśnie o męskiej bliskości, która nie musi mieć kontekstu seksualnego. Chodzi o fizyczną i emocjonalną obecność, o zaufanie, o bycie przy sobie bez wstydu i napięcia. Dla mnie silne męskie przyjaźnie są bardzo ważne.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Kąpiel z Michałem”, olej na płótnie, 150x100 cm, 2025

Ta wystawa ma dla ciebie wymiar aktywistyczny czy osobisty?

Te dwa wymiary się ze sobą łączą. Opowiadam o własnym życiu, o relacji, w której jestem, więc to bardzo prywatne. Ale przez to, że pokazuję ją publicznie, ta osobista historia staje się też formą działania – próbą oswojenia tematu niemonogamii i przełamania stereotypów.

Zależy mi, żeby ludzie zrozumieli, że takie relacje istnieją, że nie są niczym „patologicznym”, tylko innym sposobem bycia blisko. Chcę się czuć bezpiecznie w społeczeństwie, a sztuka jest moim sposobem, żeby poprosić o tę akceptację. Więc jeśli taki osobisty gest staje się jednocześnie działaniem społecznym – to bardzo dobrze.

Co ci dało opowiedzenie tak osobistej historii?

Ta wystawa była dla mnie przede wszystkim procesem. Malując te sceny, wydobywałem z siebie trudne emocje – zazdrość, lęk, wstyd – i próbowałem się z nimi oswoić. Dzięki temu lepiej zrozumiałem, w jakim miejscu jestem.

Kiedy mogłem pokazać te emocje publicznie i powiedzieć: „Tak, jestem w takiej relacji, czuję się z tym dobrze, chcę, żebyście to zaakceptowali”, poczułem ogromną ulgę. W pewnym sensie ta wystawa to też gest samoakceptacji. Dla mnie to doświadczenie bardzo oczyszczające, bo pozwala mi żyć bardziej w prawdzie – wobec siebie i wobec innych.

Osoby, z którymi żyjesz, Martyna i Michał, też są artystami. Nie wolałbyś stworzyć tej wystawy razem z nimi? Czy to nie dawałoby „prawdziwszego” obrazu waszej relacji?

To ciekawe pytanie, ale szczerze mówiąc, nie myślałem o tym w ten sposób. Nigdy nie planowaliśmy wspólnej wystawy, choć oczywiście byłoby to intrygujące doświadczenie. Każde z nas ma jednak trochę inny sposób działania, inną wrażliwość i rytm pracy, więc trudno byłoby to połączyć w spójną całość.

Myślę, że w tym, co robimy osobno, i tak pojawia się wspólny punkt – to, że nasze życia się przenikają. Ta relacja i tak jest obecna w naszej sztuce, tylko na różne sposoby. Nie chciałem mówić w imieniu Martyny czy Michała, tylko o tym, jak ja to przeżywam. Może właśnie w tym leży uczciwość – że każdy z nas mówi własnym głosem.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Nasza pierwsza wspólna rozmowa o tym, co czujemy wobec zmian, jakie przyniósł początek mojej relacji z Martyną”, olej na płótnie, 140x120 cm, 2025

Jak Martyna i Michał odebrali wystawę? Czy po wernisażu coś się zmieniło między wami?

Nie, między nami nic się nie zmieniło. Myślę, że każdy z nas był na to dobrze przygotowany. Od początku rozmawialiśmy o tym, co się pojawi na wystawie, jakie tematy się w niej znajdą, gdzie przebiegają granice prywatności. Martyna i Michał wiedzieli, jakie obrazy powstają, o czym są teksty – wszystko było z nimi konsultowane i przez nich akceptowane.

To, że mogłem liczyć na ich zgodę i wsparcie, było dla mnie bardzo ważne. Martyna wręcz zachęcała mnie, żebym namalował to, co czuję, nawet jeśli to trudne czy bardzo osobiste. 

Pamiętam pierwszy wywiad, który udzieliłeś „Mintowi”. Mówiłeś tam, że pracujesz nad komiksem i że chcesz kiedyś napisać książkę. Jak ci idzie?

Tak, cały czas nad tym pracuję. Piszę tę książkę od kilku lat – zaczynam, wracam, zmieniam koncepcję. Ostatnio znowu wróciłem do tego projektu i czuję, że piszę coraz regularniej, coraz bardziej skupiony. To będzie coś między pamiętnikiem a zbiorem historii – trochę jak moje obrazy, tylko w formie słów. Myślę, że to naturalne przedłużenie tego, co robię w malarstwie.

Dziękujemy!

Patryk Różycki, „Leżeliśmy na kanapie w moim pokoju i odpoczywaliśmy po seksie”, olej na płótnie, 220x180 cm, 2025

Patryk Różycki „Moja dziewczyna jest dziewczyną mojego przyjaciela” 

październik-listopad 2025, Polana Institute, Warszawa

Artysta dwukrotnie nominowany do Paszportów Polityki (2023, 2026).

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.