Chciałbym mniej się wstydzić. Rozmowa z producentem Julkiem ploskim
( 18.03.2026 )
Mimo że nie zarywałem nigdy aż pięciu nocy z rzędu, niedawno pierwszy raz w życiu zorientowałem się, że jestem w niebezpiecznym miejscu z powodu ilości pracy. Zacząłem spychać swoje potrzeby na drugi plan.
„Praca zabija” – głosi baner Gregora Różańskiego, który w ubiegłym roku zawisł na Placu Centralnym w Warszawie. To przewrotne hasło mogłoby też być dewizą Julka ploskiego, producenta, którego utwór „Car Boy” znalazł się na ścieżce dźwiękowej piątego sezonu serialu „Stranger Things”. Niedługo po premierze serialu spotkaliśmy się, by porozmawiać o procesie twórczym Julka i jego rosnącej popularności. Na koniec zadajemy sobie pytanie, które z pewnością towarzyszy wielu osobom: jak dbać o siebie i się nie przepracowywać?
Rozmawiamy pod koniec roku. Jaki masz stosunek do wszelkiego rodzaju podsumowań?
Mogę mówić, że ich nie lubię, ale zawsze nachodzą mnie jakieś końcoworoczne refleksje. W ostatnich dwóch tygodniach grudnia ciało i umysł są cięższe. Przełom roku jest czasem przemian. W 2025 na przykład przestałem palić zioło po wielu latach palenia codziennie. Ale to nie było postanowienie, po prostu po 1 stycznia już nigdy nie zapaliłem. I bardzo się z tego cieszę, bo dzięki temu czuję się i funkcjonuję lepiej.
Natomiast lubię robić listy ulubionych filmów, książek i płyt z danego roku, i mam aplikacje, które mi w tym pomagają – Letterboxd, Goodreads, Rate Your Music. Cudze topki wywołują u mnie jednak FOMO. A po latach słuchania setek albumów muzycznych, oglądania setek produkcji i grania w dziesiątki gier rocznie, jestem zmęczony konsumowaniem kultury w tak dużej ilości.
I teraz konsumujesz już mniej?
Zauważyłem, że odczuwam niepokój, gdy nie nadążam za nowościami, dlatego w tym roku skupiłem się na słuchaniu i oglądaniu tego, na co naprawdę mam ochotę. Wtedy mogę się w zagłębić w jeden temat. Przegapiłem wiele albumów i filmów, które wyszły w 2025, ale nadrobiłem starsze rzeczy.
Julek ploski, dzięki. uprzejmości artysty
Co na przykład?
Pierwszy raz w życiu sięgnąłem po Leonarda Cohena, Simon & Garfunkel, Magdę Umer. W moim domu nie leciała taka muza, więc fascynujące było dla mnie poznawanie innego rodzaju wrażliwości. Szczególnie dużo słuchałem soundtracków z filmów i – czego nie robiłem wcześniej – gier wideo. Poczułem, że dają mi najwięcej spokoju i uziemienia. A jeśli jakiś artysta mnie zainteresował, sprawdzałem całą dyskografię. W przeszłości zdarzało mi się to robić, ale teraz było to dla mnie wyjątkowo przyjemne. Odkryłem na przykład, że Masakatsu Takagi, który stworzył ścieżkę dźwiękową do „Wilczych dzieci”, robił piękną muzykę solową.
Czujesz się lepiej, odkąd zmieniłeś podejście do śledzenia nowości?
Teraz mam świeższy łeb. Dzięki temu mogłem na przykład cieszyć się prawie każdy seansem na festiwalu Pięć Smaków, który odbył się niedawno. Swoją drogą, obejrzałem wtedy „Atak serca”, film o gościu, który jest freelancerem i bez przerwy pracuje na swoim tablecie graficznym. To było mocne…
Dlaczego?
To było tak, jakbym na ekranie zobaczył siebie. Mimo że nie zarywałem nigdy aż pięciu nocy z rzędu, niedawno pierwszy raz w życiu zorientowałem się, że jestem w niebezpiecznym miejscu z powodu ilości pracy. Zacząłem spychać swoje potrzeby na drugi plan, kiedy tworzyłem muzę do spektaklu „Oracle” Łukasza Twarkowskiego w teatrze Dailes w Łotwie. Zajechałem się, byłem w złym stanie psychicznym i fizycznym. Pracowałem sześć dni w tygodniu, od 10.00 do 21.00, a w dwu-trzygodzinnej przerwie w środku dnia realizowałem dodatkowo mniejsze zlecenia. Po kilku miesiącach miałem poczucie, jakbym zestarzał się o 30 lat. Moje ciało stało się skostniałe, trudno mi się myślało, byłem bardziej cyniczny.
Oprócz tego w 2025 roku m.in. po raz kolejny wystąpiłeś na Unsound, wydałeś nowy album, a twój utwór pojawił się w ścieżce dźwiękowej piątego sezonu „Stranger Things”. Zacząłeś utrzymywać się wyłącznie z muzyki?
Już rok wcześniej udawało mi się z niej wyżyć, bo zdarzało się, że jakieś zlecenie zabezpieczało mnie na kilka miesięcy. W 2025 roku miałem ich jednak więcej. A odkąd trzy lata temu rzuciłem etat, przyzwyczaiłem się, że przyjmuję wszystkie propozycje – muzę do reklam, małych niezależnych gier, szortów, do tego gram koncerty i DJ sety. Ze szkoły filmowej, a później z ASP wyszedłem z przekonaniem, że przez pierwsze lata po ukończeniu studiów muszę zapierdalać. W pewnym momencie jednak zorientowałem się, że jestem w środku tajfunu.
Julek ploski, dzięki. uprzejmości artysty
Czy taki ogrom pracy miał wpływ na twój proces twórczy?
Z jednej strony wypompował mnie energetycznie, z drugiej – był dowodem, że są ludzie, którzy chcą mi dać pieniądze za to, że robię sobie moją hermetyczną muzę. To dla mnie komunikat, że muszę działać w zgodzie ze sobą. Dzięki temu utwory, które tworzę na potrzeby własnych projektów, są też o wiele prostsze.
Co masz na myśli?
Moja znajoma, Ewa Sad, która robi genialną lowkey-midi-emo-popową muzę, powiedziała mi kiedyś, że zawsze jak coś tworzę, muszę odjebać cyrkową sztuczkę, przeskoczyć Julka; stworzyć coś zupełnie innego, nowatorskiego. A ja bardzo lubię muzykę, która jest niedopracowana. Wielu moich ulubionych soundcloudowych artystów robi utwory na bazie chujowego pianinka midi i z defaultowym drumkitem. Zapomniałem, że sam mogę tworzyć podobne rzeczy. Albo zrobić taką melodię jak kiedyś, tylko dlatego, że sprawia mi to przyjemność.
Bo na przykład „Hotel *****” [2023, Orange Milk – przyp. red.] jest wypolerowany. Ma w sobie laboratoryjny chłód, każdy utwór jest doświadczeniem, posiada własną narrację. Odkąd go wydałem, nie kończą mi się pomysły. Za każdym razem gdy odpalam program, nawet jak nie mam nic w głowie, to coś się rodzi. Chyba dlatego, że już nie oceniam sam siebie w trakcie tworzenia.
Twój ostatni album, „Give Up Channel”, znalazł się wśród 10 najlepszych płyt roku 2025 według magazynu Mint. Jaki masz teraz stosunek do tego projektu?
„Give Up Channel” to album, który najbardziej lubię ze wszystkich, które zrobiłem, mimo że w wielu aspektach już mi się nie podoba. Pracując nad nim, nie zmęczyłem się sobą. Może dlatego, że powstał w momencie, w którym brakowało mi tworzenia muzyki dla siebie? Byłem zły, że jeśli chcę przeżyć jako producent, nieustannie muszę wybierać kompromisy.
Julek ploski, dzięki. uprzejmości artysty
Wiele osób po Sztuce mediów, którą ukończyłeś, zajmuje się muzyką. Co – oprócz przekonania, że musisz ciężko pracować – dało ci studiowanie w Akademii Sztuk Pięknych?
Przede wszystkim poznałem tam wielu inspirujących ludzi i wyniosłem stamtąd piękne przyjaźnie. Czułem, że jestem widziany i doceniany przez innych. Wcześniej nie miałem zbyt wielu kolegów w szkołach, a gdy pierwszego dnia przyszedłem na Akademię i czytałem książkę gdzieś z boku, na ławeczce, od razu ktoś do mnie zagadał. Uczelnia ma swoje problemy, ale trafiłem tam na wspierających wykładowców takich, jak Piotr Puldzian Płucienniczak, który był promotorem mojej pracy teoretycznej. Zawsze powtarzał, by pisać o tym, co czujesz i na co masz ochotę. Mówił, że dam radę.
Mainstreamowe media zaczęły o tobie pisać, gdy piąty sezon „Stranger Things”, w którym znalazł się twój utwór „Car Boy”, trafił na Netflixa.
Dalej jestem tym samym Julkiem, ale zdarza się, że na networking parties ktoś chce sobie zrobić ze mną zdjęcie – od czasu premiery byłem na dwóch – i to jest dla mnie niekomfortowe. Dostałem też dwa większe zlecenia i follow na Instagramie od rozpoznawalnych osób w świecie producenckim. Ale najwspanialsze jest to, że rodzina i przyjaciele są ze mnie dumni. SMS, który dostałem od mojej siostry, był piękny i mega mnie wzruszył…
W wywiadach mówiłeś, że zaskoczył cię wybór tego utworu przez twórców serialu. Jesteś fanem uniwersum „Stranger Things”?
Pierwszy sezon pojawił się, gdy byłem grzdylem, chodziłem do liceum. Bardzo go lubiłem. Dziś mam do „Stranger Things” sentyment, bo był dla mnie jedną z odskoczni w okresie szkolnym. Mimo że jest blockbusterem, ma w sobie takie ludzkie ciepło. Piąty sezon też – i to, moim zdaniem, go niesie.
Julek ploski, dzięki. uprzejmości artysty
Jak powstał „Car Boy”?
W 2023 roku pracowałem w Dyspensa Records, gdzie w ramach projektu Dyspensa AI zajmowałem się badaniem roli narzędzi AI w muzyce. Wtedy muzyka generatywna była na etapie zamkniętych testów i nie miałem takich możliwości, jakie mamy dziś. Było jednak dużo narzędzi wspomagających, które na przykład mogły rozwinąć szkic melodii albo wygenerować pojedynczy, dosyć krótki dźwięk na podstawie promptu. „Car Boy” narodził się właśnie w ramach tego researchu, podobnie jak cała epka „Matcha latte, Contemplation”, która powstała z inicjatywy Dyspensy. Stworzyłem ten utwór w dwa dni. W ogóle kompozycje z tej epki powstawały bardzo szybko, dlatego traktowałem ją raczej jako poboczny projekt – przez to, że tak mało czasu spędziłem z tą muzą, nie byłem do niej jakoś szczególnie przywiązany.
Czym się inspirowałeś?
Głównie „Music for the Funeral of Queen Mary” Henry’ego Purcella. Ten motyw był m.in. w „Mechanicznej pomarańczy” Stanleya Kubricka; lubię go. W ogóle lubię muzę barokową, więc chciałem zrobić coś w tym stylu, ale z wykorzystaniem nowszych syntezatorów.
Jeśli komuś spodobał się „Car Boy” i chciałby poznać lepiej twoją muzykę, który projekt powinien przesłuchać?
Myślę, że epkę „Julek! Julek! Julek!”, „Hotel *****” i właśnie „Matcha latte, Contemplation”. Te płyty wyszły w zbliżonym czasie i podobnie brzmią, bo korzystałem z podobnych palet dźwięków i podobnych struktur. Tworząc je, inspirowałem się trailerami oraz hollywoodzką estetyką i sound designem. W moich późniejszych projektach też można dostrzec te wpływy, ale nie są już dominujące.
I taki to był twój 2025. W 2026 chciałbyś…
Z jednej strony mniej pracować, a z drugiej wypluć już projekty, nad którymi siedzę od dłuższego czasu – trzy longplaye i jedną epkę. Na pewno chciałbym bardziej dbać o siebie, zrobić sobie wakacje – od dawna to powtarzam, potrzebuję tygodnia bez pracy, nie miałem go od lat; więcej wychodzić do przyjaciół, a nie spotykać się, gdy jestem w potrzebie. Chciałbym też dalej nie palić zioła, mniej się wstydzić i bardziej w siebie wierzyć.