Nowa Ernaux, „Fat City” i „Jazda” Spark. Polecenia książkowe na majówkę i nie tylko
( 18.04.2025 )
Powieść nominowana do „straconego Bookera”, kalifornijskie marzenia o tłustym mieście, dwuzdaniowe arcydzieła jednej z najlepszych amerykańskich prozaiczek, irlandzka saga rodzinna i miniatury z podparyskiej kolejki – polecamy 5 książek na majówkę.
Muriel Spark, „Jazda”, tłum. Jacek Dehnel, Wydawnictwo Znak
W 2010 roku, 4 lata po śmierci uznanej szkockiej pisarki Muriel Spark, jej obłąkańcza „Jazda” znalazła się na liście nominowanych do tzw. Straconego Bookera (Lost Booker Prize). Wybrano wówczas książki „przegapione” czterdzieści lat wcześniej, w 1970 roku, kiedy zmieniły się zasady przyznawania nagrody i przesunięto moment obrad jury z wiosny na jesień. Dzięki temu po czterech dekadach przypomniano o książce, która nigdy nie zdobyła takiego uznania jak „Pełnia życia panny Brodie” lub „Gwiazda filmowa”, arcypopularne powieści Spark.
To podwójne życie „Jazdy” w przewrotny sposób odzwierciedla losy jej bohaterki, nieco odklejonej, niepozornej księgowej, która decyduje się na radykalny makeover. Bierze urlop w biurze, w którym pracuje od szesnastu lat, kupuje sukienkę w nieco krzykliwych kolorach i wsiada do samolotu, by odpocząć w jakimś ciepłym kraju. Podróż nie kończy się dla niej zbyt dobrze, o czym dowiadujemy się bardzo wcześnie. Thriller zamienia się w eksperyment literacki, a pompatyczny, staroświecki ton Lise zupełnie nie współgra z absurdalnymi wydarzeniami, w które wplątuje się bohaterka. Bonusem lekturowym jest posłowie od tłumacza, Jacka Dehnela, który wyjaśnia, dlaczego „Jazda” nigdy nie stała się Sparkowym klasykiem.
Leonard Gardner, „Fat City”, tłum. Tomasz Antosiewicz, Wydawnictwo ArtRage
J. D. Salinger, Sylvia Plath, Ralph Ellison, Jane Bowles… oto przykłady pisarzy, którzy za życia wydali wyłącznie jedną, znakomitą powieść. Do listy można by dopisać Leonarda Gardnera, autora Fat City, z tą różnicą, że Gardner wciąż żyje i teoretycznie mógłby napisać kolejną. Jest to jednak mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że pisarz ma 91 lat, a Fat City ukazało się w 1969 roku. Jako utalentowany scenarzysta Gardner przerobił swoją powieść bokserską na scenariusz udanego filmu o tym samym tytule. Oryginał został wznowiony w 2015 roku w wydawnictwie New York Review of Books, co jest warte więcej niż nominacja do niejednej nagrody (a przedmowę do tego wydania napisał nie kto inny jak Denis Johnson, wielbiciel Gardnera, ten sam, którego „Szczodrość syreny” pokochaliśmy w przekładzie Krzysztofa Majera).
Nie sugerujcie się tym, że to opowieść o boksie, bo sportowe perypetie dwóch głównych bohaterów są przede wszystkim pretekstem do ukazania niespełnionych marzeń o tytułowym tłustym mieście – pojechać do „fat city” oznacza tyle, co mieć dobre życie. Bohaterowie jadą oczywiście w przeciwnym kierunku, jeden szybciej od drugiego, a kto czytał „Dzień szarańczy” Nathanaela Westa, ten wie, że Kalifornia nie zawsze jest krainą mlekiem i miodem płynącą. „Kiedyś wierzył, że lata pięćdziesiąte przyniosą mu wielkość. Dekada prawie się skończyła, podobnie jak on” – takie zdania padają na początku powieści, a Gardner mistrzowsko rzuca wyzwanie wszystkim naszym przyzwyczajeniom lekturowym, które nakazują wierzyć, że z biegiem fabuły losy postaci ulegną poprawie.
Paul Murray, „Żądło”, tłum. Łukasz Witczak, Wydawnictwo Filtry
U Gardnera akcja toczy się w spelunach i ponurych hotelach jego rodzinnego Stockton, z kolei Barnesowie z „Żądła” Paula Murraya mieszkają w nieco pogodniejszym irlandzkim miasteczku, gdzie wszyscy wszystkich znają i istnieje „komitet upiększania miasta”. „Kierowcy zwalniali, by zobaczyć, kto idzie, i machali zza szyby. Nie było fajnych miejscówek. Zamiast McDonalda i Starbucksa mieli Binchy Burgers i Mangan’s Café, ale tam za ladą pracowali właściciele, którzy pytali, jak się miewają rodzice”. Czwarta powieść Murraya, pisarza od spraw irlandzkiej klasy średniej, który przypadnie do gustu fanom Fitzgeralda, Franzena, DeLillo lub Powersa, to 600-stronicowa saga opisująca upadek rodu Barnesów po kryzysie gospodarczym w 2008 roku.
Mimo że wiele elementów tego świata – miasteczko pełne pogodnych obywateli, awans klasowy, piękna żona, chichoczące przyjaciółki, wybuchowy ojciec lub nad wiek poważny nastolatek – z początku tworzą mało oryginalny obraz współczesnej Irlandii, pisarz prędko burzy to wrażenie schematyczności. Najciekawsza w „Żądle” jest kompozycja książki, bo pozornie nieistotne sceny i wypowiedzi zazębiają się w zaskakującym finale, w którym pisarz nagle zmienia ton i formę narracji.
Lydia Davis, „Asortyment strapień”, tłum. Michał Tabaczyński, Wydawnictwo Czarne
Skoro w polecajkach znalazła się cegła Murraya, to nie może również zabraknąć minimalistycznych próz Lydii Davis, amerykańskiej mistrzyni krótkiej formy i tłumaczki Prousta oraz Flauberta, a także autorki wciągających esejów o swoich przekładach. „Ledwo jestem w stanie zrobić listę zakupów bez poprawiania jej […] jeśli nie wyrazimy czegoś odpowiednio jasno, zniekształcamy istotę tego, co chcemy powiedzieć ”, stwierdziła Davis w wywiadzie. Każde zdanie „Asortymentu strapień” jest dowodem na jej zamiłowanie do klarowności i precyzyjnego stylu. Wszystko dzieje się tu w języku, w chłodnych analizach, którym postaci poddają swoje myśli i zachowania, w ironicznych powtórzeniach i zdystansowanym tonie narratorów.
W „Kafce w kuchni” Franz przeżywa katusze, bo nie potrafi zdecydować, co zaserwuje ukochanej na kolację – „Następnie zacząłem się zadręczać jak kwiat, który zamknięty w pudełku został zdruzgotany przez wichurę, a jednak nie stracił ani jednego płatka” – z kolei „Poznawanie własnego ciała” to miniatura złożona z dwóch zdań: „Ruch twoich gałek ocznych wskazuje na to, że myślisz albo masz zamiar zacząć myśleć. Jeśli więc w tym konkretnym momencie nie masz ochoty myśleć, staraj się zachować gałki oczne w bezruchu” (sprawdźcie, działa). Dla miłośników surrealizmu i wszelkich literackich dziwactw!
Annie Ernaux, „Życie zewnętrzne”, tłum. Anastazja Dwulit, Wydawnictwo Czarne
„Nasze prawdziwe «ja» bynajmniej nie w całości w nas mieszka”. Od tych słów Jean-Jacques’a Rousseau zaczyna się „Życie zewnętrzne” Annie Ernaux, jej zapiski z codziennych podróży kolejką między Paryżem a domem w podmiejskim Cergy-Pontoise. „To nie reportaż ani rozprawa z socjologii miasta, lecz próba uchwycenia – poprzez zbiór migawek ze zbiorowego życia codziennego – rzeczywistości pewnej epoki, tej nowoczesności, którą w nowo wybudowanym mieście dotkliwie odczuwamy, nie umiejąc jej jednak zdefiniować”, pisze Ernaux w przedmowie.
Zamiast zagłębiać się w opis intymnych doświadczeń, z którymi zazwyczaj kojarzymy jej twórczość, noblistka opuszcza sferę autobiografii i skupia się na rejestrowaniu krótkich scen, które zapadają jej w pamięć w trakcie podróży. Z tych okruchów tworzy panoramę swoich czasów. Rozbudowa monstrualnych hipermarketów i autostrad wijących się wokół Paryża, wiadomości o konfliktach międzynarodowych, które nie budzą już żadnych emocji, napięta atmosfera w wieczornych pociągach – taki duszny obraz przełomu lat wieków, starannie opatrzony datami dziennymi i rocznymi, wyłania się z „Życia zewnętrznego” Ernaux. Alternatywa dla osób, które nie odnajdują się w społeczno-rodzinnej tematyce „Bliskich” czy „Ciał”.