„Na noże” , mat. prasowe

Czy morderstwo jest jeszcze „cool”? Trzecia część „Na noże” Riana Johnsona

( 13.12.2025 )

Gwiazdorska obsada, misterna intryga i zbalansowane tempo – ta zabawa nie mogła się nie udać. Najnowszy film z serii „Na noże” udowadnia, że Rian Johnson gra w swojej lidze, jeśli chodzi o kino detektywistyczne.

Popkultura wmówiła nam jedną rzecz – według amerykańskich (jak i brytyjskich) twórców zabójstwo z premedytacją nie musi nam się źle kojarzyć. Ba, kiedy pojawia się detektyw, Hercules Poirot lub inny Sherlock Holmes, to dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Zgoda, ktoś nie żyje, ciało leży w salonie/wannie/łóżku, doszło do tragedii, ale przecież takie rzeczy się zdarzają. A więc liczy się to, że teraz – wraz z ulubionym śledczym – mamy szansę dowiedzieć się, dlaczego nasz fikcyjny denat wyzionął ducha. I to jest dla nas – odbiorców kultury – bardzo atrakcyjna sprawa! Taki motyw można podpiąć pod większość powieści Agathy Christie, jak i (prawie!) każdy film z serii „Na noże”, za którą odpowiedzialny jest wizjoner Rian Johnson.

Napisałem „prawie”, bowiem to właśnie trzecia część z serii „Na noże” Riana Johnsona pragnie wspomniany mit odczarować. „Żywy czy martwy” zmusza nas do refleksji, bo zaczynamy zdawać sobie sprawę, że powieści i hollywoodzkie produkcje osłodziły nam śmierć. I że chyba nie do końca powinno tak być.

Dziękujemy!

„Na noże” , mat. prasowe

Powrót do klimatów z „jedynki”

Pewnego razu legendarny detektyw Benoit Blanc (w którego raz jeszcze wciela się Daniel Craig, balansujący gdzieś między Poirotem a brytyjskim dandysem) otrzymuje tajemniczy list. Został on wysłany przez młodego wielebnego Juda Duplencity (Josh O’Connor – to jedna z jego najlepszych ról), sprawującego posługę w jednej z lokalnych i nieco zapomnianych parafii. Nic dziwnego, że zaintrygowany Blanc postanawia dociec, dlaczego  napisał tę wiadomość. W końcu Duplencity tłumaczy w niej, że jest głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa swojego przełożonego – Monsignora Jeffersona Wicksa (Josh Brolin).

Nagle cofamy się w czasie i wydarzenia z przeszłości obserwujemy oczami młodego wielebnego. Ten jest w pełni przekonany, że został wrobiony w śmierć Wicksa przez jego parafian (plejada gwiazd – Glenn Close, Jeremy Renner, Andrew Scott i wielu innych). Zatem narracja z offu to także głos O’Connora, klarownie tłumaczący nam, co dokładnie zaszło w przeddzień tragedii. Powoli zaczynamy zdawać sobie sprawę, kim dokładnie był Wicks – kościelną wersją Andrew Tate’a, który nienawidził ludzi, dobra i wytrwale działał na ich niekorzyść – a scenki z udziałem wszystkich postaci uczęszczających do kościoła prowadzonego przez Wicksa pozwalają nam zrozumieć, że odpowiedzialny za zbrodnię mógł być dosłownie każdy.

Czyli zaczyna się jak u Christie, a dokładnie jak w „Zabójstwie Rogera Ackroyda”. Zamiast wszechwiedzącego narratora film opiera się na zawężonej perspektywie jednej postaci. Lampka zapala nam się sama – czy autor listu mówi nam prawdę?

U Johnsona znowu jest jesiennie, kameralnie i niemalże nastrojowo, jak w osiemnastowiecznym opowiadaniu. Wypisz wymaluj estetyka z pierwszej części serii (2019 rok), którą pokochały tysiące, a może nawet i miliony widzów na całym świecie. Trzeba przyznać, że wciąż działa. W najnowszej części czujemy też, że coś złowieszczego wisi w powietrzu, ale ta estetyka tylko zwiększa naszą przyjemność z seansu.

Przypomnijmy sobie kontynuację serii, którą Johnson wypuścił w 2022 roku. W drugiej części serii („Glass Onion”) reżyser trochę odleciał, choć przecież intencje miał słuszne. Postaci były aż za nadto przerysowane, a letnia atmosfera i cukierkowe kolory niezupełnie pasowały do suspensu budowanego przez reżysera. Ciekawy był zabieg polegający na zdradzeniu całej intrygi w jednym z początkowych dialogów, ale brakowało jednego – tego interakcyjnego elementu, który sprawiłby, że czujemy się towarzyszami tej „zabójczej” przygody. Najnowsza część jest bardziej immersyjna i pozwala nam dostrzec znacznie więcej, niż moglibyśmy przypuszczać.

Dziękujemy!

„Na noże” , mat. prasowe

Blisko perfekcji

„Żywy czy martwy” bazuje przede wszystkim na castingu – Johnson dobrał swoją aktorską trupę w przemyślany sposób. Tutaj każdy w jakiś sposób dorzuca swoich pięć groszy i wzbogaca nie tylko pierwszy, ale i drugi plan. Być może tego brakowało w poprzedniej części „Na noże” – po paru latach trudno przypomnieć sobie choć jedną postać, z którą wówczas mogliśmy sympatyzować lub w jakiś sposób jej kibicować. Natomiast tutaj mamy ich całkiem sporo – na czele z fajtłapą o dobrym sercu granym przez O’Connora.

Dziękujemy!
( Film ) ( Recenzja ) ( Ziemowit Szczerek )

Ach, te seksowne nazistowskie mundury. Szczerek o „Białej odwadze”

Craig będzie tu najbardziej oczywistym przykładem aktora „bawiącego się rolą” – Brytyjczyk operuje cudacznym akcentem, lawiruje gdzieś między komedią a patosem i po raz kolejny (ostatnio widzieliśmy go choćby w „Queer” Luci Guadagnino) zrzuca z siebie Bondowską łatkę. Na potrzeby tej części zapuścił włosy, założył stylowe okulary i ubrał się w jeszcze dziwniejszy garnitur. To nie jest Craig, którego znamy z jego poprzednich produkcji.

Ale to nie koniec zabawy z aktorskim image’em. Widać, że Josh Brolin ma masę frajdy jako ekranowy skurczybyk, którego potrafimy nienawidzić już od pierwszej sceny z jego udziałem. Brolin w ostatnich latach grał ekranowych poczciwców (m.in. w „Diunie”), nawet jeśli w prawdziwym życiu do końca takowym nie jest (odsyłam do jego małżeństwa z Diane Lane). No i mamy tu wspomnianą wcześniej Glenn Close – a raczej, jak to mówią w Stanach, fucking Glenn Close. Aktorka ma 78 lat na karku i wciąż potrafi zaskakiwać. Tutaj Close osiąga wyżyny w tym, jak odgrywa bogobojność swojej postaci, stając się ważnym elementem tej złożonej układanki. Więcej recenzentom zdradzać nie wypada.

Dziękujemy!

„Na noże” , mat. prasowe

Niemożliwe zagadki

Przy okazji to też film o ego – co widać na przykładzie detektywa granego przez Daniela Craiga. W tle niespodziewanie pojawia się jeszcze jeden filozoficzny motyw. Johnson po raz kolejny zwraca się do widzów i pyta ich wprost: czy geniusz faktycznie jest w stanie rozwikłać zagadkę, która jest takim książkowym przykładem sprawy „niemożliwej do rozwiązania"? Zazwyczaj mistrzowie tego fachu rozwiązywali podobne zagadki bez zająknięcia. Jednak kiedy Blanc mówi „sprawdzam” przy każdym możliwym scenariuszu, spotyka ze ścianą. Blanc twierdzi, że to – cytując – „a perfectly impossible crime”. I chyba coś w tym jest – do samego końca nie jesteśmy pewni, kto (i czy w ogóle) rozwiąże tę sprawę.

I nawet jeśli najnowsze „whodunnit” Johnsona lepiej byłoby obejrzeć na wielkim ekranie, to  jest to kino detektywistyczne bliskie perfekcji. Prawdopodobnie jego największym wrogiem będziemy my – widzowie. Na przestrzeni ostatnich kilku dekad mieliśmy okazję zmierzyć się z wieloma – mniej lub bardziej udanymi – ekranowymi zagadkami. Także dziś mniej więcej wiemy, czego oczekiwać. Mimo to Johnsonowi z każdą kolejną częścią serii wciąż udaje się uzyskać coś zaskakującego. A to już całkiem sporo, bo o mało którym nowym filmie możemy powiedzieć to samo.

Żywy czy martwy”. Seria „Na noże”, Netflix (premiera 12.12), ocena: 9/10

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.