() Patronat
Czy technologia kiedykolwiek była racjonalna. Rozmowa z Joey Holder
( 21.09.2026 )
W pracy „The Woosphere” Joey Holder buduje cyfrową rzeczywistość o wielowarstwowej strukturze, zamieszkiwaną przez pięć odmiennych form inteligencji. Odwołując się do powstałej na początku XX wieku koncepcji noosfery, do dialogów generowanych przez sztuczną inteligencję, „kwantowego woo” oraz chaotycznego obiegu wierzeń w internecie, artystka pyta, co dzieje się w chwili, gdy wspólna rzeczywistość ustępuje miejsca konkurującym ze sobą systemom znaczeń.
W „The Woosphere” pojawia się pięć postaci – filozof, kosmita, Golem, organoid mózgowy i kapłan – reprezentujących odmienne formy inteligencji oraz sposoby rozumienia świata. Chciałabym zadać to pytanie, odwołując się do twórczości polskiego pisarza Stanisława Lema, który wyobrażał sobie technologie radykalnie podważające ludzką wyjątkowość. Czy postacie w twojej pracy również kwestionują nasze myślenie o ludzkim mózgu jako uprzywilejowanym modelu inteligencji?
Nieustannie o tym myślę. Chcę, aby te postacie rozmawiały o fundamentalnych zagadnieniach i przedstawiały odmienne sposoby rozumienia inteligencji oraz świadomości. Sama jednak nie wiem, czym inteligencja właściwie jest. Popełniamy błąd, antropomorfizując ją – zakładamy, że musi być związana z mózgiem albo że komputer powinien naśladować ludzkie procesy neurologiczne.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2026, instalacja na wystawie „Phantasmagoria. Folkloric Sculpture for the Digital Age”, Henry Moore Institute, Leeds, fot. Rob Harris, dzięki uprzejmości artystki
Istnieje wiele innych sposobów rozumienia inteligencji: może być bezcielesna, rozproszona albo działać w sposób pozaludzki lub wykraczający poza sam mózg. Każda komórka wewnątrz naszego ciała stanowi osobny mikroświat, a my sami jesteśmy raczej splotem wchodzących w relacje bytów niż pojedynczą spójną całością.
Poprzez stworzone postacie chcę badać skrajne możliwości takich odmiennych form. Jedna z nich jest całkowicie logiczna i pojmuje inteligencję czysto matematycznie; organoid to bezcielesny wetware, a uzupełnieniem jest ludzki filozof. Niedawno czytałam, że cząsteczki sygnałowe – które dziś nazywamy hormonami – wyewoluowały na długo przed powstaniem pierwszych ciał. Podobnie może być z inteligencją: jej alternatywne formy istniały od zawsze, tyle że ze względu na ograniczenia naszego aparatu poznawczego być może nigdy nie uzyskamy do nich pełnego dostępu. Czasami udaje nam się je dostrzec, a sama próba ich pojęcia bywa niezwykle ożywcza. Jeśli jednak istnieje jakiś fundamentalny błąd w sposobie, w jaki ludzie zamieszkują świat, polega on na tym, że nieustannie próbujemy go kolonizować własnym, wąskim wyobrażeniem o tym, czym jest inteligencja.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2025, projekt badawczo-artystyczny, dzięki uprzejmości artystki
Twoje postacie ucieleśniają bardzo odmienne stanowiska, a zarazem zamieszkują ten sam świat. W jaki sposób ich współistnienie pozwala Ci rozróżnić produktywne formy irracjonalności – magię, fikcję i spekulację – od form politycznie niebezpiecznych, takich jak myślenie spiskowe?
Utrata sensu kryje w sobie pewien produktywny potencjał. W „Logice Sensu” Deleuze’a nonsens nie jest po prostu brakiem znaczenia; stanowi warunek, z którego może wyłonić się każda nowa struktura. Być może systemy muszą od czasu do czasu ulec rozpadowi. Na przestrzeni dziejów dzieje się to raz po raz, a w miejscu starych form pojawia się coś nowego. Sam moment rozpadu jest jednak głęboko niepokojący, ponieważ brakuje mu spójności.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2026, instalacja na wystawie „Phantasmagoria. Folkloric Sculpture for the Digital Age”, Henry Moore Institute, Leeds, fot. Rob Harris, dzięki uprzejmości artystki
Problem sfery cyfrowej polega na ciągłym zderzaniu ze sobą odmiennych narracji, rzeczywistości i systemów przekonań. Współistnieją, lecz zazwyczaj w stanie nieustannego konfliktu. Interesuje mnie ten potencjalnie twórczy stan chaosu, ale zależy mi również na tym, aby osoby oglądające instalację zastanowiły się, jak skonstruowane są ich własne przekonania i skąd właściwie się biorą.
Może zabrzmi to idealistycznie, ale nie sądzę, byśmy potrzebowali prostej, spójnej opowieści. Musimy dopuścić do współistnienia odmiennych systemów przekonań i pozwolić im razem wytworzyć coś nowego. „The Woosphere” odzwierciedla chaotyczny stan naszej teraźniejszości. Mam nadzieję, że osoby oglądające pracę zadadzą sobie pytanie, z którymi postaciami odczuwają więź, a następnie zastanowią się, jak ta identyfikacja została w nich wywołana. Nawet natura w dużej mierze stanowi konstrukt kulturowy. To, jak rozumiemy przyrodę i własne ciała, co jemy i czego pragniemy, jest głęboko uwarunkowane przez opowieści, które o sobie snujemy — przez miejsce, w którym dorastaliśmy, czy kraj, z którego pochodzimy.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2025, dzięki uprzejmości artystki
W swojej praktyce poszerzasz kategorię natury, włączając w nią istoty i systemy, które nie odpowiadają jej znajomemu, wyidealizowanemu obrazowi. W jaki sposób ta szersza ekologia wpływa na kreowane przez ciebie światy?
Próbuję myśleć o naturze w szerszej perspektywie, uwzględniając elementy, których zazwyczaj za naturalne nie uznajemy – chociaż w gruncie rzeczy wszystko jest naturą. Interesują mnie stworzenia i formy życia postrzegane jako obce lub niemieszczące się w tradycyjnych wyobrażeniach o pięknie przyrody. Mam na myśli nie tylko skomplikowane elementy ekosystemów, ale też organizmy rozwijające się w zanieczyszczonym środowisku – chociażby meduzy, którym sprzyjają rosnące temperatury wód i wpuszczane do mórz ścieki. Jeżeli jako ludzkość nadal będziemy podążać tą drogą, to właśnie takie formy przetrwają i zdominują świat.
To mocno komplikuje binarny podział na niszczenie natury i jej ochronę. Nasze działania doprowadzą do zagłady ogromnej liczby gatunków, ale jednocześnie wywołują powstanie zupełnie nowych form życia.
Praca nad pojęciem środowiska wyraża się też na poziomie formalnym: zamiast przedstawiać świat z perspektywy zewnętrznej, umieszczasz widza w jego wnętrzu. Na co pozwala Ci worlding, czyli takie „kreowanie światów”?
Nie jestem pewna, czy tradycyjna reprezentacja i immersyjny świat stoją w całkowitej opozycji – przecież taki świat również zawiera w sobie różne przedstawienia. Niedawno słuchałam rozmowy z Ianem Chengiem, który porównał worlding do ogrodnictwa. Uprawiasz pewien system, który może być obliczeniowy i obejmować rozmaite podmioty, żywe istoty czy rośliny, ale nie sprawujesz nad nim pełnej kontroli. Podlewasz roślinę, nie wiedząc, czy obumrze, czy rozkwitnie. Masz jedynie nadzieję, że będzie się rozwijać i wchodzić w relacje z otoczeniem. Tworzysz więc pewną zamkniętą przestrzeń, a zarazem pozwalasz, by zachodziły w niej nieprzewidziane zdarzenia.
Doktorat, nad którym obecnie pracuję, nosi roboczy tytuł Multi-Agent Worlding in Narrative Chaos. Pojęcie worlding wywodzi się z systemów obliczeniowych, w których różne podmioty działają we wspólnym środowisku. Mogą to być chatboty, algorytmy, siatki danych albo byty osadzone w świecie fizycznym, które komunikują się w ramach jednego systemu. Tym, co je łączy, jest sama obliczeniowość.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2025, projekt badawczo-artystyczny, dzięki uprzejmości artystki
Zastanawiam się, co to właściwie znaczy: posiadać sprawczość i być żywym. Wokół sztucznej inteligencji toczy się dziś gorąca debata dotycząca tych pojęć. Chcę jednak poszerzyć pojęcie sprawczości poza to, co da się zamknąć w algorytmie. Takimi podmiotami mogą być organizmy, których nauka jeszcze nie zmapowała ani nie nazwała – a dotyczy to większości życia na Ziemi – ale też byty czysto percepcyjne: widmowy glitch, duch czy coś istniejącego pomiędzy światami.
Zamiast je po prostu przedstawiać, próbuję umożliwić im przepływ przez moją pracę. Myślę o nich jako o bytach lub – jak określa je moja promotorka – „nośnikach afektu”, które mogą przemawiać i wchodzić ze sobą w interakcje. Działają w obrębie tego, co nazywam chaosem narracyjnym: spornych i niespójnych sposobów, w jakie tworzymy i rozpowszechniamy wyobrażenia o rzeczywistości, zwłaszcza w mediach społecznościowych. „The Woosphere” dotyczy właśnie rozpadu znaczenia wewnątrz narracji oraz konfliktu systemów przekonań, poprzez który ten rozpad się dokonuje.
Punktem wyjścia dla „The Woosphere” jest noosfera” – powstała na początku XX wieku wizja ewoluującej sfery zbiorowej myśli ludzkiej. Dlaczego właśnie ta koncepcja stała się ramą dla pracy poświęconej naszej rozbitej cyfrowej teraźniejszości?
Po raz pierwszy natknęłam się na pojęcie noosfery w sieci około dziesięć lat temu, gdy stało się popularnym memem i metaforą wczesnego internetu. Zakładało ono, że jako ludzkość osiągniemy wyższy, kolektywny stan świadomości. Pokrewna idea Punktu Omega Pierre’a Teilharda de Chardina opisuje wielką przemianę ewolucyjną i transcendentalną – moment apokaliptyczny, w którym albo przekroczymy własne ograniczenia, albo zginiemy.
Zaczęłam zastanawiać się, jak ta idea ma się do świata, w którym żyjemy obecnie. Zamiast zbiorowej świadomości czy wspólnoty znaczeń mamy poszatkowane środowisko cyfrowe, będące zaprzeczeniem noosfery. Wczesny utopizm sieciowy zakładał powstanie otwartego, horyzontalnego systemu, który poprawi relacje społeczne i zredefiniuje struktury władzy. Oczywiście nic takiego się nie stało. Zamiast tego władzę przejęły cyfrowe korporacje o politycznym zasięgu, a same sieci zmieniły sposób przekazywania informacji.
Ta praca jest równocześnie satyrą i żartem, co ma dla mnie duże znaczenie. Groźne idee rozprzestrzeniają się w internecie właśnie dlatego, że mogą krążyć anonimowo pod postacią memów i żartów, zanim zostaną przyswojone jako rzeczywiste poglądy. Moje badania doprowadziły mnie do dyskordianizmu, którego przedstawiciele celowo rozpowszechniali teorie spiskowe, by podważyć autorytet religii i instytucji. Nie przewidzieli jednak, że ich wymysły zostaną potraktowane śmiertelnie poważnie i dadzą początek największym współczesnym teoriom spiskowym. Interesowało mnie, jak ten mechanizm działa w warunkach Woosfery.
Joey Holder, archiwum artystki
Historia noosfery łączy myśl naukową i technologiczną z naszymi duchowymi tęsknotami. Dlaczego technologia, tak często przedstawiana jako racjonalna, generuje intensywne przekonania o charakterze duchowym czy wręcz religijnym?
Najpierw zapytałabym, czy technologia – a dokładniej internet – kiedykolwiek rzeczywiście była racjonalna. Od samego początku mieliśmy do czynienia ze spamem i mistyfikacjami. Ludzie wchodzili na fora i czaty nie jako swoje „prawdziwe” ja, lecz pod postacią wykreowanych awatarów, wklejając zapożyczone teksty i tworząc fikcje. Nigdy nie przekonywała mnie wizja internetu jako przestrzeni zrodzonej z czystej logiki.
Dyskordianizm przyczynił się później do powstania magii chaosu. Nie jestem ekspertką w tej dziedzinie, choć prowadzę galerię i przestrzeń projektową o nazwie Chaos Magic. Interesuje mnie tu jednak brak sztywnego systemu wierzeń czy dogmatu. Podobnie jak w praktyce artystycznej, używa się tu określonych narzędzi z zamiarem wywołania konkretnego efektu. Internet również służy do nakłaniania ludzi, by w coś uwierzyli, wywołując tym samym bardzo realne skutki w świecie fizycznym.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2025, projekt badawczo-artystyczny, dzięki uprzejmości artystki
Od około 2016 roku i wyboru Trumpa mechanizmy te wykorzystywano niezwykle skutecznie. Wojna memetyczna i „magia memów” zostały użyte jako broń. Przekonania i propaganda zawsze zresztą służyły do walki: chociażby zimna wojna kształtowała to, jak społeczeństwa postrzegały rzeczywistość, wroga czy Innego.
Okultyzm rozumiem szerzej – jako to, co pozostaje ukryte lub wykluczone z racjonalistycznego opisu świata właściwego nauce zachodniej. Obejmuje to zarówno nienazwane stworzenia pojawiające się w moich pracach, jak i spekulatywne formy sprawczości. Interesuje mnie, jak te byty mogłyby przemówić we własnym imieniu.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2026, instalacja na wystawie „Phantasmagoria. Folkloric Sculpture for the Digital Age”, Henry Moore Institute, Leeds, fot. Rob Harris, dzięki uprzejmości artystki
W „The Woosphere” duchowość nie spaja już wspólnoty – staje się zindywidualizowana, algorytmiczna i potencjalnie dzieląca.
Interesuje mnie zawarty w nim paradoks. Lubię myśleć o pojęciu pharmakonu: czegoś, co jest jednocześnie trucizną i lekarstwem. Można je odnieść do technologii, duchowości i wielu innych zjawisk. Nie są one z natury dobre ani złe – wszystko zależy od tego, w jaki sposób, przez kogo i w jakim celu zostaną użyte.
Pracując nad tym projektem, przyglądałam się „kwantowemu woo”: sposobowi, w jaki pewne praktyki duchowe spłycają i upraszczają fizykę kwantową. Naukowa koncepcja stanów splątanych cząstek zamienia się w wielką duchową tezę głoszącą, że wszystko we wszechświecie stanowi jedność. Ostatecznie całość rozpływa się w ezoterycznym „woo-woo”.
Interesuje mnie ta zupa nonsensu, w którą zdajemy się coraz głębiej zanurzać – sytuacja, w której nie istnieje już żaden wspólny punkt odniesienia dla znaczeń. Mam jednak świadomość, że wszyscy jesteśmy częścią tego procesu. Twierdząc, że żyjemy dziś w Woosferze, muszę zapytać samą siebie, czy krytykuję te zjawiska, czy raczej sama je nakręcam.
Joey Holder, „The Woosphere”, 2025, projekt badawczo-artystyczny, dzięki uprzejmości artystki
Tekst powstał w ramach współpracy patronackiej z 66P – Subiektywną Instytucją Kultury, gdzie od 24 września do 21 listopada odbędzie się wystawa „Woosfera”.