David Foster Wallace
David Foster Wallace

David Foster Wallace przewidział świat, w którym żyjemy. 30 lat „Niewyczerpanego żartu”

( 29.07.2026 )

Mija trzydzieści lat od ukazania się „Niewyczerpanego żartu” Davida Fostera Wallace’a. Fabuła tej monumentalnej powieści o rozpadzie społeczeństwa i różnych formach uzależnienia, osadzona w Ameryce nieodległej przyszłości, to pod wieloma względami raport z roku 2026.

Komercjalizacja życia publicznego i politycznego; alienacja i zanik więzi mimo coraz bardziej zaawansowanych technik komunikacji; rozrywka, która staje się ucieczką od rzeczywistości. Ktoś, kto czytał tę powieść w ciągu ostatnich paru lat na te motywy z pewnością zwróci uwagę – polski przekład Jolanty Kozak ukazał się cztery lata temu, co przy ponad tysiącu stron pozwala zakładać, że niektórzy być może czytają go do dziś. Wallace opisał wszystkie utrapienia współczesności, od polityki zredukowanej do PR-owego spektaklu i neokolonializmu, aż po plagę depresji i nałogów wśród młodzieży próbującej dorosnąć do oczekiwań zagubionych dorosłych.

Hodowani do osiągnięć

To, że tak wiele groteskowych i satyrycznych konceptów cywilizacyjnych z „Niewyczerpanego żartu” doczekało się swoich wersji na poważnie parę dekad później, jest być może najbardziej pesymistycznym dziedzictwem tej księgi. Na szczęście lektura przynosi również intuicje co do możliwych rozwiązań dla społeczeństwa podporządkowanego logice towarowej „w myśl praw geometrii”, by nawiązać do tytułu książki Dawida Kujawy.

A do tej ostatniej nawiązać warto. Jej autor bowiem konsekwentnie docieka istoty kapitulacji humanizmu pod naporem rynku, szczególnie rażącej w wydaniu niektórych środowisk lewicowych. Mam wrażenie, że polski krytyk językiem eseju nazywa to, co Wallace punktował w swojej panoramie Ameryki, z jej kultem rozwoju rozumianego jako nieprzerwany wzrost. Kujawa pokazuje, jak wiele pryncypiów swojej agendy lewicowcy oddali walkowerem w zamian za symboliczne ustępstwa ze strony kapitału. Dali się przekonać, że nie da się już zdziałać niczego w kwestiach takich jak prawo pracy, podatki dla wielkiego biznesu, zabezpieczenie socjalne wszystkich obywateli, zapobieganie demontażowi państwa. Uwagę przenieśli za to na postulaty światopoglądowe i tożsamościowe, przeciwko którym kapitał z reguły nie oponuje, ponieważ nie zagrażają one jego interesom. Co więcej, korzystają z hojnych budżetów lub grantów wielkich korporacji, czym normalizują logikę rynkową, upowszechniając model koncesjonowanej rewolucji, której manifesty, nieważnie jak płomienne i niepokorne w wymowie, jej krzewiciele i tak będą edytować w chmurze Google’a i ogłaszać na fanpejdżach.

Wallace natomiast – zwłaszcza w partiach „Niewyczerpanego żartu” poświęconych wychowankom elitarnego ogólniaka dla obiecujących tenisistów – portretuje młodych ludzi hodowanych do osiągnięć, nieukazujących słabości czy przywiązania do czegoś, co może wydać się ckliwe lub śmieszne w ich środowisku, a tym samym przekreślić ich szanse na uczestnictwo w wielkim show zawodowego tenisa. A dla tego widowiska niemal każdy z nich jest gotów zrobić bardzo dużo – mimo że, ku przestrodze, opowiadają sobie historię uczestnika juniorskich turniejów, który grał z pistoletem przystawionym do skroni, grożąc, że zastrzeli się w razie przegranej. Domyślną postawą wobec szaleństwa otaczającego ich ze wszystkich stron – wyśrubowanych wymagań, podejrzanych i coraz dziwniejszych politycznych machinacji, nieszczerości dorosłych – nie jest wcale bunt ani walka, lecz ironia. Sposobem radzenia sobie z poczuciem braku sensu i nadmiernym stresem są absurdalno-rozpaczliwe formy rozrywki, jak rozgrywana na korcie przekształconym w planszę symulacja globalnej wojny atomowej. Albo spore ilości marihuany.

okładka

David Foster Wallace, „Niewyczerpany żart”, Wydawnictwo W.A.B.

Tęsknota za innym życiem

Wspólnym mianownikiem dla diagnoz Kujawy i Wallace’a jest rozpoznanie, że za zjawiskami, o których piszą, stoi podporządkowanie życia regułom społeczeństwa spektaklu: wynik, widoczność, charyzma, optymalizacja siebie, autoprezentacja. Młodzi Amerykanie u Wallace’a, jak niegdysiejsi ideowcy, o których pisze Kujawa, wybierają logikę rynku i bardziej lub mniej świadomie wcielają w życie jej zasady. Socjolog Hartmut Rosa w książcePrzyśpieszenie, wyobcowanie, rezonans(2010) opisał współczesny świat jako miejsce, w którym ludzkość usiłuje kontrolować każdą sferę własnego istnienia. Nie dość, że współtworzymy pewien system ekonomiczny, przejmujemy także zasady jego organizacji w życiu prywatnym: działaj z wyprzedzeniem, zaoraj przeciwnika, zbierz pochwały i pokaż, że cię to nie rusza, aby się przypadkiem nie odsłonić i nie dać komuś pretekstu do ironizowania na twój temat. Tak mniej więcej przedstawia się protokół dorosłości, w którym wychowywani są beneficjenci prywatnej edukacji w amerykańskim wydaniu.

*Reklama

Lęk przed ośmieszeniem się w oczach intelektualnie wyrobionej, ironicznie ziewającej publiczności twojego życia-performansu to jedna z potężniejszych emocji zamrażających działania, które mogłyby zburzyć obecny stan rzeczy. I nieprzypadkowo jest ona u Wallace’a stałym motywem. Postaci prostaczków bożych, jak niepełnosprawny Mario Incandenza, niezdolny do wyłapywania ironii, albo jego odpowiednik zBladego Króla, szeregowy kontroler skarbowy zdradzający cechy autystyczne, to u Wallace’a figury, na które pozostali bohaterowie projektują swoją tęsknotę za mniej wyrachowanym, bardziej szczerym i spontanicznym życiem.

Znamienne, że kapitalizm opiera się na fundamencie ciągłej ekspansji, wkraczania na tereny dotąd niepoddane mechanizmowi popytu i podaży. Proces ten, po okresie państwa dobrobytu, zachodzi w Stanach od lat 70. XX wieku. Kiedy pod koniec lat 80. Wallace zaczynał pisać swoje największe dzieło, proces wycofywania się państwa z kolejnych usług publicznych i oddawania ich w zarząd firmom trwał już w najlepsze, a właściwa ówczesnemu kapitalizmowi finansowemu zasada, że o wartości jakiegoś dobra decyduje nie jego immanentna wartość, lecz to, na ile uda się przekonać innych o jego wartości, rozprzestrzeniała się na obszary oddane rynkom przez urobionych lobbyingiem polityków. Nieprzypadkowo w tym okresie powstawały filmy o amoralnych maklerach, jak „Wall Street (1987), a kino sci-fi na poważnie podjęło wątki korporacji molochów. Przedstawiciele Tyrell Corporation z „Blade Runneraczy Weyland-Yutani zObcego gotowi są poświęcać własne twory i załogi, szermując przy tym dętą retoryką. „Niewyczerpany żart – jakkolwiek mało odkrywczo to zabrzmi – to przede wszystkim opowieść o duchowych kosztach życia w późnym kapitalizmie. Prekursorska w tym literackim przedsięwzięciu pozostaje przekonująca próba ukazania ostoi dla ludzkich odruchów w świecie, który bardzo za nimi tęskni, lecz orzekł, że nie może sobie na nie pozwolić.

okładka

David Foster Wallace

Wciąż jesteśmy ludźmi

Wallace deklarował przywiązanie do filozofii pisania, które nie jest utylitarne. Dobrą prozę współczesną, poza sprawnością warsztatową i przekonującym mimetyzmem (w przypadku Wallace’a będzie to choćby stosowanie piętrowych przypisów, upodabniających narrację do gonitwy myśli i neurozy współczesności) musi cechować poszukiwanie, pragnienie ukazania wiarygodnych, pełnowymiarowych postaci. Antymodelem tak pojętej literatury było dla niego pisanie ograniczające się do efektownych komentarzy i przeintelektualizowanej formy, gdzie bohaterowie są tylko pretekstem dla popisów satyry i sarkazmu autora. Najobszerniej (może z wyjątkiem tekstuE Unibus Pluram) wypowiedział się o tym w rozmowie z Larrym McCafferym:

„Jeżeli, jak większość z nas, wychodzisz z założenia, że współczesność w tym kraju ma w sobie aspekty, które istotnie utrudniają nam bycie prawdziwymi ludźmi, to może zadanie literatury polegałoby w połowie na tym, żeby obrazowo wyjaśnić, dlaczego jest nam tak trudno. A w połowie na tym, żeby zobrazować fakt, że wciąż jesteśmy ludźmi. Albo potrafimy nimi być”.

*Reklama

A choć w rozmowie z McCafferym ani razu nie pada ze strony pisarza słowo „kapitalizm”, to już cała książka, nad którą właśnie wtedy pracował, pełna jest opisów tych systemowych absurdów. Głównym miejscem akcji jest aglomeracja Bostonu, gdzie znajduje się MIT, jedno z intelektualno-technologicznych serc narodu. Z powodu politycznych machinacji uczelnia znajduje się jednak nieopodal terenów silnie skażonych, które są strefą zrzutu odpadów promieniotwórczych przekazanych Kanadzie. Inna z pozornie absurdalnych rewolucji w powieści dotknęła kalendarza: w nowej rachubie czasu kolejne lata sponsorowane są przez wielkie koncerny, nabywające prawa do reklamowania swoich produktów w określonym czasie. Większość zdarzeń fabularnych ma miejsce w Roku Pieluchomajtek dla Dorosłych Depend, przydatnych skądinąd osobom chłonącym treści serwisu streamingowego, zwłaszcza gdy realnym zagrożeniem staje się zamach ze strony quebeckich separatystów. Zamierzają oni bowiem rozpowszechnić film tak wciągający, że ten, kto go zobaczy, utraci kontakt z rzeczywistością, kontrolę nad zwieraczami, a w konsekwencji życie.

Dziękujemy!
( Film ) ( Recenzja ) ( Paweł Mączewski )

„Karaluchy pod poduchy”: głupia komedia czy późny kapitalizm?

Całe to wymowne, satyryczne tło to jednak w gruncie rzeczy okoliczności towarzyszące najważniejszej dla Wallace’a sprawie ludzkiej. Stykamy się z nią, czytając o lękach i cierpieniu ogniskujących się w dwóch miejscach: w elitarnym internacie dla obiecujących młodych tenisistów i w domu przejściowym dla wychodzących z nałogu narkotykowego. Te dwie skrajnie odmienne przestrzenie badacz Andrew Warren przyrównał do parnasu i podziemi. Na groteskowo przekształconym wzgórzu wznosi się kuźnia amerykańskiego sukcesu. Jej adepci mają trafić na prestiżowe uniwersytety i korty najwyższej rangi. W cieniu tej obietnicy dla wygranych, u stóp góry, działa czyściec dla tych, którzy usiłują pozbierać się po porażce, a więc po upadku w nałóg. Nie wszyscy z nich spadli z wysokiego konia. Owszem, życiorysy niektórych pokazują, że wygodna sytuacja ekonomiczna nie chroni osobowości przed rozsypką. Reszta to przegrani pozornej mobilności klasowej: sponiewierane przez życie dzieci emigrantów, dawni mieszkańcy slumsów i ponurych blokowisk.

Wallace znał realia wspólnot AN i AA z własnych doświadczeń. Domy przejściowe sportretował wNiewyczerpanym żarciejako obleśne, brudne, niepoprawne wobec średnioklasowej wrażliwości; nie brakuje tu też odrażających typów. Ale to właśnie ten naturalizm pozwala, by na mityngach uzależnionych i w domu przejściowym dochodziło w powieści do niewyreżyserowanych spotkań ludzi z różnych środowisk i klas, o różnych wrażliwościach, kapitale kulturowym i sposobach wysławiania się – tak różnych, że mówią praktycznie różnymi językami. Mimo to mozolnie i nie bez rodzących frustrację nieporozumień, odbywa się w nich prawdziwa komunikacja i rodzą się solidarność i więź, przeciwieństwo atomizacji doświadczanej przez tenisowych efebów przerzucających się inteligentną ironiczną drwiną.

okładka

David Foster Wallace

Krok wstecz

Dom przejściowy z „Niewyczerpanego żartu” ma w sobie coś z foucaultowskiej heterotopii. To miejsce-instytucja, pełniące określoną funkcję w danej kulturze – szpital, sanatorium, cmentarz albo biblioteka. Rządzi się własnymi zasadami upływu czasu. W opublikowanym niedawno w „Dwutygodniku” tekście „Roboty i robotnice kultury czytelniczej” Anna Cieplak zwraca uwagę na istotność przestrzeni opierających się logice konkurencji. Podkreśla, do jakiego stopnia potrzebujemy dziś wyjść poza zaszczepiane nam przez branżę cyfrową myślenie spod znaku ekonomii wzrostu. Technologiczne przyśpieszenie nie poprawia sytuacji społecznej tych osób, które dotąd nie dysponowały dużym kapitałem kulturowym. W pewnych obszarach cyfryzacja faktycznie może wyrównywać szanse i otwierać przestrzenie dotąd niedostępne ogółowi, ale jej rola w tym zakresie bywa przeceniana. Tak jak Wallace w spotkaniach AN i AA w „Niewyczerpanym żarcie”, polska pisarka przedstawia wymowny przykład heterotopii, w której mechanizmy świata zewnętrznego zostają zawieszone – jej zdaniem to współczesne biblioteki i zajęcia poświęcone rozwijaniu umiejętności czytelniczych i pisarskich. Powołując się na relacje pracownic tych instytucji, zauważa:

„Warto czasem zrobić świadomy krok wstecz. Biblioteka umożliwia odautomatyzowanie i wejście do lektury w sposób bardziej sprzyjający samoregulacji. Dyrektorka MBP w Wiśle […] opowiadała […] o metodach offline’owych, które dzięki kontaktowi z literaturą pomagają budować więzi, nazwała bibliotekę Centrum Nie-Rozwoju Cyfrowego. Dawna pracownia komputerowa w Wiśle zamieniła się w miejsce spotkań młodych, gdzie używają technologii jedynie w celach wspierających wyobraźnię, m.in. tworząc autorskie podcasty czy animacje o rzeczach, które są dla nich ważne. W tym sensie biblioteka w Wiśle – ograniczając użycie technologii – paradoksalnie o wiele lepiej realizuje cele zrównoważonej cyfryzacji niż niektóre Centra Rozwoju Cyfrowego uposażające w wiedzę o tym, jak zrobić zakupy na Temu czy założyć profil na Facebooku”.

Z tego opisu wyłania się obraz ostoi wyłączonej spod reżimu czasu ekranowego, pozwalającej budować i pielęgnować kompetencje społeczne pełniej i prawdziwiej niż aplikacje w smartfonie i media społecznościowe. Automatyzm zastępowany jest tu treningiem własnych twórczych umiejętności. Te zaś – co autorka podkreśla – nie muszą wcale służyć realizacji ambicji artystycznych, lecz mogą zadowalać wiele innych naszych potrzeb, takich jak danie świadectwa ważnemu zdarzeniu z własnego życia, wyrzucenie trudnych emocji. Opowiedzenie czegoś swoimi słowami, nie tymi wygenerowanymi przez LLM. Warsztaty pisania w bibliotekach publicznych, gdzie spotykają się osoby z różnych środowisk, wiedzione różnymi motywacjami, są zatem odpowiedzią na rozmaite potrzeby. Potrzeby, do których zaspokojenia wystarczy nieraz przestrzeń z krzesłami i stolikami, umożliwiająca swobodną rozmowę, papier i coś do pisania. Potrzeby rzeczywiste, nie wykreowane czy wmawiane ludziom przez firmy, przekonujące, że więcej sztucznej inteligencji to więcej postępu. A lektura „Niewyczerpanego żartu” trzydzieści lat po jego publikacji, kiedy naszą rzeczywistością rządzą wielkie firmy, stanowi wezwanie do podjęcia wysiłku, by nasz czas nie stał się na zawsze czasem sponsorowanym.

David Foster Wallace, „Niewyczerpany żart”
Wydawnictwo W.A.B. 2022, nowe wydanie 2026
przekład: Jolanta Kozak

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.