Dziękuję wam, odłączam się! Rozmowa z Katarzyną Kozyrą

Dziękuję wam, odłączam się! Rozmowa z Katarzyną Kozyrą

( 26.06.2025 )

Z pracą źle, bez pracy jeszcze gorzej, ale Olimpia i tak musi wstać z wyra. W Muzeum Fotografii w Krakowie trwa wystawa „Nie odwracaj wzroku”.

W „Olimpii”, twojej pracy z 1996, położyłaś się na szpitalnym łóżku, trzydziestoletnia, chora na raka kobieta, upozowana jak modelka z obrazu Édouarda Maneta. To była gra z kanonem, z tym, co jest piękne, a co brzydkie. Dziś odtwarzasz tę pozę w swojej najnowszej wystawie, ale tym razem na zdjęciach widać też twoją matkę. Jak się teraz czujesz?

Tak jak ci powiedziałam w wiadomościach. Nic nie ma w mojej głowie, tabula rasa.

Przepracowałaś się?

Chyba nie. Z pracą źle, bez pracy jeszcze gorzej. Po prostu choroba wraca. Dwa lata było dobrze, po tym jak odsiedziałam swoje w szpitalu na Sobieskiego. I teraz jest niedobrze. Widać, tak ma być. Prochy mi zmieniają. Myślałam, szczerze mówiąc, że to praca w teatrze mnie wykańcza (Kozyra w czerwcu debiutowała na deskach teatru Starego ze spektaklem „Rewizja procesu Jezusa”). Teatr się skończył, a tu dalej – pustka w głowie, brak energii.

Czasem brak pracy, zwłaszcza po tym, jak w ciągu dwóch tygodni zaprezentowałaś spektakl i otworzyłaś wystawę „Nie odwracaj wzroku” w Muzeum Fotografii, bywa przytłaczający. To taka pustka po maratonie, bywa okropna.

Dokładnie tak jest, ale mi się już zbierało od października zeszłego roku. Wtedy wyczuwałam pierwsze symptomy tego, że coś jest nie tak. Zawsze czuję, że coś już nadchodzi, coś idzie i że się tego nie powstrzyma. Potem zostaje myśl, żeby się nie chlasnąć.

Tworząc „Olimpię”, miałaś trzydzieści trzy lata. Byłaś świeżo po studiach, dotychczas pokazywałaś tylko jeden duży projekt artystyczny – „Piramidę zwierząt”. Pamiętasz jeszcze coś z tamtych czasów?

Tak artystycznie, to prawie nic z tego już nie pamiętam. Co wtedy przeżywałam, co myślałam… Prace zostały. One pamiętają za mnie.

Wiem tylko, że w latach 90. o chorobach się nie gadało. Choroba to była po prostu wstydliwa rzecz, bardzo osobista. Ją się przeżywało w ukryciu. Teraz tak nie jest – wszyscy mówią, co mają, czego nie mają, kto ich leczy, czym się leczą.

Dziękujemy!

Katarzyna Kozyra, „Olimpia” (Niebieska) Revisited, 2025, dzięki uprzejmości Persons Projects

Bałaś się o własne życie?

Nie bałam się, bo wiedziałam, że to uleczalny rak, mimo że to był drugi stopień. Ale jak już wiedziałam, co to jest i że to rak, to lęk zniknął. Bałam się, póki nie wiedziałam. A w połowie lat 90. lekarze nie mówili ci dokładnie, co ci jest. Pacjent nie wiedział nawet, że ma nowotwór. Mówili mi „choroba wieńcowa”, nic konkretnego. Ja miałam chłoniaka Hodgkina. A ci nic – „Teraz panią tu na onkologii położymy, niech se pani leży, my panią będziemy uzdrawiać”.

To doświadczenie cię zmieniło?

*Reklama

Na pewno. Jako że sama byłam chora, to zaczęłam się interesować ludźmi, którym coś dolegało. Choroba, nowotwór, starość. Wszystko, co sprawia, że zaczynamy myśleć o śmierci.

Ty jej doświadczyłaś. Przecież wtedy modelką do „Olimpii” miała być twoja koleżanka z onkologii.

Tak, pamiętam, że nawet przywiozłam ją do domu. Była podłączona do kroplówki i przyjechała, bo podobno dobrze jej to robiło – żeby w tym stanie jednak nie leżeć tylko w szpitalu. Niestety, zdjęć nie zdążyłam jej zrobić. Zmarła. 

Kładzenie się do łóżka, zasypianie – to niesamowicie ważne motywy w twoich pracach. Kilka lat temu postanowiłaś zasnąć przed publicznością. Natalia LL w latach 80., później Karol Radziszewski też to robili. Zdaje się, że za pomocą farmakologii. A ty?

Ja chciałam nawet przez anestezję, ale namówić kogoś, żeby wziął za to odpowiedzialność, graniczy z cudem. Postanowiłam znaleźć hipnotyzera, który by mnie wprowadził w ten stan.

Dziękujemy!

Widok wystawy “Nie odwracaj wzroku. Refleksje wokół pokazu „Olimpii” Katarzyny Kozyry”. Fot. Dorota Marta, dzięki uprzejmości MuFo

Jaki to jest stan?

Jesteś ciężki jak cholera, docierają do ciebie odgłosy, ale to takie uczucie jak na dworcu – z daleka. Leżysz jak kłoda, nie jesteś w stanie ruszyć, jesteś jak z ołowiu i tyle. Usiłujesz to zrozumieć, ale nie rozumiesz. Ten stan nie wymazuje cię całkowicie, ale i nic od ciebie nie zależy.

Ludzie dziś dużo mówią o spaniu, regenerowaniu się, o potrzebie odpoczynku. Po co to robiłaś?

To było szukanie ucieczki. Ja sobie uciekłam w siebie i to było kapitalne przeżycie. To nie jest regenerowanie się, tylko moment, w którym ja po prostu mówię: dziękuję wam, odłączam się.

Dziękujemy!
( Literatura ) ( Joanna Piechura )

Nowa Ernaux, „Fat City” i „Jazda” Spark. Polecenia książkowe na majówkę i nie tylko

Ty generalnie uciekasz w życiu?

Trochę tak, ale w końcu i tak wstaję i brnę w to wszystko dalej. Ile bym nie leżała, w końcu Olimpia musi wstać z wyra.

W 1996, razem z pracą „Olimpia”, pierwszy raz położyłaś się, potem leżałaś, spałaś, zasypiałaś i uciekałaś w niebyt wiele razy. Zastanawiam się, po co teraz wróciłaś do tej pracy?

Chciałam zobaczyć, co tam jeszcze jest. Co jeszcze pod tym obrazem siedzi. Choć tak naprawdę, to ja wtedy, w połowie lat 90., już wiedziałam, że chcę do tego projektu wrócić. Żeby jeszcze raz się sfotografować. Nie wiedziałam wtedy, że to zrobię. Ale wiedziałam, że tam będzie kościotrup w tle.

I co zobaczyłaś teraz?

Zobaczyłam znów siebie. Już starszą. Zobaczyłam, że ten obraz, który przed Manetem malowali przecież inni, rozciąga się w czasie. Strasznie byłam zadowolona z tego, że udało mi się sfotografować moją matkę. Na co dzień matki nie mogę sfotografować nawet komórką. Ona nie chce, opiera się. Ja jej pokazałam katalog tamtej wystawy, tamtą „Olimpię”. Przyjęła to z zainteresowaniem. Wypytała się o starszą panią, która była na tamtej fotografii. Ja odczekałam może tydzień i zapytałam ją, czy zapozuje. Zgodziła się. No i teraz mam kapitalne zdjęcie mamy, a i na wystawie w Krakowie sobie tak leżymy obok siebie z matką.

Dziękujemy!

Katarzyna Kozyra, „Olimpia” (Biała), 1996, dzięki uprzejmości Artystki

Jest matka, jesteś ty, za tobą jest kościotrup. Czemu?

Bo zaczynam myśleć o śmierci.

Wtedy nie myślałaś?

Teraz bardziej.

No to chyba oczywiste – jesteś trzydzieści lat bliżej do śmierci. Chyba że to kwestia depresji?

Chyba tak. Chyba to choroba mi każe o niej myśleć. Nie boję się jej. To znaczy, boję się, jak jest ze mną dobrze, jak mam te emocjonalne górki i, kurde, chcę żyć. Wtedy myślę sobie: ty to wariatka jesteś, że myślisz o śmierci. No ale potem znów jest dół i myślę sobie: ale by było, tak zasnąć, jak Królewna Śnieżka, i już się wcale nie obudzić. I wiesz, marzy mi się dalsza część tego projektu.

Boję się zapytać jaka.

Nie no, weź, nic strasznego. Jak zejdę, to chciałabym, żeby ktoś mnie spreparował, położył i sfotografował. Tak żebym to ja stała się tym kościotrupem. Tyle że to problem – w Polsce pogrzeb oznacza masę formalności, a twoje ciało nie należy do ciebie ani za życia, ani nawet po śmierci. No więc, trzeba byłoby to dobrze zorganizować. Żeby ciało wygotować i przygotować, żeby same kości zostały. Ale takie pośmiertne zdjęcie to byłoby – i mam nadzieję, będzie – domknięcie. Tak się ta „Olimpia” zamknie.

Nie wolałabyś wylądować po śmierci spreparowana na „Piramidzie zwierząt”? W końcu to była twoja pierwsza praca i pierwsza artystyczna konfrontacja ze śmiercią.

Nie no, tam bym nie pasowała.
 

Dziękujemy!

Katarzyna Kozyra, „Olimpia” (Biała) Revisited, 2025, dzięki uprzejmości Persons Projects

Tekst powstał we współpracy z Muzeum Fotografii w Krakowie, w którym od 7 czerwca trwa wystawa Katarzyny Kozyry Nie odwracaj wzroku https://mufo.krakow.pl/odwiedzaj/wystawy/nie-odwracaj-wzroku.

Dziękujemy!

Katarzyna Kozyra, „Olimpia” (Staruszka), 1996, dzięki uprzejmości Artystki

Wystawa: Katarzyna Kozyra Nie odwracaj wzroku, 7.06-7.09.2025, kuratorka: Monika Kozień, MuFo Rakowicka, Kraków.  

Tekst powstał we współpracy z Muzeum Fotografii w Krakowie.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.