Pillion
Pillion

Ekonomia pożądania, czyli walentynki bez złudzeń? „Pillion”

( 12.02.2026 )

„Pillion” przypomina, że wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba bycia kochanym za wszelką cenę.

Film „Pillion”, który wchodzi do polskich kin z okazji walentynek, zobaczyłam na pokazie przedpremierowym organizowanym przez dystrybutora Gutek Film. W bardzo miłym gronie miałam w końcu szansę obejrzeć prawdziwie sensowną propozycję na walentynki – święto, którego szczerze nienawidzę. Nie dlatego, że jestem zgorzkniałą, zranioną osobą, która wzbrania się przed terapią i z zawiścią patrzy na całujące się na ławce w parku pary. Nie. Cieszę się, jeśli ludzie się kochają, choć na ogół uważam, że miłość jest często mylona ze zwykłym poddaniem się reakcjom chemicznym w mózgu, które są po to, by zmusić nas do prokreacji. A nie jestem zwolenniczką niekontrolowanego reprodukowania się gatunku ludzkiego. Nie będę już nawet wspominać o tym, że większość relacji to po prostu efekt nieumiejętności wytrzymania samemu ze sobą. Ludzie potrzebują drugiej osoby, żeby zagłuszyć samotność, mając głęboką nadzieję, że ktoś inny uratuje ich przed nimi samymi, zamiast pracować nad własnym charakterem.

Dziękujemy!

„Pillion”, reż. Harry Lighton, mat. prasowe A24

*Reklama

Tyle w temacie. Przejdźmy do filmu, bo to nie będzie tekst z gatunku queerowego narcyzmu, w którym autorka wszystko interpretuje wyłącznie przez pryzmat własnego „ja”. Ten rozdział mam już za sobą i mam nadzieję, że przeminie on nie tylko w moim życiu, ale także w kinie, sztuce i szerzej: w kulturze. „Pillion” to film kontrowersyjny i dlatego daję mu na wstępie dziesięć na dziesięć. Rzadko chodzę do kina, a jeśli coś naprawdę mnie porusza, szanuję całą ekipę filmową i twórców bez zastrzeżeń. Sedno filmu? „Pillion” pokazuje ciekawą subkulturę sadomasochistycznych motocyklistów w Wielkiej Brytanii, świat o bardzo skodyfikowanych zasadach, afirmujący określoną wizję męskości. Członkowie tej społeczności funkcjonują w relacjach master-niewolnik. Są one regulowane zarówno przez zasady grupy, jak i indywidualne ustalenia: jedni się całują, inni są temu stanowczo przeciwni. Ta ekstremalna, silnie sformalizowana subkultura jest więc wewnętrznie zróżnicowana. Do tego świata trafia bohater filmu, wcześniej przedstawiony jako dość mizerny, chuderlawy gej, który ma bliskie relacje ze swoją ciepłą i tolerancyjną rodziną. Śpiewa w amatorskim chórze, a jego mama przychodzi na występy z jego randkami, oglądając, jak w cyrkowym bereciku nuci kolędy do fish and chips.

Szybko orientujemy się, że to życie mu nie odpowiada. Jest przaśne, duszne i, bądźmy brutalnie szczerzy, średnio seksowne. Jest otoczony mało przebojowymi ludźmi, a jako młody gej chciałby poszaleć z kimś, kto przypomina mężczyzn, których widzi się w porno. Problem w tym, że sam również nie jest atrakcyjny. A świat gejowski jest bezlitosny, nawet jeśli sama społeczność twierdzi inaczej. Każdy, kto miał z nim styczność, wie, że muskulatura, rozmiar penisa i normatywnie pojmowana męskość stoją na szczycie piramidy pożądania. Nie krytykuję tego, tylko analizuję jako były gej z solidnym środowiskowym researchem. Nawet jeśli nikt nie mówi tego wprost, wszyscy marzą o seksie z pięknymi, męskimi gejami, a jeśli sami tacy nie są, po prostu kombinują.

Dziękujemy!

„Pillion”, reż. Harry Lighton, mat. prasowe A24

*Reklama

Bohater „Pillion” nie kombinuje. Nagle w jego życiu pojawia się deus ex machina: jeden z masterów motocyklowej wspólnoty, potężnie zbudowany, przystojny, emanujący męskością. Kontrast między nimi jest ogromny i, z mojego doświadczenia, w związkach niezwykle rzadki. Chłopak zaczyna mieszkać z masterem, ale na bardzo szczególnych zasadach. Śpi na dywanie, je osobno, sprząta, usługując na każde zawołanie. Jest darmową, podporządkowaną służącą. Nie ma nic do powiedzenia. Nie ma między nimi żadnej czułości. Jest uprzedmiotowienie i upokorzenie, które jest ceną za to, że jako mizerna osoba może być blisko przebojowego mężczyzny. Godzi się na to, bo tylko w ten sposób może być blisko ciała, do którego w „normalnym” świecie nigdy by nie miał dostępu. Dostosowuje się więc do reguł wspólnoty: goli głowę, nosi kłódkę na szyi, znak bycia zdominowanym. Porzuca swoje „przypałowe” życie i wchodzi w świat „prawdziwych mężczyzn”. Jego rodzina zostaje zepchnięta na drugi plan.

Dziękujemy!

„Pillion”, reż. Harry Lighton, mat. prasowe A24

Dziękujemy!
( Sztuka ) ( Rozmowa ) ( Joanna Kinowska )

Kim są zwierzęcy agenci?

Film zestawia tę sadomasochistyczną subkulturę z liberalną, tolerancyjną rodziną bohatera. To właśnie rodzina biologiczna – ojciec, matka, bliscy – okazuje się siłą normatywizującą: domagającą się niedzielnych obiadów, small talków, wciągania mastera w narrację stabilnego związku, a kto wie, może i adopcji dzieci. Master oczywiście tego nie chce. Gardzi tym, i to otwarcie. „Pillion” zderza dwie queerowe ekonomie. Jedną zasymilowaną, napędzaną przez heteronormatywny porządek liberalnych społeczeństw Zachodu. Drugą subkulturową, która realnie destabilizuje normę, choć nie poprzez młodzieńczy bunt, lecz przez skodyfikowaną wspólnotę dorosłych ludzi, momentami ocierającą się o strukturę sekty. Film obnaża mechanizmy pożądania w świecie gejowskim bez litości i bez iluzji. Pokazuje, że relacja między osobą skrajnie nieatrakcyjną a mężczyzną idealnym jest niemal niemożliwa, chyba że zapłaci się za nią wysoką cenę – w tym przypadku absolutnego podporządkowania i bycia sługą, który nie zasługuje na czułość.

Dziękujemy!

„Pillion”, reż. Harry Lighton, mat. prasowe A24

Uwielbiam ten film za to, że nie lukruje świata gejów. Nie próbuje wmówić widzowi, że intelektualne dysputy i inne ukulturalnione aktywności powodują, że męskie przystojne ciało już nie jest w tym środowisku fetyszyzowane. Uwielbiam też sposób, w jaki „Pillion” pluje w twarz wszelkim normom, bez względu na to, czy narzucają je rodzice, państwo, społeczeństwo czy sama społeczność queerowa. Normy zawsze zabijają pożądanie. A tym właśnie żyje świat motocyklistów: pożądaniem utrzymywanym w napięciu, nigdy w pełni zrealizowanym, podtrzymywanym przez dystans i uprzedmiotowienie. To podejście do ludzkiej seksualności kwestionuje tradycyjne struktury relacji, które poprzez formalizację, monogamię i zamknięcie rujnują pożądanie, wprowadzając monotonię i duszność.

Dziesięć na dziesięć. Jeśli ktoś ma ochotę na zimny prysznic w walentynki, to film idealny. Romantyczność bywa pułapką. Warto jak najszybciej wyrosnąć z dziecięcych fantazji, by dorosłe życie mogło być naprawdę wolne. To film, który nie obiecuje szczęścia, ale daje coś cenniejszego: brutalną wolność od romantycznych kłamstw. „Pillion” przypomina, że wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba bycia kochanym za wszelką cenę.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.