Wielka rodzina z wyboru. Recenzujemy książkę „Familia grande” Camille Kouchner

Wielka rodzina z wyboru. Recenzujemy książkę „Familia grande” Camille Kouchner

( 02.09.2025 )

Siła książki Kouchner polega na ukazaniu wielowarstwowych i długotrwałych konsekwencji gwałtu i kazirodztwa. W „Familia grande” znajdziemy znany dziś już dobrze mechanizm psychologiczny, który kieruje zachowaniami ofiary. Najpierw jest zaufanie do bliskiej osoby, następnie szok, często nieme przyzwolenie i kolejno wstyd oraz szukanie winy nie w sprawcy, lecz w sobie.

Dla studentów Sciences Po, czyli elitarnego Instytutu Nauk Politycznych, musiał to być prawdziwy szok. Jeszcze we wrześniu 2020 roku Olivier Duhamel, adwokat, polityk i emerytowany wykładowca tej uczelni, tak przemawiał do nich w trakcie inauguracji roku akademickiego:

„Jednym ze źródeł populizmu jest przekonanie członków elity, że przynależność do niej pozwala im na niepłacenie podatków, gwałcenie prawa lub przyznawanie sobie przywilejów. Jest jednak wręcz przeciwnie. Nie można robić wszystkiego, na co ma się ochotę”.

Cztery miesiące później musiał całkowicie wycofać się z życia publicznego. Na początku stycznia Camille Kouchner, pasierbica Duhamela, opublikowała wspomnieniowo-rozliczeniową książkę „Familia grande”, w której wprost napisała o tym, że jej ojczym pod koniec lat osiemdziesiątych molestował seksualnie jej brata bliźniaka. Victor miał wówczas czternaście lat.

Przywileje władzy

Skandal, który wybuchł wtedy we Francji, miał skomplikowane podłoże. Szokował oczywiście sam akt kazirodztwa na nieletnim. Oto szanowany przez wszystkich i uwielbiany przez swoją rodzinę ojczym wykorzystuje niedojrzałość, zagubienie i zaufanie chłopca, nad którym sprawuje pieczę. Złowrogi wydźwięk tego czynu wzmacniała jednak pozycja sprawcy. Duhamel nie był pierwszym lepszym profesorem. Należał do serca francuskiej elity, którą tak piętnował, gdy przemawiał do studentów. Był synem prawnika Jacques’a Duhamela, wielokrotnego ministra za prezydentury Georges’a Pompidou, i Colette Duhamel-Gallimard, współwłaścicielki jednego z prestiżowych wydawnictw. Korzystał ze wszystkich przywilejów, jakie dawało mu pochodzenie.

Jego kariera biegła dwoma torami, które co i rusz się ze sobą splatały. Z jednej strony zdobywał kolejne szlify uniwersyteckie (najpierw doktorat i współprowadzenie elitarnego czasopisma prawniczego „Pouvoir”, potem kolejne posady akademickie w coraz to bardziej prestiżowych miejscach, od Sorbony aż po Sciences Po), z drugiej – angażował się politycznie. Związany z socjalistami, doradzał politykom od lewicy po centroprawicę. Wśród nich byli też prezydenci, zarówno Hollande, z którym się prywatnie przyjaźnił, jak i Sarkozy czy Macron. W latach dziewięćdziesiątych sam rzucił się w wir politycznej walki. Został eurodeputowanym z ramienia Partii Socjalistycznej.

okładka

Do tego wszystkiego dochodził jeszcze jeden element – nie bez znaczenia w kraju takim jak Francja. Duhamel był typowym homme de lettres, człowiekiem pióra, zaangażowanym intelektualistą brylującym na salonach. Pisał książki i scenariusze do filmów dokumentalnych. Miał swoje programy w kilku czołowych stacjach telewizyjnych. Pełnił również funkcję prezesa Krajowej Fundacji Nauk Politycznych, która trzęsła Sciences Po, oraz klubu Le Siècle, zrzeszającego wpływowych polityków, ekonomistów i ludzi mediów.

Profil tej ostatniej instytucji być może najlepiej oddawał pozycję samego Duhamela. Był człowiekiem władzy, który jak nikt inny potrafił skutecznie wykorzystać relacje między polityką, biznesem, światem intelektualnym i medialnymi korporacjami.

Wszyscy wiedzieli

Jak bardzo skutecznie okazało się już po publikacji „Familia grande”. Książka spowodowała śmierć cywilną Duhamela, który zrzekł się wszystkich funkcji publicznych. Próbował się tłumaczyć. Mówił, że jego pasierb miał wówczas piętnaście lat, a więc nie doszło do aktu pedofilii, umniejszał intensywność zbliżeń.

Świadectwa mówiły co innego. I nie chodziło o samą Camille Kouchner i jej brata. Gdy ten ostatni dziesięć lat wcześniej zdecydował się powiedzieć o wydarzeniach sprzed dwóch dekad ich matce, a potem ciotce, znanej aktorce Marie-France Pisier, która postanowiła nagłośnić sprawę w środowisku, wkrótce o kazirodczym molestowaniu nieletniego wiedziało już pół paryskiego intelektualnego światka. Niektórzy próbowali konfrontować się z Duhamelem. Choćby jego przyjaciółka, Rosanne Lhermitte, która w filmie dokumentalnym Erica Lehnischa, wyemitowanym po wybuchu afery, przyznała, że rozmawiała z Duhamelem o jego występku sprzed lat: „Nawet nie pytałam go o prawdziwość tych faktów. On doskonale wiedział, że to prawda, i ja też to wiedziałam”.

Problemem było to, że żadna z osób, które mogły wyciągnąć konsekwencje wobec Duhamela, nie chciała narażać się wpływowemu intelektualiście i politykowi. Kiedy była minister kultury i wykładowczyni literatury na Sciences Po, Aurélie Filippetti, dowiedziała się o sprawie w 2018 roku, natychmiast zwróciła się z tym do rektora uczelni. Ten całą rzecz zignorował. W końcu swoje stanowisko zawdzięczał właśnie Duhamelowi. O przestępstwie wiedział też Jean Veil, znany prawnik i syn pochowanej w Panteonie Simone Veil, polityczki, dzięki której zdepenalizowano we Francji aborcję. Wytrwale bronił Duhamela. Był jego przyjacielem z adwokatury i klubu Le Siècle. Po wybuchu afery niektórzy wprost zaczęli mówić o sieci nieformalnych powiązań, dzięki której Duhamel tak długo mógł z wyżyn swojego autorytetu pouczać studentów.

To ja jestem ofiarą

Podczas lektury książki Kouchner warto wiedzieć o tym instytucjonalno-towarzyskim kontekście. Nie należy jednak oczekiwać, że w „Familia grande” seksualny skandal zostanie opowiedziany w duchu politycznego thrillera, którego akcja rozgrywa się na najwyższych szczeblach władzy. Jest tu mowa i o tym, ale to nie najważniejszy wątek.

Ojczym też nie jest najważniejszym bohaterem tego przejmującego świadectwa. „Familia grande” zaczyna się od opisu pogrzebu matki Camille Kouchner i kończy na osobistym liście do niej. Matka to Évelyne Pisier, prawniczka, politolożka, wykładowczyni, badaczka w CNRS, francuskim odpowiedniku Polskiej Akademii Nauk. A przy tym uosobienie walki o prawa kobiet, ikona emancypacji. To ona jest decydującą osobą w życiu autorki, kobietą, która wyznacza standardy, nadaje kierunek, uczy tego, co najistotniejsze – niezależności, krytycznego myślenia, śmiałości, niekiedy bezczelności.

To również ona staje się źródłem największego zawodu Kouchner i jej bliskich. Kiedy Victor po raz pierwszy mówi matce o kazirodztwie, ta milczy. Potem wszystko usprawiedliwia. „On żałuje, wiesz? – mówi synowi przez telefon. – […] Poza tym nie było penetracji analnej. Fellatio to jednak coś zupełnie innego”. Córce zaś robi wyrzuty: „Jak mogliście mnie zdradzić w ten sposób? […] Widziałam, jak kochacie mojego faceta. Od razu wyczułam, że będziecie chcieli mi go odbić. To ja jestem ofiarą”. Dla dzieci te ciosy są nokautami.

Wolność i inteligencja

Co musiało pójść nie tak, żeby wszystko skończyło się aż tak źle? Najprościej podsumować to banałem – w nieprzeciętnej rodzinie nieprzeciętne są nie tylko sukcesy, ale i katastrofy. To oczywiście łatwe uogólnienie, które w tym przypadku jest trochę na wyrost (w końcu kazirodztwo zdarza się w rodzinach jak najbardziej przeciętnych), ale trudno o nim nie myśleć, czytając „Familia grande”. Zwłaszcza że dla Kouchner i jej rodzeństwa dewastująca okazała się być nie tylko agresja seksualna.

Pierwszym w szeregu obciążających czynników był paradoks wychowania w duchu pokolenia ’68. Miało ono zarówno jasne, jak i ciemne oblicze i Kouchner uczciwie pisze o obydwu. Z jednej strony jej matka zawsze stawiała na samodzielność, krytyczne myślenie. „Mogłam robić wszystko – pisze autorka – dopóki pozostawałam odpowiedzialna. A pozostawałam odpowiedzialna, dopóki próbowałam zrozumieć”. Wolność i inteligencja – oto dwie najwyższe wartości wpajane dzieciom przez Évelyne Pisier.

Sama dawała zresztą przykład. Wykształcona, niezależna, zrobiła zawrotną karierę naukową bez żadnego wsparcia ze strony ustosunkowanego ojca, którego opuściła wraz z matką, gdy ta się z nim rozwiodła. Od najmłodszych lat angażowała się też w działalność feministyczną i polityczną. Należała do Unii Studentów Komunistycznych, brała udział w akcjach protestacyjnych, pielgrzymowała na Kubę Fidela Castro, gdzie poznała zresztą swojego pierwszego męża Bernarda Kouchnera, charyzmatycznego założyciela Lekarzy bez Granic.

W domu automatycznie nasiąkało się tym wszystkim. „Byłyśmy partnerkami, feministkami, zaangażowanymi na miarę swojego wieku”, pisze Kouchner. Kiedy na horyzoncie pojawił się młody, błyskotliwy Olivier Duhamel, ta szkoła partnerstwa w krytycznym myśleniu tylko się zintensyfikowała: „Ojczym […] wspierał mnie we wszystkim. Nosił mnie, pocieszał, dodawał wiary. […] Organizował moją radość i uczył mnie oddychać”.

Wolność ma jednak swoją cenę. Gdy Évelyne rozwodzi się z Bernardem, trochę narcyzem, a trochę tyranem-cholerykiem skupionym na swoich wielkich projektach, ojcem wiecznie nieobecnym i dalekim, Camille i jej rodzeństwo mają sami poradzić sobie z tą sytuacją. „Niczego nam nie wyjaśniono, ale wszystko musimy zrozumieć”, wspomina autorka. Niezależność Évelyne to przecież również niezależność od dzieci. Szybko muszą się nauczyć, jak być małymi dorosłymi.

Dziękujemy!

Camille Kouchner, fot. Bénédicte Roscot

W obronie pedofilii

Wczesne wchodzenie w dorosłość odbywa się również na innym polu. Swoboda seksualna jest nie tylko domeną starszych. Siostry Pisier zawsze uchodziły za śmiałe. Dowolnie dobierały sobie facetów, romansowały bez ograniczeń. Teraz Évelyne stara się wpoić tę postawę swoim dzieciom. W żartach dopytuje o pierwszy raz. Ciotka sekunduje: „Ja, rozumiesz, uprawiałam seks jako dwunastolatka. Seks to wolność. Na co ty czekasz?”.

Idealną przestrzenią do seksualnej inicjacji staje się posiadłość Duhamela Plaine du Roi w Sanary nad Morzem Śródziemnym. Kouchner zapamiętuje drzewa oliwne, kamienne murki, ochrowy kolor ziemi, cykady i morze – śródziemnomorski raj. Tutejsi mieszkańcy patrzą na to z innej perspektywy: powierzchnia sześciu hektarów, trzy domy, trzy baseny, tabuny gości latem, wśród których nie brak osób z pierwszych stron gazet. Przy basenie wszyscy są nago, a przynajmniej topless. Codziennie wino, dyskusje, żarty, flirty. Nieletnie dzieciaki puszczane samopas do nocnych klubów. Przyjaciółka matki, którą prosi się o pomoc w rozdziewiczeniu jednego z chłopaków. „Rozradowani dorośli i dzieci upojone wolnością”.

To tu rozegra się dramat Victora, który w książce Kouchner wpisuje się w szerszy kontekst. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte to nie tylko walka o zrzucenie mieszczańskiego i religijnego gorsetu, który krępuje relacje seksualne dorosłych, albo walka o emancypację kobiet. To także niebezpieczne przesuwanie metrykalnych granic.

Dobrym tego przykładem jest apel opublikowany w 1977 roku w „Le Monde”, nawołujący do obniżenia wieku dozwalającego na relacje seksualne z nieletnimi, który był pokłosiem aresztowania trzech mężczyzn za seks z dziećmi od trzynastu do czternastu lat. Pod apelem podpisały się takie osoby, jak Louis Aragon, Simone de Beauvoir, Philippe Sollers, Roland Barthes, Gilles Deleuze czy Bernard Kouchner (sic!). Całość zredagował anonimowo Gabriel Matzneff, pisarz, intelektualista, zdeklarowany pedofil i amator sekspodróży do krajów rozwijających się (m.in. do Filipin), o czym właściwie do lat dwutysięcznych otwarcie pisał w swoich książkach. Pedofilia, nienazwana rzecz jasna po imieniu, zaczęła być sprawą, która w debacie publicznej stanęła niebezpiecznie blisko walki o prawa kobiet i homoseksualistów.

Czuję się zbrukana na całe życie

Co wyobrażał sobie Olivier Duhamel, przychodząc regularnie do pokoju czternastolatka, by uprawiać z nim seks? Że to niewinna gra? Ułatwienie wstępu do dorosłego życia? Wspomniana już tutaj Rosanne Lhermitte, która rozmawiała z nim jeszcze przed wybuchem afery, twierdziła, iż był przekonany, że nie wyrządził żadnego zła. Przecież nic nie odbywało się przemocą. Victor się zgadzał.

Dziękujemy!
( Anna Sidoruk )

Kultura obowiązkowa 1-7 grudnia

Siła książki Kouchner polega na ukazaniu wielowarstwowych i długotrwałych konsekwencji gwałtu i kazirodztwa. W „Familia grande” znajdziemy znany dziś już dobrze mechanizm psychologiczny, który kieruje zachowaniami ofiary. Najpierw jest zaufanie do bliskiej osoby, następnie szok, często nieme przyzwolenie i kolejno wstyd oraz szukanie winy nie w sprawcy, lecz w sobie. Potem lata emocjonalnej huśtawki, która dewastuje człowieka zarówno od środka, jak i w relacjach z innymi, i która każe ofierze milczeć. W przypadku Oliviera Duhamela miało ono zresztą swoje prawne konsekwencje. Jeszcze do niedawna przestępstwo seksualne tego typu ulegało we Francji zatarciu po dwudziestu latach.

Kouchner do tego wszystkiego dodaje jeszcze jeden istotny element odróżniający „Familia grande” od innych głośnych książek-świadectw, które wstrząsnęły francuską opinią publiczną – choćby „Zgody” Vanessy Springory, ofiary Matzneffa (wyd. pol. 2020) czy „Ponurego tygrysa” Neige Sinno, gwałconej przez ojca (wyd. pol. 2025). Kouchner nie jest bezpośrednią ofiarą i nie pisze z tej perspektywy. A jednak czyny ojczyma również jej życie zamieniły w piekło. Victor wcześnie powiedział jej o kazirodztwie, prosząc o dyskrecję. Lata utrzymywania tajemnicy to również lata rozpadu psychicznego autorki, nieustannego poczucia winy z powodu milczenia i bezradności wobec cierpienia brata, wiecznego lęku o własne dzieci. Kouchner wpada w permanentną depresję, którą w książce nazywa metaforycznie mieszkającą w jej ciele hydrą. Zamyka się w sobie, ucieka od świata. „Czuję się zbrukana na całe życie”, pisze. Przestępstwo w rodzinie wpływa na wszystkich jej członków.

Kouchner umie o tym wszystkim przekonująco opowiedzieć. Jej zdania są krótkie, styl prosty, ale wysycony emocjami. W „Familia grande” nie ma brutalnych opisów kazirodczego seksu, sucho podanych faktów w stylu Annie Ernaux, które walą prosto między oczy. Zresztą Kouchner i tak nie potrzebuje literackiego podkręcania temperatury. Obraz rozkładu znanej i szanowanej rodziny jest sam w sobie wystarczająco wymowny. Rozwód rodziców, postępek ojczyma, depresja i alkoholizm matki po samobójstwie babki, tajemnicza śmierć ciotki – wystarczyłoby tego nie na jedną cienką, a dwie grube książki.

Dobrze jednak, że autorce udało się to wszystko zamknąć w tak oszczędnej i kameralnej formie. O wiele mocniej wybrzmiewa wówczas jedno z jej najważniejszych przesłań. Jeśli widzimy wokół siebie zło, nie udawajmy, że nic się nie stało.

Camille Kouchner, „Familia grande”, przełożyła i opatrzyła posłowiem Magdalena Kamińska-Maurugeon, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025, s. 184.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.