The Voice of Hind Rajab, reż. Kaouther Ben Hani
The Voice of Hind Rajab, reż. Kaouther Ben Hani

Na wojnie grają w wojnę, żeby pozbierać myśli. Co zapamiętamy z Festiwalu Filmowego w Wenecji

( 09.09.2025 )

Witamy we współczesnym Świecie, czyli na 82. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. Najbardziej rozpolitykowanej imprezie filmowej od lat, gdzie na gali zamknięcia, na której wręczono nagrody, słowo „Palestyna” padało równie często co „dziękuję”.

Prawda „The Voice of Hind Rajab” vs. fikcja „A House of Dynamit”. Jedno życie dziecka w Gazie vs. życie 10 milionów mieszkańców Chicago. Izraelski czołg vs. bomba atomowa. Ambulans medyczny vs. rakiety balistyczne. Czwórka wolontariuszy organizacji humanitarnej w biurze call-center vs. sztab kryzysowy Białego Domu. Prezydent Republiki Włoskiej, stojący przed najważniejszą decyzją w życiu – czy podpisać ustawę zezwalającą na eutanazję „La Grazia” vs. Prezydent Federacji Rosyjskiej, pozbawiający życia cywili.

*Reklama

Kiedy ogłoszono program tegorocznego Biennale Cinema, odbywającego się na weneckiej wyspie Lido, było wiadomo, że najgłośniejszym tytułem biorącym udział w konkursie głównym będzie „The Voice of Hind Rajab” w reżyserii Kaouther Ben Hani. Ten paradokument opowiada historię niespełna sześcioletniej palestyńskiej dziewczynki uwięzionej w samochodzie, otoczonej ciałami zabitych kuzynów, z którymi podróżowała. Film został oparty na oryginalnych nagraniach telefonicznych rozmów Hind Rajab z wolontariuszami muzułmańskiej organizacji humanitarnej „Czerwony Półksiężyc”, będącej częścią Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Wydarzenia miały miejsce 29 stycznia 2024 roku. Zginęli wszyscy pasażerowie samochodu, Hind Rajab również. W aucie było 350 śladów po kulach z broni maszynowej. O tym wszystkim dowiadujemy się stopniowo. Tunezyjska reżyserka wypracowała sobie specyficzną formę opowiadania historii, która łączy dokument z fabułą. Nie jest to nic nowego, ale Ben Hania nadała tej formie autorski charakter. W takiej konwencji zrealizowany był poprzedni film Tunezyjki, „Cztery córki”, który był nominowany do Oscara. W przeddzień startu festiwalu w mediach branżowych gruchnęła wiadomość, że jako producenci wykonawczy dołączają do produkcji o Hind Rajab m.in. Brad Pitt, Joaquin Phoenix i Rooney Mara oraz reżyserzy Alfonso Cuarón („Roma”) i Jonathan Glazer („Strefa Interesów”). Była to ich autonomiczna decyzja i z pewnością zwiększyła presję, jaką odczuwało jury weneckiego festiwalu, którego przewodniczącym był Alexander Payne („Przesilenie zimowe”). Joaquin Phoenix i Rooney Mara przyjechali zresztą na Lido i wspólnie z ekipą filmu uczestniczyli w premierowym pokazie.

Prawda „The Voice of Hind Rajab” vs. fikcja „A House of Dynamite”

W weneckim konkursie głównym prezentowała swoją najnowszą produkcję Kathryn Bigelow – autorka głośnego „The Hurt Locker. W pułapce wojny”, która zapisała się w historii jako pierwsza reżyserka nagrodzona Oscarem. Bigelow wielokrotnie powracała do tematu wojny, wyreżyserowała m.in. filmy „Wróg numer jeden” – o pogoni za Bin Ladenem – czy „Detroit” – o zamieszkach rasowych w tym mieście. Najnowsza produkcja Bigelow nosi tytuł „A House of Dynamite” i jest czystą fikcją. Pracownicy kilku ośrodków monitorujących system bezpieczeństwa Ameryki widzą, jak gdzieś na Pacyfiku zostaje wystrzelona rakieta. Systemy monitoringu błyskawicznie wskazują na to, że to pocisk nuklearny. Po chwili orientują się, że uderzy w Chicago, zamieszkałe przez prawie 10 milionów ludzi. Wiedzą, co ich czeka, ale nie wiedzą, kto stoi za decyzją o ataku. Rosja, Iran, Chiny, a może Korea Północna? Zaczyna się wyścig z czasem, podobnie jak w chwili, w której w siedzibie „Czerwonego Półksiężyca” ktoś odbiera telefon od kuzyna Hind Rajab. Podobieństw między tymi filmami jest więcej, a ich przekaz  jest zadziwiająco zbieżny. Niektórych oburzy zestawianie tych produkcji, ale jest ono warte ryzyka, bo oba dzieła pokazują – z radykalnie innych perspektyw – walkę o ludzkie życie. I to, z jaką bezradnością reagujemy na śmierć.

Dziękujemy!

„A House of Dynamite”, reż. Kathryn Bigelow

„A House of Dynamit” Bigelow to majstersztyk formy, tę samą historię oglądamy w 18-minutowych interwałach dziejących się równolegle w kilku miejscach. Poznajemy punkt widzenia żołnierzy w bazie wojskowej na Alasce, szefa Pentagonu, sztabu kryzysowego w Białym Domu i prezydenta kraju (Idris Elba), który wyjechał na spotkanie z młodzieżową drużyną koszykarek. W filmie „The Voice of Hind Rajab” miejsce akcji to praktycznie jedno pomieszczenie, open space, poprzedzielany ściankami z pleksi. I toaleta, o której za chwilę.

Filmy Bigelow i Ben Hani zaczynają się od podobnych sekwencji. Otóż w biurze bezpieczeństwa Białego Domu kończy się zmiana, wychodzi jedna grupa pracowników, przychodzi druga. U Ben Hani całą ekipę zmiany, która właśnie zakończyła dyżur, zatrzymuje telefon od kuzyna Hind Rajab. Wtedy zaczynają się akcje ratunkowe. Wszystkie możliwe systemy bezpieczeństwa, włącznie z narzędziami szpiegowskimi, zostają wykorzystane w Ameryce. Zostajemy wrzuceni w epicentrum technologii, jakbyśmy znaleźli się we wnętrzu gigantycznego wozu transmisyjnego, gdzie każdą decyzję i każdy rozkaz sztabowców możemy w sekundę prześledzić na niezliczonej ilości ekranów. Z kolei w siedzibie „Czerwonego Półksiężyca” jest kilka zdezelowanych telefonów i kilka monitorów, na których członkowie ekipy lokalizują Hind za pomocą Google Maps.

Z bazy na Alasce wystrzelone zostają rakiety balistyczne, by zneutralizować pocisk nuklearny. Na ratunek Hind, po wielogodzinnych negocjacjach, wysłany zostaje ambulans z dwoma wolontariuszami. Bezpośrednio życiu Hind zagraża jeden izraelski czołg – to z niego padają strzały. Życiu prawie dziesięciu milionów Amerykanów zagraża jedna bomba z ładunkiem nuklearnym. W obu filmach bardzo podobnie pracują kamery, część zdjęć robionych jest z ręki, aby wzmocnić efekt nerwowości i chaosu. Nie muszę tu opisywać, co dzieje się w głowach bohaterów grających w obu produkcjach. Dość powiedzieć, że tunezyjska reżyserka wystawiła swoich aktorów na próbę (Saja Kilani, Motaz Malhees, Clara Khoury, Amer Hlehel), bo w części scen na ekranie widzimy jednocześnie ekipę aktorską i oryginalne postaci odgrywane przez nich w nagraniach z telefonów komórkowych, a ich głosy się mieszają. Są w tych filmach sceny, których nie da się zapomnieć, jak ta, kiedy Hind po raz kolejny pyta wolontariuszkę „ile to jeszcze potrwa?”, a ta opowiada jej, że „tatusiowie panów z czołgu muszą się porozumieć z naszymi tatusiami, i podjąć decyzję, a wtedy będziemy mogli ci pomóc”. Ten film jest jak zastrzyk adrenaliny – wracasz do żywych, ale już nigdy o tej historii nie zapomnisz. I żeby było jasne: film „The Voice of Hind Rajab" nie jest kinem doraźnym czy interwencyjnym. Kaouther Ben Hania opowiada historię, która mogła wydarzyć się wszędzie, w każdym z krajów ogarniętych wojną. W Kijowie i w Aleppo.

Realna wojna vs. zabawa w wojnę

Co ciekawe, w obu obrazach przemoc nie zostaje pokazana bezpośrednio. Nie widzimy jej na ekranie. Jedynie w sekwencji dokumentalnej zamykającej film Ben Hani widzimy ostrzelane auto i ambulans. Przemoc pokazana jest za to w zaskakującej formie. U Bigelow uczestniczymy w rekonstrukcji bitwy z okresu wojny secesyjnej, gdzie za namową syna trafia jedna z bohaterek filmu – a więc wojna jako plac zabaw, lunapark. U Ben Hani natomiast główny bohater – ten, który odbiera telefon od Hind – przechodzi załamanie nerwowe w toalecie, do której wchodzi skonfliktowany z nim szef. Aby rozładować stan przerażenia, bezradności i stuporu, bo procedury nie pozwalają im przejąć indywidualnej kontroli nad akcją ratunkową, wyciągają smartfony i zaczynają grać na nich w grę wojenną. Na wojnie grają w wojnę, żeby odreagować i pozbierać myśli. Przeczekać? Nie tracić nadziei? Jakoś wykorzystać czas, który pozostał?

Dziękujemy!

„The Voice of Hind Rajab”, reż. Kaouther Ben Hania

Dziękujemy!
( Anna Sidoruk )

Kultura obowiązkowa 12–18 stycznia

Bo przecież ci tatusiowie po każdej ze stron są bardzo zajęci, np. prezydent Stanów  właśnie próbuje trafić piłką do kosza. Łatwo nie ma, bo każdy jego ruch śledzi tłum nastoletnich koszykarek. Słowo „trafi”, które usłyszy za chwilę, odmieni całe jego życie, bo będzie musiał podjąć najważniejszą decyzję w swojej prezydenturze. Decyzję o odwecie. Pozostaje jedynie kwestia skali, o którą człowiek z teczką od czerwonego guzika zapyta prezydenta, jakby ten zamawiał steka: „Wybiera pan wersję rare, medium or well-done?”.

Decyzja o jednostce vs. decyzja jednostki

Jak w takiej sytuacji odnalazłby się fikcyjny prezydent Włoch, którego w filmie „La Grazia” w reżyserii Paolo Sorrentino gra Toni Servillo? Prezydent ma u schyłku swojej kadencji zdecydować, czy podpisać ustawę, która stawia na szali życie jednostki, czyli uprawomocnić eutanazję. Zatem decyzja o jednostce vs. decyzja jednostki. Różnica jest zasadnicza. Toni Servillo otrzymał w Wenecji nagrodę za najlepszą rolę męską, Puchar Volpiego. Filmowi Sorrentino należy się przede wszystkim nagroda za wrażliwość i ton, w jakim o życiu ludzkim opowiada. Choćby w scenie, w której prezydent po podpisaniu stosownych ustaw wraca do domu i zakłada okulary zmarłej żony, jakby chciał spojrzeć na swoje decyzje jej oczami, jakby szukał jej akceptacji.

Dziękujemy!

„La Grazia”, reż. Paolo Sorrentino

W konkursie weneckim znalazł się też film, którego zdecydowanie nie powinno w nim być, bo dla jego bohatera, prezydenta Federacji Rosyjskiej, życie jednostek nie ma żadnego znaczenia. Dziś, kiedy piszę ten tekst, media obiegła wiadomość o wtargnięciu kilkunastu dronów rosyjskich w polską przestrzeń powietrzną i zestrzeleniu części z nich przez siły NATO. Polska uruchomiła procedury z artykułu 4. Traktatu Waszyngtońskiego, na podstawie którego funkcjonuje NATO. To zapis mówiący, że Sojusznicy będą się wspólnie konsultować, „ilekroć, zdaniem któregokolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze stron”. 

„The Wizard of the Kremlin” w reżyserii Oliviera Assayasa to rzecz o specjaliście od PR-u Władimira Putina, który pomógł mu dojść do władzy. Ciekawostką jest fakt, że w rolę Putina wcielił się Jude Law. Nie wiem, czy aktorowi tej klasy ta produkcja doda splendoru. Krytycy interpretują to jako próbę ocieplania wizerunku Władimira Władimrowicza i podejrzewam, że zdecydowanie nie takich recenzji Jude Law się spodziewał. Cały ten film jest jak koktajl mołotowa bez substancji zapalającej. Nawet jeśli chciałoby się jej przyjrzeć bliżej i potraktować serio, to nic z niej nie wynika. Nie poznajemy nawet motywacji Vadima Baranova (Paul Dano) – tytułowego maga. Tym bardziej trudno zrozumieć motywacje reżysera. Dlaczego kino zajmuje się dziś człowiekiem, który morduje cywili na Ukrainie?

Za każdą z opisanych śmierci stoi jednostka – nawet za śmierć sześcioletniej dziewczynki w samochodzie w Gazie. Każdy konflikt zbrojny, każda wojna zaczyna się od jednego człowieka, który rozpętuje piekło na ziemi. Kiedy wenecka publiczność zasiadała w fotelach kinowych, w Pekinie z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej na Dalekim Wschodzie na trybunie honorowej zasiedli wspólnie Władimir Putin i Kim Dzong Un. Przywódca Chin Xi Jinping, który ich tam zaprosił, stwierdził w przemówieniu, że naród chiński „stoi po właściwej stronie historii, po stronie postępu ludzkości". Te słowa w kontekście wojny na Ukrainie, rozpętanej przez jednego z gości Xî Jinpinga, zabrzmiały jak ponury żart. Wszyscy trzej dyktatorzy zareagowali na nie brawami.

Dziękujemy!

„The Wizard of the Kremlin”, reż. Olivier Assayas

Na demonstracji poparcia dla Palestyńczyków, która przeszła ulicami Lido w przeddzień premiery filmu „The Voice of Hind Rajab”, uczestniczyło ponad dziesięć tysięcy ludzi. Jeden  z demonstrantów niósł wymowny transparent z napisem: IL VOSTRO SILENZIO COMPLICE, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „twoje milczenie jest współwinne”.

W mediach pojawiły się głosy, że niemoralne jest wykorzystywanie w filmie Ben Hani oryginalnych nagrań, że to brak szacunku dla Hind Rajab, że niemoralne jest też opowiadanie o wojnie w sposób, w jaki zrobiła to Kathryn Bigelow, że wojna to nie sensacyjna rozrywka. A co, jeśli najbardziej niemoralne jest milczenie?

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.