Filmy i seriale, na które czekamy w 2026 roku
( 09.01.2026 )
„Odyseja”, „Narnia”, nowy Lee Chang-dong, nowy Duplass, nowy Raimi, sequel „The Social Network”, Avengers i Spider-Man, nowy Malick, nowy Eggers, „Wichrowe wzgórza”, film od Kogonady, projekt Hamaguchiego, kolejny Guadagnino, Spielberg, Scott, Borgli, Villeneuve, Coen, Boyle. To jest lista filmów, które NIE ZMIEŚCIŁY SIĘ NA TEJ LIŚCIE. Przed nami wyjątkowy rok. Pełny dobrego kina albo pełny zaskakujących porażek.
Seriale też wybrałem, a tam zabrakło powrótu „Malcolm in the middle” i najbardziej wyczekiwanego przez trzeciego sezonu „Shrinking”. No cóż. Każdy z nas musi coś wybrać. Zwłaszcza gdy pisze tekst.
„Scrubs”, sezon 10
25 lutego, ABC i Hulu
Bardzo dobrze pamiętam pierwszy raz, gdy obejrzałem „Scrubs” i pomyślałem „co za gówno”. Nie powinno to nikogo dziwić, bo trudno o serial z bardziej dziecinnym i głupkowatym humorem. Jednak chyba właśnie dzięki temu, że humor jest głupkowaty, łatwiej nam odczuć wartość niektórych wątków, które łamią serce. A „Scrubs” nigdy od takich nie uciekał. W końcu to serial, który pokazuje życie młodych lekarzy. Śmierć i strata były więc na porządku dziennym. I zapewniam was, trudno o bardziej wzruszające sceny niż te, które uderzają was znienacka. Bo po 3 odcinkach homoerotycznych piosenek i bezsensownie zbijanych piątek nagle dostajecie opowieść o końcu, nicości i strachu przed tym, co się z nami stanie.
„Duma i uprzedzenie”
Netflix
Jeśli kostiumowe romanse wciąż działają na ciebie jak zapach soli trzeźwiących, to nadchodzący serial na podstawie „Dumy i uprzedzenia” będzie obowiązkowym seansem. Klasyczna powieść wraca w nowej, „progresywnej” adaptacji Dolly Alderton dla Netfliksa. W obsadzie pojawiają się Jack Lowden jako pan Darcy oraz Emma Corrin i Olivia Colman – co już samo w sobie brzmi jak gwarancja jakości. Nie wstydzę się przyznać, że przez lata kochałem „Dumę i uprzedzenie”, zresztą jak każdą ekranizację powieści Jane Austen. Jest coś wspaniałego w kostiumowych filmach, które opowiadają historie miłosne podszyte smutkiem. Od „Emmy” i „Małych kobietek” minęło już zbyt wiele czasu, dlatego czas na kolejną dawkę.
„Duma i uprzedzenie”, mat. prasowe
„Spider-Noir”
Prime Video
Uważam, że filmy ze świata „Spiderverse” to prawdziwe arcydzieła, zarówno pod względem wizualnym jak i scenariuszowym. Jeśli Nicolas Cage w animowanym „Into the Spider-Verse” skradł serca widzów jako Spider-Man Noir, to serial „Spider-Noir” będzie spełnieniem marzeń fanów mroczniejszych superbohaterskich klimatów. Cage wraca do roli, ale tym razem w aktorskiej, czarno-białej odsłonie noir – jako podstarzały prywatny detektyw i jedyny superbohater alternatycznego Nowego Jorku lat 30., zmagający się z własną przeszłością.
Osiem odcinków, estetyka noir i obsada z Brendanem Gleesonem na czele brzmią jak coś więcej niż kolejny spin-off.
„Spider-Noir”, mat. prasowe
„Blossoms Shanghai”
ostatni odcinek pojawi się 26 stycznia
„Blossoms Shanghai” to serial, który przez kilka lat funkcjonował niemal jak legenda – w Chinach dostępny i szeroko komentowany, poza nimi praktycznie nie do obejrzenia. Teraz wreszcie trafia na Zachód dzięki The Criterion Collection, co samo w sobie jest znakiem jakości i wielkim wydarzeniem dla kinofilów. To pierwsza pełnometrażowa przygoda telewizyjna Wong Kar-waia, jednego z najważniejszych i najbardziej wpływowych reżyserów ostatnich dekad. Akcja osadzona w Szanghaju lat 90. śledzi losy przedsiębiorcy Ah Bao, ale fabuła jest tu tylko punktem wyjścia. Najważniejsze są atmosfera, rytm miasta, melancholia i czas – znaki rozpoznawcze autora „Spragnionych miłości” i „Chungking Express”. „Blossoms Shanghai” to serial raczej do kontemplacji niż do binge-watchingu: hipnotyczny wizualnie, precyzyjny w detalach, zanurzony w nostalgii za Chinami na progu kapitalistycznej transformacji.
„Blossoms Shanghai”, mat. prasowe
„Wonder Man”
27 stycznia, Disney+
MCU nie jest w najlepszej formie. Takie są fakty. Nie chodzi o to, że ich filmy czy seriale są lepsze i gorsze, te średniaki po prostu coraz bardziej irytują. Ale wygląda na to, że „Wonder Man” zmieni tę passę, bo sam trailer zdaje się zapowiadać raczej komedię napisaną przez Noah Baumbacha, a nie historię o superbohaterze. „Wonder Man” to serial Marvela skupiony na postaci Simona Williamsa. W tytułową rolę wciela się Yahya Abdul-Mateen II, a na ekranie towarzyszy mu m.in. Ben Kingsley, który wraca jako Trevor Slattery. Serial opowiada historię aktora i kaskadera z Hollywood, który niespodziewanie zyskuje nadludzkie moce i zostaje superbohaterem. „Wonder Man” łączy świat show-biznesu z superbohaterską mitologią Marvela, stawiając na metakomentarz do branży rozrywkowej i samego MCU.
„Wonder Man”, mat. prasowe
„Przygody Cliffa Bootha”, reż. David Fincher
Reżyser „Zodiaka” i „The Social Network” wraca na Netflixa z trzecim filmem z rzędu i jednocześnie z najbardziej nieoczywistym projektem w swojej karierze. Początkowo wszystko brzmiało jak fan fiction, ale zdjęcia z planu potwierdziły, że film naprawdę powstaje. Co więcej, jest to… sequel „Pewnego razu w Hollywood” Quentina Tarantino, z Bradem Pittem powracającym w roli Cliffa Bootha. Według doniesień to Pitt przyniósł Tarantinowski scenariusz do Netflixa, który wyłożył na produkcję około 200 milionów dolarów. Data premiery nie jest jeszcze znana, ale wszystko wskazuje na to, że film będzie jednym z najmocniejszych tytułów sezonu festiwalowego jesienią – lub tuż po nim. A mimo to nadal nie do końca rozumiemy, dlaczego to właśnie Fincher kręci sequel Tarantino.
„Przygody Cliffa Bootha”, reż. David Fincher, mat. prasowe
„Gorzkie święta”, reż. Pedro Almodóvar
marzec 2026
Jeden z najwybitniejszych żyjących reżyserów wraca szybciej, niż można się było spodziewać. „Bitter Christmas” (Amarga Navidad) to nowy film Almodóvara, który po nierównej recepcji „The Room Next Door” z 2024 roku ponownie realizuje projekt w swoim ojczystym języku. Hiszpańska premiera zaplanowana jest na 20 marca. Sam Almodóvar zapowiadał projekt jako „tragikomiczną opowieść o płci”. W obsadzie znaleźli się Barbara Lennie, Leonardo Sbaraglia, Aitana Sánchez-Gijón, Carmen Machi oraz – jak zawsze u Almodóvara – niezastąpiona Rossy de Palma. Wszystko wskazuje na powrót do tematów i tonów, które przez lata definiowały jego kino.
„Gorzkie święta”, reż. Pedro Almodóvar, mat. prasowe
„Bucking Fastard”, reż. Werner Herzog
kwiecień/maj 2026
Już sam fakt, że Kate Mara i Rooney Mara mają zagrać bliźniaczki, budzi naszą ciekawość. Ale że scenariusz i reżyseria należą do Herzoga, projekt automatycznie trafia na listę rzeczy, które trzeba zobaczyć. Herzog to dziwak, którego kochamy – i właśnie dlatego każdy jego film oglądamy bez zadawania pytań. Film inspirowany jest prawdziwą historią brytyjskich bliźniaczek Fredy i Grety Chaplin, wobec których ten sam mężczyzna miał wydane zakazy zbliżania się. Jakby tego było mało, Herzog twierdzi, że „Bucking Fastard” domyka nieformalną trylogię z „Fitzcarraldo” i „Grizzly Manem”. Daty premiery jeszcze nie ma, ale materiał był pokazywany kupcom w Cannes w 2025 roku, więc wszystko wskazuje na premierę w 2026. I tak – to zdecydowanie za późno.
„Bucking Fastard”, reż. Werner Herzog, mat. prasowe
„Digger”, reż. Alejandro González Iñárritu
1 października 2026
Kiedy Tom Cruise ostatni raz pracował z „poważnym” reżyserem? Seria „Mission: Impossible” ma wiernych wyznawców (słusznie), a „Top Gun: Maverick” faktycznie pomógł kinom podnieść się po pandemii, ale był czas, gdy Cruise funkcjonował zupełnie inaczej. Aż do pierwszego „Mission: Impossible” był królem kina: grał w najlepszych możliwych projektach, wybierał genialne scenariusze i regularnie współpracował z autorami kalibru Paula Thomasa Andersona. Potem ten model gdzieś się urwał. Dlatego nowy film twórcy „Zjawy” i „Birdmana” budzi tak duże emocje. „Digger” zapowiadany jest jako czarna komedia, a Warner Bros. wyznaczyło premierę na 1 października. Cruise nadal jest sobą i wciąż jest świetnym aktorem, ale pracy z reżyserem tej rangi naprawdę nam brakowało. Czy to projekt, który wreszcie przyniesie mu zaległego Oscara?
„Digger”, reż. Alejandro González Iñárritu, mat. prasowe
„The Entertainment System Is Down”, reż. Ruben Östlund
jesień 2026
Ostatnie dwa filmy Rubena Östlunda zdobyły Złotą Palmę w Cannes – co samo w sobie jest osiągnięciem niemal niespotykanym. Czy uda mu się hat-trick? Choć nowy projekt nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony w canneńskim konkursie, trudno wyobrazić sobie, by festiwal, który tak pokochał „Force Majeure”, „The Square” i „Triangle of Sadness”, miał go pominąć. Östlund znów bierze na cel uprzywilejowanych. Akcja filmu rozgrywa się na pokładzie długodystansowego lotu, w którym przestaje działać system rozrywki. Pasażerowie – odcięci od ekranów i cyfrowych uzależnień – zostają zmuszeni do realnego kontaktu ze sobą i z własną pustką. Brzmi jak horror egzystencjalny, ale w wydaniu satyrycznym. W obsadzie same gwiazdy: Keanu Reeves, Kirsten Dunst, Daniel Brühl, Samantha Morton, Nicholas Braun, Julie Delpy, Tobias Menzies oraz Vincent Lindon.
„The Entertainment System Is Down”, reż. Ruben Östlund, mat. prasowe