Asghar Farhadi na planie filmu „Historie równoległe”
Asghar Farhadi na planie filmu „Historie równoległe”

Gdyby Kieślowski żył, zaproponowałbym mu wspólne reżyserowanie. Rozmowa z Asgharem Farhadim

( 17.08.2026 )

Pracując nad tym filmem, miałem poczucie, że jest tak naprawdę dwóch reżyserów – jednym jestem ja, a drugim jest Kieślowski, i cały czas staramy się ze sobą negocjować. Są takie sceny, o których myślałem: teraz to on reżyseruje. Asghar Farhadi, laureat Oscara, opowiada o swoim najnowszym filmie „Historie równoległe”.

Ta reinterpretacja polskiego klasyka, jakim jest „Krótki film o miłości” Kieślowskiego, miała premierę w Cannes, a od 14 sierpnia można ją oglądać w polskich kinach. Z Farhadim spotykam się online. Reżyser bardzo chciał przyjechać na Festiwal TAURON Nowe Horyzonty, na przedpremierę „Historii równoległych”, ale nie był w stanie opuścić Iranu. Nie wolno nam poruszać tematów politycznych, ale o jedną rzecz muszę zapytać.

Czujesz się bezpieczny?

Poczucie zagrożenia istnieje cały czas. Ale świadomie wybrałem życie w Teheranie. Kiedy zaczęła się wojna, byłem na planie we Francji. O pierwszej skończyły się zdjęcia, o czwartej już byłem na lotnisku. Przyleciałem do Stambułu, skąd drogą lądową mogłem przekroczyć granicę. Większe zagrożenie odczuwam, gdy jestem poza krajem, z dala od mojej rodziny. Nie wyobrażamy sobie też wyjechać na stałe. Wolę być w tej samej sytuacji, co reszta moich rodaków, niż korzystać ze sztucznego przywileju.

Dziękujemy!

Isabelle Huppert i Asghar Farhadi na planie filmu „Historie równoległe”, fot. Carole Bethuel

Twoje irańskie filmy – „Co wiesz o Elly?”, „Rozstanie”, „Klient”, „Bohater” – były mocno zakorzenione w miejscowych obyczajach i codzienności. Z wiadomych względów nie realizujesz już filmów w ojczyźnie. Musiałeś odnaleźć się w obcej kulturze, w uniwersum Kieślowskiego, a przy tym stworzyć kino autorskie. Od czego zacząłeś?

Wyzwaniem było już napisanie „Historii równoległych”. Jest to najbardziej złożony scenariusz w mojej twórczości. Bardzo długo myślałem nad tym, w jaki sposób poprowadzić narrację, nie wyobrażałem sobie, że mógłbym zrobić remake Kieślowskiego. Pierwszym oczywistym tropem była luneta i to, co przez nią widać. Chciałem pokazać przestrzeń, w której pracuje się z dźwiękiem, żeby poprzez soczewkę można było dostać się do innego wymiaru. Do tego doszła postać pisarki, która pracuje ze słowem. Połączenie tych trzech aspektów – obrazu, tekstu i dźwięku – daje nam kino. Kiedy doszliśmy do tego, że jest to tak naprawdę film o filmie, dalsza praca nie stanowiła już takiego problemu.

Zamiast Warszawy mamy tutaj Paryż, zamiast młodego chłopaka z obsesją na punkcie sąsiadki – pisarkę, która podgląda mieszkanie w przeciwległej kamienicy i snuje fantazje o miłosnym trójkącie. Zmieniasz historię, okoliczności, ale „Historie równoległe” są otwarcie inspirowane „Krótkim filmem o miłości” Krzysztofa Kieślowskiego. Czy polski reżyser był dla ciebie kimś ważnym? 

Moja fascynacja zaczęła się już w młodości, gdy zobaczyłem „Niebieski”. Od tego momentu zacząłem konsekwentnie oglądać jego filmy. Przeczytałem wszystkie książki na temat jego twórczości, które ukazały się w Iranie. Na szczęście Krzysztof Kieślowski jest tu bardzo popularnym reżyserem.

Dziękujemy!

Asghar Farhadi na planie filmu „Historie równoległe”

Co cię do niego przyciągnęło?

Jego spojrzenie na człowieka i człowieczeństwo. A także podejście do śmierci. To, że w bardzo prosty sposób, bez zbędnych efektów, jest w stanie ukazać głęboki smutek swoich bohaterów. Ogromny wpływ wywarł na mnie jego czarno-biały, dokumentalny krótki metraż „Gadające głowy”. Uważam, że to jeden z najważniejszych filmów w historii kina.

*Reklama

Tak naprawdę w „Historiach równoległych” pojawiają się odniesienia do wielu filmów Kieślowskiego.

Można się odbijać od jednego nawiązania do drugiego. Wśród nich jest też między innymi „Krótki film o zabijaniu”. A tym, którzy chcieliby wejść w mój film jeszcze głębiej, polecam seans „Podwójnego życia Weroniki”.

Ile w tej reinterpretacji było ciebie, a ile Kieślowskiego?

Pracując nad tym filmem, miałem poczucie, że jest tak naprawdę dwóch reżyserów – jednym jestem ja, a drugim jest Kieślowski, i cały czas staramy się negocjować ze sobą nawzajem. Są takie sceny, o których myślałem: teraz to on reżyseruje. We fragmentach powieściowych, dotyczących fantazji pisarki granej przez Isabelle Huppert, starałem się sięgnąć po styl Kieślowskiego, wyreżyserować je tak, jak wyobrażam sobie, że zrobiłby to on. Prawda jest taka, że gdyby Kieślowski jeszcze żył, złożyłbym mu propozycję, żeby wspólnie stanąć za kamerą.

Dziękujemy!

„Historie równoległe”, reż. Asghar Farhadi

Nie mogłeś już współpracować z Krzysztofem Kieślowskim, ale udało ci się z Krzysztofem Piesiewiczem, współscenarzystą oryginalnego „Dekalogu”.

Nigdy, nawet przez myśl by mi nie przeszło, że zrobię film inspirowany filmem innego twórcy. Wszystko zmieniło się po spotkaniu z Krzysztofem Piesiewiczem. Przekonała mnie jego otwartość, brak odgórnych założeń i sugestii. Co więcej, była w nim ogromna ciekawość, co ja z tym dalej zrobię. Kiedy dosłownie kilka godzin przed pokazem filmu w Cannes otrzymałem wiadomość o jego śmierci, ogarnął mnie wielki smutek i poczucie straty. Nie zobaczył i nigdy już nie zobaczy „Historii równoległych”.

Przy projekcie pracował jeszcze Zbigniew Preisner, kompozytor muzyki do „Krótkiego filmu o miłości”.

Kieślowski, Piesiewicz i Preisner – to ten zestaw osobowości wpłynął na niesamowitą formę kina, jakim jest „Dekalog”. Muzyka była bardzo ważnym elementem tej układanki. Do tego stopnia, że zależało mi na wykorzystaniu oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Miałem poczucie, że to właśnie ona łączy mnie ze światem filmu Kieślowskiego. Natomiast Preisner nalegał, żeby stworzyć zupełnie inny motyw. Ostatecznie muzyki z „Krótkiego filmu o miłości” użyłem tylko we fragmentach, które dotyczą czegoś wyobrażonego, nierzeczywistego.

To jeszcze jedna różnica, którą da się wyczuć w stosunku do twoich wcześniejszych filmów – oddalasz się od rzeczywistości bardziej niż kiedykolwiek.

Kilka osób zwróciło mi na to uwagę. Ale ja sam tak nie uważam. We wcześniejszych filmach odwoływałem się do prawdopodobieństwa pewnych sytuacji, do niewiadomej, czy coś mogło lub nie mogło się wydarzyć. Tutaj tworzę film o tym, czym w ogóle jest rzeczywistość. Ten, jak i poprzednie moje filmy pokazują, jak pewien wycinek rzeczywistości zmienia się w zależności od perspektywy. Wydaje mi się, że na świecie nie ma wydarzenia, które byłoby identycznie opowiedziane przez dwie różne osoby.

Zawsze przywiązywałeś wielką uwagę do szczegółów, jakbyś już od dawna kierował na nie wspomnianą lunetę. Jesteś podglądaczem?

Kryzysy w moich filmach zaczynają się właśnie od niuansów, podejrzanych szczególików. Wydaje nam się, że naszym życiem sterują wielkie wydarzenia i wielkie decyzje, i że to one popychają nas w jedną lub w drugą stronę. Moje doświadczenie jest jednak takie, że największe znaczenia mają drobne elementy codzienności.

Dla bohaterów wszystkich twoich filmów ważniejsze od tych szczegółów okazują się pozory. Wydaje mi się, że przez współczesne media ta tendencja tylko się pogłębia.

Dziękuję za poruszenie tego tematu, bo jest dla mnie kluczowy. Dzisiaj oglądamy świat za pośrednictwem mediów i wierzymy, że świat wygląda tak, jak nam to pokazują. Tymczasem nawet film przyrodniczy w BBC jest zrobiony tak, że z pewnego miejsca na świecie biorą obraz jednego zwierzęcia, drugie zwierzę, które widzimy na ekranie, pochodzi z zupełnie innego regionu, nawet dźwięk nie jest autentyczny. Myślimy, że przyglądamy się naturze, a to wszystko tylko iluzja. Luneta, która jest atrybutem zarówno w filmie Kieślowskiego, jak i w moim, jest właśnie symbolem mediów.

Dziękujemy!

„Historie równoległe”, reż. Asghar Farhadi

Czy w tak fałszywym świecie jesteśmy jeszcze w stanie odróżnić prawdę od kłamstwa? Zaufać komuś? Twoi bohaterowie w „Historiach równoległych”, choćby małżeństwo grane przez Vincenta Cassela i Virginię Efirę, nie są w stanie zaufać nawet najbliższym.

Dziękujemy!
7.5
( Romuald Demidenko )

0.0 Topniejące lodowce na fotografii. Diana Lelonek

Ja osobiście uważam, że światu absolutnie ufać nie można. Natomiast jeśli chodzi o drugiego człowieka, nie ma czegoś takiego jak zaufanie absolutne. Zawsze pozostaje jakaś część życia tej osoby, o której nie mamy pojęcia. Tak naprawdę znamy kogoś tylko przez pryzmat naszego wyobrażenia o nim, pewnego wizerunku, który stworzyliśmy w swojej głowie. Najsmutniejsze jest to, że my nawet nie znamy samych siebie. Postrzegamy siebie przez pryzmat innych, na podstawie tego, jak nas opisują. Potrzebujemy tego punktu odniesienia. Jest to zarówno intrygujące, jak i przerażające. To zagadnienie zajmuje mnie już od dłuższego czasu.

Krzysztof Kieślowski mówił o sobie: „Mam bardzo dobrą cechę charakteru polegającą na tym, że jestem pesymistą. Przyszłość to jest dla mnie czarna dziura. Jeśli się czegokolwiek boję, to boję się przyszłości”. Dostrzegam między wami pewne podobieństwo.

Mam podobnie, nie tęsknię też za przeszłością. Jestem pogodzony z postępem, chciałbym tylko, żebyśmy potrafili z niego korzystać w odpowiedni sposób. Ale obecnie nie da się być optymistą. My rozmawiamy, a ludzie cierpią, są zabijani. Dla mnie tragedią nie jest to, że utraciłem mój wcześniejszy optymizm, a to, że śmierć ludzi zaczynamy traktować jako codzienność. Z każdą kolejną osobą umiera cały kosmos wspomnień, doświadczeń, wrażeń, wrażliwości. Trzeba to sobie pomnożyć.

Dziękujemy!

„Historie równoległe”, reż. Asghar Farhadi

„Historie równoległe” wracają do tematu podglądactwa poruszonego prawie czterdzieści lat temu, w „Krótkim filmie o miłości”. Czy teraz, gdy nie musimy kryć się z zaglądaniem do czyjegoś życia, gdy mamy je na wyciągnięcie ręki, w telefonie, voyeuryzm stracił swój ciężar? Czy potrafimy jeszcze przejąć się tym, co widzimy?

Pozornie mamy zdecydowanie większą wiedzę na temat świata i na temat ludzi, których podglądamy. Tymczasem jest odwrotnie. Nie pamiętam dokładnego cytatu, ale Wisława Szymborska powiedziała coś, co zostało mi w pamięci: „Chciałabym dożyć chwili, kiedy będę mogła unieść się nad ziemią i zobaczyć ludzi, którzy wreszcie przestali tyle mówić”. W mediach społecznościowych ludzie mówią tyle, że w tym zgiełku nie jesteśmy w stanie dosłyszeć ani jednego słowa.

Czyli potrzebna nam jest cisza.

Nie chodzi mi o to, żeby ludzie zamilkli i nie wyrażali swoich opinii. Ale odnoszę wrażenie, że zostaje wypowiedziane tak wiele i z tak przytłaczającą prędkością, że nie ma czasu zatrzymać się i po prostu usłyszeć drugiego człowieka. Zarejestrować to, co ważne. Media społecznościowe działają w ten sposób, że każdy obraz jest jak kartka wyrwana z innej książki. Nie jesteśmy w stanie złożyć z nich żadnej spójnej historii. Nie chciałbym wyjść na jakiegoś wielkiego krytyka nowych technologii, ale prawda jest taka, że ten chaos wynika z tego, że to one przejmują kontrolę. Przestajemy mieć wpływ na to, które treści do nas trafiają; to technologie wybierają je za nas.

Dziękujemy!

„Historie równoległe”, reż. Asghar Farhadi

Czy masz poczucie, że masz wpływ na los tych, z których czerpiesz inspiracje? To w końcu jedno z ważniejszych pytań pojawiających się w twoim filmie.

Z każdym dniem ten wpływ płowieje. Nie da się tego w ogóle porównać do wpływu, jaki kino wywierało na widzów trzydzieści lat temu. Nowe technologie sprawiają, że ludzie odzwyczajają się od myślenia i analizowania tego, co słyszą.

W takim razie, jak fikcja wpływa na twoją rzeczywistość?

Wszystkie filmy, które zrobiłem, odbiły się na moim życiu. Czasem dany bohater wraca do mnie po latach i znowu daje o sobie znać. Zdarza się też, że z czasem upodabniam się do fikcyjnej postaci, którą stworzyłem. Tak było w przypadku bohatera z „Rozstania”. Znajomi zwrócili mi na to uwagę, bo sam bym oczywiście tego nie zauważył. Znowu wychodzi na to, że człowiek samego siebie zna najmniej.

Dziękujemy!

„Historie równoległe”, reż. Asghar Farhadi

A w przypadku „Historii równoległych”?

Odpalam papierosy w ten sam sposób, co bohaterka Isabelle Huppert – od tostera. A jak pracuję nad filmem, to moje ściany roją się od kartek samoprzylepnych.

I „Dekalog” Kieślowskiego, i twoje filmy są skupione na szarych strefach moralności. Stawiają widzom etyczne wyzwanie. Czy przy obecnym kryzysie wartości w ogóle możemy jeszcze mówić o czymś takim jak moralny kompas?

Wierzący oczywiście mają trochę łatwiej, dlatego że to religia wskazuje im, gdzie leży granica. Niektórzy twierdzą, że tę etyczną linię wyznacza prawo. Jeszcze inni mówią, że niewinność, z którą człowiek się rodzi, jego esencja, jest wzorem moralności. Zastanawiam się nad tymi modelami moralności w „Historiach równoległych”, a paradoksalnie Dekalog pod tym względem jest dziś jeszcze bardziej aktualny niż w latach 80. Jednym z elementów spajających poszczególne epizody jest dogłębna samotność, na którą wszyscy dziś cierpimy. Albo weźmy „Krótki film o zabijaniu”, gdzie ścierają się dwa rodzaje morderstwa. To, które jest czynem karalnym oraz to, które jest karą wymierzoną przez system państwowy. Waga odebranego życia to bardzo aktualny temat.

A jakbyś miał streścić swój film jednym z dziesięciu przykazań?

Jest to przede wszystkim hołd dla Kieślowskiego. Mam świadomość, że tworzył z perspektywy katolickiej; ja nie miałem na myśli żadnego konkretnego przykazania. Ale gdy rozmawiałem o tym filmie ze znajomym ateistą, powiedział coś, co bardzo trafnie oddaje sedno dylematów z „Historii równoległych”. „Nie życz innym tego, czego nie życzyłbyś samemu sobie”. To takie proste, a z drugiej strony przekłada się na tak wiele aspektów naszego życia. I właściwie zawiera się w tym haśle sens wszystkich dziesięciu przykazań.

Dziękujemy!

Asghar Farhadi i Vincent Cassel na planie filmu „Historie równoległe”, fot. Carole Bethuel

Rozmowę przetłumaczyła  Aleksandra Szymczyk.

„Historie równoległe” 
reżyseria: Asghar Farhadi
premiera: 14 sierpnia 2026
dystrybutor: Monolith Films

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.