Bartosz Bielenia, fot. Witek Orski, kampania UNITY IN SOLIDARITY
Bartosz Bielenia, fot. Witek Orski, kampania UNITY IN SOLIDARITY

Goszczenie uchodźców. Rozmowa z Bartoszem Bielenią

( 09.09.2025 )

Miałem przed oczami Leonardów DiCapriów przylatujących prywatnymi odrzutowcami na szczyty klimatyczne. Bardzo nie chciałem, żeby postrzegano mnie jak baner aktywistyczny – że przy każdej akcji wychodzę na scenę, ale nic poza tym.

Jesteś współzałożycielem kolektywu Podróżnych Ugościć, który wspiera osoby uchodźcze. Jakie jest jego origin story?

Kolektyw, który obchodzi właśnie czwarte urodziny,  stworzyliśmy w reakcji na sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Był 2021 rok, w Nowym Teatrze pracowaliśmy nad spektaklem „Erazm” Anny Smolar o schyłku europejskich wartości. Erazm z Rotterdamu jest alegorią idei otwartych granic, swobody przemieszczania się. Właśnie w tym czasie zaczął się kryzys na granicy.

Nie byłem w stanie pracować. Nie mogłem znieść tego, że artyści ze sceny śpiewają o „schyłku Europy”, o tym, kim jesteśmy, podczas gdy kilkadziesiąt kilometrów od Michałowa, miejscowości, w której urodził się mój tata i gdzie ja się wychowałem, ludzie umierają w lesie, tu i teraz.

Co zrobiłeś?

Kiedy dowiedziałem się, że potrzeba miejsc i bazy wypadowej dla aktywistów, od razu pomyślałem o domu rodzinnym taty. Jak mógłbym siedzieć w Warszawie i grać spektakl, który obejrzy kilkaset osób podzielających moje poglądy, zamiast zająć się czymś realnym? Zebraliśmy więc grupę kilku osób, które też chciały działać, i pojechaliśmy na granicę. Spędziliśmy tam dwa tygodnie. To był bardzo intensywny czas, ale też zrozumieliśmy, że nie jesteśmy tam niezbędni.

Jak to?

Okazało się, że na miejscu było wielu bardzo dobrze wykwalifikowanych wolontariuszy, znających się na udzielaniu pomocy humanitarnej i interwencyjnej pomocy prawnej. My byliśmy grupą artystów, która, trochę w swojej naiwności, pojechała po prostu pomóc kilku osobom: ogrzać je, ubrać, nakarmić.

Po powrocie do Warszawy zauważyliśmy, że najbardziej brakowało wsparcia w ośrodkach strzeżonych, do których trafiały osoby po złożeniu wniosku o ochronę. Tam często nie mieli nic. O tych warunkach pisało m.in. Amnesty International. Był to ośrodek z kontenerów, ustawiony na poligonie, brakowało odpowiedniej infrastruktury. Na dworze panował ziąb, ludzie nie mieli ciepłych ubrań. Nie było jedzenia halal, środków higieny, koców. Wspólnie z publicznością teatru wysłaliśmy tysiąc paczek. Później staraliśmy się pomóc tym ludziom w odzyskiwaniu sprawczości, powstał program pomocy dla osób wychodzących z ośrodków. Tworząc Podróżnych Ugościć, zaczęliśmy performować idealną formę gościnności, tak jak sobie wyobrażaliśmy, że powinna wyglądać.

Dziękujemy!

Bartosz Bielenia, fot. Witek Orski, kampania UNITY IN SOLIDARITY

Sortownia potrzebnych rzeczy była w lobby Nowego Teatru.

Tak, to duża przestrzeń. Napłynęło sporo ubrań, butów i innych potrzebnych rzeczy. Bywało też kuriozalnie. Pamiętam, jak szykowaliśmy paczki i natrafiliśmy na łyżwy, przekopując się przez nadesłane buty. Wtedy poznaliśmy pięcioosobową rodzinę – trójkę dzieci, matkę i ojca. Tzw. procedurą azylową zajmowała się kilkunastoletnia dziewczyna. Podczas wielomiesięcznego pobytu w ośrodku uczyła się angielskiego na YouTubie, aby móc tłumaczyć dokumenty rodzicom. Nie mogłem uwierzyć w ciężar, jaki spoczywał na jej barkach.

Łatwo o aktywistyczne wypalenie?

Bardzo, bo standard recepcyjny Polski wciąż jest bardzo niski. Na globalne zmiany związane z migracją reagujemy bardzo powoli. Angażuję się także w kampanie na rzecz zwierząt, gdzie zmiany dzieją się równie wolno. Na szczęście projekt „Wielogłosy” został dobrze przyjęty, co jest bardzo budujące.

Jakie dziś zadania stoją przed Podróżnych Ugościć?

Czekając na moment, kiedy społeczeństwo obywatelskie nie będzie musiało wyręczać państwa, mapujemy luki w systemie, wynajdujemy nowe rozwiązania. Czytając ustawę o cudzoziemcach i ustawę o udzielaniu ochrony, pomagamy osobom z doświadczeniem drogi egzekwować swoje prawa w Polsce, a w sytuacjach, kiedy nie ma systemowych rozwiązań, stwarzamy je. Sprawy z wczoraj, w których nie było systemowych rozwiązań, to pomoc w dotarciu do Urzędu ds. Cudzoziemców dla kobiety po złamaniu kręgosłupa oraz wsparcie dla mężczyzny tracącego wzrok, zwolnionego z tego powodu z pracy.

Prowadzicie też kampanie informacyjne, prawda?

Tak, m.in. na temat sytuacji osób ubiegających się o ochronę międzynarodową w Polsce (np. „Bezgranicznie. Poznaj nasze historie” z Fundacją Kuchnia Konfliktu lub najnowsza kampania, „Unity in Solidarity” ze zdjęciami Witka Orskiego), i akcje fundraisingowe na pokrycie potrzeb osób cudzoziemskich w trudnej sytuacji materialnej w Polsce. Program pomocy rzeczowej działa od 2021, a pierwszego kontaktu – od 2022 roku. Reagujemy także na potrzeby osób jadących do pierwszej pracy z ośrodków, w których miesięcznie dostawali 75 zł. Płacimy za okulary, czego nie pokrywa ubezpieczenie. Nadal też wysyłamy paczki do osób w ośrodkach zamkniętych. Próbujemy wynegocjować z państwem dostęp do możliwości zarejestrowania karty sim dla osób w ośrodkach strzeżonych.

Twoje nazwisko jest kojarzone z zaangażowaniem na rzecz innych. Pamiętam jak w geście solidarności z mieszkańcami i opozycjonistami z Białorusi krzyczałeś w Parlamencie Europejskim w 2021 roku. Pomyślałem wtedy: chłopak ma w sobie dużo odwagi.

Wcześniej paraliżował mnie strach. Musiałem się odważyć, żeby pomagać na granicy i działać w Podróżnych. Po akcji w Parlamencie zacząłem myśleć o stereotypie artysty, który publicznie zabiera głos i zajmuje stanowisko. Miałem przed oczami Leonardów DiCapriów przylatujących prywatnymi odrzutowcami na szczyty klimatyczne. Bardzo nie chciałem, żeby postrzegano mnie jak baner aktywistyczny – że przy każdej akcji wychodzę na scenę, ale nic poza tym.

Wiedziałem, że w przypadku wsparcia Wolnej Białorusi i Jany Shostak [twórczyni akcji „Minuta krzyku dla Białorusi” – red.] nie mogę tylko krzyknąć, bez kontekstu byłoby to kuriozalne. Z moją partnerką Sonją [Orlewicz-Zakrzewska, reżyserka – red.] napisałem krótkie oświadczenie wyjaśniające, dlaczego to robię. Przeczytałem je ze sceny. Dopiero później krzyknąłem, by ponieść głos Jany dalej.

Sam pochodzisz z pogranicza…
… dlatego miałem poczucie, że jestem częścią ruchu. Wiedziałem też, że pomoc na granicy i nasze późniejsze działania są zgodne z tym, kim jestem. Pomagam tam, gdzie mam zasoby, a moje zaangażowanie buduje realną zmianę.

Kiedy krzyczałem w Parlamencie, wiedziałem już, że będziemy tworzyć spektakl z białoruskimi aktorami „1.8 M” Iwana Wyrypajewa. Byłem fizycznie zaangażowany w te działania, a moja Sonja w ramach wolontariatu uczyła białoruskie dzieci polskiego. Wszystko było ze sobą spójne. Za krzykiem szły działania i realna zmiana.

*Reklama

Ten altruizm w tobie kiełkował?

Został wyhodowany przez kościół katolicki. Co prawda już dawno od niego odszedłem, ale wartości, które z niego wyniosłem, są nadal obecne w moim życiu. Pomoc bliźniemu i przypowieść o dobrym samarytaninie. W dzieciństwie słyszałem: pomagaj, bądź przykładny, nakarm głodnych, przyodziej potrzebujących, ugość podróżnych. Dziwię się, że dla niektórych nie jest to naturalny odruch. Że pojawiają się wątpliwości: kto jest lepszy, kto gorszy, z jakiego kręgu kulturowego pochodzi, jakie ma gender, orientację. Dla mnie to nie ma znaczenia.

Masz głos, więc używasz go w słusznym celu. Czy w Polsce to syzyfowa praca?

Wydaje mi się, że jest trudno w wielu miejscach. Widać to choćby w Niemczech, gdzie propalestyńskie działania spotykają się z ogromnym oporem i grożą prawnymi konsekwencjami. Przeraża mnie to! Jednocześnie wierzę, że nadal możemy dużo zrobić. W pracach nad wdrażaniem regulacji wciąż za mało korzysta się z doświadczenia i ekspertyzy osób na pierwszej linii działań. Dlatego ostatnio zaangażowaliśmy się w rzecznictwo i dwa razy zabraliśmy głos podczas spotkania parlamentarnego zespołu ds. polityki migracyjnej. Frustruje mnie brak pomocy systemowej i ignorowanie głosów organizacji pozarządowych. Nie angażuje się ich w dyskusję.

Widać to było w czasie pomocy Ukrainie.

Tak, państwo nie zareagowało wystarczająco szybko, dlatego do pomocy ruszyli obywatele. Umiemy działać solidarnie i skutecznie, ale potrzebujemy, by dobre praktyki w ruchu obywatelskim przełożyły się na zmiany systemowe i zmiany w politykach publicznych Polski.

*Reklama

Myślisz, że przyciągasz „zaangażowane” role filmowe, czy świadomie takie wybierasz?

Często są to postaci z pogranicza – są złe, ale chcą dobrze. Nie wiem, czy Daniel z „Bożego ciała” Jana Komasy był społecznie zaangażowany, ale na pewno udawał księdza, bo szukał odkupienia i podchodził do tego odkupienia w naiwny sposób. 

Z kolei Sebastian z „Prime Time” był tak  zaangażowany w sprawy społeczne, że w działaniu postanowił skorzystać z narzędzi terrorystycznych. Pamiętam, że z Kubą [Piątkiem, reżyserem – red.] długo zastanawialiśmy się nad bohaterem. Nie chcieliśmy podsuwać jednej gotowej odpowiedzi, gdzie leży problem, bo był dla nas zbyt pojemny. Chcieliśmy, aby widz mógł wejść w film z własnym doświadczeniem. Natomiast moim zdaniem istotą problemu Sebastiana była frustracja wynikająca z bezsilności systemu. To właśnie brak mechanizmów wsparcia i niemożność realnego wpływu na sytuację doprowadziły go do skrajnej frustracji.

Dziękujemy!
( Literatura ) ( Recenzja ) ( Piotr Kieżun )

Wielka rodzina z wyboru. Recenzujemy książkę „Familia grande” Camille Kouchner

Oglądając twój pełnometrażowy debiut, „Disco Polo” Macieja Bochniaka, w którym grasz rolę chłopaka inspirowanego jednym z sadystów z „Funny Games” Hanekego, myślałem o tym, że tę postać można przecież odczytywać antykapitalistycznie…

Mam wrażenie, że ta postać to po prostu motyw, który sam się replikuje, jak w „Fight Clubie” Finchera: wszystko jest kopią kopii kopii. Tutaj została wykorzystana czysto estetycznie. Ale też ciekawe jest to skojarzenie z antykapitalizmem w późnym kapitalizmie, gdzie umiejętnie tokenizowana replikacja trendów w mediach społecznościowych jest miarą sukcesu. Praca przy „Disco Polo” to były dla mnie wakacje w Łebie: kilka dni zdjęciowych, dodatkowy zarobek na studia i okazja, by spróbować czegoś przed kamerą. Cieszyłem się, że będę ochroniarzem Tomka Kota, że spędzę z nim trochę czasu i poobserwuję, jak gra.

Ponieważ w filmie nie poświęcano wiele uwagi trzecioplanowym rolom, wymyśliłem własną metodę. Zawsze podglądałem, gdzie jest centrum kadru, i starałem się ustawić tak, by być w nim lub w jego pobliżu, jako przeciwwaga dla głównego bohatera. Dzięki temu wzrok widza często kierował się w moją stronę. Podobno Anthony Hopkins w „Milczeniu owiec” nigdy nie mrugał. Pomyślałem: „Też tak zrobię”! Taka to była rola (śmiech).

Spodziewałeś się sukcesu „Bożego ciała”?

Zupełnie nie. Kręcąc film, w ogóle się tym nie zajmowaliśmy, tylko skupiliśmy się na historii. Sam wybór „Bożego ciała” na Festiwal Filmowy w Wenecji, na Giornate degli Autori, był dla nas ogromnym sukcesem. Tymczasem zdobyliśmy dwie z trzech nagród. Potem pojawiły się kolejne festiwale, nominacja do Oscara… I zrobiła się z tego kula śnieżna. Film sam niósł swoją popularność, oczywiście nie umniejszając pracy marketingu. Myślę, że to właśnie naiwne podejście Daniela do świata tak urzekło ludzi. Bohater przebacza i dostrzega bliźniego.

Dziękujemy!

Bartosz Bielenia, fot. Witek Orski, kampania UNITY IN SOLIDARITY

Oscary, nominacje, recenzje – to dla ciebie ważne?

Na początku, kiedy przyszła fala wyróżnień, wstydziłem się. Chciałem się cieszyć, ale wydawało mi się to próżne. Dziś nagrody traktuję jako totemy mocy, a gale jako rytuały wdzięczności. Przez dwie godziny słuchasz, jak ludzie wyrażają radość za to, że coś się udało. Uwielbiam dziękować innym za wspólną pracę.

Mówiłeś o „kodzie źródłowym” Podróżnych Ugościć. Wspominałeś też o swoim udziale w kościele i o tym, że pewne podstawowe wartości powinny bardziej rezonować z ludźmi. Może ta religijna naiwność Daniela w tym kontekście jest czymś odświeżającym?

Tak, ale dla mnie to jest wręcz szokujące. Nie mogę uwierzyć, że można inaczej czytać Pismo Święte. Że można z różańcem w ręku pojechać na granicę i krzyczeć na ludzi, zabraniać im wstępu, nie chcieć udzielić pomocy.

To ta bezkompromisowość, która łączy cię z Danielem?

To rodzaj bezkompromisowości, który wynika z przekonania, że same słowa nie wystarczą. Muszą mieć oparcie w czynie. 

Twoja teatralna droga była długa i różnorodna. Od kilku lat grasz w Nowym Teatrze w Warszawie. To miejsce musi ci być bliskie, też dlatego, że hołduje humanitarnym wartościom.

Moja droga wynikała ze świadomych poszukiwań. Wybierałem teatry tak, żeby działo się w nich jak najwięcej różnorodnych rzeczy. Nowy Teatr kusił właśnie tą nowością, przestrzenią na to, co jeszcze nienazwane i nieokreślone. Wciąż jest tam bardzo dużo do zrobienia, wiele starych przyzwyczajeń do rozmontowania. Ale lepiej pracować w miejscu, które ma na to ochotę i deklaruje chęć podążania w takim etycznym kierunku. Nowy jest postrzegany jako bezpieczna przestrzeń – i to nie tylko dzięki artystom. To zasługa wielu osób, od administracji po osoby zajmujące się dostępnością, które mają ochotę w ramach instytucji organizować wartościowe projekty. Nie dostajemy odgórnych dyrektyw, to wynika z dobroci serca tych ludzi.

Powiedziałeś kiedyś, że nie robiłbyś teatru, gdybyś nie wierzył w sprawczą siłę naszych działań.

Sam jestem dowodem na to, że obcowanie ze sztuką może głęboko zmienić życie. To też część rozmontowywania pewnych wyobrażeń o sobie i o świecie. Tym bardziej teraz jest to potrzebne: trwa prawdziwa wojna o opowieść i o to, jaki świat wygra. I nikt mi nie powie, że teatr i kino nie mają sensu.

Jak myślisz, skąd w społeczeństwie niechęć do angażujących się w zmianę aktorów i aktorek?

Dobre pytanie. Przecież  jestem nie tylko aktorem, ale też aktywistą, obywatelem Polski, człowiekiem – to integralne części mnie. Ta niechęć może wynikać z tego, że czasem nadużywamy swojej widoczności. Nie pomaga też obecność aktorów w reklamach. Społecznie nasz zawód łączy się z korzyścią finansową, świeceniem twarzą dla marki samochodu, fast foodu, napoju. Kolejny aktor wciska ci niepotrzebną rzecz. Mówi: „Weź kredyt”. Kiedy Bielenia ci mówi: „Weź uchodźcę”, mam nadzieję, że nie pomyślisz „Weź spierdalaj”, tylko zaczniesz dowiadywać się więcej o sytuacji i staniesz się częścią zmiany na rzecz pokoju.

Zapraszamy na BENEFIT URODZINOWY Podróżnych Ugościć pod hasłem sztuka #przeciwkorasizmowi! 13.09 na @barka_plan.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.