I taki to był tydzień w kulturze. Hanna Wróblewska odwołana, Ozzy Osbourne nie żyje
( 25.07.2025 )
Z tygodnia w kulturze zrobiło się kilka godzin. Odwołano minister kultury Hannę Wróblewską, powołano Aleksandrę Leo, odwołano Aleksandrę Leo, powołano Martę Cienkowską. Zmarł Ozzy Osbourne.
Ale po kolei. Odwołanie Hanny Wróblewskiej to była kwestia czasu – bo po co w ministerstwie ktoś, kto zajmuje się sprawami kultury, a nie sprawami partii? Powołanie Wróblewskiej w maju zeszłego roku było zaskoczeniem, bo była dyrektorka Zachęty nie dostała tego stanowiska ani w nagrodę za kampanię, ani za przeprowadzenie tego czy tamtego polityka suchą nogą przez kolejne bagno. Był to wybór profesjonalnej menedżerki kultury, która zrobiła to, co trzeba było zrobić. Weszła z miotaczem ognia do polskich instytucji kultury – jak Bartosz Sienkiewicz do TVP – i powypalała zaległą tam pleśń.
Marta Cienkowska, fot. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Czy to była zmiana trwała? Jak widać, nie.
Czy to była zmiana konieczna? Tak.
Czy można szukać rozwiązania, które sprawi, że instytucje kultury nie będą mało znaczącą nagrodą dla partyjnych dyrektorów? To będzie zadanie jej następczyni.
Jak niesie wieść gminna, Donald Tusk wpadł na to, by wybrać Martę Cienkowską, na godzinę przed ogłoszeniem rekonstrukcji rządu. Kandydatka wyznaczona przez partię Hołowni, Aleksandra Leo (kim jest, nie wiem), została nakłoniona do tego, by jednak nie zajmować się kulturą. Cienkowska z fotela wiceministry przesiadła się stanowisko wyżej.
Czy to dobrze?
To nadzieja na to, że projekty takie jak ustawa o muzeach czy ustawa o artyście zawodowym, przy których pracowała, mają większą szansę na przetrwanie. A biorąc pod uwagę kurs Koalicji, dziś powinniśmy przede wszystkim zabezpieczyć się na przyszłość pod rządami Czarnka.
Ozzy Osbourne w wieku 27 lat. Źródło: Facebook artysty
O Ozzym Osbournie, który zmarł kilka dni po scenicznym pożegnaniu, dowiedziałem się, wracając z festiwalu Nowe Horyzonty, gdzie zobaczyłem tylko dwa wybitne filmy:
– „Amelia” na wrocławskim rynku
– „Garsoniera” w TVP Kultura.
A z tych bardziej festiwalowych największe wrażenie zrobił na mnie polski film „Trzy miłości” Łukasza Grzegorzka – bo lubię, jak ktoś ma łatwość w opowiadaniu historii, a tak jest w przypadku Grzegorzka. Poza tym trafia z obsadą. Ten film to narodziny gwiazdy – Mieszka Chomki – w roli Kundla. Z zagranicznych filmów najbardziej, choć nie do końca, trafił do mnie „Bird” Andrei Arnold. Bo chociaż daleko mu do jej najlepszego filmu, „American Honey” – świat biedy jest tu zbyt biedny, a świat odkupienia zbyt magiczny – to jednak ktoś opowiedział mi piękną historię o tym, że człowiek na końcu nie jest sam. Nawet jeśli jedyne, co masz, to towarzysząca ci przez całe życie piosenka.
Trzy miłości, reż. Łukasz Grzegorzek
I taki to był tydzień w kulturze.