I taki to był tydzień w kulturze. „Dobry chłopiec” Jana Komasy i ząb Tracey Emin w Tate Modern

( 06.03.2026 )

Ostatnio mówiliśmy trochę o tym, co krytycy powinni, a czego nie powinni. W takich dyskusjach pojawiają się głosy, że skoro krytykujesz, to sam zrób lepiej. I wiecie co, znalazł się taki, który zrobił. Usiadł i napisał scenariusz. Wysłał go do Jerzego Skolimowskiego, Skolimowski odpisał i przesłał scenariusz dalej do Jana Komasy. Komasa wyreżyserował.

Czym się różni sport od sztuki? Chociażby tym, że na Igrzyskach i Mistrzostwach rosyjscy sportowcy wciąż nie mogą startować pod krajową flagą, a na Biennale Sztuki w Wenecji, po dwóch latach przerwy, znów otwiera się Pawilon Rosji. Taką informację podano tydzień po czwartej rocznicy wybuchu wojny w Ukrainie. Wojny, która nadal trwa.

Dziękujemy!

Pawilon Rosji na Biennale w Wenecji

*Reklama

Generalnie jestem za tym, żeby bojkotować wszystkie kraje, które uprawiają politykę w stylu – tu robienie sztuki, tam robienie wojny. Na szczęście amerykański pawilon reprezentowany przez dekoratora wnętrz Almę Allena będzie tak nieistotny, że zbojkotuje się sam.

Ostatnio mówiliśmy też trochę o tym, co krytycy powinni, a czego nie powinni. W takich dyskusjach pojawiają się głosy, że skoro krytykujesz, to sam zrób lepiej. I wiecie co, znalazł się taki, który zrobił. Usiadł i napisał scenariusz. Wysłał go do Jerzego Skolimowskiego, Skolimowski odpisał i przesłał scenariusz dalej do Jana Komasy. Komasa wyreżyserował. I tak na podstawie scenariusza napisanego przez recenzenta Bartka Bartosika, związanego niegdyś z Filmawką.pl, powstał „Dobry chłopiec”, który w tym tygodniu wchodzi do kin. W sztuce wszystko jest możliwe! Może ja też coś namaluję…, a może i krytycy literaccy pisać prozę zaczną.

Dziękujemy!

„Dobry chłopiec”, reż. Jan Komasa, mat. prasowe

*Reklama
Dziękujemy!
( Film ) ( Rozmowa ) ( Wojciech Tutaj )

Radu Jude ogląda filmiki w internecie. Wywiad z twórcą filmu „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata”

A na koniec wystawa, która co prawda otworzyła się w zeszły piątek, ale tydzień w kulturze to nie papier i jest z gumy. To wystawa Tracey Emin w londyńskim Tate Modern. Wystawa-autobiografia, w której wszystko staje się sztuką. Wystawa, która zaczyna się od listu napisanego w roku 1993, gdy Emin miała 30 lat, a za sobą – debiutancką wystawę w Whitechapel Gallery, jednej z najważniejszych instytucji w Londynie. W liście zatytułowanym „My Future” pisze o tym, jak żegna się z częścią życia, które uszło z niej po utracie zęba. Ząb wisi w gablotce obok. Tak zaczyna się pierwsza solowa wystawa Emin w Tate. Prawdopodobnie jest to też ostatnia wystawa za życia artystki, która od lat choruje na raka i sama mówi, że już wita się ze śmiercią. To ważny motyw tej wystawy. Rak staje się ciałem, zaczyna rzeźbić w nim własne kształty. Operacje, szwy, stomia, organizm, którego wnętrze wydostaje się na powierzchnię. Emin to wszystko pokazuje obok swoich najsłynniejszych prac: „My Bed”, czyli wielkiego niezasłanego łóżka, lub serii tkanin „Everyone I Have Ever Slept With”. Łóżko odgrywa teraz dwuznaczną rolę, bo artystka przyznaje, że coraz trudniej jest z niego wyjść. Ale to nie sztuka, która bierze nas na litość, nie czuję się tu zakładnikiem choroby. Wręcz przeciwnie. Cieszę się, że mogłem zobaczyć wystawę, na której ludzie płakali, odwracali wzrok zgorszeni lub przestraszeni widokiem ciała. Twórczość Emin, o której w latach 90. mówiono to samo, co o pracach Katarzyn Kozyry –„to nie jest sztuka” – nie ma granic.

Dziękujemy!

Tracey Emin, „My Future”

Za to muzea granice mają. Z wystawy wychodzi się przez sklep z pamiątkami, gdzie fragmenty prac, te najmniej drażniące, przerobione są na pocztówki, talerzyki, magnesy i fartuchy. I pewnie taki jest koszt stawania się artystką, która pod koniec życia, trzydzieści lat po debiucie, wreszcie dostała plakietkę z napisem „kanon brytyjskiej sztuki”.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.