I taki to był tydzień w kulturze. Labubu rozmawia z KPO, a w Warszawie trwa Festiwal Singera
( 28.08.2025 )
W Warszawie trwa Festiwal Singera, w Gazie trwa ludobójstwo. Nie powiem wam, czy bojkotować ważny, a sponsorowany przez ambasadę Izraela festiwal. Zostawiam was z tym, co w temacie napisał Piotr Sadzik. Moim zdaniem słusznie postuluje, że nasze uczestnictwo w takich wydarzeniach wiele mówi o solidarności (lub jej braku) z tymi, którzy dziś w Palestynie potrzebują jej najbardziej.
– O, siema KPO, jak tam twój tydzień w kulturze?
– O, hej Labubu, no… bywało lepiej! Znów chciałem, żeby wszyscy mnie lubili, rozdawałem forsę, dopłacałem, opłacałem, nadpłacałem, ale wyszło jak wyszło. 70 procent wniosków nie przeszło przez tak zwaną selekcję. Czyli że z prawie 7500 wniosków dofinansowanie dostało ledwie 924, rozumiesz, błędy formalne, ale co ja poradzę, nawet Instytut Adama Mickiewicza formalnie nie podołał, wysiadł, nie ogarnął. Chciałem, żeby to jakoś lepiej wyglądało, ale okazuje się, że w kulturze jak w biznesie, jeśli umiesz dobrze poprosić o piec do pizzy w solarium, to dostaniesz p…lony piec do pizzy, żebyś sobie nim opalał solarium, a jak nie umiesz, to i na projekt połączenia polski wieńcem porozumienia i zgody nie dostaniesz. I generalnie to już tak jest, że ci, co nie dostali, są rozgoryczeni, ale tym razem to serio trochę przesadziłem z tymi standardami, głupio mi, ale dość już o mnie, co u ciebie?
– Nie no, stary, współczuję. Ale wiesz co, mnie to ostatnio wsadzili na tort urodzinowy Madonny.
– Ale ty przecież jesteś całe z plastiku?
– No i chyba o to właśnie chodziło.
Pamiętacie taką piosenkę „Home” w wykonaniu Edwarda Sharpe'a & Magnetic Zeroes? Bo ja pamiętam. Hit końca pierwszej dekady XXI wieku, którego wykonawcy, przynajmniej w teledyskach i w licznych wówczas nagraniach na rozpikselowanym YouTubie, wyglądali jak grupa religijnych wyznawców prowadzona przez całego na biało Alexa Eberta. No więc ta piosenka została ostatnio uznana za najgorszą piosenkę w ogóle. Może to jest oskarżenie na wyrost, może to jest szukanie osoby winnej stworzenia tego potwora w postaci piosenek, w których ktoś gra na gitarze i gwiżdże, ktoś klaszcze i tupie, a sześciu innych ludzi wrzeszczy coś do ogniska. Może „Home” nie było takie złe, może wpadło do czyśćca, w którym znajdują się też kapelusze, ray-bany, wąsy i wszystko, co było fajne w 2010 roku. Ale amerykańska prasa nie wie czegoś, co wiem ja. Alex Ebert AKA Edward Sharpe piętnaście lat temu wyglądał jak brat bliźniak naczelnego przedstawiciela hipster-prawicy, Davida Wildsteina, a to powinno rzucić nowe światło na ten utwór.
W Warszawie trwa Festiwal Singera, w Gazie trwa ludobójstwo. Nie powiem wam, czy bojkotować ważny, a sponsorowany przez ambasadę Izraela festiwal. Zostawiam was z tym, co w temacie napisał Piotr Sadzik. Moim zdaniem słusznie postuluje, że nasze uczestnictwo w takich wydarzeniach wiele mówi o solidarności (lub jej braku) z tymi, którzy dziś w Palestynie potrzebują jej najbardziej.