I taki to był tydzień w kulturze. Marek Kondrat zagra Rzeckiego, Jeremy Allen White - Bruce’a Springsteena.
( 20.06.2025 )
A teraz uwaga, bo okazuje się, że Jeremy Allen White – czyli ten chłop z serialu „The Bear” – zagra Bruce’a Springsteena. To dobra wróżba na przyszłość. Bieżący rok zaczął się od filmu, w którym najbardziej niemrawy aktor młodego pokolenia, Timothée Chalamet, zagrał najbardziej pretensjonalnego i przecenianego muzyka XX wieku – czyli tego mruczka Boba Dylana.
Piekło (polskiej kinematografii) zamarzło. Marek Kondrat wraca do gry. Może mistrz kina pozazdrościł mistrzowi kierownicy, Robertowi Kubicy. I gdy jeden wrócił z emerytury, żeby wygrać wyścig Le Mans, drugi wraca z emerytury – okazjonalnie przerywanej występami w filmach formatu, że tak powiem, użytkowo-sprzedawczego (czytaj: dla jednego z banków) – i zagra w ekranizacji jednej z najważniejszych polskich powieści. W „Lalce” wcieli się w rolę Ignacego Rzeckiego. I tylko szkoda, że Wokulskiego nie zagra Bogusław Linda.
Polskie myślenie o własnej kulturze bywa podobne do XIX-wiecznego myślenia o historii naturalnej. Z jednej strony zakładamy muzea, w których można zobaczyć dawno wymarłe dinozaury, z drugiej – robimy wszystko, żeby kolejne „gatunki” kultury można było oglądać już tylko w gablotach.
Marek Kondrat, fot. materiały prasowe Gigant Films
I tak oto w Warszawie właśnie otworzyła się wystawa „Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955” – opowiadająca o dwutygodniowym święcie sprzed 70 lat, podczas którego Fangor dekorował Warszawę, Picasso malował gołąbki na ścianach, a ludzie przez chwilę mogli pomyśleć, że jednak nie żyją w zamordystycznym reżimie. Na wystawie zobaczymy i socrealistyczne obrazy, i plakaty, i nieszczęśnie zgarbionego Stalina wyrzeźbionego przez Alinę Szapocznikow.
Z drugiej strony w tym samym czasie prezydent Olsztyna stwierdził, że czas pozbyć się pomnika, który w 1954 roku dla miasta zaprojektował Xawery Dunikowski.
Ten Dunikowski, który przed II wojną światową stworzył jeden z najbardziej oryginalnych języków w polskiej rzeźbie, wojnę spędził w obozie Auschwitz, a po wojnie mieszkał w Królikarni i od czasu do czasu rzeźbił – cóż – ku chwale nowych władz.
Jego olsztyńskie dzieło to Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińskiej i Mazurskiej – pierwotnie nazwany Pomnikiem Wdzięczności Armii Czerwonej. Lokalni pieszczotliwie mówią na nią „Szubienice”. I ja wiem, że obalanie pomników to forma radzenia sobie z kolonialną opresją! Ale skoro nie zdecydowaliśmy się na ten gest w 1989 roku, to może warto byłoby pogodzić się z tym, że mieliśmy taką, a nie inną przeszłość – i że poza pokoleniowymi traumami zostały nam po niej także rzeźby, które niekoniecznie trzeba wysadzać w powietrze.
Xawery Dunikowski podczas pracy nad Pomnikiem Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej, Olsztyn, Polska, 1954. fot. Ryszard Szargut. Źródło: Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni. Oddział Muzeum Narodowego w Warszawie
A teraz uwaga, bo okazuje się, że Jeremy Allen White – czyli ten chłop z serialu „The Bear” – zagra Bruce’a Springsteena. To dobra wróżba na przyszłość. Bieżący rok zaczął się od filmu, w którym najbardziej niemrawy aktor młodego pokolenia, Timothée Chalamet, zagrał najbardziej pretensjonalnego i przecenianego muzyka XX wieku – czyli tego mruczka Boba Dylana. Ten sam rok może się skończyć filmem, w którym potężny pan aktor, J.A. White – który i kucharza, i wrestlera umie zagrać – wcieli się w rolę chluby New Jersey, dumnego dziecka Asbury Park, autora najważniejszego dzieła sławiącego stan Nebraska (czyli utworu „Nebraska”) – Bruce’a Springsteena.
Premiera: koniec października.
I taki to był tydzień w kulturze.