I taki to był tydzień w kulturze. Mdły „Michael” (Jackson) i świetne klasyki na Timeless Film Festiwal
( 24.04.2026 )
Do kin trafił „Michael” (Jackson), czyli film, w którym pokładałem wielkie nadzieje na rewolucję. Do roli króla popu można było zaangażować Michaela B. Jordana (do połowy filmu) i Leonardo DiCaprio (druga połowa). I za rok trzeba byłoby oscarową statuetkę za główną rolę męską przecinać na pół.
„Michael”, reż. Antoine Fuqua, mat. pras.
Ale „Michael” to film mdły, unikający poruszania kwestii, które rzuciły wieczny cień na biografię muzyka. Dlatego ja w tym tygodniu wybrałem się na Timeless Film Festival Warsaw. I dobrze widzieć, że środku tygodnia na popołudniowym seansie filmu z lat 60. jest więcej ludzi niż na premierach produkcji, które za dwa tygodnie i tak trafią na platformy streamingowe. Ostatnio usłyszałem taką myśl – w ciągu stu lat kinematografii stworzono taką liczbę doskonałych filmów, że do kin coraz częściej chodzimy jak do muzeów. Czasem po to, by oglądać nowości, ale coraz częściej także na seanse klasyków tej sztuki. Pewnie nie jest to zbyt opłacalny model biznesowy, ale mi się taka przyszłość kina podoba.
„Faraon”, reż. Jerzy Kawalerowicz, mat. pras. Timeless Film Festival
A na koniec tego tygodnia, który wreszcie przypomina wiosnę, coś dla fanów Kai i Bregovicia. 23 kwietnia obchodzimy dzień świętego Jerzego, który walczył ze smokiem, a na Bałkanach początek wiosny, dzień, w którym prorok Al-Khedri spotkał na ziemi proroka Eljasza. A dzień ten nazywa się Ederlezi, co, nie wiedzieć czemu, w Polsce przerobiono na piosenkę o zimie na ramiona spadłą.
Goran Bregović i Kayah