I taki to był tydzień w kulturze. Patryk Vega kręci z AI, Trump napada na Wenezuelę
( 08.01.2026 )
Moje zdanie o tym, czy wjeżdżanie komuś z wojskiem na podwórko jest dobre czy nie, pozostaje bez znaczenia. Obstawiam za to, że za kilka lat Oscara dostanie film o sprawnej akcji, w której siły specjalne USA rozwalają gang na terenie Wenezueli, a przy okazji uwalniają kogoś, kogo tam trzeba było uwolnić. Gra Matt Damon.
Uwaga! Alarm! Patryk Vega ogłasza, że pracuje nad pierwszym filmem całkowicie wykreowanym w AI. Produkcja powstaje bez scenariusza i ma być poświęcona chwale polskich myśliwych. Vega już wie, że AI może zrobić za niego prawie wszystko, a on dzięki temu może się już całkowicie skupić na cyzelowaniu sztuki trollowania.
„Aló Presidente", VTV, kadr z programu
Wiele jest wątków w…. interwencji, czyli po prostu zbrojnej napaści Stanów na rządzoną przez kartel Wenezuelę. Ja zwrócę uwagę tylko na dwa. Po pierwsze: Hugo Chávez był prezydentem z telewizji zanim był nim Donald Trump. Talk-show „Aló Presidente", gdzie Chavez tańczył, śpiewał, odbierał telefony i zwalniał prezesów firm na żywo, był emitowany od 1999 do 2012 roku w głównej wenezuelskiej telewizji, czyli przez całą XDe-mo-kra-tycz-nie przedłużaną prezydenturę Cháveza. Z kolei Donald Trump rozpoczął prowadzenie „The Apprentice” w 2004 i skończył wraz z prezydenturą. Po drugie: następca Cháveza, Nicolas Maduro, którego Trump postanowił wywieźć z kraju, został oskarżony nie tylko o defraudację i kierowanie grupą przestępczą, ale i zbrodnię kulturalną, czyli kopiowanie tańca, którym Trump raczy publiczność na wiecach. Ta kradzież, jak powiedział sam prezydent USA, przelała czarę goryczy.
„The Celebrity Apprentice”, NBC, kadr z programu
Moje zdanie o tym, czy wjeżdżanie komuś z wojskiem na podwórko jest dobre czy nie, pozostaje bez znaczenia. Obstawiam za to, że za kilka lat Oscara dostanie film o sprawnej akcji, w której siły specjalne USA rozwalają gang na terenie Wenezueli, a przy okazji uwalniają kogoś, kogo tam trzeba było uwolnić. Gra Matt Damon. A na Sundance nagrodzony zostanie film o tym, jak traumatyczne dla amerykańskiego żołnierza, powiedzmy o korzeniach wenezuelskich, było to, że musiał wsiąść w helikopter i polecieć do dawnej ojczyzny, bo na plecach siedziało mu już ICE. Gra Matt Damon.
A ja korzystając z tego, że jeszcze jest styczeń, polecę wam serial, który w polskich podsumowaniach przepadł, a już samo nazwisko reżysera Hirokazu Kore-edy (tego od „Złodziejaszków”) powinno wzbudzić zainteresowanie. „Asura” – historia czterech sióstr żyjących w Japonii to totalna anty-sukcesja. Pieniędzy mało, władzy mało, ale zdrady, awantury, sensacje – i humor, z którym ta rodzinna karuzela została nakręcana – sprawiły mi więcej przyjemności, niż kolejny amerykański serial o lekarzach, chorobach albo kowbojach.
„Asura”, reż. Hirokazu Kore-eda, mt. prasowe