I taki to był tydzień w kulturze. Pytania o inną Rosję i koncert Current 93, na który sprzedano więcej biletów, niż się dało
( 11.09.2025 )
Jak wiecie, kocham koncerty: dużo ludzi, ścisk, kolejki, złe nagłośnienie, jeszcze więcej ścisku, bo akurat grają tę piosenkę, którą wszyscy znają, potem znów kolejki… i dopiero po dwóch godzinach wchodzenia i wychodzenia oraz godzinie słuchania można spokojnie posłuchać muzyki na słuchawkach w domowym zaciszu.
Kilka dni temu do skrzynki wpadł mi mejl z informacją o organizowanym w Warszawie wydarzeniu „Jesteśmy przeciw. Pytania o inną Rosję?”, w którym osoby związane z kulturą mają dyskutować o tym, czy istnieje alternatywa dla wielkorosyjskich ambicji Moskwy. Kilka dni później na Polskę spadły rosyjskie drony. „Gdzie są i co myślą przeciwnicy Kremla?”– pada pytanie w zaproszeniu na spotkanie. Kilka dni później na Polskę spadły rosyjskie drony. Rosja wojną zniszczyła swoją kulturę, teraz zostaje nam chronić naszą własną.
To był też tydzień, w którym dotarła do mnie wiadomość, że Radek Rak walczy z rakiem. Sam pisarz (z zawodu również weterynarz) poinformował o tym w swoim stylu – zwierzęco-żartobliwym, dodając, że spotkania z nim muszą na razie poczekać. Niewielu jest tak życzliwych i dobrych ludzi w świecie kultury, dlatego napiszę tylko: panie Radku Raku – zdrowia, bez raka!
Radek Rak, fot. Mikołaj Starzyński
Jak wiecie, kocham koncerty: dużo ludzi, ścisk, kolejki, złe nagłośnienie, jeszcze więcej ścisku, bo akurat grają tę piosenkę, którą wszyscy znają, potem znów kolejki… i dopiero po dwóch godzinach wchodzenia i wychodzenia oraz godzinie słuchania można spokojnie posłuchać muzyki na słuchawkach w domowym zaciszu.
No więc organizatorzy koncertu legendarnego zespołu Current 93 w warszawskim Palladium postanowili ten rytuał nieco uatrakcyjnić. Agencja Winiary Bookings skorzystała z modelu biznesowego niektórych linii lotniczych i na koncert brytyjskiego zespołu sprzedała więcej biletów, niż było miejsc w klubie.
Overbooking na koncercie Current 93 w Warszawie
I w sumie nic by się nie stało: część osób słuchała koncertu, inni mogli kupić sobie nagrodę pocieszenia – koszulkę zespołu. Wydali więc dodatkowe 150 złotych do tych 150 złotych, które już zapłacili za koncert, którego… nie zobaczyli. Taka to „kulturka” w późnym kapitalizmie. Ktoś powie: normalka. A ja się boję, że…
… że zrobicie to samo, organizując koncert System of a Down, który właśnie zapowiedziano na czerwiec przyszłego roku.
I taki to był tydzień w kulturze.