I taki to był tydzień w kulturze. Wokulski w Żabce i sztuka dla papieża Leona XIV
( 18.09.2026 )
No więc „Lalka” i „Lalki”. Jedna już jest, a druga zaraz będzie i nie można jeszcze o niej pisać, bo umowa en di ej. Napiszę tylko, że obie mi się podobają.
Jedną będziemy sobie oglądać na święta w telewizji, jak „Ogniem i mieczem” albo „Pana Tadeusza”. Druga ma szansę z opowieści osadzonej w Warszawie zrobić historię współczesną i uniwersalną. Netflix umożliwia to dziś bardziej niż system dystrybucji kinowej. Te dwie „Lalki” to zupełnie inne historie wyciągnięte z tej samej lektury, które razem pokazują, jak wielkim dziełem była książka Prusa.
„Lalka”, reż. Maciej Kawalski
Internet marudzi, że za dużo wokół tych „Lalek” promocji, a ja myślę, że za mało. Myślę, że premiera „Lalki” była wielką okazją do gigantycznej współpracy ze współczesnym marzeniem Wokulskiego - siecią Żabka. Uważam, że Żabka powinna zagrać w obu „Lalkach”, ba, być portalem z jednej ekranizacji do drugiej. Bohaterowie wchodziliby do filmowej Żabusi na Krakowskim Przedmieściu, a wychodzili też w Żabce, ale już tej serialowej. Subiekt Żabecki byłby raz nobliwym Markiem Kondratem, raz rudawym lizuskiem granym przez Dariusza Chojnackiego. Wchodzimy do Żabki - Wokulski jest cwaniakiem na dorobku, wychodzimy - Wokulski jest lekko incelowatym romantykiem. A Izabela raz jest, a raz jej nie ma.
„Lalka”, reż. Paweł Maślona, Netflix
U nas Warsaw Gallery Weekend, a w Berlinie wielka wystawa Maurizia Cattelana. Sprawy dla sztuki ważne, ale ja chciałbym wrócić z pytaniem ważniejszym. Czy wiecie, jak wielki wpływ na europejską kulturę i sztukę miał Kościół katolicki? Nie? Nie znacie tych wszystkich opowieści o Michałach Aniołach, obrazach, nagrobkach i ołtarzach, których by nie było, gdyby nie Kościół?
No więc obecny papież Leon XIV na urodziny zażyczył sobie sztuki współczesnej, a dostarczył mu jej JR - artysta trochę instagramowy, trochę streetartowy, skoncentrowany na tym tak zwanym, no wiecie, efekcie „wow”, którego sztuka, jeśli mówi coś istotnego o naszych czasach, to przede wszystkim o tym, że dekoracja jest formą sztuki.
I w sumie nie mam nic do JR ani do papieża, któremu JR się podoba. Raczej zastanawiam się, czy za 200 lat dalej będziemy mówić o wielkim wpływie Kościoła na sztukę i ilustrować go oto takim właśnie przykładem.
I taki to był tydzień w kulturze.
Praca JR na fasadzie Watykanu