Jezusy i wilkołaki. Grupa Janowska

Jezusy i wilkołaki. Grupa Janowska

( 03.07.2025 )

Ociepka, który przyciągnął mnie do tematu, to zdecydowanie najgorętsze nazwisko w grupie. Teozof, członek bractwa Różokrzyżowców, którzy mianowali go mistrzem nauk tajemnych. Równocześnie maszynista w elektrowni kopalni Kaiser (obecnie Wieczorek). Wierzył, jak reszta okultystów, że bezpośredni wpływ na życie ziemskie ma planeta Saturn.

O Grupie Janowskiej dowiedziałam się z antologii wierszy. Losowałam wtedy wiersz-odpowiedź (chwilę wcześniej pożegnałam piękną osobę, miałam więc kilka pytań). Na wylosowanej stronie 284 było: wolę już (mieszkaniec ziemi)/zostać/na starych śmieciach/tu/gdzie ksiądz katecheta/jak malarz Ociepka/maluje raj (Andrzej Warzecha, Mieszkaniec ziemi). Wygooglowałam malarza Ociepkę, obejrzałam jego obrazy, chwilę pomyślałam o kosmosie i dżungli i zostawiłam temat na 5 lat. Jesienią zamówiłam z księgarni Arcanus Janowskich „Kapłanów wiedzy tajemnej” Seweryna Wisłockiego. Odpisali, że sprzedają tylko kopię. Książka przyszła do mnie w formie skserowanych kartek, opakowanych w wydanie Tygodnika Antyklerykalnego z 2001 roku. Zapomniałam go zachować i do dziś mi smutno.

Janowscy Kapłani to zbiór esejów o wspomnianej Grupie Janowskej, do której należał Teofil Ociepka. Tytuł książki może być mylący, bo nie każdy z Grupy był, jak Ociepka, okultystą, za to każdy miał coś z artysty-chuligana. Paradoksalnie sama grupa była spełnieniem socjalistycznego marzenia: pracownicy katowickiej kopalni Wieczorek, po zakończeniu zmiany (która – jak mówiono – wzmacniała ich moce twórcze) szli do świetlicy, sięgali po pędzle i, tym samym, po społeczny awans zarezerwowany dla ludzi pracy. Założona w 1946 roku grupa artystów-amatorów miała być narzędziem propagandy. Wyszło odwrotnie. Malowany Śląsk posłużył nie tyle za odpowiedź na potrzeby ideologii, co za nośnik ukrytych treści.

Dziękujemy!

Teofil Ociepka, członek Grupy Janowskiej, fot. Anna Chojnacka (1962). Ze zbiorów Muzeum Historii Katowic

Nie ma już przezroczystej prawdy

Im więcej się dowiadywałam o tej sztuce, tym mocniej w niej przepadałam. Nie wgłębiałam się nigdy w historię Śląska, ale szybko dotarło do mnie, że Grupa Janowska to fenomen na skalę światową. Mimo to, kiedy zdecydowałam się wzbogacić swoją wiedzę, dotychczas  zaczerpniętą z esejów Wisłockiego, okazało się, że żadna wyraźna, internetowa nitka po prostu nie istnieje.

*Reklama

Jedyna stała wystawa Grupy znajduje się w oddziale Muzeum Historii Katowic, dokładniej na pierwszym piętrze Działu Etnologii Miasta. Wystawa jest skromna i momentami kiepsko oświetlona (żeby zobaczyć obraz bez białych refleksów, trzeba patrzeć na niego pod kątem). Na ekspozycji zestawiono obrazy sześciu członków Grupy: Pawła Wróbla, Gerarda Urbanka, Ewalda Gawlika, Bolesława Skulika, Erwina Sówki i Teofila Ociepki. Każdy z nich ciągnie w swoją stronę – kolorem, tematem czy stylem – ale łączą ich języki, którymi się posługują. Powtarza się na przykład język mitologii – bliski większości ówczesnych Ślązaków. Jest język socjalistycznej propagandy, bo głównie nim wolno było mówić głośno. I wreszcie języki prywatne, badające granice, do których obrazy mogą się posunąć w ramach systemu: sumeryjskie boginie u Sówki, puchate bestie u Ociepki, małe, zakazane kapliczki u Gawlika.

Czytanie Janowskich „Kapłanów wiedzy” było jak obieranie tych obrazów ze skorupek. Familoki, kopalnie i kominy – bo poniekąd trzeba, mitologiczne stwory – bo należy, sumeryjskie boginie – bo wschód okazał się językiem, który umiał wyrazić te, a nie inne namiętności. W ogóle nie chodzi mi o wrzucenie malarzy do jednego worka, bardziej o to, że ich prace łączy jakiś rodzaj kodowania. Początkowo byłam przekonana, że pod warstwą symboli i nawiązań jest przezroczysta prawda, dla każdego z nich znacząca coś innego. Ale po odrzuceniu wszystkich języków na bok, zostało wrażenie, że coś popsułam. Wiele kodów okazało się nie szyfrem prowadzącym do ukrytego sensu, a treścią samą w sobie.

Dziękujemy!

Autopertret, Teofil Ociepka (1960). Ze zbiorów Narodowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie
 

Język okultyzmu. Ten Saturn jest naprawdę

Ociepka, który przyciągnął mnie do tematu, to zdecydowanie najgorętsze nazwisko w grupie. Teozof, członek bractwa Różokrzyżowców, którzy mianowali go mistrzem nauk tajemnych. Równocześnie maszynista w elektrowni kopalni Kaiser (obecnie Wieczorek). Wierzył, jak reszta okultystów, że bezpośredni wpływ na życie ziemskie ma planeta Saturn. Nie malował dla piękna, ale z intencją przekazania transcendentnych tajemnic. Jego demony i potwory to nie symbole, a żywe istoty z odległej planety, o których Ociepka próbował i próbuje opowiedzieć. Nawiasem mówiąc: nie cierpiał surrealizmu, uważał go za pustą zabawę, stąd niepokojący jest dla mnie fakt pojawienia się jego prac na zeszłorocznej wystawie Surrealizm. Inne mity w warszawskim Muzeum Narodowym.

Jest jednym z niewielu, którym udało się tworzyć bez przestrzegania propagandowego języka. Przed konsekwencjami politycznymi uratowała go łatka egzotycznego dziwaka. Obrazom zrodzonym z lektur o demonach nadawano łatkę sztuki jarmarcznej, a jego, wyznawcę fizyki nuklearnej i życia na innych planetach, uznawano za błazna. Wierzył, że doskonalenie ducha to m.in. rozwijanie poczucia piękna, będącego boskim pierwiastkiem. W swoich tekstach Wisłocki wielokrotnie podkreśla, że Ociepka postrzegał i opisywał świat poprzez pryzmat dobra i zła. Każdej z tych skrajności przypisywał określone kolory, a ostateczną paletę barw wyznaczała fabuła obrazu. Nie dotarłam do informacji, jaki kolor należał do której drużyny. Wydaje się to niemożliwe do odgadnięcia, tym bardziej, że kolorystyka takich stworzeń jak Latająca Krówka z Saturna obejmuje całą tęczę. Poza tym nie wiem, jak Latającą Krówkę można rozpatrywać w kategoriach moralności. Ja widzę w niej przyjaciółkę i demona jednocześnie.

Okultyzm Ociepki skapnął na Bolesława Skulika, jego ucznia, który po wyjeździe mistrza do Bydgoszczy objął stery w grupie. Ale artystą, który został bezpośrednio namaszczony przez Teofila był Erwin Sówka.

Język wschodu i mitologii. Jezusy i wilkołaki

Malarstwo Sówki ma w sobie dużo z malarstwa religijnego. Jest wzniosłe i, jak utrzymywał sam artysta, niesie konkretne przesłanie. Sówka zakodował je, wykorzystując wizerunki sumeryjskich, egipskich i indyjskich bogiń. Irytowało go, gdy jego boginie sprowadzano do roli gołych bab. Nie był wierny prostym nawiązaniom kulturowym. Jego Wenus nosi śląski wianek, a cyber-stwory mają w sobie coś z antycznych bogów wojny.

Dziękujemy!

Matrimandir, Erwin Sówka (1974). Ze zbiorów Narodowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

To, że Śląsk okazał się tak podatny na okultystyczne idee, region zawdzięcza głównie swojej bogatej mitologii. Ograniczony dostęp do edukacji i bariera językowa, która oddzielała polskojęzycznych Ślązaków od niemieckiej elity, sprawiły, że lokalne wierzenia nie zostały wchłonięte przez oficjalny dyskurs ani naukowo zracjonalizowane. Przekazywane ustnie i osadzone w codziennym doświadczeniu, przetrwały poza głównym obiegiem. Hermetyczny ekosystem karmił się magią i czarami, rodząc nowe interpretacje wilkołaków, topielców i leśnych duchów, które egzystowały wśród kopalń i fabryk wraz z powszechnym na Śląsku katolicyzmem.

Słynący z okultystycznego kodu Ociepka, za radą swoich przyjaciół, w pewnym momencie również włączył do repertuaru ludową mitologię. Miało to, po pierwsze, uchronić go przed atakami za zbyt nieprzystępne wizje, a po drugie – dać Śląsku kolejnego malarza ludowego.

Język propagandy. Pomarańczowa nostalgia

Mecenat nad kołem malarzy pełniła Rada Zakładowa byłego Związku Zawodowego Górników. Narzucanie tematów było (szczególnie w pierwszym etapie istnienia koła) normą: kopalnia, sekretarze, portrety Stalina w roli kopalnianych dekoracji. Przedwojenne strajki i wynędzniałe, reprezentujące tamten okres kobiety; od czasu do czasu ścienna gazetka, która skrytykuje zachodni imperializm.

Dziękujemy!
( Film ) ( Rozmowa ) ( Wojciech Tutaj )

Animacje studia Ghibli. Spotkanie z Gorō Miyazakim

Nie wszyscy z Grupy Janowskiej traktowali socrealistyczną estetykę jak obciążenie. Jak pisał Wisłocki: „Główna linia podziału przebiegała między ezoterycznym, wzniesionym przez okultystów widzeniem sztuki, a zwolennikami zaszczepionego tam powoli socrealizmu”. Do drugiej grupy należał Paweł Wróbel, który inspiracje czerpał bezpośrednio z górniczego krajobrazu. Jego hałdy i huty nie odsyłają do odległych treści. Wręcz przeciwnie. Malując Śląsk, Wróbel opowiada o tym, jak bardzo chce, żeby jego dom trwał wiecznie. Podobno uwieczniał własną przeszłość. Przetrawione nostalgią i upływem czasu wspomnienia wybrały żółć i pomarańcz. Artysta maluje barbórki, festyny i ogródki działkowe. Na obrazie Wesele Wróbel zmieścił kilka mikro historii: pijanego gościa weselnego pod stołem, głowy kukające zza płotu, samotną kobietę w zielonym, niezaproszoną sąsiadkę. To jego bezpieczny kalejdoskop.

Malowane przez niego postaci nie mają twarzy. Ich głowy to jasno beżowe kule. W kontekście rozmytych wspomnień i utopijnego myślenia o małej ojczyźnie, kule na czubkach ciał sprawiają, że obraz działa jak szablon. Dodaj to, co pamiętasz, tych, z którymi kiedyś świętowałeś, a maszyna zadziała.

Ci artyści, dla których lokalny krajobraz był raczej punktem wyjścia do dalszych treści niż opowieścią samą w sobie, wykorzystują jego formę na masę sposobów. Na wielu obrazach Erwina Sówki architektura Śląska to tło dla kobiecych aktów i mistycznych schadzek. Symetria obrazów spójnie koresponduje z czytelnością robotniczych osiedli. Czasem jednak malarz wysuwa architekturę na pierwszy plan. I tak powstaje na przykład Św. Barbara zakuta w nikisz, której ciało jest bramą i wieżą jednocześnie. Albo Iluzja Snu, gdzie centralny plac dzielnicy zamienił się w basen, nad którym odpoczywają pulchne postacie. W twórczości Ociepki dziełem szczególnie wyrastającym z natury ówczesnego Śląska jest Elektrociepłownia. Żółto-zielona bestia karmi się wydobytym węglem, który wpada do czerwonej paszczy; w tle mnożą się budynki przemysłowe.

Dziękujemy!

Barbara, Erwin Sówka (1987). Ze zbiorów Narodowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

Bezpieczne miejsce

W Grupie Janowskiej najbardziej urzeka mnie kompleksowość światów. To, że zestawienie krzyża z bazyliszkiem czy egipskiej bogini z aniołami, nie jest w żadnym stopniu podszyte chęcią wywołania kontrowersji, jest dla mnie wspaniałe. Jestem fanką logiki, dla której nauka nie jest przeciwieństwem baśni, a religia – przeciwnikiem praktycznego myślenia o życiu. Może dlatego czuję się tu bezpiecznie.

Spacerując po Nikiszowcu, trzeba się postarać, żeby natknąć się na wzmianki o Grupie Janowskiej. Łatwiej jest, kiedy przychodzi się po uprzednim researchu. Kopalnia Wieczorek wciąż działa. W charakterystycznym budynku z różaną mozaiką, w którym mieściła się świetlica malarzy, teraz jest poczta i bank. Nie rozumiem, czemu Kapłani wiedzy tajemnej nie pracują na rzecz promocji miasta, ale chyba się z tego cieszę. Breloczki z Latającą Krówką i korkociągi z gołymi babami to kusząca wizja. Mimo wszystko chyba jednak lepiej, że niespełniona.

Co do informacyjnej nitki, która może pomóc w kontynuowaniu tej wycieczki: oprócz wspomnianego Muzeum warto zlokalizować Gawilkówkę. Teraz to filia lokalnego domu kultury, a dawniej – siedziba górniczego Klubu Seniora i pracownia Ewalda Gawlika. W środku jest dwadzieścia albo trzydzieści jego obrazów ustawionych na sztalugach, powieszonych na klatce schodowej, ułożonych na półkach. Portier zwrócił naszą uwagę na oczy: wszystkie postaci na obrazach mają oczy zamknięte, z wyjątkiem dwóch – sportretowanej babki i Judasza. Podejrzewa, że to za karę. Moim ulubionym obrazem pozostaje ten z upadkiem Jezusa w trakcie wybuchu bomby atomowej i wystrzelenia rakiety.

Na zewnątrz Gawlikówki stoją wagoniki ozdobione malunkami współczesnej Grupy Janowskiej. Ostatni ze starej gwardii, Erwin Sówka, nie chciał być z nimi kojarzony. Grupa  organizuje dni otwarte, na których niestety nie byłam. Zastanawiam się jednak, czy w czasach bez cenzury, z powszechnym dostępem do edukacji i w oderwaniu od kopalnianej pracy, można rzeczywiście mówić o kontynuacji dziedzictwa Kapłanów?

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.