Jaś i Małgosia

Okrutni jak bracia Grimm

Maria Karpińska
literatura
recenzja
sztuka
12.01.2024
10 min. czytania

Początkowo celem braci Grimm nie było edukowanie dzieci bądź też umilanie im czasu przed snem, ale zrekonstruowanie i zachowanie opowieści istniejących w zbiorowej wyobraźni.

Wilhelm i Jacob Grimmowie cieszą się reputacją największych okrutników pośród bajkopisarzy. Tymczasem zadali sobie niemały trud, żeby każde kolejne wydanie (a było ich aż siedem) zebranych i opracowanych przez nich baśni niemieckich miało coraz łagodniejszy wydźwięk. Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm to wybór pięćdziesięciu opowieści Wilhelma i Jacoba Grimmów, którego dokonała tłumaczka Eliza Pieciul-Karmińska. Wybór jest o tyle ciekawy, że pochodzi z pierwszego wydania ich dzieł, a więc z tego, na które nie miała jeszcze wpływu opinia czytelników i czytelniczek – czy raczej ich rodziców – ani rozmaite konteksty społeczne. 

Wilhelm Grimm (po lewej) i Jacob Grimm, Elisabeth Jerichau-Baumann (1855)

Jak się okazuje, opinia ta była raczej krytyczna. Po premierze pierwszego tomu Baśni dla dzieci i domu w 1812 roku do braci zgłosili się niezadowoleni rodzice. Grimmowie zostali zobowiązani do usunięcia niektórych bajek z kolejnych edycji i rozpoczęli wieloletni trud nadania tekstom bardziej dydaktycznego wymiaru. Ostatnie, siódme wydanie z 1857 roku jest tym najczęściej tłumaczonym i z niego właśnie znamy dorobek braci Grimm w Polsce. Pierwsza wersja wyróżnia się także tym, że właściwie nie jest dziełem autorskim – Jacob i Wilhelm z zacięciem badali rodzimy język i jego zabytki, wobec czego zależało im na zbieraniu bajek, a nie na tworzeniu ich. Początkowo celem nie było więc edukowanie dzieci bądź też umilanie im czasu przed snem, ale zrekonstruowanie i zachowanie opowieści istniejących w zbiorowej wyobraźni. W tym sensie Żyli długo i szczęśliwie… to cenny dokument o charakterze antropologicznym, przeznaczony dla wszystkich czytelników i czytelniczek, a nie wytwór autorów skierowany do dzieci. Pióro Grimmów, głównie Wilhelma, będzie miało większy wpływ na publikacje dopiero później, w kolejnych wydaniach. 

Baśń o dwóch braciach

Na razie jest początek XIX wieku. Ojciec Grimmów umiera, gdy najstarszy syn ma zaledwie 11 lat, więc rodzina składa się z matki i sześciorga dzieci. Niczym bohaterowie własnych baśni Grimmowie cierpią głód i niedostatek, ale dwóm najstarszym synom udaje się zdobyć wykształcenie prawnicze i zadbać o resztę rodziny. Mają zaledwie dwadzieścia i dziewiętnaście lat, gdy otrzymują propozycję spisania baśni niemieckich. O podróżowaniu przez miasteczka i wsie, by słuchać ludowych opowieści, nie może być w tym wypadku mowy – byłoby to zbyt kosztowne i uciążliwe. Grimmowie zbierają więc baśnie za pomocą poczty pantoflowej – dają ogłoszenie w gazecie, pytają znajomych, ale także czytają. Niektóre zebrane pod jednym tytułem baśnie wcześniej ukazywały się w innych publikacjach. Ich opowiadaczkami są głównie kobiety i to od nich Grimmowie otrzymują większość opowieści, które następnie wybierają, zestawiają i szlifują. Baśnie dla dzieci i domu, o dość mylącym tytule jak na publikację niekoniecznie dla dzieci przeznaczoną, ukazują się zaraz przed świętami i mimo stricte naukowej oprawy, pełnej komentarzy i przypisów, niechybnie trafiają w ręce małoletnich. Dlatego też z Jacobem i Wilhelmem prędko kontaktują się niezadowoleni odbiorcy. Baśnie są – nawet jak na dziewiętnastowieczne realia, w których dzieci z pewnością częściej obcowały ze śmiercią niż dziś – zbyt okrutne. Z kolejnych wydań bracia usuwają więc czterdzieści najbardziej kontrowersyjnych baśni, a pozostałe przeredagowują. I tak przez następnych siedem wznowień – poprawiają, zmieniają i łagodzą. 

Jak pisze w posłowiu Eliza Pieciul-Karmińska, największe oburzenie wzbudził króciutki tekst Jak dzieci bawiły się w świniobicie. Ta lakoniczna, zaledwie dziesięciozdaniowa opowieść, mówi o dzieciach, które najpierw obserwują ojca zarzynającego świnię, później zaś odtwarzają tę scenę w zabawie. Uruchamiają przy tym krwawą spiralę: jedno dziecko zabija nożem drugie, zrozpaczona matka uśmierca sprawcę mordu, w tym czasie najmłodsze się topi, matka popełnia więc samobójstwo, a ojciec po powrocie do domu umiera ze zgryzoty.

Ta baśń i parędziesiąt jej podobnych, crème de la crème grimmowskiego okrucieństwa, została usunięta z kolejnych wydań, nareszcie jednak trafiła także do polskich czytelników – nareszcie, ponieważ ukazuje motywy istniejące w ówczesnej, zbiorowej wyobraźni europejskiej, które później powracają w różnych odsłonach. Mam również wrażenie, że dyskusja tocząca się wokół tej książki to świetna okazja, by przypomnieć w Polsce braci Grimm i pokazać ich w nowym świetle – jako młodych, borykających się z ubóstwem, pracowitych bibliofilii, a nie okrutników-prowokatorów. A że w Polsce wydanie Nieznanych baśni braci Grimm zbiega się z kinową premierą nowej wersji Akademii Pana Kleksa, tym lepiej – historia twórczości Jacoba i Wilhelma Grimm to w gruncie rzeczy historia przemian baśni ludowych i dostosowywanie przekazu do wciąż zmieniających się realiów.

Można więc w tej książce odnaleźć także tropy bajek, które wciąż są chętnie opowiadane, a nawet trafiły niejednokrotnie na ekrany, jak chociażby Kopciuszek (tu nazwany Popielątkiem). Dynia nie zamienia się w Grimmowej wersji w karocę, a pantofelek jest złoty, a nie szklany, ale poza tym prawie wszystko się zgadza – złe przyrodnie siostry są jednak na tyle zdeterminowane, że obcinają sobie kawałki stóp, by zmieścić się w pantofelek. Z kolei Roszpunka o długich jasnych włosach, po których wspina się do niej książę, zachodzi z nim przedwcześnie w ciążę, zostaje więc wygnana przez wróżkę „na pustkowie, gdzie Roszpunka żyła w wielkiej nędzy, gdzie po pewnym czasie urodziła bliźnięta, chłopca i dziewczynkę”. Wtedy książę z rozpaczy skacze z wieży i traci wzrok. Droga, jaką przeszły te historie, jest bardzo wymowna – pokazuje, co przestało być akceptowane, a które elementy tych baśni (głównie te romantyczne) dziś nadal są atrakcyjne. 

Jaś i Małgosia

Giętkość moralnych kręgosłupów

Baśnie w tej wersji bardziej przypominają mitologię grecką niż bajki czytane na dobranoc. Podobnie jak w mitach, łatwo tu o motywy kazirodcze, krwawą zemstę czy ludożerstwo. Powtarza się temat posłuszeństwa – w końcu opowiadane historie stanowiły też rodzaj przestrogi – i srogich kar za nieusłuchanie czyjejś rady. Co ciekawe, nie wszystkie historie są pod tym względem jednoznaczne. Baśń Śmierć ojcem chrzestnym opowiada o chłopcu, nad którym piecze sprawuje śmierć – gdy słucha jej rozkazów, wiedzie szczęśliwe życie, lecz gdy tylko próbuje ją przechytrzyć, spotyka go kara. 

Czerwony Kapturek

Jednak w baśni O złotym ptaku kwestia posłuszeństwa została bardziej zniuansowana: trzech braci po kolei otrzymuje od swego ojca-ogrodnika zadanie schwytania złotego ptaka, który kradnie złote jabłka z królewskiego ogrodu. Na swej drodze każdy z nich spotyka lisa, który daje im dobrą radę. Dwóch puszcza ją mimo uszu i nie dociera do celu, dopiero trzeci słucha lisa i dzięki jego radzie znajduje złotego ptaka. Kiedy jednak już prawie udaje mu się go schwytać, postanawia działać zgodnie z własnym rozsądkiem, a nie słowami lisa. Dlaczego lis pomaga mu nadal mimo nieposłuszeństwa? Wydaje się, że to kwestia motywacji chłopca, który nie słucha lisa tylko wtedy, gdy rady narażają kogoś na krzywdę. 

Nie znaczy to jednak, że w baśniach znajdziemy pochwałę wartości moralnych, które dziś królują w podobnych utworach: wiele zachowań, które obecnie nazwalibyśmy pazernością, jest tu raczej pokazanych jako zdrowy rozsądek. Królewna przystaje na ślub z Hansem Głupkiem dopiero, gdy ten okazuje się zaklętym w szpetnym ciele pięknym królewiczem, dysponującym zamkiem i złotem. Los jej sprzyja, choć jej pobudki są dalekie od bezinteresowności. I odwrotnie: czyste serce i niewinność nie zawsze zostają nagrodzone – dręczona przez mamę dziewczynka z baśni Nóż w dłoni, której pomaga elf, nie otrzymuje zadośćuczynienia, a elf nigdy nie dowiaduje się, że jego pomocną dłoń odcinają mu mściwi bracia, a nie niewinna dziewczynka, od której w rezultacie się odwraca. Trudno to nazwać happy endem.

„Baśnie (…) to istny katalog gromadzący rozmaite warianty losu, jaki może przypaść w udziale człowiekowi od chwili narodzin” (tłum. Katarzyna Skórska), pisze Italo Calvino w przedmowie do zbieranych przez niego Baśni włoskich. Na patronów swojej tytanicznej pracy Calvino wybrał właśnie braci Grimm, wyznaczając sobie podobne do nich cele („w pewnym momencie gotów byłem oddać całego Prousta za nowy wariant osła dającego złote monety”). To, co bracia Grimm wydobyli na światło dzienne w baśniach, Calvino nazywa „ponadczasowym średniowieczem” – i rzeczywiście po lekturze Żyli długo i szczęśliwie… można odnieść wrażenie, że w opisywanym okrucieństwie jest coś uniwersalnego, pewna trudna do przyjęcia prawda o człowieczeństwie, wciąż obowiązująca niezależnie od miejsca i czasu.

Czy strach się bać?

Okrucieństwo ma tu jednak rozmaite odcienie – w niektórych baśniach przejawia się w suchym opisie zdarzeń, w braku ozdobników i złagodzeń, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Innym razem, jak w Dziewczynie bez rąk, opowieść kojarzy się z szekspirowską estetyką: tułaczka dziewczyny o odciętych dłoniach przywodzi na myśl mocną, delikatnie mówiąc, ekranizację Tytusa Andronikusa w reżyserii Julie Taymor, gdzie wszechobecna przemoc najpierw widza odrzuca, a później mu obojętnieje. Odcinanych kończyn w różnych celach – zemsty, odczarowania klątwy lub kary – jest tu zresztą sporo. Część tekstów epatuje grozą rodem z dzisiejszych slasherów. Ten efekt potęgują ilustracje Michaliny Jurczyk, która na niektórych stronach umieściła ślady krwi, tak jakby książka była nią pochlapana.

Królewna Śnieżka

Strach jest od zawsze istotnym elementem opowieści, którymi karmią się ludzie. Znamienny natomiast jest fakt – i to uświadamia pierwsze wydanie baśni Grimm – kiedy od niego odchodzimy i przed czym próbujemy się chronić. Dreszcz grozy, jaki budzą niektóre obrazy i sceny baśni, to przecież ten sam ekscytujący impuls, dla którego ogląda się horrory lub zwalnia, by dojrzeć wypadek na ulicy. 

Sama pamiętam fascynację związaną z pierwszą lekturą Ilustrowanej księgi mitów, w której co i raz któryś z bogów pożerał swoje dzieci lub spółkował z własną matką. Dwuznaczna przyjemność, jaka płynie z obcowania z przerażającymi treściami, została zresztą udowodniona naukowo przez fińskiego neurobiologa, Lauri Nummenmaa. Jego badania nad horrorami wskazują, że ludzkie umysły łakną tego typu treści z wrodzonej ciekawości i fascynacji tym, co niezwykłe. Poszukiwanie sensacji jest poniekąd potrzebą fizjologiczną, a nasze umysły potrafią łączyć strach z przyjemnością i odbierać te dwa impulsy podobnie.

Najważniejszy jednak w kontekście baśni jest poligon doświadczalny, jakim stają się dla naszego umysłu straszne historie czy obrazy – dzięki nim w bezpiecznych warunkach możemy „przeżyć” sytuację zagrożenia, przejść przez sytuację kryzysową i „na próbę” przetrawić cały wachlarz swoich emocji i reakcji. Warto więc zaglądać do braci Grimm: pewnego dnia, kiedy zapuka do nas wiedźma, aby obciąć nam dłonie, będziemy gotowi.

Żyli długo i szczęśliwie. Nieznane baśnie braci Grimm, wybór i przekład Eliza Pieciul-Karmińska, ilustracje Michalina Jurczyk, Dwie siostry, Warszawa 2023.