„W pełnym słońcu”, reż. René Clément
„W pełnym słońcu”, reż. René Clément

Kto to zrobił? 10 queerowych filmów whodunitów na #pridemonth

( 15.06.2026 )

Jeśli na dźwięk hasła „queerowa klasyka” wasze myśli kierują się w stronę przykrych obowiązków, pracy domowej i arthouse’owych produkcji o historii queerowych prześladowań, po których czujecie się, jakby rozjechał was walec systemowej homo- i transfobii, to śpieszę donieść, że to tylko część filmowego dziedzictwa LGBT. Od początków kina powstawało wiele gatunkowych, często zaskakująco lekkich, queerowych filmów.

Jednym z podgatunków kryminału jest tzw. whodunit (z angielskiego who done it – kto to zrobił?), czyli odmiana powieści detektywistycznej, którą spopularyzowała Agatha Christie. W klasycznej wersji whodunita mamy zamkniętą przestrzeń, na przykład pociąg, ograniczony zbiór podejrzanych, na przykład pasażerów luksusowego przedziału, i genialnego detektywa, który znalazł się tam akurat wtedy, gdy dokonano morderstwa – na przykład Herculesa Poirot. Esencją gatunku jednak nie są same okoliczności, a podejście do przestępstwa i poszukiwań sprawcy. Mniej się liczy stworzenie moralitetu o kondycji ludzkiej, niż umiejętne rozstawienie wskazówek, tak by widz_ka mogli samemu spróbować odkryć who done it. Słowem, liczy się zabawa i frajda z czytania/oglądania. To zagadka logiczna, wyzwanie dla osób uwielbiających puzzle.

Poniżej lista kilku klasycznych queerowych whodunitów oraz kilku tytułów ciekawie flirtujących z gatunkiem.

Whodunit tradycyjnie

 

„Ostatnie słowo Sheili (Last of Sheila)”, reż. Herbert Ross, 1973, USA

Anthony Perkins to aktor najbardziej znany z głównej roli w hitchcockowskiej „Psychozie” (1960). Stephen Sondheim to jeden z najsłynniejszych twórców amerykańskiego musicalu – napisał teksty piosenek do „West Side Story” i „Gypsy”, a potem już muzykę i teksty do takich klasyków, jak „Sweeney Todd”, „Tajemnice lasu”, „Company” czy „Merrily We Roll Along” (którego transmisja z Broadwayu ostatnio gościła w naszych kinach). Panowie poznali się w latach 60. dzięki ówczesnemu partnerowi Perkinsa. Wspólne doświadczenie ukrywania swojej homoseksualnej orientacji z pewnością pomogło w nawiązaniu przyjaźni, ale panów połączyła przede wszystkim wielka miłość do puzzli, krzyżówek i wymyślania różnego rodzaju gier towarzyskich. Była to pasja tak wielka, że przerodziła się w napisanie „Ostatniego słowa Sheili”. To jedyny scenariusz filmowy w karierach obydwu panów.

Żona Clintona Greene’a, producenta filmowego, zostaje śmiertelnie potrącona przez kogoś, kto ucieka z miejsca wypadku. Rok później Clinton zaprasza przyjaciół obecnych na imprezie, podczas której doszło do wypadku, na rejs po Morzu Śródziemnym. Wymyśla dla nich grę, która ma dostarczać rozrywki przez całą podróż. Czy to faktycznie tylko niewinna zabawa, czy próba wytropienia mordercy żony? To jeden z tych filmów, w którym przy powtórnych seansach nie możemy się nadziwić, jak oczywiste są wszystkie wskazówki. Perkins i Sondheim pokazali w filmie otwarcie homoseksualną postać (coś na co Sondheim w swoich musicalach pozwolił sobie dopiero 30 lat później!), choć jeszcze nie wyszli wówczas z szafy. Film to także początkowy etap kariery queerowego reżysera Joela Schumachera, odpowiedzialnego w „Sheili” za kostiumy.

Dziękujemy!

„Ostatnie słowo Sheili”, reż. Herbert Ross

„Śmierć na Nilu” (Death on Nile), reż. John Guillermin, 1978, UK

Niekwestionowaną królową whodunitów jest Agatha Christie. Na pierwszy rzut oka w jej utworach nie ma żadnych postaci LGBT. Jeśli przyjrzymy im się bliżej, zauważymy jednak, że uniwersum jej książek wypełnione jest kobietami stanu wolnego, które noszą, o zgrozo, spodnie – oraz zniewieściałymi mężczyznami. Odkąd Christie wystawiła sztukę „Pułapka na myszy” w londyńskim teatrze w 1952 roku, w niezmienionej formie gra się ją do dziś. To klasyczny whodunit rozpisany na ósemkę bohaterów (utknęli w pensjonacie podczas śnieżycy), wśród których nietrudno znaleźć potencjalną lesbijkę oraz geja. Wiecznie samotni, ekscentryczni są też detektywi z kart powieści Christie: zarówno stateczna panna Marple, jak i Hercules Poirot z ostentacyjnym wąsem. To właśnie on będzie rozwiązywał sprawę morderstwa w „Śmierci na Nilu”, sceną dla intrygi tym razem jest luksusowy statek wycieczkowy. Jak to u Christie, bohaterowie to eklektyczna kolekcja osobliwości, szczególnie w filmowej adaptacji z 1978, w której każdy jest na swój sposób divą. Salome Otterbourne to rozerotyzowana i często podchmielona pisarka romansów grana przez Angelę Lansbury. Marie Van Schuyler to arystokratka-kleptomanka (jedna z ostatnich ról Bette Davies!), podróżująca z własną pielęgniarką, panną Bowers, czyli Maggie Smith, w strojach przywodzących na myśl styl Marlene Dietrich. Ale prawdziwą divą jest w tym filmie Poirot (Peter Ustinov) wiecznie poprawiający wąsa, przeglądający się w lustrze i prowadzący śledztwo z uciechą geja słuchającego szczególnie soczystych plotek.

*Reklama

Dziękujemy!

„Śmierć na Nilu”, reż. John Guillermin

„Śmiertelna pułapka” (Deathtrap), reż. Sidney Lumet, 1982, USA

Sukces Agathy Christie sprawił, że modne stało się parodiowanie jej stylu. W 1978 Ira Levin (to ten od książkowych pierwowzorów „Dziecka Rosemary” i „Żon ze Stepford”) wystawił na Broadwayu „Deathtrap” – sztukę na pięcioro aktorów, dwa akty i jedną lokację. Opowiada o dramaturgu, Sidneyu Bruhlu, znanym z whodunitów, który szczyt kariery ma już za sobą. Dostaje od studenta, Clifforda Andersona, scenariusz do sztuki na pięcioro aktorów, dwa akty i jedną lokację. Tekst jest tak perfekcyjnie skonstruowany, że Sidneya zaczyna kusić morderstwo… a Anderson jeszcze nikomu innemu nie pokazywał swojego dzieła.

„Śmiertelna pułapka” to pastisz precyzyjnie obśmiewający wszystkie klisze gatunkowe. Sztuka odniosła ogromny sukces. Adaptacji podjął się sam Sidney Lumet (twórca  „12 gniewnych ludzi”, „Pieskiego popołudnia” czy „Sieci”), w Bruhla wcielił się Michael Caine, a w Andersona – będący u szczytu sławy Christopher Reeve, który robił sobie wówczas przerwę między „Supermanem II” i „Supermanem III”. Film opiera się na licznych plot twistach, nie będę więc zdradzał, w jaki sposób pojawia się w nim queerowy wątek. Wspomnę tylko, że jest w tym filmie soczysty męsko-męski pocałunek.

Dziękujemy!

„Śmiertelna pułapka”, reż. Sidney Lumet

„Trop” (Clue), reż. Jonathan Lynn, 1985, USA

W komediowe tony poszedł również „Clue”, czyli adaptacja gry planszowej o tym samym tytule. Gra powstała w latach 40. w Wielkiej Brytanii (okres międzywojenny czasem określa się „Złotą Erą Detektywistycznych Powieści”). W UK, tak jak w Polsce, gra funkcjonuje pod nazwą „Cluedo” (z ang. clue, wskazówka + z łaciny ludo, gram), ale Amerykanie oczywiście przestraszyli się końcówki w innym języku i skrócili tytuł. Dla niezaznajomionych z tą planszówką (proszę to szybko zmienić, warto!), gra zaczyna się, gdy szóstka gości zaproszonych na przyjęcie do wielkiej rezydencji znajduje ciało swojego gospodarza (Mr. Boddy – dosłownie pan Ciałło). Celem grających osób jest odkrycie, kto spośród szóstki gości zabił, jakim narzędziem zbrodni i w którym z dziewięciu pomieszczeń. 

John Landis, reżyser między innymi „Blues Brothers” czy „Księcia w Nowym Jorku”, przez lata głowił się, jak przenieść mechanizmy gry na ekran. Bezskutecznie próbował zatrudnić do projektu wspomniany już duet Perkinsa i Sondheima. Scenariusza, a finalnie także i reżyserii, podjął się w końcu Jonathan Lynn, twórca brytyjskiego sitcomu „Tak, panie ministrze”. Zadanie utrudniał szalony pomysł, by film miał 3 różne zakończenia. Rozwiązanie to spowodowało, że film odniósł w kinach porażkę, bo widzowie nie mogli się zdecydować, na który seans pójść – ale stał się za to kultową pozycją po premierze w wersji VHS-owej. Można było bowiem obejrzeć wszystkie zakończenia naraz. To szalona slapstickowa komedia z cudownie przegiętymi postaciami i ikonicznymi cytatami do dziś żyjącymi w queerowej kulturze (szczególnie na scenie amerykańskiego dragu). Z obsady warto wymienić Tima Curry’ego („Rocky Horror Picture Show”) w roli knującego, rozgorączkowanego kamerdynera; Madeline Kahn („Papierowy księżyc”) grającą podejrzanie wiele razy owdowiałą panią White, oraz Michaela McKeana („Zadzwoń do Saula”), którego postać to ukrywający swoją orientację pracownik rządu.

Dziękujemy!

„Trop”, reż. Jonathan Lynn

Trylogia przygód Benoita Blanca: „Na noże” (2019), „Glass Onion” (2022), „Żywy czy martwy” (2025), reż. Rian Johnson, USA

W kategorii tradycyjnych whodunitów muszę wspomnieć trylogię Riana Johnsona (kolejne części wciąż mogą powstać). To jeszcze zbyt młode filmy, by poważnie mówić o nich jako o klasykach, ale mają potencjał na zdobycie kultowego statusu. Na razie zrewitalizowały zainteresowanie gatunkiem. Sam Johnson między kolejnymi częściami przygód Blanca stworzył serial „Poker Case”, w którym każdy odcinek to nowa kryminalna sprawa. Bardzo polecam też „Rezydencję”, miniserial, w którym domostwem, gdzie utykają podejrzani, jest… Biały Dom (na dodatek w tym świecie prezydent USA ma męża). Pod względem queerowym najważniejsza jest druga część, „Glass Onion”, w której wprost dopowiedziane jest, że Benoit Blanc jest gejem (a przynajmniej nie jest hetero) – żyje razem ze swoim partnerem (mężem?), granym przez Hugh Granta, nie ma też gag reflexu… Co prawda, to tylko dwa króciutkie momenty, puszczenie oka do widza, ale w końcu mamy otwarcie queerowego detektywa w kanonie whudunitu. Co więcej, „Glass Onion” jest wprost inspirowany „Ostatnim słowem Sheili”: w obydwu oglądamy bogacza ściągającego swoich przyjaciół na nadmorskie wakacje i wspólne gry. W jednej scenie Benoit Blanc gra w „Among Us”, które zdobyło ogromną popularność w czasie pandemii. Na ekranie jego laptopa widzimy legendy whodunitów, w tym wspomnianych już Stephena Sondheima i Angelę Lansbury.

*Reklama

Dziękujemy!

„Glass Onion”, reż. Rian Johnson

W sąsiedztwie whodunitu

 

„Filibus”, reż. Mario Roncoroni, 1915, Włochy

Moda na powieści detektywistyczne zaczęła się w XIX wieku, na długo przed whodunitami Agathy Christie. Za pierwszy taki utwór (a raczej pierwszy, który odniósł sukces) uznaje się opowiadanie Edgara Allana Poe „Zabójstwo przy Rue Morgue” z 1841 roku. Potem nadeszły czasy brytyjskiego Sherlocka Holmes (debiut w 1887), francuskiego dżentelmena-włamywacza Arsène’a Lupina (1905) i w końcu kinowych seriali Louisa Feuillade. Seriale w tamtych czasach oznaczały, że kolejny odcinek serii (40-70 minutowy) wchodził do kino co kilka miesięcy. Feuillade stworzył „Fantomasa”, króla zbrodni, i „Wampiry”, gang przestępców, do którego należała Irma Vep. W tej samej formule zaczął powstawać włoski „Filibus”, choć z powodu pierwszej wojny światowej doczekał się tylko jednego odcinka. Tytułowy przydomek należy do baronowej de Troixmond, która jako podniebna piratka ze swojego sterowca okrada banki i muzea. Gdy potrzeba, to wchodzi w męski drag i uwodzi dziewczęta, by zdobyć diamenty. Film zachwycą lekkością i innowacyjnością – są tu i miniaturowe kamery, błyszcząca egipska statua kocicy i gaslightowanie mężczyzn. Okazuje się, że kino sprzed ponad 100 lat może mieć bardziej rozchachane lesbijki niż to współczesne.

The First Female Supervillain in Cinema! | Filibus (1915) | Silent Steampunk Heist Classic with ESub

Dziękujemy!

„Filibus”, reż. Mario Roncoroni

„Sznur” (Rope), reż. Alfred Hitchcock, 1948, USA

Nathan Leopold i Richard Loeb, nie ukończywszy jeszcze 20 lat, w 1924 roku mordują czternastolatka w Chicago. Zbrodnia rozpala opinię publiczną, a następnie licznych artystów. Wydarzenie staje się inspiracją dla filmów „Bez emocji” (1959), „Swoon” (1992) i „Funny Games” (1997, 2007). Musical „Thrill Me. Historia Leopolda i Loeba” jest grany od 2020 roku  w Mazowieckim Teatrze Muzycznym im. Jana Kiepury. Pierwszy był jednak Hitchcock z eksperymentalnym „Sznurem” z 1948. Eksperymentalnym, bo to próba stworzenia filmu w jednym ujęciu. Hitchcock po latach stwierdził, że wyszła z tego nieudana sztuczka, ale film przeszedł do kanonu. Dwóch studentów (granych przez nieheteronormatywnych aktorów, Johna Dalla i Farleya Grangera) dusi w swoim nowojorskim apartamencie chłopaka, z którym chodzili do klasy. Sądzą, że popełnili „zbrodnię idealną”, bezczelnie więc chowają ciało do skrzyni, stawiają ją w centrum mieszkania i urządzają przyjęcie. To film z lat 40., w kinie amerykańskim nie dało się wówczas wprost opisać relacji głównych bohaterów (patrz kod Hayesa), erotyczne napięcie między nimi jest jednak trudne do przegapienia. To zresztą nie jedyny, a nawet nie pierwszy, homoerotyczny film Hitchcocka. Pani Danvers z jego „Rebeki” z 1940 roku (nagrodzonej Oscarem za Najlepszy Film) jest często interpretowana jako lesbijka. „Nieznajomi z pociągu” (znowu Farley Granger w głównej roli!) to z kolei opowieść o dwóch mężczyznach, którzy w pociągu opowiadają sobie o swoich bolączkach i postanawiają „wymienić” się morderstwami. W ten sposób każdy z nich popełnia zbrodnię teoretycznie niemożliwą do wykrycia, bo pozbawioną motywu. To adaptacja powieści nieheteronormatywnej pisarki kryminałów, czyli…

Dziękujemy!
( Film ) ( Recenzja ) ( Michał Walkiewicz )

ILE NA DZIESIĘĆ?: Podejrzana „Substancja”

Dziękujemy!

„Sznur” (Rope), reż. Alfred Hitchcock

„W pełnym słońcu” (Plein soleil), reż. René Clément, 1960, Francja

Patricia Highsmith, amerykańska królowa kryminałów, zawsze miała szczęście do adaptacji swoich książek. Zadebiutowała w 1950 roku „Nieznajomymi w pociągu”, by ledwo rok później film Hitchcocka na podstawie powieści podbił kina. Następna książka, „The Price of Salt”, dzisiaj znana pod tytułem „Carol”, to lesbijski, częściowo autobiograficzny, romans wydany pod pseudonimem. Todd Haynes zekranizował go w 2015 roku, z Cate Blanchett i Rooney Marą  w rolach głównych. Highsmith została zapamiętana jako twórczyni Toma Ripleya, bohatera 5-tomowej „Riplejady”, zapoczątkowanej „Utalentowanym panem Ripleyem” z 1955 roku. Tytułowy bohater to dwudziestolatek, który dostaje misję od stoczniowego magnata, aby przekonać jego syna, Dicky’ego, do powrotu do rodzinnego biznesu. Tak Ripley trafia do Włoch, gdzie Dickie prowadzi beztroskie, luksusowe życie. Najbardziej znaną adaptacją jest film z Mattem Damonem i Judem Lawem z 1999 roku (stworzona przez reżysera „Angielskiego pacjenta”, Anthony'ego Minghellego). 2 lata temu dostaliśmy genialną wersję serialową z Andrew Scottem od Stevena Zailliana (zdobywca Oscara za scenariusz do „Listy Schindlera”). 

Pierwszą ekranizacją była jednak francuska wersja z 1960 w reżyserii René Clémenta. Alaina Delon, dla którego rola Ripleya będzie przełomem w karierze, kamera śledzi w wyjątkowo sensualny sposób, tak jak kręcono wówczas tylko postaci kobiece. Wszystkie cztery wersje (książka, 2 filmy, serial) inaczej rozkładają akcenty w historii, wszystkie przepełnione są homoerotyzmem, wszystkie świetnie się uzupełniają. Jeśli pokochaliście którąkolwiek z nich, koniecznie zobaczcie też pozostałe.

Dziękujemy!

„W pełnym słońcu”, reż. René Clément

„Wśród nocnej ciszy”, reż. Tadeusz Chmielewski, 1978, Polska

Gdybym chciał opisać klasyczny polski whodunit z queerowym wątkiem, musiałbym napisać o „Spadku” Sylwestra Jakimowa z 2024 roku – w głównej obsadzie jest para gejów granych przez Piotra Polaka i Mateusza Króla. Oszczędźmy sobie jednak tego bólu i zapomnijmy o istnieniu tego filmu. Prawdziwa queerowa perła wśród polskich kryminałach powstała w latach 70., kiedy to Tadeusz Chmielewski, autor komedii takich jak „Ewa chce spać” czy „Nie lubię poniedziałku”, bierze się za ponurą historię o seryjnym mordercy młodych chłopaków gdzieś na Pomorzu. Główny bohater, komisarz Teofil Herman, prowadzi śledztwo, które koniecznie musi rozwiązać przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia. W domu nie może dogadać się z synem, Wiktorem, który marzy, by uciec z domu na morską wyprawę ze swoim przyjacielem (a raczej chłopakiem) Bernardem. To ponura opowieść, nasze własne baltic noir. To nie zawiłość intrygi kryminalnej jest źródłem suspensu, tylko rozedrgana relacja ojca z synem. Obydwaj chcą się w końcu pogodzić, ale nie potrafią się ze sobą porozumieć. Atmosfera zagęszcza się z każdą minutą. Wielu krytyków uważa ten film za najlepszy polski kryminał.

Dziękujemy!

„Wśród nocnej ciszy”, reż. Tadeusz Chmielewski

„Zabójczy kondom” (Kondom des Grauens), reż. Martin Walz, 1996, Niemcy

W podrzędnym nowojorskim hotelu Quickie panuje epidemia odgryzionych penisów. Detektyw Luigi Mackeroni rusza więc na miejsce, wynajmuje sobie pracownika seksualnego Billy’ego, aby skrupulatnie odtworzyć tok wydarzeń poprzednich incydentów i… sam zostaje zaatakowany przez krwiożerczą, uzębioną prezerwatywę. Traci prawe jądro. Sprawa przestaje być tylko kolejnym zwykłym śledztwem, a staje się osobistym wyrównaniem rachunków. Tak, to niemiecki pastisz nowojorskich gritty policyjnych kryminałów. Tak, wszyscy mówią w nim po niemiecku. Tak, Luigi i Billy zaczynają ze sobą chodzić. Film jest adaptacją komiksów Ralfa Königa. Autor, ledwo co znany w Polsce (dwa jego tytuły zostały przetłumaczone w 2008 roku), jest żywą legendą w Niemczech. Od ponad 40 lat regularnie wydaje satyryczne gejowskie komiksy. Samą kreaturę, tytułowego kondoma, zaprojektował częściowo H. R. Giger, czyli szwajcarski artysta odpowiedzialny także za design Aliena. Co może najbardziej zaskakujące, to po prostu bardzo dobry film, gdzie nawet warstwa wizualna jest udana. Dajcie sobie na odtrutkę po tym, jak już was emocjonalnie przeora „Wśród nocnej ciszy”.

Dziękujemy!

„Zabójczy kondom”, reż. Martin Walz

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.