Co mówią do nas rośliny? Rozmowa z Marianną Dobkowską
( 25.06.2025 )
Z Marianną Dobkowską, kuratorką wystawy „Gleba i przyjaciele”, siedzimy na zewnątrz, w parku Zamku Ujazdowskiego w Warszawie. Dobkowska zwraca mi uwagę na przestrzeń tuż przy budynku, gdzie rosną wysokie trawy. Piękna łąka.
Te pasy zieleni wokół Zamku prawie zostały skoszone! Już wjechały kosiarki…
Widzę, że udało się je ochronić.
Cieszę się, że od zeszłej jesieni działają w Zamku Ujazdowskim dwa zespoły: Zespół ds. Parku i Zielony Zespół, które są platformą przemyślanego działania wobec otaczającej budynek przyrody. To powrót do intuicji i pragnień, które pulsowały wewnątrz instytucji już wcześniej, ale nie zakorzeniły się w jej strukturach. W ostatnich latach niestety przede wszystkim koszono tu trawę i wycinano drzewa zagrażające bezpieczeństwu – i to bez nasadzeń zastępczych. W zeszłym roku to się zmieniło. Rolą Zielonego Zespołu będzie między innymi pilnowanie realizacji założeń dokumentu Zielona Karta, nad którym obecnie pracujemy.
Dobrze rozumiem, że dzięki działaniom tych zespołów zieleń stała się integralną częścią Zamku? Instytucja nie skupia się tylko na budynku, ale ważny stał się także park.
Tak, park to część naszej tożsamości. Jesteśmy w nim dosłownie zanurzeni. W zeszłym roku zainicjowałyśmy cykl rezydencji artystyczno-badawczych Wspólne pole, w ramach którego zaproszone osoby podejmują refleksję nad otoczeniem instytucji. Najnowsza wystawa Gleba i przyjaciele łączy się z innymi, mniej widocznymi dla publiczności, działaniami. Jest w nurcie, którym płyniemy.
Na przecięciu działania Zielonego Zespołu, Zespołu ds. Parku i przygotowań do wystawy zostały wykonane cenne kwerendy: ornitologiczna i botaniczna, a do tego analiza gleby.
I jaki jest stan gleby wokół Zamku?
Słaby. Na podstawie tej analizy będziemy ją nawozić. Nie da rady wbić tu szpadla w ziemię, bo jest bardzo dużo gruzu, który jest śladem historii tego miejsca i jego traum. Wiele osób pytało mnie, czy w ramach wystawy zrobimy ogród. Niestety mam kiepskie doświadczenia z poprzednich lat — wiosną 2012 roku, w ramach rezydencji Juliette Delventhal i Pawła Kruka, założyliśmy przed budynkiem Laboratorium, piękny ogród permakulturowy na podniesionych grządkach, ale już jesienią został zdemontowany zgodnie z zarządzeniem ówczesnej dyrekcji. Nie mogłam go obronić, bo akurat byłam zagranicą, zresztą nikt mnie nie pytał o zgodę czy opinię. Logika była taka: to projekt artystyczny, kuratorki nie ma, można rozmontować i zapomnieć.
Krzysztof Maniak, bez tytułu, 2017
Niestety przez lata projekty, które tematyzowały przyrodę wokół Zamku i nasze relacje z nią były marginalizowane i traktowane po macoszemu, a ich realizacja okupiona ogromnym wysiłkiem inicjujących je osób. Mówię głównie o zespole rezydencji i kuratorce Ani Czaban. Próby działań terenowych pożarła machina instytucjonalna, w której panuje projektowa logika. Myślę, że teraz zaczął się w zamku długofalowy proces zmian. W tym momencie jesteśmy na etapie wrażliwej obserwacji tego terenu. Wsłuchiwania się w to miejsce i osadzania się w nim.
Skąd zainteresowanie właśnie glebą? Kim są tytułowi przyjaciele?
Wystawa wychodzi od ogromnej fascynacji tą skórą ziemi i wszystkimi procesami, które się w niej odbywają. Wierzę, że zauważenie tego niesamowitego wszechświata, który jest pod naszymi stopami, uwrażliwi nas na to, jak ważne jest otaczające nas środowisko. Złożone procesy z udziałem niewidocznych mikroorganizmów, insektów, bakterii, grzybów i zwierząt, które żyją pod ziemią, są podstawą naszego życia. To są właśnie ci tytułowi przyjaciele. Ale to też osoby artystyczne biorące udział w wystawie. Mam nadzieję, że staną się nimi także widzowie.
Rośliny są ważne dla artystów i artystek biorących udział w wystawie?
Zaproszone osoby często pracują z roślinami. Ten pas zieleni przy samym zamku zaskakuje różnorodnością dzikich gatunków. Nie jest koszony. Został dobrze zbadany przez Krysię Jędrzejewską-Szmek, która zrobiła kwerendę botaniczną. Mamy mapkę z dzikimi roślinami, która posłuży teraz Milenie Bonilli do opowiedzenia historii o tym, co obecność danych roślin mówi nam o historii tego miejsca.
Wokół zamku znajdziemy na przykład dużo krwawnika pospolitego (Achillea millefolium), rośliny znanej ze swoich właściwości leczniczych, zwłaszcza z tego, że zatrzymuje krwawienie. Zwany jest też krwawnikiem żołnierskim, co nawiązuje do tradycyjnego zastosowania rośliny przy opatrywaniu ran w kontekście wojen i konfliktów zbrojnych. A to przecież teren, na którym był szpital wojskowy. Bonilla pracowała wcześniej z makiem, daturą (brugmansją) i koką. Badała, w jaki sposób współczesne używanie chemicznych substancji znajdujących się w tych roślinach pozbawiło je tego pozytywnego — zdrowotnego i magicznego — kontekstu. Kojarzymy je z narkotykami. Milena na różne sposoby bada, co rośliny do nas mówią.
95 proc. żywności pochodzi z gleby. Gleba pełni też ważną rolę w kontekście katastrofy klimatycznej, jest drugim po oceanach największym rezerwuarem dwutlenku węgla, a dopiero teraz powstaje unijny projekt Strategii Glebowej, który ma ją chronić.
Mamy jako-taką orientację w tym, co się dzieje nad powierzchnią ziemi, a nie za bardzo interesujemy się tym, co się dzieje pod nią. To jest dla nas tajemnicza, ciemna materia. Brudna. Są tam przecież robaki czy dżdżownice, którymi większość ludzi się brzydzi. A to są właśnie organizmy, które dbają o zdrowie gleby.
Nie zdajemy sobie sprawy, jak rozległa jest jej degradacja. Ważną książką dla mnie jest oczywiście Regenesis George’a Monbiot. Już w pierwszym rozdziale jest fragment o tym, co się dzieje pod naszymi stopami, jaką rolę w powstawaniu gleby odgrywają dżdżownice, bakterie, grzyby, skoczogonki i tysiące innych organizmów. Wytrwale wykonują działania, od których zależy nasze życie. Myślę, że każdy człowiek na świecie powinien to przeczytać.
Deirdre O’Mahony, The Quickening production still. Dor dung beetle, 2023. Fot, Tom Flanagan
Monbiot pisze, że tak późno zainteresowaliśmy się glebą może właśnie dlatego, że uważamy, że jest „brzydka” i kojarzy się z brudem. Wystawa ma docenić glebę? Wygrzebać ją na światło dzienne?
Tak, promuje glebę. Ale nie zobaczymy na niej przekrojów gleby albo filmów przyrodniczych.
Film Deirdre O’Mahony The Quickening ma coś z filmu przyrodniczego, pokazuje z bliska organizmy żyjące w glebie. To oda do gleby.
Wprowadza nas w piękno gleby i złożone procesy, które w niej zachodzą, ale też opowiada o problemach dotyczących współczesnego rolnictwa. Wystawa pokazuje glebę z różnych perspektyw.
No właśnie, jakich? Bo gleba to fascynujący biologiczny świat sam w sobie, ale też żywność, klimat, rolnictwo, przynależność, tożsamość, wojny…
Patrzymy z perspektywy artystów, którzy łączą swoją praktykę z badaniami z innych obszarów; którzy sami uprawiają ziemię lub wypasają owce. Są trochę jak medium, dzięki któremu poznajemy historie zakorzenione w glebie. To opowieści, które nas uwrażliwiają na różne procesy. Na przykład Maksud Ali Mondal tworzy instalacje, które są habitatami mikroorganizmów — nie zaszczepia ich, ale wytwarza dobre warunki, żeby mogły się pojawić. Maksud opracował też metodę ekstrakcji pigmentu z chlorofilu. Przygotowując instalację na wystawę, zbierał rośliny w otoczeniu zamku, te, które wszyscy najchętniej by wykosili, i zrobił z nich naturalną farbę, którą pomalowana jest przestrzeń baszty. To tam we współpracy z berlińską księgarnią Zabriskie umieściliśmy czytelnię. Kolor tej farby zmienia się w czasie, pracuje. Z kolei Julia Ciunowicz, jedna z rezydentek w ramach projektu Wspólne pole, zmapowała otoczenie zamku pod kątem roślin, które mają potencjał włókienniczy, i okazało się, że jest ich tutaj sporo. Babka, chrzan, pokrzywa. Pokrzywa parzy, jest uważana za chwast, nikt nie chce wpaść w pokrzywy. Zapominamy, że to lecznicza, odżywcza roślina, która mogłaby nas ubrać.
W sensie włókiennicza?
Jeszcze do początku XX wieku włókna z pokrzywy były używane, podobnie jak len, do produkcji tkanin. Teraz używamy głównie włókien syntetycznych albo z jakichś odległych plantacji. Pokrzywa także oczyszcza glebę, rośnie tam, gdzie gleba jej potrzebuje, można z niej też zrobić naturalny nawóz – gnojówkę. A także herbatkę z suszu, sok ze świeżych pokrzyw, który jest dobry na uczulenia. Możemy ją jeść. Nasiona pokrzywy nazywane orzeszkami to nasz lokalny „superfood”, są bogate w odżywcze i zdrowe kwasy omega. Pokrzywa oddaje nam całą siebie, a my ją nazywamy chwastem. Julia tworzy pomnik pokrzywy. Tribute dla pokrzywy.
Z kolei Milena Bonilla zwraca się do korzeni. Na przykład mniszek lekarski może mieć nawet sześciometrowe korzenie! To zmienia percepcję rośliny — wydaje nam się mniejsza od nas, a wewnątrz ziemi jest od nas dużo większa. Dlatego trudno ją wykorzenić. Mechanizmy przetrwania i oporu roślin to dla nas niesamowita nauka. Nie są do końca takie, jak się wydają.
Może podobnie być z samą glebą. Ciężko ją badać ze względu na jej złożoną strukturę. Kiedy się w nią ingeruje, ulega zniszczeniu.
Glebologia jest młodą dziedziną, narodziła się dopiero w XX wieku. Tak, to zaskakujące, że dopiero zaczynamy się więcej uczyć o glebie. Podziemie jest ważnym wątkiem wystawy —Ewelina Węgiel stworzyła instalację Nora, która pozwala nam poczuć się tak, jakbyśmy byli pod ziemią. Ewelina robiła ją na wsi, gdzie mieszka, ze znalezionych tam materiałów. Były jakieś wykopy obok jej domu, więc udało jej się „freegańsko” zdobyć korzenie, resztki roślin, a także... śmieci. Bo pod ziemią człowiek umieszcza albo to, co cenne, albo to, czego chce się pozbyć, zapomnieć o tym.
O tym, co się dzieje pod ziemią, jest też instalacja Centrali odwołująca się do podziemnych praktyk architektonicznych zwierząt i insektów. Wraz z Centralą, która odpowiada za architekturę wystawy, postanowiliśmy na przykład odsłonić okna od lat zakryte płytami z karton-gipsu, żeby połączyć wnętrze zamku z parkiem, unaocznić jego umiejscowienie na Skarpie Warszawskiej i zainicjować wejście w głąb ziemi.
A co z rolnictwem? Wystawa porusza ten temat raczej nieśmiało. Na MDAG w tym roku było kilka filmów dotyczących gleby i ziemi w kontekście powstawania wielkich plantacji soi, walki pierwszych narodów o swoją ziemię, zmian w światowej polityce rolnej na korzyść korporacji, wykupowania ziemi w Afryce przez mocarstwa. Niebawem może już nie być wojen o ropę, tylko o wodę i żywność.
Pracujemy nad programem publicznym, który poszerzy kontekst wystawy. Na samej wystawie poza wspomnianym filmem Deirdre O’Mahony pokazujemy film Yoeri’ego Guépina As Above So Below, w którym babcia artysty, Wilfriede Driehuyzen Guépin, pionierka rolnictwa biodynamicznego, prezentuje jeden z kluczowych dla tego rodzaju uprawy rytuałów. Yoeri wywodzi się z rodziny, która zajmuje się biodynamicznym rolnictwem od trzech pokoleń, jest pierwszym jej członkiem, który poszedł do szkoły artystycznej i połączył tradycję rodzinną ze sztuką. Do tego jest utalentowanym ogrodnikiem. Jego ojciec zachorował na Alzheimera, mimo że zajmował się rolnictwem ekologicznym. Choroby neurodegeneracyjne już są uznane za chorobę zawodową rolników, co jest związane z narażeniem na chemiczne środki ochrony roślin — herbicydy i pestycydy stosowane w rolnictwie konwencjonalnym.
To tylko jeden z wielu problemów związanych ze współczesnym rolnictwem. Mam wrażenie, że wystawa nie jest nastawiona na kwestie polityczno-społeczne, nie krytykuje wprost tego, co na górze, w polityce, tylko raczej wspiera oddolnie.
Na wiele spraw nie mamy bezpośredniego wpływu. To, co nam zostaje, to nasza osobista relacja z naturą. Pogłębienie zrozumienia naszego miejsca w świecie. Wystawa ma wytworzyć pewne doświadczenie, to taka miękka propaganda (śmiech). Jest raczej uwrażliwiającym obserwatorium. Wszyscy jesteśmy częścią ekosystemu, którego elementem jest gleba. Jesteśmy od niej zależni. Ona nas żywi, nosi. Od niej zależy nawet jakość powietrza. Na wystawie mamy artystów i artystki, którzy solidaryzują się z glebą, a nawet działają jak gleba.
To znaczy?
Wchodzą w różne współprace i długotrwałe procesy. W dzisiejszych czasach taka naprawdę świadoma ekologicznie postawa nastawiona na obserwację, słuchanie, a nie produkowanie dodatkowych śmieci, jest bardzo pożądana.
Salka Tiziana, ALL SOUNDS WITHIN 2022, kadr z filmu
A co robią owce na wystawie?
Przejście artystów od sztuki do uprawy ziemi jest znaną praktyką, ale historie związane z wypasaniem owiec już mniej. Dla mnie to niesamowite, że grupa kobiet zafascynowała się owcami. I to nie powierzchownie, one po prostu wypasają owce! Kateřina Konvalinová, artystka z Czech, odbyła kurs pasterski, a Julia Abalos Reznak, artystka i filozofka, jest też pasterką. Pokażemy jej notesy, poezje i szkice tworzone w trakcie wypasania owiec. Monbiot bardzo krytykuje wypas, ale chodzi przecież o skalę. Według niektórych tradycyjny wypas przyczynia się do bioróżnorodności.
Ważne jest dla ciebie szczere zainteresowanie twórców, a nie prace robione „na zamówienie”. Masz własne narzędzia pracy lub strategie, które tę autentyczność wspierają?
Bardzo ważne dla mnie są relacje. Wiele lat przepracowałam w programie rezydencji artystycznych, więc w tej kwestii mam wysoko podniesioną poprzeczkę. Wystawy, które robię, są oparte na długim procesie poznawania ludzi i ich praktyk.
W 2017 roku zrobiłam wraz z Krisem Łukomskim wystawę Gotong Royong. Rzeczy, które robimy razem, w której brały udział osoby zajmujące się społecznymi, oddolnymi, kolektywnymi praktykami w różnych miejscach na świecie. Widziałam, jak działają, wiele z tych osób zaprosiłam do Warszawy. W wystawie Gleba i przyjaciele także biorą udział artystki, które odbyły rezydencje w Zamku. Wiele z pokazanych na wystawie prac — Eweliny Węgiel, Centrali, Julii Ciunowicz, Mileny Bonilli — dojrzewało od dłuższego czasu, w głębokiej relacji do tego miejsca.
Ta wystawa jest kolejnym rozdziałem w twórczości tych artystów i artystek, w mojej praktyce, w historii Zamku. Mam nadzieję, że wpłynie na mikrobiom instytucji, a odbiorcy wciągną się w historie opowiadane z perspektywy gleby i po wyjściu z galerii inaczej spojrzą pod nogi.
***
Tekst powstał we współpracy z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, w którym od 28 czerwca trwa wystawa Gleba i przyjaciele, kuratorowana przez Mariannę Dobkowską i Edith Jeřábkovą.