Mel Brooks. Sto lat amerykańskiej komedii
( 31.03.2026 )
„2000-latek” stał się przepustką Mela Brooksa do kariery, która trwa od niespełna ośmiu dekad. W czerwcu żywa legenda amerykańskiej rozrywki skończy sto lat. Z tej okazji Judd Apatow i Michael Bonfiglio nakręcili dwuodcinkowy dokument dla HBO.
– Osobiście znał pan Jezusa?
– Pewnie. Koleś nosił sandały, miał długie włosy i zawsze wbijał do sklepu w obstawie dwunastu innych typów.
– Do sklepu?
– Pewnie.
– Miał pan sklep?
– Normalnie, przecież jestem Żydem. Sklep z cukierkami.
– I Jezus kupował cukierki?
– Nie, no, co pan? Brali tylko wodę, dużo wody. Nie mam pojęcia, co oni robili z tą wodą.
Wedle legendy powyższy skecz został zaimprowizowany w dniu 16 czerwca 1950 roku na planie satyrycznego programu telewizyjnego „Your Shows of Shows”. Carl Reiner, który był tam aktorem, przyniósł do pracy nowy dyktafon. Włączył nagrywanie, spojrzał na Mela Brooksa, scenarzystę, i zamiast standardowego „Raz, dwa, trzy, próba mikrofonu” powiedział:
– Podobno był pan na ukrzyżowaniu Jezusa, jakieś dwa tysiące lat temu?
– Pewnie.
Dalej poszło z górki. Ludzie z ekipy, którzy przysłuchiwali się wymianie, pospadali z krzeseł. Tak narodził się cykl komediowy „2000-latek”. Początkowo Reiner i Brooks improwizowali prywatnie, dla przyjaciół. Jeden z nich namówił ich do nagrania płyty. Płyta okazała się hitem. Wkrótce „2000-latek” wypełniał audytoria po brzegi. Reiner rzucał pytania, a najstarszy człowiek świata (którego wiek po skomplikowanych testach potwierdziła słynna klinika Mayo) swym chrapliwym głosem, z akcentem jidysz opowiadał o historycznych postaciach, jakie poznał, i zdradzał sekrety długowieczności (np.: „przy życiu trzyma mnie potworny strach przed śmiercią”, albo: „nie jadam niczego smażonego”).
„2000-latek” stał się przepustką Mela Brooksa do kariery, która trwa od niespełna ośmiu dekad. W czerwcu żywa legenda amerykańskiej rozrywki skończy sto lat. Z tej okazji Judd Apatow i Michael Bonfiglio nakręcili dwuodcinkowy dokument dla HBO. Na początku filmu „Mel Brooks: 99-latek!” główny bohater zdradza, dlaczego zgodził się na tę produkcję: „Nie dla siebie, tylko dla innych strachliwych, niskich żydków, którzy marzą o karierze w szołbiznesie. Jeśli mi się udało, wy też dacie radę”.
Carl Reiner i Mel Brooks, materiały z serialu „Mel Brooks: 99-latek!", HBO
Nieustraszony w komedii i w życiu
To oczywiście żart. Wiele można powiedzieć o Melu Brooksie, ale na pewno nie to, że jest – lub był – strachliwy. Jerry Zucker, twórca kultowego „Czy leci z nami pilot”: „Najbardziej uderzająca jest jego bezkompromisowa odwaga”. Mel Brooks: „Jeżeli już wlazłeś na szczyt dzwonnicy, nie bój się bić w dzwon z całej siły. [...] Nie ma tematów zakazanych dla satyry”.
Był nieustraszony w komedii i w życiu. Urodził się w 1926 roku w Brooklynie jako Melvin Kaminsky (rodzina ojca, Żydzi z Gdańska; rodzina matki, Żydzi z Kijowa). Gdy miał dwa lata, jego ojciec zmarł na gruźlicę. W czasie Wielkiego Kryzysu matka samotnie wychowywała czterech synów. To podobno po niej Mel Brooks odziedziczył zaraźliwy optymizm. Zapytany o najlepszy okres w życiu, stwierdził: „Zanim skończyłem dziewięć lat i zacząłem odrabiać lekcje”. Jego talent sankcjonuje starą prawdę, że bogaci nie lubią komedii, bo mają dużo do stracenia; za to biedni muszą się dużo śmiać, żeby zapomnieć jak mało mają powodów do śmiechu. Choć w kwartale ubogich czynszówek był najniższy spośród kumpli, nigdy nie czuł się gorszy, bo potrafił wszystkich rozbawić. „Opowiadałem kawały, zmyślałem historie, byłem prześmiewczym sumieniem mojej dzielnicy i wszyscy mnie uwielbiali. Jeśli od dziecka zasmakujesz takiej miłości, chcesz, żeby to trwało całe życie”. Według innej wersji marzenie o karierze w rozrywce narodziło się jeszcze wcześniej: gdy wyszedł z łona matki, lekarz klepnął go w pośladek, a nowonarodzony Melvin sądził, że to oklaski.
Mel Brooks z rodziną, materiały z serialu „Mel Brooks: 99-latek!", HBO
Po ataku Japonii na Pearl Harbour zgłosił się do armii. Wysłano go do szkoły wojskowej w Wirginii, gdzie pierwszy raz zetknął się z antysemityzmem („Na Brooklynie nie widziałem, że coś takiego istnieje, bo tam każdy był Żydem”). Obrzucony rasistowskimi obelgami przez innego rekruta, rzucił się na niego i sprał go tak, że nikt więcej nie ważył się mu podskoczyć. Walczył z nazistami na froncie we Francji. Grany przez Brooksa główny bohater komedii „Być albo nie być” (1983), której akcja dzieje się w okupowanej przez hitlerowców Warszawie, stwierdza: „Wojna nie jest tak straszna jak wyjście widza z sali podczas monologu”.
Obiecał, że wszystko wytnie, i nie wyciął nic
Po latach Brooks powie: „Jeśli w armii nie dasz się zabić, możesz się wiele nauczyć”. Komedię nazywał „antynomią śmierci”. Twierdził, że uprawią ją, żeby „nieustannie świętować fakt bycia żywym”. Przez całą karierę wojna jest jednym z jego ulubionych tematów do żartów. Gdy z branży telewizyjnej zapragnął przejść do filmu, wymyślił historię o spłukanym, szalonym producencie (nazwisko: Max Bialystock, znak rozpoznawczy: pasek do spodni z tektury) i jego jeszcze bardziej szalonym księgowym (debiut aktorski Gene'a Wildera), którzy wystawiają na Broadwayu musical o Hitlerze („Nie bądź głupi, mądry bądź, z nazistowską partią rządź!”). W scenie castingu Bialystock wydziera się na kandydatów, czyli dziesiątki facetów z wąsikami: „Do diaska! Tańczący Hitlerzy wynocha za kulisy! Teraz przesłuchujemy śpiewających Hitlerów”.
Mel Brooks, materiały z serialu „Mel Brooks: 99-latek!", HBO
Za scenariusz do „Producentów” (1967) Brooks dostał Oscara. Jego hollywoodzki debiut brawurowo zapowiedział nadejście brooksistowskiej rewolty w amerykańskiej satyrze. W kolejnych dekadach nakręcił kilkanaście filmów. W 1974 roku do kin trafiły dwa jego filmy zrealizowane w niepodrabianym stylu. W „Płonących siodłach” kazał czarnemu szeryfowi uratować rasistowską mieścinę nękaną najazdami bandytów. Według legendy szefowie Warner Bros. żądali wycięcia kilkunastu scen: pierdzenia kowbojów przy ognisku, znokautowania konia, albo tej, w której napalona Lili Von Shtupp oferuje szeryfowi szesnastą schnitzengruben. Brooks zastosował swoją firmową metodę w relacjach z hollywoodzkimi bonzami – obiecał, że wszystko wytnie, i nie wyciął nic. Wspomniane sceny, tak jak cały film, są dziś kultowe. Parodia westernu wyśmiewała niezliczone tabu, a w finale Brooks wyprowadził bohaterów z ekranu, żeby dokończyli dzieło na ulicach współczesnego Los Angeles. Przy okazji znalazł kolejną okazję, żeby ponabijać się z Hitlera: „Mam wolne po scenie w bunkrze” oznajmia statysta z wąsikiem w stołówce Warner Bros.
Kilka miesięcy później równie wielki sukces kasowy i artystyczny odniósł „Młody Frankenstein”, którego Brooks uważa za swój najlepszy film. Nakręcony na czarno-białej taśmie, wysmakowany, z genialnymi kreacjami Gene'a Wildera i Marty'ego Feldmana. Brooks wykorzystał laboratoryjną maszynerię Frankensteina zbudowaną przez legendarnego scenografa Kennetha Strickfadena na potrzeby produkcji z 1931 roku (80-letni Strickfaden trzymał ją we własnym garażu). Stworzył komediowe arcydzieło nawiązujące do pięciu klasycznych ekranizacji powieści Mary Shelley ze złotego okresu Hollywood. Wznosząc się na wyżyny wyrafinowanego absurdu, nie porzucił jednak swojego ulubionego lejtmotywu: zwykłego świntuszenia. Do najważniejszego artefaktu fabularnego urasta (dosłownie) schwanzstucker Potwora. Większy, rzecz jasna, od wszystkich schwanzstuckerów świata.
Mel Brooks, materiały z serialu „Mel Brooks: 99-latek!", HBO
Nabijać się ze wszystkiego
W wywiadzie dla „New Yorkera” sprzed kilku lat Brooks nazywa swój humor nowojorskim - bywa brutalny i bezlitosny - w przeciwieństwie do humoru żydowskiego - o wiele ostrożniejszego. Opowiada też o swoich muzycznych początkach. W młodości był utalentowanym perkusistą i to właśnie bębny nauczyły go wyczucia rytmu w komedii; dostarczenia pointy w idealnym momencie (Brooks napisał muzykę do wielu swoich filmów).
Humor Brooksa bywa porównywany do Latającego Cyrku Monty Pythona, którego sukces przyszedł dopiero dekadę po pierwszych hollywoodzkich triumfach komika. Łączy ich umiłowanie absurdu i bezkompromisowo forsowane przekonanie, że nabijać się można dosłownie ze wszystkiego. Ale Mel Brooks jest od słynnych Anglików mniej intelektualny, a bardziej błazeński. Swój styl budował na takich klasykach jak Charlie Chaplin, Buster Keaton albo bracia Marx. Od tych ostatnich zaczerpnął korzystanie z chaosu jako metody. Mistrzowski poziom jego najlepszych produkcji wynika z tego, że chaos zostaje okiełznany na potrzeby filmu. Za każdym ekranowym szaleństwem, za każdym dziwactwem, za każdą rozpierduchą kryje się precyzyjny, przemyślany plan.
Mel Brooks, materiały z serialu „Mel Brooks: 99-latek!", HBO
Dokument „Mel Brooks: 99-latek!” opowiada też o prywatnym życiu komika. Przez 41 lat był mężem aktorki Anne Bancroft (m.in. Pani Robinson z „Absolwenta) – aż do jej śmierci w 2005 roku. Doczekali się reputacji najbardziej trwałej, wiernej i zgodnej pary w Hollywood. Dzieci, wnuki i przyjaciele wypowiadający się w dokumencie przedstawiają go jako człowieka o „bezgranicznej wyobraźni”, z „niepohamowanym apetytem na sławę”, który jednocześnie – jakimś cudem – potrafił pozostać sobą. Zwykłym gościem z Brooklynu. Jego humanizm objawił się też w poważnych, niekomediowych dziełach. Brooks wyprodukował choćby „Człowieka słonia” Davida Lyncha i „Muchę” Davida Cronenberga, pozostawiając przyszłym gwiazdom pełną swobodę twórczą. W czasie zdjęć w Londynie do „Człowieka słonia” Brooks podarował płaszcz marznącemu na planie Lynchowi. Reżyser chodził w nim do końca życia i uważał Brooksa za swojego mentora. „Mel ma duszę poety. Mało kto tak dobrze jak on rozumie ludzką naturę”.
Estelle Reiner, Mel Brooks, Anne Bancroft, Carl Reiner, materiały z serialu „Mel Brooks: 99-latek!", HBO
Carl Reiner, najbliższy przyjaciel Brooksa, z którym dawno, dawno temu stworzyli „2000-latka”, był od niego starszy o cztery lata. Na stare lata panowie po dziewięćdziesiątce codziennie jedli razem kolację w domu Reinera, oglądając teleturnieje. Reiner zmarł w 2020 roku. Tymczasem Brooks w nowym dokumencie pokazuje się w formie fizycznej i intelektualnej, której pozazdrościłby mu niejeden facet w średnim wieku. Być może czasem ogląda najlepsze odcinki „2000-latka”.
– Jaki jest pana sposób na długowieczność?
– To akurat bardzo proste. Nigdy nie umierać.
„Mel Brooks: 99-latek!", reż. Judd Apatow, Michael Bonfiglio
Premiera: 22 stycznia 2026 / HBO