Nigdy nie prosiłam, żeby pozowali. Rozmowa z fotoreporterką wojenną, Agatą Grzybowską, o pracy na planie „Hamneta”

( 16.03.2026 )

Każdy reżyser pracuje w inny sposób, ale Chloé stworzyła całą wioskę Hamneta. W efekcie powstała wspólnota absolutnie wszystkich ludzi, którzy przy tym filmie pracowali. Zdjęcia zaczęły się w lesie w Walii, a skończyły w Londynie, gdzie zbudowano replikę teatru The Globe. Na końcu, wraz ze statystami, było nas ponad 300 osób.

Jak to się stało, że fotoreporterka wojenna znalazła się na planie „Hamneta”?

Ta przygoda zaczęła się, gdy pracowałam z Jonathanem Glazerem przy „Strefie interesów”. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć Glazer stwierdził, że koniecznie chce współpracować z fotografką lub fotografem, który ma doświadczenie w konfliktach zbrojnych albo jest korespondentem wojennym. Produkcja polska i amerykańska zaczęły szukać takich osób z Polski w sieci i zupełnie niezależnie znalazły moją stronę internetową. Jednego dnia zadzwonili do mnie ludzie z A24 i Ewa Puszczyńska z Extreme Emotions z Polski – z pytaniem, czy chcę pracować przy „Strefie interesów”.

Z kolei dwa lata temu podczas gali Oskarów Chloé Zhao zdradziła Glazerowi, że też chciałaby mieć na planie kogoś nietradycyjnego – nie fotosistę filmowego, tylko osobę dziennikarską. Wtedy Glazer, Marc Wilson i Jim Wilson (producent filmowy – red.) powiedzieli jej, żeby w ciemno brała mnie.

Chloé napisała do mnie maila. Potem na planie powtórzyła mi to samo, co jemu – że chciała współpracować z osobą dziennikarską. Kiedy zajmujesz się wojną, to fotografujesz rzeczy, których ludzie zazwyczaj nie widzą. Część obrazków idzie do CNN, ale na fotografiach widać też ducha – atmosferę wokół danej sytuacji. I ona chciała, żebym właśnie to uchwyciła na planie „Hamneta”.

Czyli to nie było zwykłe komercyjne zlecenie?

Wiadomo, że musiałam fotografować też do celów promocyjnych, ale w promocji „Hamneta” nie są wykorzystywane tradycyjne ujęcia z powtórzenia kadru filmowego. Do promocji Chloé wybrała głównie to, co działo się wokół – co poszerza odbiór samego filmu.

Dziękujemy!

„Hamnet”, reż.  Chloé Zhao, fot. Agata Grzybowska

Jak wyglądała twoja dziennikarska praca na planie?

Reżyserka już pierwszego dnia powiedziała mi: rób, co chcesz, nikt nie ma prawa mówić ci, jak fotografować. To było dla mnie cenne, bo przyznam, że bardzo się denerwuję, gdy ktoś mi mówi, jak mam pracować wizualnie. Więc po prostu robiłam to, co zwykle, czyli chodziłam i obserwowałam. Dopiero trzy miesiące temu, pracując na planie nowego filmu Pawła Pawlikowskiego, dowiedziałam się, na czym polega praca fotosisty filmowego – głównie powtarzasz ujęcia, wchodzisz na stopklatce. Czasem aktorzy odgrywają dla ciebie scenę jeszcze raz. Ja tego nie lubię, pracuję inaczej. Siedzę, obserwuję, robię zdjęcia tego, co przed kamerą, ale też całego backstage’u, pracuję dokumentalnie.

Masz swoje ulubione momenty z tych ponad dwóch miesięcy, które spędziłaś na planie?

*Reklama

To była niesamowita produkcja. Każdy reżyser pracuje w inny sposób, ale Chloé stworzyła całą wioskę Hamneta. W efekcie powstała wspólnota absolutnie wszystkich ludzi, którzy przy tym filmie pracowali. Zdjęcia zaczęły się w lesie w Walii, a skończyły w Londynie, gdzie zbudowano replikę teatru The Globe. Na końcu, wraz ze statystami, było nas ponad 300 osób. Cały ten tłum przez półtora tygodnia kręcenia ostatnich scen filmu płakał, a my razem z nim. To było coś nieprawdopodobnego, aż trudno to opisać. Dlatego nie potrafię wybrać ulubionych chwil. Całe te 2,5 miesiąca to był niesamowity proces. Nigdy w czymś takim nie brałam udziału.

Jak ekipa traktowała ciebie? Byłaś częścią społeczności czy jednak zewnętrzną obserwatorką?

Jesteś częścią społeczności, bo jesteś tam codziennie. Na planie byłam codziennie od rana do końca zdjęć filmowych. Często od kogoś z ekipy słyszałam, że pierwszy raz widzi, żeby fotograf siedział do końca zdjęć, a ja nie rozumiałam, o co im chodzi. Moją pracą jest siedzieć i obserwować. Musisz uczestniczyć we wszystkim, żeby móc to potem pokazać. Doświadczenie dokumentalne nauczyło mnie, że warto być blisko bohaterów opowieści.

Na pewno wszyscy cię pytają, jak pracowało się z Paulem Mescalem i Jessie Buckley.

Nie miałam pojęcia kim są Paul Mescal i Jessie Buckley, jak tam jechałam.

Dziękujemy!

„Hamnet”, reż.  Chloé Zhao, fot. Agata Grzybowska

Serio?

Nie śledzę życia hollywoodzkiego, nie wiem, kto jest celebrytą, topowym aktorem i aktorką. Od początku traktowałam ich jak zwyczajne osoby – ze swoimi radościami, zmartwieniami i problemami. Nigdy nie prosiłam, żeby pozowali do kamery. Zamiast tego w ciszy obserwowałam ich pracę, byłam przy niemal wszystkich emocjach. Fotografowałam ich jako Agnes i Willa, czasem jako Jessie i Paula – bardzo często fotografowałam gdzieś pomiędzy, tam, gdzie zacierały się granice między fikcją a realnością.

*Reklama

Do pracy nad książką na podstawie filmu, która nosi tytuł „Even as a Shadow, Even as a Dream” zaprosiłam Łukasza Rusznicę. Zależało mi, żebyśmy stworzyli wielką, uniwersalną historię o miłości, stracie, bólu i żałobie, bo to są elementy każdej wielkiej opowieści. Chciałam, żeby widz, który ogląda książkę, mógł na chwilę zapomnieć o fabule „Hamneta”, i przejrzeć się w tych doświadczeniach.

Dziękujemy!
( Arek Kowalik )

Przegląd tygodnia 19–25 lutego

Jak pracowałaś nad tym materiałem?

Gdy wróciłam do Polski, oprócz zdjęć cyfrowych miałam około 70-80 klisz do wywołania. Na pewno chciałam, żeby jak najwięcej materiału analogowego znalazło się w książce. Duża część procesu była na granicy błędu. Gdy robisz odbitki kolekcjonerskie, musisz trzymać się wyznaczonych ram – odbitki muszą być dobrze wypłukane, utrwalone itd. A mi zależało na tym, żeby wszystkie błędy, które pojawiają się w pracy w ciemni – plamy, chlapanie utrwalaczem – poszły do skanowania, a potem stały się materiałem, z której powstanie nasza opowieść.

Pracowałam z Łukaszem, bo jego książki fotograficzne nie są konwencjonalne, stają się obiektami same w sobie. Przewracasz strony i wiesz, że zdjęcia zaczynają ze sobą rozmawiać. Zdjęcie z lewej ma wpływ na to, co zobaczysz na kolejnej stronie. Kolory też tworzą narrację. Fajne było to, że żadne za nas nie widziało filmu przed powstaniem książki. Ja znałam tylko scenariusz, ale ten zmieniał się w trakcie kręcenia. Zresztą Chloé powtarzała, że dla niej nie jest istotne, jak ta historia się skończy. Ważniejszy był dla niej sam motyw podróży. Dlatego zgodziła się też na to, żeby w książce nie powtarzać scenariusza. Nie robimy historii filmu, tylko robimy historię o czymś innym. Najpierw chcieliśmy zrobić opowieść o Orfeuszu i Eurydyce, bo w filmie pojawia się takie nawiązanie. Ale Chloé powiedziała, żebyśmy zupełnie zapomnieli o filmie i stworzyli własną wizualną opowieść. To również zapis procesu kreatywnego między reżyserką, aktorką i fotografką.

Dziękujemy!

„Hamnet”, reż.  Chloé Zhao, fot. Agata Grzybowska

Z twoich zdjęć powstała też wystawa.

Wystawa była dla mnie trzecią warstwą. Razem z kuratorką wystawy Simin Dehghani chciałyśmy stworzyć powidok obrazów – i pokazać, jak działa pamięć ludzka w obliczu tragedii i śmierci.

Jak ci się oglądało film?

To było dziwne doświadczenie, ale to samo miałam po pracy z Glazerem. W trakcie pierwszego oglądania brakowało mi dystansu, bo byłam obecna przy każdej minucie tworzenia filmu. Ale za drugim razem czułam ogromną dumę. Myślę, że jest to piękna opowieść, utkana przez wiele niezwykłych osób. Zarówno od strony reżyserskiej (Chloé Zhao), poprzez operatora kamery (Łukasz Żal), kostiumy (Małgosia Turzańska), scenografię (Fiona Crombie) i grę aktorską (Jessie Buckley, Paul Mescal).

Czy praca nad fabułą zmieniła twoje podejście do dokumentu?

Nie zmieniła. Swoje doświadczenie w fotografii dokumentalnej wykorzystuję przy pracy w filmie. Nie sądzę, by cierpienie osób w rzeczywistości wojennej było jakkolwiek porównywalne do bólu, którzy aktorzy odgrywają w filmach. To są dwie zupełnie inne rzeczywistości. Z drugiej strony ciekawe jest balansowanie pomiędzy prawdą i fikcją. Czasem można odnieść wrażenie, że te granice się zacierają. Płacz w trakcie kręcenia zdjęć nie jest wymyślony. Emocje, które ci towarzyszą, są prawdziwe – mogą cię zabierać do innych doświadczeń, a mogą dotyczyć tylko tej konkretnej chwili. Ale potem wychodzisz z planu, znów pakujesz plecak i wracasz do Ukrainy, gdzie codziennie obserwujesz wojnę. Praca z filmem pozwala mi robić to, co dla mnie najważniejsze, czyli realizować moje projekty dokumentalne.

Dziękujemy!

„Hamnet”, reż.  Chloé Zhao, fot. Agata Grzybowska

„Hamnet”, reż. Chloé Zhao, 125 min.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.