Postaci wymazywane z rodzinnych albumów. Nagroda Goncourtów 2025
( 10.11.2025 )
Nie ulega wątpliwości, że tegoroczny finał Nagrody Goncourtów zdominowały historie osobiste, historie postaci wymazywanych z rodzinnych opowieści, o których nie chce się rozmawiać albo o których wymownie się milczy.
Cztery historie rodzinne
Rodzinne archiwa i albumy, drzewa genealogiczne, z których usunięto niektórych członków rodziny, przewiązane wstążką listy pisane z frontu, pożółkłe koperty ze starymi zdjęciami i dyplomami, wycinki z prasy – takich dokumentów pełno w czterech finałowych książkach, których autorzy i autorki (zachowano parytet) ubiegali się o Nagrodę Goncourtów. Emmanuel Carrère wykorzystuje do napisania rodzinnego fresku „Kolkhoze” [Kołchoz] skrupulatnie uporządkowane archiwum zmarłego ojca, który z pasją eksplorował arystokratyczne odnogi rosyjskiej rodziny swej żony; Laurent Mauvignier sięga w „La maison vide” [Pusty dom] po listy do prababki, które z okopów Wielkiej Wojny pisał do niej mąż, tajemniczy nauczyciel muzyki; okładkę książki Caroline Lamarche pt. „Le Bel Obscur” [Piękny nieznajomy] zdobi odnalezione w papierach ojca zdjęcie przystojnego młodego kadeta z połowy XIX wieku, a w „La nuit au coeur” [Ciemność w sercu] Nathacha Appanah przeczesuje lokalną prasę z Mauritiusa i z Francji, gdzie opisuje się tragiczne śmierci młodych kobiet z rąk partnerów. W trzech przypadkach punktem wyjścia są rodzinne archiwa, a w ostatnim – palący problem opisywany w prasie. Cztery książki, dwie pisarki i dwóch pisarzy, w sumie około 1800 stron do przeczytania.
Nagrodę Goncourtów zdobyła najgrubsza z nich, „La maison vide” Laurenta Mauvigniera, fabularyzowana historia rodziny autora, spisana na ponad 700 stronach, przyjęta przez krytykę i czytelników więcej niż entuzjastycznie, i w której Mauvignier po raz kolejny powraca do La Bassée, miejscowości wzorowanej na jego rodzinnym Descartes – miejscu urodzin Kartezjusza. Pusty wiejski dom zapełnia się w miarę postępów lektury postaciami o staroświeckich imionach – Firmin, Jeanne-Marie, Marie-Ernestine, Marguerite – które pisarz ożywia, zainspirowany lekturą listów oraz skąpymi rodzinnymi opowieściami i sąsiedzkimi plotkami. Dom staje się osobnym bohaterem książki: więzieniem, schronieniem i świadkiem wydarzeń, aż do momentu, gdy wszyscy go w końcu opuszczą i zamkną na cztery spusty jak kapsułę czasu. Dom-świat, rodzinne huis-clos: to częsty motyw w twórczości tego autora, który, jak sam przyznaje, „myśli o naszej planecie jak o domu z różnymi pomieszczeniami”. Opisując dzieje jednej rodziny, a przede wszystkim losy matki i córki, czyli prababki i babki pisarza, Mauvignier szuka źródła cierpienia, które zabrało mu ojca. Fabuła osadzona jest w fikcyjnym La Bassée, które z książki na książkę staje się dla pisarza czymś na kształt faulknerowskiej Yoknapatawphy.
Przodkinie i potomkowie
W przeciwieństwie wielokrotnie już nominowanego do Nagrody Goncourtów Carrère’a, Mauvignier pochodzi z robotniczej rodziny, w której od małego powtarzano mu, że musi się dobrze uczyć, aby wyrwać się ze swojego środowiska. Władzę, jaką dają językowa biegłość i ogłada, dotkliwie odczuwał podczas wizyt w szpitalu za dziecka – ponieważ często chorował, wielokrotnie przekonał się, jak źle i lekceważąco traktowali ich tam lekarze, patrzący z góry na wiejską rodzinę.
Wcześnie zaczął pisać, ale po samobójstwie ojca, który zastrzelił się, gdy Mauvignier miał zaledwie 16 lat, na długo porzucił pisarskie ambicje: „Już w dniu jego śmierci chciałem ją opisać, ale nagle poraziła mnie obsceniczność i pretensjonalność tego pragnienia, które wydało mi się godne politowania i haniebne, więc je porzuciłem i postanowiłem zrezygnować z literatury”. Zadebiutował jednak w wieku 32 lat krótkim tekstem pt. „Loin d’eux” [Daleko od nich], którego bohater, dwudziestopięcioletni Luc, popełnia samobójstwo. Odtąd tematy samobójstwa, rodzinnych sekretów i utajonej przemocy będą wracały w jego twórczości: jak w powieści „Des hommes” [Mężczyźni], gdzie opisuje losy dwóch kuzynów wysłanych do tłumienia powstania w Algierii (jak jego własny ojciec), czy we wkrótce mającym się ukazać po polsku „Histoires de la nuit” [Nocne opowieści], kolejnym huis clos z okolic La Bassée o znamionach thrillera. W „La maison vide” wydobywa z niepamięci postać utalentowanej muzycznie prababki, po której zostały dwie paczki listów i fortepian, ogromny „jak mamut”, i postać babki, którą po wojnie publicznie upokorzono na oczach dziecka (ojca pisarza) za „horyzontalną” kolaborację z Niemcami.
Laurent Mauvignier
Kwestia kolaboracji pojawia się także w rodzinie Emmanuela Carrère’a, który zaczyna „Kolkhoze” od ironicznego opisu państwowego pogrzebu matki, Hélène Carrère d'Encausse, historyka i stałego sekretarza Akademii Francuskiej (celowo nie używam feminatywów, bo pod egidą pani sekretarz ta szacowna instytucja zaciekle się przed nimi broniła). Emmanuel Carrère tworzy portret swojej rodziny i jej matriarchini, która, startując z pozycji nieznającej francuskiego emigrantki, stała się strażniczką poprawności językowej jako szefowa Akademii Francuskiej (ugruntowując przy okazji reputację tej instytucji jako bastionu konserwatyzmu).
Carrère, inaczej niż Mauvignier, u którego mamy do czynienia z wszystkowiedzącym narratorem, pisze z ironicznym dystansem i ze zdecydowanie mniejszym patosem. Pozwala nam obserwować, jak walczy ze sobą, aby pokonać rezerwę do matki, oddać jej sprawiedliwość, wytłumaczyć jej kontrowersyjne decyzje i zachowania. Wiele ich dzieliło, zarówno w pisarstwie – Carrère nie oszczędza nam niestrawnych fragmentów jej dzieł – jak i w podejściu do przeszłości. Dwa lata nie rozmawiali ze sobą po tym, jak opisał w książce „Powieść rosyjska” historię oskarżonego o kolaborację dziadka, który zaginął w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie rozstrzelany.
Autobiografizm przyciąga
Portret rodzinny Carrère’a to ciekawy przyczynek do historii skrajnej prawicy we Francji – pokazuje, jak żarliwy antykomunizm niektórych rosyjskich emigrantów mógł ich zbliżać do kręgów, w których zbierali się pogrobowcy Vichy. Ci wyznawcy Pétaina, wielbiciele straconego po wojnie za kolaborację Roberta Brasillacha, spotykali się w domu Maurice’a Bardèche’a, prekursora negacjonizmu (jego zdaniem Żydzi umierali na tyfus, a słowo „eksterminacja” dotyczyło… wszy). „Kolkhoze” to z pewnością lektura niezbędna dla fanów Carrère’a, dosyć dobrze już znanego w Polsce, wyjaśniająca związki pisarza z Rosją i niektóre wątki jego twórczości.
Emmanuel Carrère
Nie ulega wątpliwości, że tegoroczny finał Nagrody Goncourtów zdominowały historie osobiste, historie postaci wymazywanych z rodzinnych opowieści, o których nie chce się rozmawiać albo o których wymownie się milczy, jak usuwana ze zdjęć rodzinnych babka Mauvigniera czy dziadek Carrère’a. Postacią, która zniknęła z rodzinnego drzewa genealogicznego jest też Edmond, piękny nieznajomy z okładki książki Belgijki Caroline Lamarche „Le Bel Obscur”. Dobrze zapowiadający się inżynier i prawdopodobnie osoba homoseksualna zmarł w Orleanie w tajemniczych okolicznościach, odrzucony wcześniej przez rodzinę. Prywatne śledztwo na jego temat staje się obsesją autorki, która przeplata je z osobistą historią małżeńskiego dramatu – oddala się od niej ukochany mąż, dokonując coming outu i zamieniając ich związek w związek otwarty. Lamarche nie waha się korzystać w swoich poszukiwaniach z pomocy astrologów, grafologów, a nawet medium, a swój osobisty dramat wykorzystuje, aby pokazać niewidzialną dotąd grupę – pozostawionych samym sobie heteroseksualnych partnerów osób homoseksualnych.
O zniknięciach, często szokująco brutalnych, opowiada też w „La nuit au coeur” pochodząca z Mauritiusa Nathacha Appanah, która w poprzednich powieściach eksplorowała już temat przemocy – najbardziej znana to „Tropique de la violence” [Zwrotnik przemocy] (po polsku ukaże się wkrótce jej starsza powieść „Ostatni brat” w tłumaczeniu Krzysztofa Jarosza).
Appanah, której korzenie rodzinne to konserwatywna społeczność Mauritiusa, opisuje w „La nuit au coeur” swój toksyczny związek ze starszym i chorobliwie zazdrosnym mężczyzną. Ten odciął ją od rodziny i przyjaciół na siedem długich lat – jak sama przyznaje, nie pozostało jej z tamtej epoki żadne zdjęcie, nic poza dojmującym uczuciem strachu i bezsilności. Do swojej historii, którą na szczęście zakończyła się pomyślnie, dodaje historie dwóch brutalnie zamordowanych przez mężów kobiet: Chahinez, postrzelonej, a następnie podpalonej przez męża (w biały dzień, na przedmieściach Bordeaux), i Emmy, rozjechanej autem przez partnera, z którym miała trójkę dzieci, Maurytyjki, którą znała osobiście.
istorie rodzinneRodzinne archiwa i albumy, drzewa genealogiczne, z których usunięto niektórych członków rodziny, przewiązane wstążką listy pisane z frontu, pożółkłe koperty ze starymi zdjęciami i dyplomami, wycinki z prasy – takich dokumentów pełno
Kolaboracja bez Zagłady
Komu leżą na sercu prawa kobiet, kto czytał „Familia grande” Camille Kouchner i „Ponurego tygrysa” Neige Sinno, kto zna książkę Vanessy Springory „Consentement” [Przyzwolenie], a przede wszystkim śledził proces Gisèle Pelicot – ten na pewno doceni „La nuit au coeur”, wyróżnioną zresztą Prix Femina. Społeczność LGBTQ+ i cała Belgia, rzadko obecna w selekcji Goncourtów, cieszy się z kolei z „Le Bel Obscur” Caroline Lamarche. Ta ostatnia pisze o „damnatio memoriae”, zaskakująco łącząc portret wykluczonego członka rodziny z własnym poczuciem izolacji i wykluczenia jako osoba heteroseksualna w otoczeniu celebrującym homoseksualność. To opowieść o staniu się żoną dla pozorów. Obie pisarki opisują tematykę swych nagrodzonych książek jako badanie „martwego pola” – prześlepionych historii, omijanych milczeniem osób i problemów.
Natacha Appanah
Wszystkie cztery książki znalazły swoją publiczność, przysłaniając skutecznie pozostałe – a wyszło ich tej jesieni prawie 500. Wygląda na to, że trudno się przebić, jeśli nie oferuje się autobiograficznej przynęty – tego wydają się oczekiwać czytelnicy. Nieusatysfakcjonowani pozostaną natomiast ci, którzy szukają nowych form literackich, zaskoczenia, świeżego, zupełnie nowego tematu. Ale choć tylko Mauvignier dostał Nagrodę Goncourtów, to każdy z finalistów ma powody do zadowolenia: Appanah zgarnęła Prix Femina, Carrère – Prix Médicis. Z kolei Caroline Lamarche w powszechnym odczuciu zajęła drugie miejsce w rywalizacji o nagrodę, ponieważ w głosowaniu uplasowała się zaraz za Mauvignierem.
Zwycięska powieść potwierdza, że historie mające związek z II wojną światową wciąż cieszą się wielką popularnością – choć fala zainteresowania Zagładą już chyba za nami. Facynująca pozostaje za to kwestia kolaboracji, obecna także w świetnie sprzedającej się „Kolkhoze” Carrère’a. Wracają wymazane z rodzinnych albumów kobiety publicznie lżone i golone do gołej skóry – po raz pierwszy ten haniebny rytuał, zemstę upokorzonych mężczyzn, pokazał Marcel Ophuls w filmie dokumentalnym „Smutek i litość”, niedawno to samo o swej babce pisał też Didier Eribon w „Powrocie do Reims”. Wymazywane postaci nawiedzają swych potomków, rodzinne nieszczęścia kumulują się i odbijają czkawką w kolejnych pokoleniach/ Próby ich usunięcia lub przemilczenia spełzają na niczym, o czym dobitnie świadczą książki Appanah i Lamarche, które i we współczesności dostrzegają martwe pola wymagające opisania.