Najlepsze książki 2025

10 najlepszych książek roku 2025

( 23.12.2025 )

Arturo Pérez-Reverte, Catherine Lacey, Tony Tulathimutte i inni. Co ważnego przeczytałyśmy w tym roku i dlaczego chcemy się tym z Wami podzielić. Oto nasza książkowa topka.

Arturo Pérez-Reverte, „Klub Dumas”, przeł. Filip Łobodziński, Wydawnictwo ArtRage

Gdzieś zza „Imienia róży” Umberto Eco, „Nazywam się czerwień” Orhana Pamuka i „Najskrytszej pamięci ludzi” Mohameda Mbougara Sarra (powinnam też dodać „Kod da Vinci” Dana Browna, ale to źle wygląda) nieśmiało zerkał na polskich czytelników Arturo Pérez-Reverte – i czekał na swój moment. Szczęśliwie ArtRage przypomniało pięć jego powieści w ciągu dwóch lat, z czego najlepszą jest chyba „Klub Dumas” z 1993 roku. Ten hiszpański mistrz powieści kryminalnej, zakochany w klasykach literatury przygodowej – od Homera po Dumasa, Stevensona i Conrada – a do tego znany dziennikarz wojenny i autor kontrowersyjnych felietonów, potrafi tworzyć historyczne fabuły, które są spełnieniem marzeń każdej osoby geekowskiej. Szermierka, szachy, restaurowanie obrazów, Święta Inkwizycja, kradzież starodruków i okultyzm, a na pierwszym planie – morderstwa i fałszerstwa. Tak jest w „Klubie Dumas”, na podstawie którego Roman Polański nakręcił słynne „Dziewiąte wrota” – pierwszy triumf Péreza-Revertego na polskiej ziemi. Pewien wydawca umiera, a główny bohater powieści – najemnik od spraw wszelakich, przede wszystkim książkowych – ma za zadanie potwierdzić oryginalność rękopisu jednego z rozdziałów „Trzech muszkieterów”, który należał do zmarłegi. Niebawem dostaje jednak drugie, szatańsko trudne zlecenie, a wokół bohatera zaczynają mnożyć się postaci żywcem wzięte z dzieł Dumasa, francuskiego mistrza powieści płaszcza i szpady.

Dziękujemy!

Adelheid Duvanel, „Ostatni akt łaski”, przeł. Dorota Stroińska, Wydawnictwo Cyranka

„Przestań tak głośno śpiewać! – napomniała ją pewnego dnia wzburzona sąsiadka. – Ale! – odparła przyjaciółka. – Jeśli nie będę żyć, to umrę”. Unapologetic, powiedzielibyśmy dziś o bohaterkach krótkich próz Duvanel, dotąd nietłumaczonej na język polski. Śpiewają za głośno, wagarują, wymyślają sobie mężów, zamiast ich szukać, i kradną dzieci innym kobietom. Prozy Duvanel są na tyle krótkie, że jesteśmy w stanie znieść ładunek szaleństwa zawarty w każdej z nich, bo akurat wtedy, gdy robi się już trochę zbyt nieswojo, scenki nagle się urywają, a my zostajemy z poczuciem ulgi, że nie musimy oglądać ostatecznego upadku bohaterek. Główną cechą stylu tej szwajcarskiej pisarki i malarki jest zamiłowanie do niesamowitości, co w połączeniu z prostą składnią i baśniowym minimalizmem tekstów przypomina opowiadania Leonory Carrington. Wszystko jest tu niepokojące, łącznie z ironicznym językiem – no bo co zrobić z takim zdaniem: „Ojciec mojego nienarodzonego dziecka, który ma wysportowany umysł, ale nie ciało, oznajmił mi, że mokre od potu nogi rowerzysty podobają mu się bardziej niż kobiece piersi”? Czytamy je drugi, trzeci raz, zapisujemy w pamięci, przewracamy stronę – i to nie fabuła z nami zostaje, tylko te pojedyncze zbitki niepasujących do siebie słów.

Dziękujemy!

André Baillon, „Szczypawka z ogrodu Luksemburskiego i inne prozy”, przeł. Mateusz Kwaterko, Państwowy Instytut Wydawniczy

Belgijski pisarz André Baillon pierwszą powieść wydał w 1920 roku, jako dojrzały czterdziestopięciolatek. Nosi ona piękny tytuł „Ja gdzieś tam” – wcześniej pracował nad nieukończonym, autobiograficznym „Naiwniakiem”, co już trochę nam mówi o jego poczuciu humoru – i jest dowodem na to, że wszystkie porównania do Lawrence’a Sterne’a, Rolanda Topora i Henriego Michaux są zasłużone. Jak pisze tłumacz Baillona, Mateusz Kwaterko, w odpowiednio zabawnym posłowiu do „Szczypawki z Ogrodu Luksemburskiego i innych próz”, nim Baillon wypracował swój niepodrabialny styl, najpierw przez kilka lat uparcie przepisywał Flauberta – a potem kolejne lata stracił na tym, by się go oduczyć. Jeśli u Duvanel choroby psychiczne są tematem przewodnim w nieco depresyjnym, odklejonym wydaniu, proza Baillona to bohaterowie wpadający w histerię i szaleństwo bez większych oporów, jakby zaciekawieni, a nie przerażeni swoimi przypadłościami. Może dlatego, że te przypadłości często zachęcają do ich pisania? Najsmutniejszy w jego twórczości jest chyba wygląd głównych bohaterów – „włosy opadały mu jak smutne uszy pudla – na uszy” – a cała reszta, mimo życiowych przeszkód, które Baillon piętrzy przed swoimi postaciami, jest źródłem nieustającej radości.

Dziękujemy!

Catherine Lacey, „Biografia X”, przeł. Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Czarne

O tej książce było już głośno, a Mint z okazji Nowego Roku szykuje dla Was wywiad z autorką. Catherine Lacey snuje opowieść o Stanach Zjednoczonych, w których wydarzyły się wszystkie rzeczy niemożliwe. Są lata dwutysięczne, Bernie Sanders został prezydentem, wojny w Wietnamie nie było, a południowe stany od reszty świata odgrodzono murem na kilkadziesiąt lat. Lacey tworzy dystopijny świat, w którym podążamy za wdową po artystce o tysiącu twarzy: X. Główna bohaterka, C. M. Lucca, rusza na Południe, gdzie do niedawna rządy sprawowała autorytarna teokracja, i tam próbuje odnaleźć prawdę o swojej zmarłej żonie. Wpływowa X, muzyczka, pisarka, performerka, artystka wielu dyscyplin, pozostaje jednak nieuchwytna nawet po śmierci. Książka Lacey jest utrzymana w konwencji reportażu, pełno w niej odniesień, przypisów do nieistniejących materiałów archiwalnych i wywiadów, które przeprowadziła główna bohaterka, z zawodu dziennikarka kryminalna. Pod tym względem „Biografia X” przypomina grę, immersyjny świat gdzieś między „Opowieścią podręcznej”, „The Last of Us” i „True Detective”, w którym co chwila mamy ochotę sprawdzać, która ze wspomnianych postaci jest prawdziwa, a która nie. Każdy szczegół jest tu dopracowany – żałujemy tylko, że pod koniec Lacey trochę zapomina o tej alternatywnej amerykańskiej historii, którą stworzyła, i całą swoją uwagę skupia na wątku nieszczęśliwej miłości.

Dziękujemy!

Eric Karpeles, „Prawie nic. Józef Czapski: biografia malarza”, przeł. Marek Fedyszak, Wydawnictwo Noir sur Blanc

W ostatnich latach coraz chętniej sięgamy po biografie dwudziestowiecznych artystów, fikcjonalnych lub nie. „Na pytanie, kim był Czapski, nie da się odpowiedzieć bez mówienia o historii Europy Środkowo-Wschodniej”, stwierdził amerykański malarz, pisarz i tłumacz Eric Karpeles, autor monumentalnej biografii Józefa Czapskiego „Prawie nic”. Jako zadeklarowany wielbiciel Prousta, Czapski podczas odsiadki w sowieckim obozie w Griazowcu na początku lat czterdziestych wygłosił cykl odczytów znanych dziś pod zbiorczym tytułem „Proust w Griazowcu”. To na ten zapis wykładów Czapskiego trafił Karpeles, kiedy prowadził swoje badania do książki o francuskim moderniście. Wówczas postanowił, że poświęci mu kolejne sześć lat życia. Efektem fascynacji Karpelesa jest pierwsza tego kalibru biografia żołnierza, pamiętnikarza, pisarza i malarza, jakim był Czapski. Jego życie objęło niemalże cały XX wiek i było rozpięte między Rosją, Polską i Francją. „Prawie nic” to skarbnica wyjątkowych materiałów wizualnych – zdjęć, obrazów, rysunków i innych materiałów archiwalnych – a przede wszystkim opowieść o tym, jak z europejskiej awangardy zrodził się jeden z najwybitniejszych artystów w historii Polski. Uzupełnieniem biografii, niedawno wznowionej przez Noir sur Blanc, jest „Dziennik wojenny” Czapskiego pisany w latach 1942–1944, wydany w 2022 roku przez Wydawnictwo Próby.

Dziękujemy!

Tony Tulathimutte, „Odrzucenie”, przeł. Adrian Stachowski, Wydawnictwo Filia

Czytanie „Odrzucenia” jest jak scrollowanie Instagrama: bycie w strumieniu cudzych emocji, narracji o sobie, inb i komentarzy, które wciągają, ale też męczą i potrafią irytować. Bohaterami opowiadań Tulathimutte’a to milenialsi osadzeni w kulturze cyfrowej, swobodnie posługujący się językiem przejętym z terapii – mówią o granicach, bezpieczeństwie, inkluzywności i komunikacji bez przemocy, a jednocześnie kompletnie nie radzą sobie z gniewem i frustracją. Terapia uczy, jak mówić w sposób bezpieczny, ale niekoniecznie tego, jak zdrowo wyrażać gniew; w opowiadaniach Tulathimutte’a te niewyrażone napięcia są źródłem katastrofy i przyczyną osamotnienia postaci. Samozwańczy sojusznik feministek, dziewczyna obsesyjnie zakochana w swoim najlepszym przyjacielu i nerd z obsesją na punkcie seksu, w którym poniża partnera – wszyscy tu źle kończą. Tulathimutte jak w krzywym zwierciadle portretuje współczesnego dorosłego – jest tu dużo humoru balansującego na granicy przyzwoitości, absurdu i cringe’u. „Odrzucenie” było nominowane do National Book Award i zostało książką roku New York Timesa. Więc niech nikt nie mówi, że książka, w której są emotikonki, nie może być literaturą!

Dziękujemy!

Mateusz Górniak, „Ćpun i Głupek”, Wydawnictwo Convivo

„Ćpun i Głupek” to najsolidniej skonstruowana powieść Mateusza Górniaka – z wyrazistymi bohaterami i fabułą, która nie zwodzi czytelnika, nawet jeśli po drodze wszystko się rozpada. U autora „Trashstory”, jak zwykle zabawnie: włócząca się po mieście parka Ćpun i Ryba, żyjąca z drobnych kradzieży i dragów, znajduje dziecko na trybunach stadionu. Dziecko, czyli tytułowy Głupek. To nagłe rodzicielstwo uruchamia serię decyzji o ucieczce, wędrówce i ciągłym byciu w ruchu: bohaterowie próbują zbudować prowizoryczną rodzinę, najpierw w Polsce, potem w Egipcie, balansują między troską, miłością i nieustannym poczuciem zagrożenia. Świat powieści jest jednocześnie realistyczny i dziwaczny: biblijne motywy, absurd i cudowność nie są niczym nadzwyczajnym. „Ćpun i Głupek” to niby książka o końcu tego brudnego i brzydkiego świata, ale też o cudach dziejących się gdzieś na obrzeżach i – o dziwo – podszyta zaskakującą nadzieją na coś lepszego. 

Dziękujemy!
( Aleksander Hudzik )

I taki to był tydzień. Akcje pomocowe dla powodzian

Dziękujemy!

Georgi Gospodinow, „Ogrodnik i śmierć”, przeł. Magdalena Pytlak, Wydawnictwo Literackie 

O umieraniu rodziców w ostatnich latach pisali Anna Augustyniak, Mira Marcinów, Marcin Wicha czy Mateusz Pakuła. Wszystkie te powieści miały swoje cechy charakterystyczne, przede wszystkim fragmentaryczność – jakby temat śmierci można było traktować wyłącznie po kawałku, jakby – ze względu na trud doświadczenia śmierci – nie starczało sił na ciągłość narracji. Gospodinow idzie podobną drogą: „Ogrodnik i śmierć” łączy nieciągłą formę fabularną z eseistycznymi wstawkami, które znamy z kolei z „Roku magicznego myślenia Joan Didion”. 

Ojciec Gospodinowa chorował na raka płuc w tym samym roku, gdy jego syn otrzymał Nagrodę Bookera za „Schron przeciwczasowy”. „Ogrodnik i śmierć” to najbardziej osobista jego książka, napisana ze znacznie mniejszym rozmachem niż poprzednie. Opowieść o umieraniu ojca jest przedstawiona z perspektywy syna, skupionego na codziennych rozmowach, wspomnieniach i ogrodzie, który staje się centrum świata ojca. Autor  bez patosu łączy autobiografię z refleksją nad czasem, pamięcią i trwaniem. Przywołuje znaną w kulturze figurę „nieobecnego” ojca, zdystansowanego, niedostępnego emocjonalnie, wycofanego. Medytuje nad śmiercią i pisze o mocy literatury – bo gdy pisarz jest całkowicie bezradny, pozostaje mu tylko pisanie. Wywiad z autorem znajdziecie na łamach Mint.

Dziękujemy!

Yael van der Wouden, „W dobrych rękach”, przeł. Justyn Hunia, Wydawnictwo Znak

W końcu lesbijska powieść, którą spokojnie mogę umieścić w topce najlepszych książek roku! „W dobrych rękach” to literacki debiut Yael van der Wouden, rozgrywający się w powojennej Holandii, niemal w całości w przestrzeni jednego domu (tak, jest duszno). Główna bohaterka to Isabel – samotna kobieta obsesyjnie przywiązana do porządku, własności i odziedziczonej przestrzeni – której życie zostaje naruszone przez pojawienie się Evy. Między kobietami rodzi się romans: niejednoznaczny, oparty na zależności i stopniowym przesuwaniu granic; romans, w którym opieka łatwo zamienia się w kontrolę, a intymność w formę władzy. Yael van der Wouden połączyła w tej książce to, kim jest, z tym, czym zajmuje się zawodowo: jest osobą queerową i pracuje naukowo nad pamięcią zbiorową i historią powojennej Holandii. Wojna teoretycznie pozostaje w tle, ale ma wpływ na wszystkie stany i emocje bohaterek: od poczucia winy, przez lęk przed utratą aż po prostą porzebę bycia w domu, w bezpiecznej przestrzeni. „W dobrych rękach” imponuje dojrzałością formy i potwierdza siłę tego debiutu, za który holenderska osoba pisarska znalazła się na shortliście Bookera w 2024 roku. Wywiad z autorką znajdziecie na łamach Mint.

Dziękujemy!

Joyce Carol Oates, „Rzeźnik”, przeł. Kaja Gucio, Filtry

Żadna książka w tym roku nie wzbudziła we mnie takiego lęku jak lektura „Rzeźnika”. Nie chodzi tylko o opisy niehumanitarnych zabiegów medycznych (sama mdleję nawet przy pobieraniu krwi), ale także o mroczny klimat rodem z dziewiętnastowiecznych powieści. Joyce Carol Oates osadza swoją historię w Ameryce XIX wieku, w epoce narodzin nowoczesnej medycyny. Autorka inspirowała się prawdziwą postacią nazywaną „ojcem nowoczesnej ginekologii”. Bohaterem powieści jest ambitny chirurg, który w imię postępu, nauki i własnej kariery stopniowo przekracza kolejne granice etyczne. Fabuła rozwija się jak kronika awansu klasowego: od prowincjonalnych początków po społeczne uznanie, okupione cierpieniem tych, którzy trafiają na stół operacyjny.

Oates interesuje nie tyle powtarzalność tych zbrodni, ile system, który je umożliwia – podszyty mizoginią, przemocą i bezkarnością wpisanymi w publiczne instytucje. Styl powieści jest chłodny, momentami niemal dokumentalny, a brutalność nie służy tu szokowaniu, lecz odsłonięciu mechanizmów władzy ukrytych pod płaszczykiem nauki i postępu. „Rzeźnik” to książka o ciele jako polu eksperymentu, i o tym, jak łatwo okrucieństwo może zostać uznane za konieczny etap cywilizacyjnego rozwoju. Rozmowę z autorką książki przeczytacie na łamach Mint.

Dziękujemy!


 

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.