Sonia Sheridan, Sonia In Time, 1985, Courtesy of The Daniel Langlois Foundation, Collection of the Cinémathèque Québécoise, Sonia Landy Sheridan fonds

Najlepsze wystawy roku 2025

( 23.12.2025 )

Andrea Fraser w Zachęcie, kobiety i komputery, wystawy, dzięki którym na nowo spojrzałem na sztukę i last dance w galerii Labirynt. Oto lista wystaw, które w tym roku zrobiły, przynajmniej na mnie, największe wrażenie.

Andrea Fraser, „Sztuka musi wisieć”, Zachęta, Warszawa

Oto artystka, która udowadnia, że w sztuce wolno naprawdę wszystko. Można udawać, można badać, można nawet pójść z kimś do łóżka. „Sztuka musi wisieć” – czyli pokaz prac Andrei Fraser w Zachęcie – to nie tylko okazja, żeby w Polsce zobaczyć dobrze przygotowaną wystawę solową międzynarodowej artystki (co niestety zdarza się u nas zbyt rzadko), ale też prawdziwe spotkanie ze sztuką, która funkcjonuje poza schematami. Nierynkowa, mało plastyczna, a jednak wspaniała, bo Fraser (piszę o tym w recenzji) pokazuje, co można zrobić, gdy wyprowadza się ludzi… no wiecie – ze strefy komfortu.

Ta wystawa była tak świetnie pomyślana, że zapytałem pracowników Zachęty, czy Andrea Fraser po prostu wozi jedną wystawę po muzeach i pokazuje ją od miasta do miasta. Nie – nie wozi. To, co kuratorka Maria Brewińska zrobiła z aranżacją prac wideo i obrazów, powinno zasłużyć na osobną nagrodę. Oto wystawa roku.

Dziękujemy!

Andrea Fraser, „Sztuka musi wisieć”, widok wystawy, fot. Maciej Landsberg, dzięki uprzejmości Zachęty

„Sposoby widzenia”, Muzeum Sztuki w Łodzi

Jeśli solowa wystawa Fraser zrobiła na mnie największe wrażenie wiosną, to jesienią zdecydowanie najciekawszą wystawę widziałem w Łodzi. A jest nią ponowna odsłona stałej kolekcji łódzkiego Muzeum Sztuki. Recenzję możecie przeczytać tu. Dodam tylko, że ta wystawa to również popis kuratorskich umiejętności. Dlaczego? Bo trzeba było pomyśleć ją tak, by łączyła wiele wątków, zadawała nowe pytania i pokazywała aktualność sztuki, często sztuki sprzed wieku. Jednocześnie była to po prostu wystawa, która prezentuje wszystko, co muzeum ma najlepszego – kolekcję wyjątkowych prac awangardy, od Malewicza po Agatę Ingarden.

Dziękujemy!

 „Sposoby widzenia”, widok wystawy, fot. HaWa, dzięki uprzejmości MSL

„Radical Software Women. Art & Computing 1960–1991”, Kunsthalle, Wiedeń

Jak wyglądał digital art w czasach, gdy w większości polskich domów nie było nawet telewizorów? Czy Isa Genzken była prekursorką sztuki cyfrowej? Wystawa „Radical Software Women. Art & Computing” przybliża nas do odpowiedzi na te pytania. Wystawa z rodzaju tych, których wciąż za mało, pokazująca technologię bez strachu ani przesadnej ekscytacji. Ta wystawa przede wszystkim świetnie osadza sztukę cyfrową tworzoną przez kobiety w kontekście rewolucji, jaka dokonała się w nauce w XX wieku. Zanim zobaczymy ich dzieła, czytamy o tym, jak od XIX wieku kobiety były zaangażowane w tworzenie pierwszych komputerów i oprogramowań, i jak wielki miały wkład w to, co dziś wydaje się domeną wyłącznie mężczyzn. 

I tu wchodzi sztuka, cała na cyfrowo: kilkadziesiąt nazwisk, większość z nich poznaję po raz pierwszy. Z kolei twórczość tych artystek, które są mi znane, jak VALIE EXPORT, Alison Knowles, czy wspomniana Genzken, widziałem na innych wystawach zbyt rzadko. Wspaniale się ogląda cyfrowe druki Myszki Miki z lat 60, rozpikselowane ekrany, abstrakcyjne wzory drukowane według algorytmu. Wspaniale się ogląda wystawę, która pokazuje kompletnie nieznane oblicze sztuki. 

Dziękujemy!

 „Radical Software Women. Art & Computing 1960–1991”, widok wystawy, dzięki uprzejmości Kunsthalle w Wiedniu

„Voices from Ukraine”, Zielona Góra, Wrocław, Lublin

Osobiste zaangażowanie Waldemara Tatarczuka w sprawę Ukrainy zasługuje na wyróżnienie w tym roku. Tatarczuk, który w 2025 zakończył wieloletnią pracę jako dyrektor Galerii Labirynt w Lublinie, przygotował wraz z zespołem kuratorów wystawę „Voices from Ukraine” prezentowaną w Polsce w trzech odsłonach – w Zielonej Górze, we Wrocławiu i oczywiście w Lublinie, gdzie pokaz był czymś w rodzaju last dance, ostatniej wielkiej wystawy kuratorowanej przez dyrektora.

Dziękujemy!
( Agnieszka Budnik )

Rodzaje izolacji. Rozmowa z Tess Gunty

Pokazano na niej sztukę w cieniu wojny – przegląd młodych twórców i twórczyń, którzy doświadczenie wojny przetwarzają na sztukę, i prace tak wspaniałe jak wielki, utkany z brudno-białych łachów kaftan autorstwa Dashy Chechushkovej. Fenomenalna praca chyba zostanie ze mną jako jedno z najważniejszych dzieł, które widziałem w tym roku.

Nawiasem mówiąc, to w Labiryncie po raz pierwszy zobaczyłem pracę „Powtarzajcie za mną” autorstwa Open Group – pracę, która kilka lat później w rozbudowanym formacie trafiła na Biennale w Wenecji. To w Lublinie w tym roku mieliśmy prawdopodobnie najważniejszy pokaz ukraińskiej sztuki w Europie.


 

Kaari Upson, Louisiana Museum of Modern Art, Dania

Gdybym miał wskazać jedno prywatne muzeum, które naprawdę wyznacza aktualne ścieżki sztuki, to byłaby nim Louisiana Museum of Modern Art – galeria w Danii, godzinę drogi od Kopenhagi. Miejsce, w którym w ostatnich latach prezentowano prace takich artystów jak Arthur Jafa, Dana Schutz czy Pipilotti Rist.

Muzeum jest zjawiskowo piękne, i nie ma w tym ani trochę przesady. Nowoczesna architektura osadzona na zielonym zboczu, które wpada do Bałtyku. Na takim tle można było oglądać prace Kaari Upson, artystki w Polsce raczej nieznanej, zmarłej przedwcześnie, a tworzącej głównie rzeźby i instalacje.

Upson miała pewną obsesję – chciała prezentować fikcyjne opowieści. Stworzyła nawet postać Larry’ego, którego dom prezentowała i w rzeźbach, i na pracach wideo, a materace z tego nieistniejącego domu przybijała do ścian. I taka też była wystawa w Louisianie, zaskakująca i z radością wpadająca w absurd. Przekrojowa wystawa, która nie systematyzuje sztuki według osi czasu, lecz układa ją zgodnie z ruchem wyobraźni samej artystki.

Dziękujemy!

 Kaari Upson, widok wystawy, fot. Kim Hansen, dzięki uprzejmości Louisiana Museum of Modern Art

Liliana Zeic, „Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają”, 66P, Wrocław

Nie wiem, co się wydarzyło na wystawie Liliany Zeic w galerii 66P we Wrocławiu, ale wyszedłem z niej odmieniony. Przyznam, że pojedyncze prace artystki nie robiły na mnie dotąd wrażenia. Rozumiałem metodę artystyczną, polegającą na łączeniu zupełnie odmiennych materiałów takich jak drewno i trzcina, rozumiałem akcent kładziony przez Zeic na historię – często historię kobiecych postaci, o których mówiły jej dzieła. Ale dopiero w 66P zobaczyłem piękną, uważnie skomponowaną opowieść, w której Zeic przygląda się Świtezi – tej z poematu Adama Mickiewicza – a nas topi w jeziorze opisanym w „Balladach i romansach”. Nagle te wszystkie drewniane intarsje artystki, obiekty z siana, sploty, ścinki stały się czymś więcej. Jeśli w tym roku odbyła się jedna wystawa, dzięki której spojrzałem na czyjąś twórczość od nowa, to była to właśnie wystawa Zeic.

Dziękujemy!

Liliana Zeic, „Glony Świtezi”, detal, dzięki uprzejmości artystki i 66P

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.