„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films
„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films

Najlepszy horror tego roku wziął się z YouTube'a. Recenzja „Backrooms. Bez wyjścia”

( 30.06.2026 )

„Backrooms” to film o więzieniu, jakim jest powtarzalność – zarówno wystrojów, budynków, przestrzeni miejskich, jak i ludzkiej psychiki. To film o niemożliwości ucieczki ze schematów, które tworzą nasze „ja”.

Poznajemy Clarka, gdy po raz pierwszy próbuje terapii. Na oko w średnim wieku, przechodzi kryzys po rozstaniu z żoną, która odebrała mu dom. Próbuje zrozumieć, dlaczego tak się stało. Źródłem cierpienia jest jednak nie tylko związek: miał być architektem, a został właścicielem sklepu meblowego, który niedługo zbankrutuje. Innymi słowy: miał projektować budynki, lecz został dostawcą ich masowo produkowanego wypełniacza, zawartości, która wygląda boleśnie modnie i banalnie, i której nikt nie chce od niego kupić. Otoczenie – przestrzeń i wzornictwo – jest nie tylko tematem „Backrooms”, ale i samodzielnym bohaterem.

Oprócz żółtych pokoi niesamowita jest tu podkręcona estetyka lat 90., w których osadzony jest film. Zapisała się raczej w internecie niż w pamięci osób, które  rzeczywiście doświadczyły tych czasów. To estetyka oklejonych tapetami pokoi, ciężkich kanap o wzorzystych obiciach, podobnych im wykładzin i zasłon, a jednocześnie pustki sprawiającej, że bohaterowie wydają się wyjątkowo samotni. Ze współczesnej, nostalgicznej perspektywy te elementy wydają się dziwnie nadmierne: niby ładne, ale kiedy ustawi się je w prawdziwym życiu, są niedopasowane, zbyt dopasowane, brzydkie. Wyglądają tanio i są wszędzie. Zresztą nie tylko meble. Pustka i powtarzalność pojawiają się także na zewnątrz, w bliźniaczo podobnych do siebie domach amerykańskiego przedmieścia, w sklepach i biurach. „Backrooms” to film o więzieniu, jakim jest powtarzalność – zarówno wystrojów, budynków, przestrzeni miejskich, jak i ludzkiej psychiki. To film o niemożliwości ucieczki ze schematów, które tworzą nasze „ja” – co zresztą jest powiedziane już na wstępie. Jeśli widzę w tej opowieści jakieś słabe strony, to przede wszystkim w przesadnym wyjaśnianiu, które wprost posiłkuje się żargonem popterapii. Ale nie przeszkodziło to fanom filmu tworzyć miliona interpretacji, którymi wypełnione są YouTube i media społecznościowe.

Dziękujemy!

„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films

Labirynt jak z horroru?

Jeśli w tradycyjnym horrorze moglibyśmy powiedzieć, że gotycki zamek czy nawiedzony dom są reprezentacją duszy, w „Backrooms”  nie mamy pewności, czy przestrzeń jest echem człowieka, czy człowiek – przestrzeni. Chciałam nazwać to otoczenie późnokapitalistycznym, ale jesteśmy tu na samym początku lat 90., a więc u zarania późnego kapitalizmu. Współgranie przestrzeni i bohaterów widać zarówno w sklepie meblowym, który stał się teraz domem Clarka, jak i w gabinecie Mary, jego terapeutki.

*Reklama

Mary nie ściąga profesjonalnej maski uprzejmości i wyrozumiałości. Jeśli jest w niej coś dziwnego, to właśnie ten spokój, całkowite opanowanie, które wydaje się efektem terapeutycznego przepracowania. Moglibyśmy nawet pomyśleć, że to nie maska, że Mary po prostu taka jest. Wiemy jednak, że w dzieciństwie doświadczyła traumy związanej z uwięzieniem w domu, i znajdujemy ślady tych wspomnień w jej otoczeniu. To przeżycie nosi w sobie, tymczasem wysyła w świat komunikat, że każdy ma w sobie okno, które może otworzyć – dowiadujemy się tego z jej telewizyjnych reklam. Clark także reklamuje swoje usługi, jego reklamy są w duchu najtisowego szaleństwa, zupełnie odklejonego od tożsamości i produktu. Banalny sklep meblowy nazywa się Cap'n Clark's Ottoman Empire, zaś w tworzonych przez siebie reklamach Clark pojawia się jako zadziorny pirat. Różnica między rzeczywistością a grą jest absurdalna, wręcz śmieszna, i pokazuje, jak rozszczepiona jest jego osobowość – i jak na rozpad naszej tożsamości wpływają otoczenie medialne i narzucone formy.

Dziękujemy!

„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films

Parsons, ma dwadzieścia parę lat, a jego tęsknota do lat 90. i zerowych wydaje się charakterystyczna dla całego pokolenia. „Backrooms” używa tej nostalgii, by odkryć, gdzie rodzi się nasze współczesne, głodne terapii „ja”. Nie mam pewności, jak tych obrazów doświadczają osoby, które znają je tylko z mediów, sama akurat dorastałam w tamtych czasach. A jednak, zanurzając się w filmowe przestrzenie, nie miałam pewności, gdzie kończą się moje wspomnienia i gdzie zaczyna się pamięć kultury – właśnie ta niepewność wydaje mi się najbardziej niesamowita. Wzmacnia ją fakt, że sama pamiętam te lata w wersji polskiej, tu zaś mamy bardzo amerykańską; czy nie był to jednak także czas, kiedy amerykańskie imaginarium stawało się dla nas bardziej rozpoznawalne, może nawet swojskie, niż to, którego rzeczywiście doświadczaliśmy?

„Backrooms” wyciąga na powierzchnię nasze najbardziej archetypiczne, ale także najbardziej współczesne lęki. Oczywiście to nie pierwszy raz, kiedy twórca za pomocą przestrzeni ukazuje ludzką psychikę. Labirynt to starodawny archetyp, nawiedzony dom czy zamczysko to zrodzony w gotyckim romantyzmie i po dziś dzień najpopularniejszy obraz uruchamiający nasze lęki w horrorach. Na łamach MIT press pojawił się artykuł Shiry Chess, interpretujący przestrzenie „Backrooms” nie tylko w kategoriach domu, ale także „instytucjonalnego gotyku”, czyli filmów straszących nas opresyjnymi przestrzeniami stworzonymi na potrzeby biurokracji, dyscypliny, kapitalizmu. To przede wszystkim biura, wywołujące w nas podskórne przerażenie. Shira ma rację, ale przyznaję, że od pustej przestrzeni z niezgrabnym biurkiem i regałem bardziej przerażają mnie współczesne otwarte przestrzenie, skomponowane z wielkich okien, roślin, i biurek, z których wszyscy się słyszą i widzą – mam poczucie, że także te wspólne pokoje mają dyscyplinować nas do pracy, wzbudzając lekki lęk i potęgując zmęczenie nadmiarem obecności.

Dziękujemy!

„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films

Nie tylko o przestrzeń chodzi

Wielu fanów fenomenu „Backrooms” wolałoby, żeby film eksplorował jedynie przestrzeń. W końcu zrodził się z fascynacji obrazami liminalnych, opuszczonych przestrzeni, pozbawionych pierwotnego przeznaczenia i obecności człowieka. Takie miejsca od 2019 podrzucali sobie użytkownicy 4chana. Towarzyszyły im creepypasty, czyli historyjki tworzone przez użytkowników internetu. Z tego połączenia narodziła się legenda „backrooms”, którą zainspirował się Parsons, gdy zaczął kręcić krótkie filmy na YouTubie, eksplorujące żółte przestrzenie w estetyce VHS. Dla mnie jednak te przestrzenie ożywają dopiero w zestawieniu z ludzką historią.

*Reklama

Czy ta historia musiała być aż tak terapeutyczna? Czy trzeba było do tego stopnia dopowiadać jej ramy? Ten ukłon w stronę szerokiej publiczności chyba nie był konieczny. Internet jest przecież pełen interpretacji fanów, szukających wyjaśnień tych najbardziej zagadkowych aspektów filmu, czasem nawet poszukujących zagadkowości tam, gdzie właściwie jej nie ma. „Backrooms” daleko do niesamowitości Lyncha, w której tajemnica interpretacyjna rodzi się głębiej, z rzeczywistej niewiedzy, na którą odpowiada film. Tutaj wiemy nieco za dużo, choć ostatecznie Parsonsowi i scenarzyście Willowi Soodikowi udaje się zadać pytanie, które powinno zostać z nami także po filmie: czy odmowa walki o swoje prawdziwe „ja”, poddanie się okolicznościom i otoczeniu, zwycięstwo obcej nam maski nie jest tym, co ostatecznie nas zniszczy?

Dziękujemy!

„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films

Dziękujemy!
( Literatura ) ( Rozmowa ) ( Aleksander Hudzik )

Burdel pod maską. Rozmowa z Dorotą Masłowską

Kiedy Clark przechodzi przez ścianę swojego sklepu i eksploruje backrooms tak długo, że w końcu w nich zostaje, z pomocą przychodzi mu jego terapeutka. Mamy jednak poczucie, że nie eksploruje ona jedynie obcej przestrzeni: zarówno terapeutka, jak i pacjent, spotykają się we wspólnej traumie. Clark zadomowił się w niej z potworami swojej przeszłości i figurami swojego zdruzgotanego „ja”. Mary jest przerażona, ale nie traci terapeutycznych zdolności i siada z nim do rozmowy. To kluczowy moment filmu i wolałabym nie zdradzać zbyt wiele. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że kiedy terapeutka pozwala pacjentowi oddać się własnej potworności, odczuwa on w końcu autentyczną wdzięczność. Szczerze wypowiedziane „dziękuję” uwalnia jedną z nawiedzających go postaci. Uruchamia też jednak inną – fałszywe, komercyjne „ja” pirata, które zwycięża w scenie kojarzącej się z obrazem „Saturna pożerającego własne dzieci” Goi – może brzmi to tajemniczo, ale nie mogę zdradzić zbyt wiele, przypomnę tylko, że Saturn to zwycięstwo czasu jako powtórzenia, niemożliwości zmiany. Nie mogę też zdradzić, czy terapeutka wyjdzie z tej sytuacji cało. Zobaczcie sami. Powiem tylko, że także ona przekona się, że chęć otwierania okien może zamienić się w klaustrofobiczny przymus.

Wyjść ze sobą do innych

Fascynacja przestrzeniami bez wyjścia pojawiła się ostatnio także w filmie „Exit 8” Genkiego Kawamury, również anonsowanym plakatem w niepokojącej żółci.  „Exit 8” to inspirowany grą video labirynt metra, z którego nie ma wyjścia. Przyczyna błądzenia znów tkwi w psychice – bohater ma poczucie winy, że nie zareagował na przemoc wobec innej osoby w przestrzeni publicznej. Ale ten film jeszcze bardziej niż „Backrooms” zatraca się między nadmiarem dopowiedzeń i niedopowiedzeniem, czyli – w niedostatecznie wypracowanym scenariuszu. To nie wszystko, niedawno w kinach pojawiła się też YouTube’owa animacja uwielbiana przez alternatywne dzieciaki i młodzież. „Obłędny Cyfrowy Cyrk” jest dokładnie o tym samym, bohaterowie są zagubieni w nierealnym, niekończącym się świecie, z którego nie ma wyjścia, i w którym przeżywa się tylko własną depresyjną tułaczkę. Wszystkie wspomniane filmy łączy inspiracja cyfrowymi światami: grami, 4chanem, YouTube’em, a rzeczywistość przedstawiona w „Obłędnym Cyfrowym Cyrku” jest  ponadto eksperymentem AI. To całkowicie sztuczny świat, przeżywany przez bohaterów naprawdę, magiczny, ale w opresyjny sposób. Postaci przypominają te znane z commedii dell’arte, są zabawkami i pacynkami przeżywającymi głęboką samotność w zdigitalizowanym świecie, które obiecuje wszystko, a zostawia w podłej pracy i poczuciu samotności. „Cyrkowi” brakuje ciekawych przygód, tak jakby świat przedstawiony stanowił tylko pretekst do podejmowania terapeutycznych tematów, jego bohaterowie są też reprezentacjami typowy psychologicznych problemów. Kolejne epizody zgłębiają raczej ich psychikę niż mechanizm rządzący światem. Ta  fascynacja terapią – i szukanie w niej remedium na wszystko – jest także symptomatyczne dla naszej kultury. W jej logice wyjście z cyfrowego więzienia nie jest możliwe, ale sens życia da się odzyskać poprzez prawdziwe więzi.

Dziękujemy!

„Backrooms. Bez wyjścia”, reż. Kane Parsons, mat. prasowe Monolith Films

Wyłania się z tego nieco oczywista, ale wciąż bolesna diagnoza: czujemy się uwięzieni w komercyjnym, symulowanym świecie, z którego nie ma żadnego wyjścia, a ulgi szukamy w naszych życiach psychicznych i języku terapii. Myślę, że każdy z tych filmów próbuje zapytać, jak żyć w tym klinczu, ale wszystkie kapitulują wobec odpowiedzi. Czy da się wyjść z więzienia, czy da się odmienić zarówno nasze indywidualne uczucia, jak i logikę rzeczywistości?

Jeśli jest tu jakaś odpowiedź, to wzięta z miksu psychoterapii i egzystencjalizmu: ostatecznie jedyne, co można zrobić, to przełamać lęki i wyjść ze sobą do innych. Wyjść dokąd? Wisi nad nami Fischerowskie pytanie o kapitalistyczny realizm i możliwość jakiejkolwiek alternatywy – okna, przez które dałoby się wyjść, drzwi, przez które dałoby się wejść – transcendencji, która przywróciłaby nam poczucie realności. Kiedy jednak wyobrażamy sobie naszą rzeczywistość jako zamkniętą, nieskończoną, labiryntową przestrzeń, pojawia się albo poczucie niemocy, albo przekonanie, że zmiana musi prowadzić przez jakieś konkretne wyjście:  przez drzwi, okno, próg. Najlepiej przez wielką bramę. A co jeśli takie wyobrażenie rzeczywistości jest złudne, fałszywe? Jeśli problem tkwi tu w przedstawieniu rzeczywistości jako nieskończonego labiryntu?  Choć takie przedstawienie każe nam się zmierzyć z indywidualnym lękiem i poczuciem bezsilności, wzmacnia również nasze oczekiwania, że rozwiązanie jest „gdzie indziej”? Ja wobec tego zadam na koniec inne pytanie: jak jeszcze moglibyśmy wejść wyobraźnią w naszą rzeczywistość?

„Backrooms. Bez wyjścia”
reżyseria: Kane Parsons
Premiera: 19 czerwca 2026 (Polska)
Dystrybutor: Monolith Films

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.