Nie miałem statywu do werbla, więc pożyczyli mi stół. Wywiad z Ryosuke Kiyasu

Nie miałem statywu do werbla, więc pożyczyli mi stół. Wywiad z Ryosuke Kiyasu

( 17.09.2025 )

Jeśli publiczność jest energiczna, odpowiadam intensywnością; jeśli jest powściągliwa, dostosowuję się. Każdy koncert staje się wspólnym dziełem tworzonym w czasie rzeczywistym.

Ryosuke Kiyasu to perkusista, którego koncerty trudno porównać z czymkolwiek innym – intensywne, fizyczne i pełne transowej energii. Występuje solo, grając wyłącznie na werblu, zamieniając ten jeden instrument w całą orkiestrę emocji i rytmów. Jego występy wciągają publiczność w hipnotyczny spektakl, gdzie ciało i dźwięk stapiają się w jedno. Na Instagramie obserwuje go ponad 100 tys. osób, a ostatnio pojawił się nawet w Galerii Ludzi Pozytywnie Zakręconych w Teleexpresie.

W sierpniu zagrał na festiwalu Luksfery w Gdyni, gdzie udowodnił, że minimalizm instrumentów nie oznacza minimalizmu ekspresji. Wkrótce będzie okazja, by ponownie doświadczyć tego na żywo – w ramach tegorocznego Avant Art Festival Ryosuke Kiyasu zagra 20 września w Turnusie na Wolskiej w Warszawie.

Kiedy zacząłeś grać na perkusji?

To było w wieku 15 lat, grałem w tradycyjnym zespole rockowym. Później odkryłem inne style, takie jak hardcore i metal, a następnie jazz i inne gatunki. Gram na perkusji od ponad 30 lat.

Co jest dla ciebie najciekawsze w graniu na perkusji?

Mam doświadczenie w grze na fortepianie klasycznym, na którym grałem przez sześć lub siedem lat jako dziecko. Ostatecznie przerzuciłem się na perkusję, ponieważ gra na fortepianie stała się dla mnie stresująca. Mój nauczyciel surowo mnie karcił, gdy popełniałem błędy, co dodatkowo potęgowało mój stres. Z czasem przestałem słuchać muzyki klasycznej i zainteresowałem się rockiem, punkiem i hardcore'em.

*Reklama

Gra na perkusji daje więcej miejsca na błędy i niedociągnięcia niż gra na fortepianie?

Tak właśnie jest. Perkusja daje więcej swobody i możliwości improwizacji, ale muszę też utrzymywać stałe tempo i ćwiczyć z metronomem. Odkąd zacząłem grać na fortepianie, przyzwyczaiłem się już do używania metronomu. Mimo to surowe schematy gry na perkusji, takie jak rytmy 8-taktowe, 4-taktowe i 6-taktowe, były dla mnie wyzwaniem. Chciałem odkrywać muzykę w bardziej swobodny sposób i tworzyć nowe brzmienia. Kiedy w wieku 18 lat odkryłem free-jazz, zdałem sobie sprawę, że daje on więcej możliwości improwizacji, co przyciągnęło mnie do muzyki awangardowej, eksperymentalnej i noise.

Kim się inspirowałeś? Widziałeś niemieckiego perkusistę Hana Benninka w akcji? Kiedyś zagrał na pełnym zestawie perkusyjnym, a potem wziął tylko werbel i grał na nim na podłodze.

Często oglądałem nagrania z występów Hana Benninka, kiedy dorastałem. Pamiętam też, jakie wrażenie w wieku 22 lat wywarł na mnie solowy koncert Milforda Gravesa w Nowym Jorku. Bardzo mi się spodobał, ponieważ Graves zawsze poszukuje nowych rytmów i wolności.

Ta dwójka pokazała, że są coraz to nowsze sposoby gry na perkusji. Są starsi, a ja należę do nowego pokolenia, więc muszę znaleźć jeszcze inny tryb. Gdybym grał tak jak Milford Graves lub Han Bennink, byłoby to tylko kopiowanie. Chcę robić coś nowego. Pomyślałem więc, że może lepiej będzie, jeśli będę używał tylko werbla. To był mój pierwszy pomysł.

Co masz na myśli, mówiąc „coś nowego”?

Oglądam wiele występów muzyki klasycznej, w tym solówki na werblu, które są bardzo tradycyjne i skupiają się na ścisłych zasadach i graniu z partytury. Widzę w nich wartość edukacyjną, ale chcę, żeby muzyka była swobodna. Kiedy gram, wpływają na mnie emocje – czasami mam ochotę tańczyć lub skakać. To pragnienie wolności kształtuje mój sposób gry. Występuję, ale nie interesuje mnie tylko samo występowanie. Moje ruchy wpływają na brzmienie werbla. Na przykład jeśli ruszam się i dotykam membrany bębna łokciem, zmienia to brzmienie. Podoba mi się ta płynność. Samo występowanie nie wystarcza; zależy mi na reakcji dźwięku na moje ruchy.

Dziękujemy!

Ryosuke Kiyasu, fot. Ken Andersson

Elementy wizualne twojej muzyki też są ważne. Wchodzisz w interakcję z publicznością?

Koncert na żywo to najlepszy sposób, aby doświadczyć jakiegoś występu, ponieważ można go odczuć na wiele sposobów. Dlatego angażuję się w otoczenie. Jeśli gram na werblu w sposób czysto techniczny, bez żadnych ruchów, zauważam, że niektórzy  słuchacze zaczynają się nudzić. Bez ruchu zatraca się efekt, a ja staram się nawiązać głęboki kontakt z publicznością i przekazać konkretne emocje.

W jaki sposób rozwijasz swój styl gry na perkusji solo, na werblu? Kładziesz go na stole, a nie na statywie.

W wieku 22 lat przeprowadziłem się do Toronto. W walizce miałem tylko werbel. Kiedy szukałem miejsc, gdzie mógłbym grać, kluby często odmawiały, ponieważ nie miałem pełnego zestawu perkusyjnego. Powiedzieli mi, że do występów potrzebny jest pełny zestaw. Zamiast tego występowałem na otwartych scenach, używając tylko werbla. Nie miałem do niego statywu, więc pewnego razu pożyczyli mi stół. To był początek grania na werblu na stole, co zapoczątkowało moje solowe występy.

Dodatkowo obok kładziesz mikrofon – na werblu, stole albo podłodze.

Zmieniam styl gry w zależności od miejsca, w którym występuję. W małych salach czasami nie używam mikrofonu ani prądu. W większych salach z dużą publicznością używam mikrofonu i dostosowuję swój styl do przestrzeni. Moje podejście zawsze zależy od wielkości publiczności i otoczenia. Podczas występów na scenie odległość 10 lub 15 metrów od widzów wydaje mi się zbyt duża. Wolę środek tłumu, gdzie słuchacze mogą z bliska doświadczać mojego brzmienia i ruchów.

Perkusiści zazwyczaj nadają tempo i siedzą na samym końcu sceny. Ty przechodzisz do środka publiczności. Poza tym to nie tempo jest tu najważniejsze…

Jestem perkusistą z wykształcenia, ale kiedy ludzie słyszą ten instrument, często oczekują stałego tempa. Czasami utrzymuję tempo, innym razem pozwalam mu płynąć i wracam do niego. Staram się przechodzić między różnymi formami.

Myślę, że fizyczne aspekty mojej gry są oryginalne, zwłaszcza w muzyce. Sam początek muzyki, klaskanie w dłonie, a potem coraz lepsze granie – i ludzie sami tworzą instrument. Uważam, że ludzie poruszają się bardziej naturalnie i lepiej reagują, kiedy gram fizycznie.

Czy przygotowujesz się do występu w określony sposób, czy jest to po prostu swobodna improwizacja?

Każdy mój występ jest improwizowany; każde wykonanie jest wyjątkowe. Jeśli publiczność jest energiczna, odpowiadam intensywnością; jeśli jest powściągliwa, dostosowuję się. Każdy koncert staje się wspólnym dziełem tworzonym w czasie rzeczywistym.

Dziękujemy!
( Rozmowa ) ( Jakub Wojtaszczyk )

Bycie sobą to radykalny sposób na życie. Twoja Stara i drag queen

Taka więź chyba nie jest możliwa, gdy perkusista jest w głębi sceny. Ty wychodzisz do ludzi i czekasz na feedback. Robisz to w ekstremalny sposób, jak wielu artystów z japońskiej sceny muzycznej. Słuchając ciebie, przychodzą mi na myśl z jednej strony Keiji Haino, a z drugiej zespół Boredoms.

Nigdy nie widziałem Boredoms, ponieważ to bardzo stary zespół. Kiedy byłem dzieckiem, już się rozpadli. Widziałem tylko teledyski. Kiedyś chodziłem na koncerty Keiji Haino i byłem pod wrażeniem jego gry. Dobrze znam tętniącą życiem scenę muzyczną Japonii i jej tradycje muzyki eksperymentalnej, chociaż moje korzenie sięgają raczej jazzu i muzyki akustycznej. Z kolei artyści tworzący muzykę elektroniczną, tacy jak Merzbow, nie są mi zbyt bliscy, ponieważ wolę instrumenty akustyczne i występy na żywo od muzyki elektronicznej.

Dlaczego wolisz grać solo?

Ludzie często pytają, czy nie chciałbym zagrać w sesji z innymi, ale czuję się bardziej komfortowo, grając sam. W grupie muszę podążać za grą innych, a kiedy gram solo, mogę tworzyć własną muzykę i opowiadać własną historię.

Czy obecnie grasz koncerty w zespole, czy tylko solo?

Nadal gram z Fushitsusha, występując u boku Keiji Haino. Zazwyczaj występujemy dwa razy w roku – na urodziny Keiji Haino i na koniec roku – i razem ćwiczymy. Grałem również free jazz z znanymi japońskimi muzykami. Czasami czerpię dużą przyjemność z tego, że używam pełnego zestawu perkusyjnego i tworzę muzykę z innymi artystami, ale obecnie skupiam się na werblu.

Jakie to uczucie, grać z Haino? W końcu to tak jakbyś grał ze swoim idolem.

Około 25 lat temu promotor z Tokio zorganizował koncert pod nazwą Black and Red, podczas którego osoby ubrane na czarno i czerwono „walczyły” ze sobą na scenie za pomocą instrumentów. Promotor zaprosił do udziału mnie i Keiji Haino – on był w drużynie czarnej, a ja dołączyłem do czerwonej. Spotkaliśmy się podczas tego wydarzenia i po rozmowie Haino poprosił mnie, żebym z nim zagrał.

Wspomniałeś, że wolisz grać solo, ale z drugiej strony publiczność daje ci informację zwrotną, kiedy grasz, i to z nią współtworzysz muzykę – sam często używasz terminu „rozmowa”.

Chcę przyjąć inne podejście w przyszłości. Zależy mi na częstszym eksperymentowaniu i takich wyzwaniach jak współpraca z orkiestrą lub granie jak muzyk noise’u.

Wygląda na to, że masz mnóstwo nowych pomysłów i gra solo nieprędko ci się nie znudzi.

Każdy dzień jest dla mnie ekscytujący. Jutro na przykład spróbuję czegoś nowego podczas występu i zobaczę, co to zmieni. Nagram koncert i potem go obejrzę. Przede wszystkim będę dalej rozwijać materiał solowy na werblu. Istnieje wiele możliwości solowego wykorzystania tego instrumentu. Nie jest jeszcze idealny, więc muszę nieustannie rozwijać swoje umiejętności. Zawsze da się coś poprawić, dlatego trudno mi się nudzić.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.