Bad Bunny, mat. prasowe
Bad Bunny, mat. prasowe

Nie tylko Bad Bunny. Dlaczego Polacy tańczą do cumbii?

( 09.07.2026 )

Niedługo Bad Bunny zagra w Warszawie, a my wyjaśniamy, skąd wzięła się cumbia, jeden z gatunków, którymi inspiruje się portorykański artysta.

Gdy niecałe ćwierć wieku temu Shakira, już wtedy uznana gwiazda muzyki hiszpańskojęzycznej, chciała podbić nielatynoskie listy przebojów i wyjść z muzycznego, etnicznego getta, wytrwale pracowała nad swoim angielskim, bo porządny Amerykanin nie będzie przecież słuchał muzyki w innym języku. Dziś listy przebojów okupuje Portorykańczyk Bad Bunny, Hiszpanka Rosalia wyprzedaje areny w całych Stanach, a Shakira wróciła do śpiewania po hiszpańsku. Jednym z symboli tej zmiany – nowej fali muzyki latynoskiej i hiszpańskojęzycznej – jest cumbia, gatunek, który po podbiciu kontynentu, zdobywa cały świat. W tym Polskę.

Narodzona na karaibskim wybrzeżu Kolumbii i Panamy cumbia jest wielokulturową hybrydą, jak wiele innych gatunków i stylów z Nowego Świata. Powstała z połączenia rdzennych fletów (które dość szybko zastąpił akordeon), afrykańskich rytmów i europejskich melodii, cumbia nie tylko nawiązuje do skomplikowanej historii regionu, ale też dzięki względnej prostocie – charakterystyczny, dwójkowy rytm, pierwotna dominacja prostych instrumentów dętych i perkusyjnych – łatwo się dostosowuje do różnych kultur muzycznych, stylów i gatunków.

*Reklama

W zasadzie każdy kraj hiszpańskojęzycznej Ameryki kontynentalnej ma swoją odmianę cumbii. Swoją elastycznością dorównuje rock'n'rollowi, który w latach 60. i 70. przeorał kultury muzyczne od Ameryki Łacińskiej przez Turcję po Kambodżę, Tajlandię i Japonię. Wszędzie powstawały odmiany najczęściej psychodelicznego rocka, czerpiące z lokalnej tradycji. Na mniejszą, bo kontynentalną skalę, cumbia przeszła podobny proces. W latach 40. i 50. dzięki popularności płyt winylowych dotarła do najbliższych sąsiadów Kolumbii: Peru i Ekwadoru. Tamtejsi muzycy największy nacisk położyli na elementy rdzenne, tak powstała cumbia andyjska. Z niej później wypączkowała cumbia amazońska i psychodeliczna w Peru.

Chicha wraca

Lokalną odmianę szybko ochrzczono chichą – od narodowego napoju ze sfermentowanej kukurydzy. (Zresztą to nie pierwszy raz, gdy trunek nadaje nazwę muzycznemu stylowi, wystarczy wspomnieć palm-wine music z Ghany). Muzycy sprowadzali tanie gitary z Włoch, podłączali je do jeszcze tańszych wzmacniaczy i efektów, dodali syntezatory. Pionierami byli Los Destellos i Los Mirlos. Ci drudzy po wielu zmianach składu koncertują dziś. Choć świetność chichy przypadła na lata 70. i 80., czasy „wielkich migracji z Andów do miast”, jak mówi mi Jalo Nuñez Del Prado Suarez – szef Discos Fantastico, labelu zajmującego się reedycjami zapomnianych peruwiańskich klasyków – ten gatunek wraca dziś do łask. „To jedna z manifestacji dumy z naszej kultury”, ale nie zawsze tak było. Związana z rdzenną klasą robotniczą i mieszkańcami improwizowanych dzielnic, będąca świadectwem mieszania się kultur i populacji, cumbia przez dekady miała status podobny do disco polo u nas w kraju. Dopiero zainteresowanie zagranicznych dziennikarzy i diggerów sprawiło, że w Peru klasa średnia patrzy na chichę łaskawszym okiem. Dziś i tak chichę i psychodeliczną cumbię częściej gra się w Stanach niż Peru.

W Argentynie w latach 90. powstała cumbia villera, szybka, dynamiczna odmiana związana z półświatkiem, seksistowska i maczystowska aż do groteski. Zbliżało ją to do portorykańskiego reggaetonu. Jednocześnie cumbia zaczęła być grana w klubach i weszła w mariaż z muzyką elektroniczną. Ośrodkiem tej nowej, cyfrowej cumbii stało się Buenos Aires i cykliczne imprezy Zizek Club. Po kilku latach przekształciły się w label ZZK Records i dziś wydają muzykę z całej Ameryki Łacińskiej, nie tylko cumbię. W początkowej fazie działalności ich znakiem rozpoznawczym była cumbia inspirowana folktroniką, andyjskie instrumenty łączyły się z przestrzenną elektroniką spod znaku Four Teta czy mum. To właśnie albumy Chancha Vía Circuito, Nicoli Cruza czy Lagartijeando były moim pierwszym zetknięciem z cumbią. Niedługo później poznałem Bombę Estereo, kolumbijski duet cyfrowej cumbii, radosny, tropikalny i taneczny, pełen odgłosów dżungli. Kolumbia może się pochwalić wyśmienitą sceną psychodelicznej i eksperymentalnej cumbii. Nie sposób nie wspomnieć też o Eblisie Álvarezie. To centralna postać stołecznej sceny, jeden z pionierów nurtu tropicanibalismo. Najczęściej występuje pod pseudonimem Meridian Brothers, pod którym dosłownie wywraca cumbię na drugą stronę. Jego muzyka jest kwaśna, psychodeliczna, rozedrgana. Jego wierny uczeń, magik akordeonu Conjunto Media Luna, za chwilę przyjeżdża do Polski. Lepiej tego wydarzenia nie przegapić, choć skala zupełnie inna niż nadchodzący show Bad Bunny’ego na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Lokalne hybrydy

Na północ od Kolumbii najróżnorodniejsza cumbia jest w Meksyku. To właściwie oddzielny wszechświat. Cumbia przepoczwarza się w kolejne hybrydy. Na północy muzycy wplatają elementy polki, pojawia się połączenie cumbii z muzyką mariachi. Sonideros, lokalni didżeje, zwalniali winylowe single i tak narodziła się cumbia rebajada, wolniejsza, przytłaczająca, bardziej basowa, będąca do pewnego stopnia odpowiednikiem jamajskiego dubu – pasująca do tekstów o zmaganiu się z życiem robotnika.

*Reklama

Boom na cumbię to nie pierwszy szał z muzyką latynoską w roli głównej. W latach 70. Nowy Jork podbijała salsa, dwie dekady później dzięki Buena Vista Social Club zaczęła się moda na muzykę kubańską. Największa różnica jest taka, że dziś muzyka latynoska dociera do zupełnie nowych środowisk, nie tylko do fanów world music. Może i slogan Cumbia is the new punk wymyślony przez meksykański Son Rompe Pera jest trochę na wyrost, ale cumbia w Polsce aktywnych popularyzatorów rzeczywiście znalazła w środowisku muzyki niezależnej, wywodzącej się z punku, znudzonego jej powtarzalnością.

W Stanach cumbia często jest skierowana przeciw obecnej, rasistowskiej władzy i towarzyszy burzliwym protestom. Może też dlatego trafia do osób wychowanych na kontestacji i kontrkulturze. „Moja fascynacja tego typu muzyką zrodziła się w dużej mierze z wypalenia muzyką anglosaską. Miałem wrażenie, że przesłuchałem wszystko, co mnie interesowało, a że jako muzyczny nerd ciągle potrzebuję muzycznej stymulacji, poszukiwania nowych wrażeń, skierowałem się w inną stronę, dla mnie nieznaną”, mówi mi DJ i organizator imprez ukrywający się pod pseudonimem Fourth World Music, jeden z założycieli kolektywu Laboratorio Tropical. Ich pierwszymi domami były warszawskie kluby DZiK i Pogłos. Zaczynali chwilę po pandemii. Mój rozmówca do tropikalnej muzyki latynoskiej i cumbii w szczególności zwrócił się również dlatego, że znalazł w niej znane elementy. „Muzyka latynoska i cumbia w szczególności są o tyle wdzięczne, że są jednocześnie odległe i bliskie muzyce europejskiej oraz naszej słowiańskiej wrażliwości. W cumbii masz akordeon, klarnety, to są instrumenty obecne np. w muzyce klezmerskiej czy polce”, dodaje artysta.

Cumbia i Bad Bunny w polskiej stolicy

Z Laboratorio Tropical szybko wykiełkowała ekipa Cumbia Warszawa, która nie tylko organizuje regularne imprezy i koncerty, ale też zajmuje się działalnością wydawniczą (idąc w ślady Argentyńczyków z ZZK). Na pierwszy ogień poszła EP Turbo Sonidero, meksykańskiego producenta, pierwszego zagranicznego gościa imprez kolektywu. To cumbia rebajada pełną gębą, prawie doommetalowo walcowata, groteskowa.

Dziękujemy!
( Recenzja ) ( Joanna Mąkowska )

Świat bez miłości. Listy Jamesa Baldwina

Za popularnością cumbii i reggaetonu idzie fascynacja innymi, południowymi stylami. W Laboratorio Tropical grają angolańskie kuduro, brazylijski baile funk czy dominikańskie merengue. Skład stara się pokazać obraz tych kultur, z których czerpią inspiracje do setów, bez pośrednictwa kulturowego hegemona, jakim wciąż są Stany. „Łączymy Warszawę z Bogotą czy Monterrey bez pośrednictwa metropolii”, podkreśla Fourth World Music. Jednak nie wszystkie konteksty da się rozpoznać. Nieobciążeni nimi zachodni słuchacze tańczą do piosenek lokalnie często uznawanych za obciachowe, trochę wstydliwe czy też opiewające postawy niegodne porządnego człowieka. To sytuacja podobna do popularności przed kilkunastoma laty Omara Souleymana, syryjskiego weselnego śpiewaka, którego pokochali – wybaczcie to słowo – hipsterzy, a w swoim rodzinnym kraju słuchali go taksówkarze. Podobnie było z rzewną muzyką słuchaną przez tureckich gastarbeiterów w Niemczech i Holandii, która dziś stała się podstawą fenomenu Altin Gun czy Deryi Yildirim.

Niezwykle ważne jest włączanie diaspory do tych działań. „Staramy się docierać i włączać w nasze działania lokalną społeczność latynoską, która – o czym nie za często się mówi – jest coraz większa. Część pojawia się na naszych imprezach z nostalgii, część dziwi się, że puszczamy muzykę, którą u nich można usłyszeć na weselach”, mówi Fourth World Music. Polska przyciąga coraz więcej osób z Kolumbii, Argentyny. Odbywają one taką samą drogę, jak Polacy w XIX i na początku XX wieku, wyjeżdżając z ojczyzny w poszukiwaniu lepszego życia. Większość publiczności na imprezach Laboratorio Tropical i Cumbii Warszawa to ciągle Polacy, otwarci na synkopowane rytmy, gotowi nawet na bardziej eksperymentalne propozycje – między innymi dzięki temu, że osłuchali się w reggaetonie Bad Bunny'ego, który za kilka dni wystąpi na Stadionie Narodowym.

Choć Bad Bunny nie gra cumbii, to łączy go z tym gatunkiem wiele. To żywy symbol kultury latynoskiej, przywiązanej do korzeni, coraz głośniej domagającej się własnego miejsca w zbiorowym, amerykańskim imaginarium. Pamiętajmy jednak, że nie na tym kończy się fenomen Bad Bunny’ego. Ani Benito nie jest głosem całego kontynentu (i mimo panamerykańskiego w swoim wydźwięku występu na Super Bowl chyba nie chce nim być), ani cumbia mimo swojej różnorodności nie powinna przesłaniać bogactwa stylów, gatunków i rytmów, które uprawia ten artysta. Ale twórczość Portorykańczyka z pewnością może być wstępem do niezwykle bogatego świata cumbii, rozciągającego się od Teksasu po Ziemię Ognistą.

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.