Nie ufamy uśmiechniętym ludziom i narzekamy, aby czuć więź. Rozmowa z Kamilem Janickim o polskości

( 24.09.2026 )

Zaczynałem od tego, czy jako Polacy rzeczywiście bardzo się różnimy od reszty. Czy to nasze przekonanie, że polskość jest czymś nietypowym, jest uzasadnione? Teraz jestem przekonany, że tak. To, co w nas buzuje, jest unikalne.

Czy jako Polacy wiemy, kim jesteśmy?

To właściwie punkt wyjścia mojej książki. Badania pokazują, że jesteśmy społeczeństwem niezwykle przywiązanym do swojej tożsamości. Odczuwamy wielką dumę z bycia Polakami – i to jest coś typowo polskiego, wcale nie charakterystycznego dla każdego narodu. Jednocześnie mamy ogromny problem z powiedzeniem, co konkretnie wzbudza w nas dumę, z czym konkretnie kojarzy nam się to, że jesteśmy Polakami. Co napawa nas patriotycznymi emocjami? Właściwie jedyna konkretna i częsta odpowiedź na pytanie „Kiedy czujesz się dumny z bycia Polakiem?” dotyczy sukcesów sportowych…

Dużo łatwiej nam powiedzieć, że Europa powinna brać wzór z Polski albo że nasza kultura ponoć przewyższa inne… Pod względem takich deklaracji plasujemy się na czele społeczeństw Europy. Ale znów: nie umiemy wskazać, czym dokładnie wyróżniamy się na tle innych. To był jeden z powodów, dla których postanowiłem napisać tę książkę. Chciałem zrozumieć, jak wyobrażamy sobie siebie, ale też jacy istotnie jesteśmy. Co naprawdę nas odróżnia od reszty.

W ponad 20 rozdziałach opisuje pan takie cechy jak duma z bycia Polakiem, gościnność, gotowość do obrony ojczyzny, religijność, rodzinność, higiena osobista czy problemy z zaufaniem. Jak powstał ten zestaw?

Nie jest tak, że najpierw się zastanawiałem, jakie są te najbardziej stereotypowe, najpowszechniej przyjmowane polskie cechy, a potem szukałem dla nich wyjaśnień. Przeciwnie. Jestem historykiem, moje wcześniejsze książki traktowały o ważnych, formacyjnych etapach naszej historii: o tym, jak ukształtowało nas bardzo ubogie i trudne życie na wsi, jak polską kulturę kreowały dwory szlacheckie i te wszystkie megalomańskie ziemiańskie obsesje, jak wpłynęło na nas dawne podejście do religii.

Teraz pomysł był taki, żeby wyjść całkiem od drugiej strony. Zacząć od tego, jacy jesteśmy w tym momencie. Najpierw starałem się znaleźć wszystkie rzetelne badania socjologiczne z ostatnich lat, czyli badania porównawcze, które jakkolwiek dotykają różnic między społeczeństwami, odmienności postaw, kodu kulturowego. Przeglądałem setki takich badań i szukałem punktów, w których współcześnie odstajemy od normy. Czasem to były rzeczy, których się spodziewałem. Inne kompletnie mnie zaskoczyły – albo przynajmniej powszechność pewnych deklaracji w pierwszym momencie zbiła mnie z tropu. Skupiałem się na przypadkach, gdy Polacy w wielu powtarzanych, rzetelnych badaniach wypadają poza skalą – jesteśmy drudzy, trzeci na 30 krajów, ostatni lub przedostatni. Próbowałem znaleźć uzasadnienie takiego stanu rzeczy.

Zaczynałem od tego, czy rzeczywiście jakoś się różnimy od reszty. Czy to nasze przekonanie, że polskość jest czymś i nietypowym, i konkretnym, jest uzasadnione? Teraz jestem przekonany, że tak. Są pewne cechy, które bardzo nas odróżniają. To, co w nas buzuje, jest unikalne.

Połowy rozdziałów nawet nie planowałem. Na przykład poruszania kwestii higieny. Albo rozdziału o uśmiechu. Nie uświadamiałem sobie, że w badaniach tak wyraźnie wychodzi, że Polacy faktycznie się nie uśmiechają, nie ufają uśmiechniętym ludziom, a nawet nie szanują uśmiechniętych ludzi…

okładka

Kamil Janicki, „Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy”, Wydawnictwo Poznańskie

To wspaniały rozdział, w którym przytacza pan pomysł mierzenia uśmiechu u pracowników jednego z polskich banków. Zainterweniował w tej sprawie nawet RPO.

Ta sprawa pokazuje, że jeśli będzie się nas zmuszać do uśmiechu – a na co dzień już często jesteśmy do tego przymuszani w korporacjach – pojawi się gigantyczny opór. Nie mamy w Polsce kultury afirmacji.

W pracy, witając się z kolegami, gdy ktoś zapyta, co u nas, nie odpowiemy, że „super, rewelacyjnie, to po prostu najlepszy dzień mojego życia”, bo spojrzą na nas jak na szaleńców. Polskim zwyczajem jest, że jak ktoś cię pyta, jak się masz, to odpowiadasz, „oj ciężko”, „jakoś leci”, „ujdzie”. Nie chwalimy się. Przeciwnie, lubimy uprawiać malkontenctwo, bo dzięki temu czujemy więź społeczną. Nie dlatego, że mamy autentyczne powody do tego narzekania, bo dzisiaj Polacy są ogółem, tak statystycznie, jeśli sprawdzimy dane, szczęśliwym narodem. Narodem, który obiektywnie nie narzeka, ale robi to właśnie dla pewnej zabawy, pewnej gry. Wyjątkiem jest kwestia zarobków. (śmiech)

Wielokrotnie pisał pan o czasach pańszczyzny. Jak to się wiąże z naszą tożsamością dziś?

Wyobrażamy sobie tę wieś pańszczyźnianą sprzed wieków jako miejsce, gdzie batożono chłopów, a oni ciężko pracowali, i tyle. Ale przecież to był świat o wiele bardziej skomplikowany i niejednoznaczny! Wieś była też miejscem utartych rytuałów, które sprawiały, że ten system mógł funkcjonować: na przykład różnych norm inwigilacji, metod donoszenia wzajemnie przez ludzi na najbliższych i nawet na siebie samych. Nie możemy więc się na przykład dziwić, że dzisiaj jesteśmy podejrzliwym społeczeństwem. Naszych przodków uczono tej podejrzliwości przez wieki.

*Reklama

Nasze przekonania o sobie często są jakby krzywym zwierciadłem tego, co się działo przed stuleciami. Na przykład mamy wszyscy głębokie przekonanie, że jesteśmy – albo powinniśmy być – gościnnym narodem. Ale jednocześnie, tak faktycznie, jesteśmy niezwykle samotnicznym, sobkowskim społeczeństwem. Pokazują to właściwie wszystkie badania. Jeśli zapytać Polaków: „Jak często się spotykasz z rodziną, ze znajomymi?”, to wypadamy na samym końcu skali. Przypominamy pod tym względem raczej Japończyków, ale nie tak o sobie przecież myślimy. Mamy się za naród, który niesamowicie ceni więzi, rodzinę czy gościnność, bo odwołujemy się do fikcyjnych wzorców kulturowych.

Tymczasem gościnność i towarzyskość w takim modelu, do jakiego uwielbiamy się odnosić, nigdy nie cechowała typowych mieszkańców Polski. Wszyscy obsesyjnie wracamy do norm, które były właściwe tylko dla elity. Do tego, jak ci panowie na folwarkach, którzy mieli swoje dwory, służbę, spiżarnie pełne wina i zapasów, mogli urządzać wielkie uczty, bo ktoś dla nich pracował, ktoś sprzątał, ktoś to przygotowywał. Tylko większość z nas nie ma ziemiańskiego lub szlacheckiego pochodzenia.

Zapominamy też, myśląc o autostereotypach, że wiele z nich zostało świadomie ukształtowanych – również przez intelektualistów, którzy pochodzili z elit.

Cała nasza historia została właściwie napisana przez ten nawet nie jeden procent, tylko jakiś ułamek procenta, samą wierchuszkę. Tej „historii według elit” uczymy w szkołach, to przekazujemy dzieciom w procesie wychowania. Jednocześnie wszyscy, niezależnie od naszego pochodzenia, aspirujemy do tych wzorców, pragniemy czuć się szlachtą. Często sami się w efekcie oszukujemy.

Czy są takie cechy, których nie możemy wytłumaczyć tym dziedzictwem pańszczyźnianym, bo ich przyczyny pojawiły się później?

Moim zdaniem nie można się tutaj zamykać w jednym momencie historycznym. Nie jest tak, że dziedzictwo pańszczyzny automatycznie oddziałuje na sytuację setki lat później. Każde kolejne pokolenie dodaje swoje doświadczenia i zmienia nasz kod kulturowy.

Weźmy chociażby te różne wzorce, które były przydatne do radzenia sobie na folwarku, pozwalały przetrwać w warunkach ciągłego wyzysku. Już u schyłku średniowiecza szlachta narzekała, że chłopi pozorują pracę, zgrywają głupków, wykorzystują każdą okazję, by obowiązki wykonywać tak, aby jak najmniej się zmęczyć. Dzisiaj trochę się wstydzimy tego kombinatorstwa, ale kiedyś ono było konieczne, aby nie umrzeć z głodu. To oczywiście nie znaczy, że dzisiaj dosłownie pamiętamy któregoś pradziadka, który w ten czy inny sposób kombinował u schyłku XVII wieku. Nie – on przekazał pewne normy zachowań swoim potomkom i one znów okazywały się użyteczne, warte rozwijania i podtrzymywania.

okładka

Kamil Janicki, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Poznańskiego 

Ten spryt przybierał różne formy?

Tak, sztuka kombinowania mogła przydawać się różnym Michałom Drzymałom, którzy nie dostawali pozwolenia na budowę domu w Wielkopolsce pod pruskim zaborem, więc zamieszkiwali w wozie cyrkowym. Potem przydała się podczas pierwszej wojny światowej – Polacy mieli dużo większą łatwość i gotowość żywienia się czymkolwiek, gdy nie było niczego. Potem, gdy nastąpił gigantyczny kryzys gospodarczy w przedwojennej Polsce, znowu sięgano po sposoby radzenia sobie ze skrajną nędzą przejmowane od ojców i dziadków. Te normy sprawiały wreszcie, że polskie doświadczenie drugiej wojny światowej było dość unikatowe. Nie tylko z powodu wielkiej tragedii, której doświadczyliśmy jako społeczeństwo, ale właśnie w dziedzinie zaradności. Nie każdy na przykład pamięta, że Warszawa była największym centrum szmuglu, największym czarnym rynkiem w okupowanej Europie.

Dziękujemy!
( Muzyka ) ( Sztuka ) ( Scena ) ( Kacper Peresada )

Kultura obowiązkowa, 1-7 września

To nie jest tak, że sama pańszczyzna wykształciła w Polakach niezwykły talent do „załatwiania”, organizowania, radzenia sobie na granicy zasad i oczekiwań. Ona była pierwszym etapem, bardzo długim, bo ten system istniał ćwierć tysiąclecia. Gdyby jednak nie pojawiły się wszystkie te późniejsze wzmocnienia, dzisiaj raczej nie mielibyśmy już tych wzorców w naszym wspólnym kodzie kulturowym.

Zresztą bardzo ważne jest też to, jak współcześnie odwołujemy się do określonych tradycji. Z jednej strony postawy przekazujemy w rodzinach, z pokolenia na pokolenie. Dziadek uczy wnuka, jak warto się zachowywać, matka pokazuje córce, co jest najlepszą postawą…. Ale z drugiej strony przeróżne mity wpajamy też dzieciom systemowo, w szkołach, uczymy je wzorców wewnętrznie sprzecznych czy nawet szkodliwych.

Co masz na myśli?

Najlepszym przykładem jest podejście do władzy. W szkołach z jednej strony uczymy, że ponoć Polska to była kolebka wolności, tolerancji, demokracji, a nawet najbardziej demokratyczny kraj dawnej Europy. Ale jednocześnie wpajamy też dzieciom, że ponoć największym bohaterem w dziejach naszego kraju jest Józef Piłsudski. Ba, postawiliśmy mu pomnik w każdym mieście, nazwaliśmy jego imieniem 600 ulic. Czyli pod niebiosa wynosimy człowieka, który przeprowadził krwawy zamach stanu, obalił demokrację.  Który wprowadził rządy zasadniczo dyktatorskie… To jest nasz narodowy idol. Dlaczego więc jednocześnie dziwimy się teraz autorytarnym tendencjom? Czy naprawdę tak trudno wytłumaczyć fakt, że połowa Polaków deklaruje, że ogółem byłaby za tym, aby władzę przejął jakiś silny facet, najlepiej wojskowy, który nie musiałby się liczyć z prawem i wszystko wziąłby w garść? Dokładnie takie postawy, choć niekoniecznie w pełni świadomie, wpajamy kolejnym pokoleniom. Uczymy, że powinni marzyć o jakimś nowym Piłsudskim.

okładka

Kamil Janicki, „Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy”, Wydawnictwo Poznańskie

Niedawno pojawiła się kolejna fala dyskusji o polskości związana z działaniami rządu: ze spotem promującym Polskę za granicą i nieszczęsnym raportem „Polaków portret własny” stworzonym przez zespół Barbary Mróz-Gorgoń. Co o nas mówią te akcje?

Widać, że mamy pewien problem ze zdefiniowaniem, co chcemy przedstawić jako nasze powody do dumy, czym chcemy ściągnąć obcokrajowców, co konkretnie miałoby się w Polsce spodobać. W tej kampanii wcale nie pokazano Polski, tylko paru znanych celebrytów. A można było wykorzystać rzeczy, które wychodzą z przecięcia różnych badań. Na przykład że jesteśmy społeczeństwem niesamowicie schludnym, przywiązanym do porządku wokół siebie. Na co dzień nie doceniamy tego, co właściwie zawsze zachwalają obcokrajowcy: że Polska to kraj bardzo czysty, bezpieczny, spokojny, rozwinięty.

Nie chwalimy też tego, że po Polsce można bardzo wygodnie podróżować. Dalej mamy w głowie mity Deutsche Bahn i niemieckich autostrad, u siebie widzimy tylko dziury na drogach i spóźnienia… mimo że tak naprawdę po Polsce jeździ się teraz o niebo wygodniej niż po Niemczech! Stale mamy poczucie, że musimy kogoś gonić i się na nim wzorować. Nie potrafimy docenić tego, co jest u nas dobre – niekoniecznie lepsze, bo nie będę popierać megalomanii, do której mamy też w Polsce długie historyczne tendencje. Po prostu mamy problem z mówieniem, że tu nie jest źle, że to nie jest kraj, na który powinniśmy tylko narzekać.

Moglibyśmy eksportować hasła „polskiej schludności” albo „polskiej łatwości podróżowania”?

Wolałbym chyba to niż ten… obraz Polski, który jest dzisiaj chyba najbardziej widoczny w mediach społecznościowych: wojsko, obrona, tarcza Europy i tak dalej, co chwilę miniaturka F-16, F-35 na YouTubie. Nie jestem pewien, czy naprawdę chcemy na dłuższą metę budować na tym całą naszą tożsamość. Takie wojskowe mity w Polsce nigdy nie wyszły nam na dobre.

A czym dla pana jest polskość?

Po pracy nad tą książką byłby sceptyczny, jeśli chodzi o próby zamykania polskości w jednym dekalogu, w jednej krótkiej liście. To już robiono wielokrotnie, wyliczając jakieś niby przyrodzone normy naszego narodu: oczywiście przywiązanie do wiary, rodzinę i tak dalej. Tylko że takie listy budują siłą rzeczy obraz złudnie statyczny. Jeśli powtarzamy, że Polacy zawsze byli i są tacy a tacy, to siłą rzeczy gubimy niesamowicie istotną kwestię. Bagatelizujemy to, że świat pędzi do przodu i my razem z nim. W książce starałem się położyć duży nacisk na to, że nawet osoby z jednego pokolenia mają już zupełnie inne ideały niż kilka dekad temu. Pomijamy nawet to, jak wpłynęły na nas lata pandemii. A przez ten czas niesamowicie zmieniły się przeróżne nasze postawy: podejście do alkoholu, religii, zwierząt. Jesteśmy społeczeństwem ogromnej zmiany. Ta książka stara się uchwycić, kim jesteśmy dziś, ale nie udawajmy, że za 15 lat dalej będziemy tym samym narodem. I chyba nie powinniśmy być.

Tekst powstał w ramach współpracy patronackiej z Big Book Festival, w ramach którego  26 września 2026 roku o godzinie 18:00 w Big Book Cafe MDM przy ul. Koszykowej 34/50 w Warszawie odbędzie się spotkanie z Kamilem Janickim.

Kamil Janicki, „Polskość. Prawdziwa historia tego, kim jesteśmy”
Wydawnictwo Poznańskie 2026

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.