Nie wnikam, co kto deklaruje na scenie. Rozmowa z Arturem Rojkiem

Nie wnikam, co kto deklaruje na scenie. Rozmowa z Arturem Rojkiem

( 18.07.2025 )

„W koncertach zawsze interesowała mnie energia, która powstaje pomiędzy tym, co na scenie, a publicznością. To mi sprawia największą radość. Wchodzę, sprawdzam, wychodzę i mówię: działa. Idę dalej”. Rozmowiają Alek Hudzik i Angelika Kucińska z Mint Magazine.

Tegoroczny line-up jest dla mnie najbardziej ekscytującym line-upem OFF Festivalu od kilku lat. Jak to zrobiłeś?

Rzeczywiście, udało się stworzyć line-up bardzo osadzony w tym, co ważne i bieżące. Jest czujny i jednocześnie różnorodny. Ten line-up wiąże się z doświadczeniem, które zdobyliśmy jako organizatorzy w poprzednich edycjach festiwalu. Okres popandemiczny mocno zweryfikował energię przedsięwzięć, które istniały długo przed pandemią. Po pandemii dało się odczuć, że wiele eventów, które odbywają się od kilkunastu lat, zaczyna mieć problem z publicznością. Jest też dużo nowych festiwali. Liczba imprez nie jest sprzyjająca dla organizatorów. Tak samo jak moda na koncerty stadionowe, które wyciągają pieniądze z kieszeni potencjalnych uczestników festiwali, bo wykonawcy są znani dużo wcześniej niż ogłoszony jest line-up festiwalowy. My próbujemy sobie radzić. Rozbudowałem zespół bookingowy, dołączył do mnie Adam Kiepuszewski, wspólnie podejmujemy decyzje. 

Miałem też dużo szczęścia, bo to nie jest tak, że wszystko, co sobie wymarzysz, od razu masz. Wiele festiwali odbywa się w tym samym czasie, na przykład gdy trwa OFF, w Chicago odbywa się Lollapalooza, festiwal, który odciąga nam artystów, bo niektórzy wolą zagrać tam, wiadomo. Jestem jednak bardzo zadowolony z tegorocznego line-upu, jako headlinerów mamy Kraftwerk, Jamesa Blake’a, Fontaines D.C., Kneecap, który pojawia się w najlepszym momencie, w jakim może się pojawić.

I najtrudniejszym.

Agent, z którym pracuję już od dawna, już dwa lata temu prezentował mi Kneecap, mówił, że to świetny zespół, ale oni byli wtedy na początku swojej drogi. I ja wtedy nie chciałem ich zaprosić. 

Może to nowy film o Kneecapie zmienił twoje zdanie? 

Nie, Kneecap był zabookowany przed filmem, gdy już było odczuwalne, że ten zespół przekroczył barierę takiej undergroundowej ciekawostki i wchodzi trochę wyżej. Film dopalił zamieszanie wokół nich, a potem jeszcze zespół stał się koniem pociągowym propalestyńskich działań branży muzycznej. Myślę, że dzisiaj już każdy wie, kto to jest Kneecap. 

Dziękujemy!

Artur Rojek. Materiały prasowe OFF Festival

Czy jesteście przygotowani na to, że zespoły będą deklarować swoje poglądy polityczne?

Ja w to nie wnikam. Nigdy nie wchodziłem w dyskusje na temat tego, co zespół będzie deklarował na scenie. Czy będzie mówił tak, czy inaczej, czy pójdzie w lewo, czy w prawo. Oczywiście, wiadomo, że kiedy bookujemy artystów, to mniej więcej wiemy, kto to jest, i wiemy, co się dzieje wokół tych osób. Badamy na przykład to, czy artysta ma skłonności do odwoływania, bo są tacy artyści, więc ryzyko jest większe. Wszystkie te elementy bierzemy pod uwagę i jeszcze nie zdarzyła się sytuacja, żeby na scenach OFF-a padła deklaracja, która byłaby skrajnie niezgodna z tym, co robimy.

Jak postępować, kiedy ktoś odwołuje koncert w ostatniej chwili?

Przy takiej liczbie zespołów zawsze jest niebezpieczeństwo, że ktoś odwoła, w ostatnich latach nam się to nie zdarzyło, ale rok 2014 był najbardziej pechowym rokiem dla OFF Festivalu. Headlinerem miał być m.in. Anohni i The Kills. The Kills odwołał tydzień wcześniej. Nie znalazłem nikogo, kto mógłby za nich wejść, ale coś tam poprzestawiałem i nie było źle. Tyle że odwołali się też GZA i Zomby, a najlepsza sytuacja była z Anohni. Zadzwoniła do mnie jej agentka i powiedziała, że już lecą, są w samolocie, ale dzień wcześniej grali w Londynie i Anohni źle się czuje, więc żebym zorganizował lekarza. Zorganizowałem lekarza, spotkał się z Anohni w hotelu, ale chwilę później się okazało, że artystka go nie chce, bo uważa, że on jest stronniczy. Zażyczyła sobie innego lekarza. Ja jeszcze wtedy nie wiedziałem, kto to jest foniatra. Myślałem, że jak są problemy z gardłem, to laryngolog po prostu. Zorganizowałem foniatrę, specjalistę od strun głosowych. No i okazało się, że gardło jest w takim stanie, że nie może zagrać. Wiecie, jakby to był polski artysta to by dostał steryd i by zaśpiewał, no ale tutaj to nie przeszło. Nikomu nie życzę takiej sytuacji na dzień przed festiwalem, to był gigantyczny cios.

Trudniej jest organizować czy występować?

Znacznie trudniej jest organizować, chociaż teraz mam wyjątkowo aktywne lato, bo i gram, i gaszę pożary. Muszę mądrze zarządzać swoim czasem. Ja jestem tą osobą, która przychodzi i udziela wywiadów, opowiada o festiwalu, ale też nie zajmuję się wszystkim. Głównym producentem całego wydarzenia jest moja żona. Ania jest ze mną od 2006 roku i to ona zajmuje się tymi „twardymi” sprawami, ja się do tego kompletnie nie nadaję.

Ale to ty jesteś tą osobą, która przychodzi i mówi: słuchajcie, jest taki fantastyczny zespół, musimy go mieć.

*Reklama

Tak, za kwestie kreacyjne to ja jestem odpowiedzialny. Jestem odpowiedzialny za jeszcze kilka innych rzeczy, natomiast produkcja to już inne osoby. I oczywiście ja to mam cały czas z tyłu głowy, konsultuję to, natomiast gdybym ja jeszcze miał się tym zajmować, to bym już na nic nie miał czasu.

Pociągnę wątek rodzinny, skoro wspomniałeś o żonie. Podobno w sprawie zespołów podpowiada ci syn, mówi, co w trawie piszczy i przyczynia się do powstawania line-upu. 

Tak, Franek jest wielkim fanem muzyki. Często odkrywa rzeczy, których ja nie odkryłem i wielokrotnie opowiadał mi o różnych zespołach. Nie zawsze wpisują się one idealnie w OFF-a, ale tak, pomaga mi.

A coś się wpisało? 

Myślę, że wpisał się Lancey Foux na przykład dwa lata temu. I jeszcze kilka zespołów się wpisało.

Czy był ktoś, o kogo musiałeś stoczyć jakiś bój w tym roku? Na przykład Fontaines D.C.? 

Nie, akurat o Fontaines nie musiałem toczyć boju, bo to zespół zaprzyjaźniony. Zwykle znam agentów i management, to są relacje budowane od wielu lat. Fontaines D.C. był pierwszym zespołem zabookowanym na OFF 2025. Zrobiliśmy to już w maju 2024. Dzisiaj to tak wygląda, że bookuje się już wszystko z poprzedzeniem rocznym albo nawet większym. Akurat dla nich OFF jest czymś szczególnym, dlatego że pierwszy koncert w Polsce zagrali właśnie tutaj.

W 2018 roku. Byli jeszcze przed wydaniem płyty.

Tak, byli przed płytą, grali w slocie headlinera, którą była M.I.A. na scenie Trójki. Nikt ich wtedy nie znał. I oni to pamiętają, wiem, że o tym mówili, jak grali koncert w Polsce. Więc myślę, że to dla nich jest super powrót. Z zespołu, który był kompletnie nieznany, do zespołu, który dzisiaj jest najbardziej gorącym gitarowym aktem.

Dziękujemy!

Artur Rojek na OFF Festival 2024, fot. M. Murawski

No tak, obok Turnstile to największy zespół.

Turnstile to zespół, który niestety jakoś mi cały czas umyka. Chociaż bardzo bym chciał, żeby zagrał. Był taki moment tuż po wydaniu tej przedostatniej płyty, że pojawiły się szanse, natomiast niestety ich „peak” był tak ekstremalnie szybki, że jest bardzo trudno. Co się wiąże oczywiście z kosztami i tak dalej.

No i zagrali już w tym roku w Polsce.

Tak, ale czekaj, po osiemnastu edycjach wciąż istnieją marzenia!

Są takie momenty, że pojawia się ktoś ultraciekawy i byłoby dobrze, gdyby się znalazł w line-upie. Miałem takie historie z wieloma artystami, którzy w bardzo szybkim czasie, typu miesiąc – półtora, zmieniali się z zespołu nieznanego w zespół bardzo znany, np. The xxm który po pierwszej płycie stał się wielką gwiazdą. To samo Bon Iver czy Fontaines D.C., z którym się akurat udało. Kneecap też jest przykładem zespołu, który w rok stał się wielki. 

Dziękujemy!

Kontrowersje wokół „ Emilii Pérez” i „Brutalisty”

Wielu wykonawców, którzy pojawią się w tegorocznym programie, są w najmocniejszym momencie swojej kariery. Poza Kneecap i Fontaines D.C. jest jeszcze Nilüfer Yanya, która przyjeżdża po premierze swojej najlepszej płyty, czy Snow Strippers.

Żeby nie było: to nie jest tak, że management czy agent wiedzą już, co się stanie. Nikt nie wiedział, że wokół tych zespołów będzie się działo tak dużo. Nikt się nie spodziewał tak gigantycznego zamieszania wokół Fontaines D.C.

Kto dziś przyjeżdża na OFF-a? Masz jakiś portret psychologiczny festiwalowicza?

Publiczność jest różnorodna. Może w ostatnich latach jest mniej starszych, więcej młodych ludzi, co mnie cieszy, ale oczywiście zapraszam wszystkich. Tyle że chyba jest taki moment w życiu każdego człowieka, że jak masz te 45 albo 50 lat i idziesz na festiwal, to o 22.00 już się przykrywasz kocem, bo ci jest zimno i myślisz sobie, że chyba powinien spać, że może tego headlinera to już bym zobaczył innym razem, bo chciałbym wstać o szóstej i pobiegać. Sam jestem taki, jak mam wyjść dziś wieczorem na imprezę, to tak się długo zastanawiam. 

Powiedział człowiek, który dzisiaj, gdy nagrywamy ten podcast, zagra koncert o 22.00 [Artur Rojek miał tego dnia występ na Festiwalu Zorza – red.].

To jest praca, jak mam pracę to mogę nawet grać do trzeciej nad ranem. 

Dziękujemy!

OFF Festival 2024, fot. M. Kuczyńska

Czyli słuchanie koncertów nie jest pracą?

Ja bardzo rzadko chodzę na koncerty, oprócz swoich.

To ciekawe, bo właśnie przy tych swoich aktywnościach musisz mieć jeszcze mieć czas, żeby pojeździć na festiwale i posłuchać tych wszystkich zespołów, prawda?

Może to zabrzmi dziwnie, ale nigdy nie byłem szczególnie koncertową i festiwalową osobą od strony uczestnika. Fascynowało mnie to, że mogę zbudować platformę, gdzie będę ludziom prezentował, co jest ciekawe. Ale nie na zasadzie: ja byłem na koncertach wszystkich tych artystów i teraz musicie wy zobaczyć. Ja to sprawdzam w inny sposób, jadę na jeden, dwa festiwale w roku i to mi daje wszystko, czego chcę. Do tego mam osoby, które są promotorami, szefami festiwali, to oni jeżdżą na konferencje, ja nie mam czasu, żeby się tym zajmować.

A w trakcie OFF-a możesz sobie pozwolić na coś takiego, że idziesz na jeden koncert i jesteś na nim od początku do końca?

Nie, nie wytrzymuję. To znaczy idę, jestem, patrzę, przeżywam, ale nie uczestniczę od początku do końca. Idę w inne miejsce albo ktoś zadzwoni, bo coś się gdzieś stało i tak dalej. Może są takie osoby, które mają tak poukładane wszystko i mają potrzebę, żeby oglądać koncerty, ale ja nie mam takiej potrzeby. W koncertach zawsze interesowała mnie energia, która powstaje pomiędzy tym, co na scenie, a publicznością. To mi sprawia największą radość. Wchodzę, sprawdzam, wychodzę i mówię: działa. Idę dalej.

Myślę jeszcze o jednej dużej wartości OFF-a, którą, wydaje mi się, dzielimy w MINT. Chodzi o łączenie różnych dyscyplin kultury. Pamiętam, że na to na OFF-ie pierwszy raz słuchałem Olgi Tokarczuk. Byli też Sasnal, Varga, duże nazwiska. OFF w pewnym momencie był znany również z tych działań pozamuzycznych. Jak to jest dzisiaj?

Te wszystkie rzeczy, które tworzą interdyscyplinarną formę OFF-a, pojawiały się w sposób naturalny. Podczas pierwszej edycji w Mysłowicach zupełnie nie wiedziałem, czy ludzie przyjadą, ale jak już przyjechali, to pomyślałem, że to bardzo fajna grupa. I pomyślałem sobie, że to są ludzie, którzy prawdopodobnie oprócz muzyki docenią też inne rzeczy.

Nigdy nie byłem osobą, która tak śledziła wszystko na bieżąco. Ja wskakuję w coś, jestem intensywnie zainteresowany, po czym wychodzę i zajmuję się czymś innym. Ale był taki element, który mnie bardzo interesował: sztuki wizualne. Znałem Wilhelma Sasnala. On się pojawiał na OFF-ie, zrobił mural w Mysłowicach, projektował koszulki, plakat. Myślę, że to jest w ogóle facet, który zostałby muzykiem, gdyby nie malował i nie robił filmów.

Dziękujemy!

Grace Jones na OFF Festival 2024, fot. M. Murawski

A jak było z Sasnalem i teledyskiem dla Myslovitz?

Kiedyś dzwoniłem do Wilhelma i pytałem, co moglibyśmy razem zrobić. I on przy okazji opowieści o obrazach powiedział mi, że kręci filmy. Poprosiłem w takim razie, żeby mi coś przesłał, no i wysłał kasetę VHS ze swoimi filmami kręconymi na kamerze 16 mm, gdzie były cztery filmy, każdy inny i każdy trochę odjechany. Nigdy wcześniej nie widziałem takich filmów. Jeden był śmieszny: w kamienicy w Krakowie, Wilhelm stał z kamerą w oknie i filmował dziewczyny chodzące po rynku. Filmował je także od tyłu, robił zbliżenia na ich tył, dziewczyn było bardzo dużo, a film nie miał dźwięku, trwał może dziesięć minut i na koniec wyskakiwało hasło: Wszystkie one kochają papieża.

Wtedy zaproponowałem, żeby zrobił teledysk do piosenki „Długość dźwięku samotności”. Napisał scenariusz: facet szedł do Ikei, kupował łóżko i przez cały klip je skręcał. I nic poza tym w tym klipie nie było. Bardzo mi się to podobało, ale w Myslovitz mieliśmy demokrację, podejmowaliśmy decyzję w piątkę, no i przegrałem 1:4. 

Następna edycja OFF-a będzie edycją jubileuszową. Kto zagra?

Nie powiem ci.

Okej. To widzimy się na OFF-ie.

Zapraszam.

---

Tutaj posłuchasz rozmowy z Arurem Rojkiem.

OFF Festival, 1-3 sierpnia 2025 r., Katowice

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.