() Patronat
Niech żyje Żyjnia! Galeria sztuki jako odpowiedź na opresję współczesności
( 08.01.2026 )
Galeria sztuki współczesnej placem zabaw dla wyobraźni? Miejscem wytchnienia dla przebodźcowanego umysłu i znużonego ciała? Przyczółkiem wspólnoty i salonem kulturalnym żyjącym w rytmie pór roku? O tym, czym będzie „Żyjnia: wystawa-sytuacja”, która pod koniec stycznia otwiera się w galerii Żyjnia BWA Wrocław, rozmawiamy z Katarzyną Roj – pomysłodawczynią i kuratorką tego miejsca.
Świat niewątpliwie zwariował. Rzeczywistość jest tak inwazyjna i skomplikowana, że wymaga nowych modeli funkcjonowania instytucji, w tym także galerii sztuki, które z zasady powinny być przecież laboratoriami świeżych idei. Trzeba więc wymyślić je na nowo, by nie były już sztywnymi strukturami, lecz elastycznymi, dopasowującymi się do naszych potrzeb sytuacjami, w których czujemy się swobodniej. Tak sądzi Katarzyna Roj – kuratorka sztuki, od lat prowadząca galerię Dizajn, która po dwuletniej przerwie otworzy się pod szyldem Żyjni. To oddział Biura Wystaw Artystycznych we Wrocławiu, którego Katarzyna jest wicedyrektorką programową. Od lat realizuje projekty odpowiadające na kryzysy współczesnych aglomeracji, na przykład upomina się o prawo do leżenia w miejscach publicznych czy egalitarną miejską infrastrukturę odpoczynku i regeneracji. O swoim najnowszym projekcie „Żyjnia: wystawa-sytuacja” mówi: „Dajmy sobie prawo do eksperymentów, zwłaszcza w obszarze sztuki i projektowania – zaryzykujmy! Inaczej rzeczywiście nie zmienimy świata i jego instytucji, a one bardzo tego potrzebują”.
W centrum Wrocławia powstaje więc przestrzeń, która poprzez sztukę otwiera nas również na naszą cielesność. Zwiększa naszą uważność na ciało i łagodnie uruchamia zmysły, które w mieście są często rozdrażnione, przesterowane, zalane bodźcami. Twórcy Żyjni pragną zaoferować środowisko, w którym mamy szansę na zatrzymanie się i odzyskanie kontaktu ze sobą, swoja wyobraźnią i siłą twórczą. Chyba warto spróbować, prawda?
Katarzyna Roj, fot. Alicja Kielan
Była już jedna Żyjnia w galerii Dizajn BWA Wrocław. Pamiętam ją jako kojący pokoik, w którym można było położyć się na chwilę, napić ziołowej herbatki, posłuchać szumu wody i muzyki oraz nawiązać kontakt z samym sobą. A potem obejrzeć kameralną wystawę w sali obok. Jak tamta Żyjnia ma się do tej, która otworzy się pod koniec stycznia po dwuletniej przebudowie galerii?
Nowa Żyjnia jest kolejną inkarnacją naszej wizji instytucji, którą jest galeria sztuki współczesnej czy galeria projektowania – bo u nas te dwa pola zawsze były współdziałające. Pierwsza Żyjnia, która powstała w 2019 roku we współpracy z Buck Studio, powstała w oparciu o nasze wieloletnie obserwacje i eksperymenty w zakresie wystawiennictwa. To była próba wyobrażenia sobie hybrydy pomiędzy galerią sztuki współczesnej a pałacem zdrojowym – wypadkowa dwóch typologii, które miały stworzyć jakiś nowy model działania. A wzięło się to z mojego uczestnictwa w kulturze zdrojowej Dolnego Śląska, której doświadczałam od dziecka, oraz z obserwacji specyficznych choreografii ludzi w takim wnętrzu.
Ludzie są tam bardzo zrelaksowani, piją sobie wodę leczniczą, woda też szumi w tle, co bardzo uspokaja…
Tak, tego doświadczają zwierzęta przy wodopoju (śmiech). To też przestrzeń, w której ludzie czytają swoje wiersze, robią wykłady, koncerty, pokazują obrazy. Podobne aktywności są bliskie idei galerii sztuki współczesnej, a połączenie z uzdrowiskiem wnosi witalny potencjał do miejsc codziennego zakłopotania, kiedy to do galerii zaglądają nieśmiało przypadkowi widzowie i turyści.
Żyjnia BWA Wrocław to z kolei próba wyobrażenia sobie całej galerii, a nie tylko wydzielonej komnaty, która działałaby w innej logice niż typowa galeria sztuki. Sprawdzamy, czy galeria sztuki może się wymknąć swojej roli, którą kojarzymy z przestrzenią prestiżu.
Szyld Żyjni według projektu Mariana Misiaka, fot. Agata Kalinowska
Co masz na myśli mówiąc o „przestrzeni prestiżu”?
Bardzo często obserwujemy ludzi, którzy wchodzą do galerii. Znajduje się ona w ścisłym centrum, na turystycznej ulicy Świdnickiej, i trzeba mieć dużo odwagi, żeby samemu z siebie wejść tu z ulicy. A jak już wejdą, to wciągają brzuch, prostują się, ręce biorą do tyłu – nazwałam to galeryjnym krokiem. I najczęściej galerie oferują im wtedy choreografie wzdłuż ścian. Obserwowanie ludzi posługujących się tym galeryjnym krokiem nauczyło nas więc poszukiwania jeszcze innych zachowań i reakcji, które człowiek wytrącony ze swojej codzienności będzie mógł „wychoreografować sobie” w tej przestrzeni, by przełamać tę obcość. Stąd w naszych działaniach często pojawiały się chociażby łóżko i motyw leżenia.
W zeszłym roku pawilon na triennale w Mediolanie też skonstruowałaś wokół prawa do leżenia w mieście. Odmawia nam się tego prawa, bo w metropoliach mamy być mróweczkami, które zasuwają i budują PKB, odetchnąć możemy dopiero wieczorem w swoich norkach. Tymczasem jak ktoś cały dzień lata po mieście za sprawami, to kręgosłup mu pęka, przytłacza go hałas miejskiego świata, i wtedy bardzo potrzebne są właśnie symboliczne łóżko i leżenie.
Teraz już wiem, że to nie musi być zawsze leżenie – chodzi o to, żeby zrozumieć, że doświadczając sztuki, doświadczamy jej również poprzez swoje ciało. Gdy wykonujemy jakieś choreografie zaprojektowane z artystami w ramach odwiedzin w galerii, ma to olbrzymie przełożenie na nasz odbiór sztuki. Nie mówię, że to jedyny możliwy sposób odbioru – po prostu dobrze nam się pracuje z takim podejściem. Bo my tę publiczność czasem angażujemy do naprawdę dziwnych rzeczy, ale ku ich uciesze.
Wystawa „Krótkie wakacje”, warsztaty ruchowe Alicji Wysockiej, Polski Pawilon na 24. Triennale w Mediolanie, 2025, fot. Agata Kalinowska
O nowym wcieleniu Żyjni, która po gruntownej przebudowie przejmuje całe wnętrze galerii, mówicie, że to „wystawa-sytuacja”. To wystawa, która podlega ciągłym przemianom, żyje swoim życiem?
Tak, to wystawa, która rozwija się z miesiąca na miesiąc. W tym sensie jest inspirowana czasem biologicznym i astronomicznym. Będzie próbowała zgrać te zewnętrzne rytmy natury i nasz wewnętrzny rytm istnienia. W tym celu Grupa Centrala, czyli Małgorzata Kuciewicz i Simone De Iacobis, przygotowuje nam specjalny zegar wskazujący pozycje, które obecnie zajmujemy w kalendarzu. Wystawa ma być jak ekosystem zmieniający się wraz ze światłem, temperaturą, porą roku.
Ale ta wystawa-sytuacja to też pomysł na format wystawienniczy. Chodzi tu o coś więcej niż bierny odbiór, polegający na tym, żeby dostać informację, o czym są prace i jak się po ekspozycji poruszać. To wskazanie, że osoba odbiorcza też jest twórcza i wytwarza relację z artystycznym otoczeniem.
Wizualizacja Żyjni, aut. Simone De Iacobis
Jeszcze nie wiem, co to tak naprawdę znaczy. Może się dowiem, jak już wejdę do Żyjni! (śmiech) Czy to oznacza, że ludzie będą mogli przychodzić do galerii z własnymi propozycjami różnych działań?
Nie, mam na myśli reakcje psychiczne publiczności. Doświadczenie odbioru sztuki współczesnej jest mocno skodyfikowane, chodzi więc o to, żeby je trochę rozszczelnić, a mimo to wciąż działać z obowiązującymi normami. Wykreować całe środowisko, które na nas wpływa. Tak było na wystawie „Zaświaty” Ani Orłowskiej, pokazywanej parę lat temu w innym naszym oddziale BWA – Wrocław Główny. Najlepiej było odbierać tę wystawę na leżąco, chwilami nawet w półśnie, a ona przez to niejako zwracała ci ten czas – dzięki temu, że sama sobie kreowałaś sensy, w osobisty sposób.
Nawiązuję tu do słów wrocławskiego artysty Jerzego Rosołowicza, który jest dla mnie wielką inspiracją. Zawsze mówił, że sztuka to obszar, w którym człowiek nie jest konsumentem, a jej odbiorca także znajduje się w działaniu twórczym.
Kto tym razem zaprojektował „przestrzeń doświadczalną” Żyjni i wystawy-sytuacji?
Wnętrze zostało stworzone przez Martę Mnich z Fundacji Jednostka Architektury – pracowni, która specjalizuje się przede wszystkim w socmodernizmach wrocławskich i ich renowacji. Razem z nią działała Grupa Centrala, bo Gosia i Simone mają doświadczenie chronobiologiczne oraz umiejętność wyobrażenia sobie architektury, która amplifikuje naturę. Zachowaliśmy też parę elementów z tej historycznej Żyjni, bo siłą rzeczy dużo aktualnych elementów wynika z doświadczeń poprzedniej edycji.
Cieszę się, że ponownie możemy liczyć na Żyjnię jako miejsce wytchnienia dla zmysłów przebodźcowanych miastem, social mediami i technologią. Nadal będzie jak w pałacach zdrojowych, czyli woda, kojąca ścieżka dźwiękowa, ziółka do wypicia?
Będzie specjalna ścieżka dźwiękowa, a do tego zapachy i światło – zmieniające się sezonowo. Od ulicy Świdnickiej galeria ma wielkie witryny, przez które w godzinach popołudniowych wpada światło słoneczne i tworzy tam cały spektakl. To wędrówka tego światła pozwala nam doświadczyć upływu czasu. W miesiącach, kiedy na zewnątrz jest go dużo, w środku będzie amplifikowane przez specjalnie dobrane prace artystów. Światło ma animować poszczególne wnętrza.
Oprócz powiększonej przestrzeni ekspozycyjnej i warsztatowej pojawi się Ciemnica na projekcje, pokój gościnny i malutkie, ale ogólnodostępne zaplecze kulinarne. Oczywiście chcemy, żeby ono też było doświadczeniem artystycznym – będzie tam można posłuchać pracy dźwiękowej Agnieszki Obszańskiej, dla której wyjściowym parametrem jest tzw. prabulion. Znasz tę koncepcję? Opowiada o początkach świata, pierwszej mieszaninie związków organicznych, która stała się początkiem życia na planecie Ziemia…
W jaki sposób będziecie pracowali nad Żyjnią w nadchodzących miesiącach?
Zaczynamy w wolnym rytmie, bo genetycznie jesteśmy przyzwyczajeni, że w styczniu jesteśmy jeszcze zamknięci w swoich gawrach. Będzie więc dużo motywów sennych. Swoją pracę „Senna lampa” przygotowuje na ten czas m.in. kinoMANUAL (Aga Jarząb i Maciek Bączyk) – niesamowita ekipa, która w swojej praktyce zajmuje się archeologią mediów. Tworzą jedyne w swoim rodzaju audiowizualne „seanse” i od lat organizują, nie tylko we Wrocławiu, tzw. salon zimowy. Zaprosiliśmy też kuratora wcześniejszych salonów – Pawła Bąkowskiego z galerii Fotogen, bo dla mnie to sposób budowania ciągłości we współpracy międzyinstytucjonalnej. Dalej – Kama Sokolnicka będzie tworzyć miękkie środowisko o ochronie i budowaniu odporności w sytuacji, która jest bardzo niekomfortowa. W galerii pojawi się też rzeźba Jarka Słomskiego przedstawiająca „Marę”, a do tego odbędą się seanse śnienia.
Przez cały rok będziemy leżeć na podłodze i poznawać ją za sprawą partytur przygotowanych przez Alicję Wysocką. Podłoga będzie też tematem finałowej odsłony wystawy-sytuacji dzięki esejowi wizualnemu autorstwa Zuzanny Skurki powstającemu we współpracy z innymi artystami, m.in. Tytusem Szabelskim-Różniakiem. A to dlatego, że podczas wizyty studyjnej Zuzanna na moje zamówienie zrobiła „biografię podłogi” i znalazła w niej ponad 50 amonitów. Amonit jest też kluczem wizualnym dla całego projektu, bo opowiada o sposobie, w jaki prowadzimy narracje.
„Żyjnia: wystawa-sytuacja”, ilustracja do instalacji „Senna lampa”, kinoMANUAL, rys. Agnieszka Jarząb
Ale jak to możliwe, że w tej podłodze były amonity?
W dokumentacji budynku jest napisane, że posadzka galerii to marmur z kamieniołomu śląskiego, natomiast geolożki, które obejrzały płyty, stwierdziły, że to wapień z Morawicy, i że są w nim nie tylko amonity, ale też belemnity i inne elementy pozwalające odtworzyć geologiczną historię regionu. Zuzanna stworzy więc geologiczną mapę tej podłogi, co stanie się finałem różnych działań performatywnych.
Żyjnia, fot. Karol Pałka
Macie plany na dalsze lata działania Żyjni? Rozumiem, że to rozpoczęcie pewnego eksperymentu, i na razie chcecie sprawdzić, jak ludzie reagują na wasze pomysły.
Przyszłość tego miejsca będzie uzależniona od nowej siedziby BWA Wrocław, która powstaje w dawnej hali montażowej żółtych autobusów pocztowych Kraftpost (otwarcie planowane na 2028 rok – przyp. red.). Żyjnia ma być symbolicznym portalem, który połączy widzów z historycznym centrum, bo ulica Kolejowa, przy której znajduje się hala, jest trochę cofnięta względem rynku i Starego Miasta. Tej płynności w tworzeniu wspólnego programu musimy się jeszcze nauczyć, ale zależy mi na tym, żeby zachować różnorodność formatów. Na pewno nie jest to próba wytworzenia jedynego modelu, którego zawsze będziemy się trzymać. Chcemy pokazać, że jest wiele możliwości działań z artystami i samą przestrzenią galeryjną, więc będziemy dopasowywać się do nowych wizji i potrzeb. Żyjnia to prototyp, a format współpracy z artystami tworzącymi prace do wnętrza to również próba przed urządzaniem nowej siedziby. Maciej Bujko, dyrektor BWA Wrocław, od początku chciał, żeby osoby artystyczne były zaangażowane nie tylko w użytkowanie, lecz także w tworzenie przestrzeni wystawowej.
Kluczowe pytanie brzmi, czy galerie sztuki współczesnej rzeczywiście potrzebują zmiany formuły? Mówisz, że zależy wam na tym, by ludzie nie czuli się onieśmieleni, gdy wchodzą do miejsc związanych ze sztuką.
Nie chodzi o to, czy galerie powinny czy nie powinny – po prostu my taką galerią jesteśmy. Nasz statek dawno popłynął w tym kierunku. To wynik wielu czynników i pewnie też osobistych dyspozycji, bo ja lubię przestrzenie, które są afektywne i angażujące. Doceniam artystów, którzy nie tylko ustawiają prace w danej przestrzeni, ale potrafią też wytworzyć napięcie pomiędzy sztuką i jej otoczeniem. To mocno działa na moją wyobraźnię i ma przełożenie na to, w jakim kierunku idziemy. Ważne jest też doświadczenie opiekunek naszych ekspozycji, bo to one wchodzą w relacje z publicznością, która darzy je zaufaniem, i potrafią ją namówić do różnych dziwnych rzeczy. Są gospodyniami tworzonych przez nas miejsc.
Sama chodzę do galerii, żeby oderwać się od życia bieżącego, przejść do czasu „tu i teraz”. Galerie sztuki mogą być placem zabaw dla wyobraźni, rodzajem laboratorium służącego do eksperymentowania z rzeczywistością. I jeżeli tak to skalibrujemy, nagle okazuje się, że każdy ma potrzebę znalezienia takiej odskoczni, takiej zabawy. Zabawy w znaczeniu filozoficznym, która nie jest tylko konsumpcją i rozrywką, ale pobudza wyobraźnię, odpala zmysły. Dzięki temu lepiej się potem funkcjonuje w tym nie zawsze wesołym życiu.
„Żyjnia: wystawa-sytuacja”, Żyjnia BWA Wrocław
Sezon zimowy: 23.01–19.03.2026
Otwarcie: 23.01.2026 (zapisy)
Weekend otwarcia: 24-25.01.2026 (zapisy nie obowiązują)
23 stycznia otworzy się Żyjnia: galeria i wystawa-sytuacja. Tego dnia odbędzie się seans dźwiękowy przygotowany przez Ukojenie, kolektyw Gosi Wrzosek i Zuzy Kofty, a wizytom towarzyszyć będzie poczęstunek (obowiązują zapisy). Wieczorem zapraszamy na pokaz Kościoła Nihilistów w budynku dawnego ZETO, organizowany przez BWA Wrocław i Mint Magazine, w partnerstwie ze Znikającym Klubem (wejście z opaskami, które rozdane będą podczas otwarcia Żyjni). Zapisy: https://zapisy.bwa.wroc.pl/zyjnia/.