O pracy po pracy. „Front Wizualny” na Nowych Horyzontach. Co trzeba zobaczyć na festiwalu?
( 02.07.2025 )
Hipsterzy na wakacjach, seks z dostawcą jedzenia, legendarny Peter Hujar i powrót do estetyki corpcore. To wszystko – i wiele więcej – zobaczycie w ramach „Frontu Wizualnego”, jednego z najbardziej unikalnych cykli na festiwalu Nowe Horyzonty.
Cykl „Front Wizualny” na 25. Międzynarodowym Festiwalu BNP Paribas Nowe Horyzonty to prawdziwy skarb. Przede wszystkim dlatego, że prezentuje filmy, które mają mniejsze szanse na trafienie do szerokiej dystrybucji. A przecież właśnie po to jeździ się na festiwale filmowe – by siedzieć w kinie i patrzeć na coś, czego nigdy więcej się nie zobaczy. W tym cyklu chodzi o coś jeszcze – o przenikanie kina i sztuk wizualnych. Nie użyję modnego słowa na „l” z zeszłego roku, ale właśnie o tę przestrzeń pomiędzy dwoma światami tu chodzi. Tegoroczna selekcja filmów, nadzorowana przez Ewę Szabłowską, to dla mnie również refleksja nad światem pracy – i tym, co po pracy. Bo to właśnie praca jest wątkiem, który łączy najciekawsze filmy tej sekcji.
Żeby to lepiej zrozumieć, zabiorę Was na chwilę do galerii sztuki. Kilka lat temu w Mediolanie duński duet Elmgreen & Dragset – jeden z najważniejszych europejskich kolektywów artystycznych – zaprezentował wystawę o pracy. Artyści stworzyli wielką instalację przypominającą scenografię z filmów o biurowej codzienności pracowników korporacji – białe biurka przedzielone płotkami z płyty wiórowej, unoszące się nad nimi monitory, całość oświetlona nieznośnym światłem jarzeniówek, znanym każdemu, kto zaliczył biurowe nadgodziny. Oglądanie tej instalacji latem 2021 roku było szczególnie poruszające – wtedy właśnie zastanawialiśmy się, czy do biur w ogóle jeszcze wrócimy. Dziś wiemy, że wróciliśmy. Ale dyskusja o tym, czym jest czas pracy i czas wolny, nabrała nowego znaczenia. I to właśnie jeden z tematów tegorocznego „Frontu Wizualnego”.
Redakcja tak jakby Vice, tak jakby na tropie „Magiczna Farma”
Zaczynamy od filmu, który opatrzyłbym hasztagami: #hipster #vscocam #nofilter #ironia. Dlaczego? „Magiczna Farma” w reżyserii Amalii Ulman to film w filmie. Ekipa dziennikarzy przypominająca zespół Vice’a tropi – jak na ich styl przystało – dziwny, niszowy temat, gdzieś poza horyzontem zainteresowania globalnych mediów. Ich liderką jest Edna (w tej roli Chloë Sevigny), choć jej przywództwo niewiele znaczy. Tropiąc artystów-performerów z Ameryki Południowej, mylą miasta i kraje, ale nie szkodzi – zaradni dziennikarze są w stanie zrobić „temat” wszędzie.
Tak jak zauważyli krytycy po Sundance i Cannes – to film o amerykańskim kolonializmie, o orientalizującym spojrzeniu Zachodu na resztę świata. Ale to też opowieść o pracy – i o tych, którzy bardzo chcą, a jednocześnie nie chcą pracować. Ludzie ci poświęcają młodość na pracę za grosze, na rzecz dużych firm. To marzenie o wspólnotowości, które kończy się wyzyskiem. Ulman, absolwentka Central Saint Martins, porusza w tym filmie tematy klasowe i zadaje pytanie: czy „podążanie za marzeniami” nie jest przypadkiem pułapką?
Magiczna farma, reż. Amalia Ulman
Uber Sex, czyli „Pijane kluski”
Amerykanie przysposobili sobie wspaniałe tłumaczenie tego, co my określamy Pad-Thaiem na ostro – „Drunken Noodles”, czyli pijane kluski, to jedno z najpopularniejszych dań na wynos. Choć w świecie zachodnim nikt już chyba nie zabiera jedzenia z restauracji, donoszą nam je objuczeni w neoprenowe plecaki pracownicy, często emigranci funkcjonujący w ramach ekonomii fuch. To oni są zbiorowym bohaterem filmu argentyńskiego reżysera Lucio Castro. I o ile w „Magicznej Farmie” uciekaliśmy z Nowego Jorku, tak tu w pierwszej scenie do miasta wracamy, podążając za młodym mężczyzną, który wakacje spędza – a jakże – produktywnie. Dostaje się na staż w jednej z nowojorskich galerii handlujących sztuką. Zagubiony w mieście i samotny, zamawia jedzenie, a potem szuka przygód. Najpierw umawia się na przygodne obciąganie w parku i – zdaje się – jest to dla niego dość wstydliwa forma bycia zdominowanym. Kolejnymi partnerami głównego bohatera będą dostawcy jedzenia.
I znów – jest to opowieść o czymś więcej niż pracy. Mamy tu przepiękne kino, oniryczne, w którym dzieją się tak niezwykłe rzeczy jak taniec fauna w lesie, gdzieś na obrzeżach miasta. Ale mnie najbardziej w pamięć zapadła właśnie estetyzacja seksu. Castro nie bez powodu oddaje seksualną energię w ręce współczesnych robotników, którzy są na tyle atrakcyjni dla młodego i – rzecz jasna – uprzywilejowanego stażysty, że ten umawia się z nimi na orgię w domu. Gdy wszystko się zaczyna, pracownicy pozostają w kaskach i sportowych okularach, wciąż z kanciastymi plecakami, rozbierają się od pasa w dół. Czy byliby tak samo atrakcyjni dla głównego bohatera, gdyby przyszli ubrani w swoje odświętne ubrania? Myślę, że w tym seksie chodzi o władzę.
Pijane kluski, reż. Lucio Castro
Corpcore, czyli dyskretny powab nadgodzin w pracy
I „Drunken Noodles”, i „Magiczna Farma” to opowieści o tym, jak wygląda praca w ostatnich dwóch dekadach. Ta praca, którą zachłysnęli się milenialsi, i ta, która stworzyła miejsca niestałe dla tysięcy „samozatrudnionych” osób w sektorze usług. Ale „Front Wizualny” w krótkim cyklu filmów biurowych, kuratorowanych przez Michała Grzegorzka, dyrektora Galerii Studio w Warszawie, eksploruje zupełnie inną estetykę pracy – z przełomu lat 90. i 2000.
Gdzieś pomiędzy czasami reklamy Mentosa (THE FRESHMAKER!), w której młody yuppie kładł się na świeżo malowanej ławce, by w przypływie geniuszu ozdobić swój garnitur, a czasami, w których bohaterowie serialu „Teraz albo nigdy” krążyli po labiryntach jedynego wówczas drapacza chmur w Warszawie w poszukiwaniu ASAP-ów, deadline’ów i tasków. Oto czasy corporatecore’u, w których znów modne są garnitury, garsonki, plakietki, buty na szpilkach, długie włosy dzielone przedziałkiem, plakietki i elegancja rodem z „American Psycho”.
Grzegorzek pokazuje nam cykl filmów, które romansują z estetyką pracy w biurze. W jednym z nich Filipka Rutkowska – goszcząca na ekranach Nowych Horyzontów co roku (2023, „Filipka” Dawid Nickel, 2024, „To uczucie” Alex Baczyński) – wraca jako reżyserka i główna bohaterka filmu, w którym oprowadza po wystawie malarki Erny Rosenstein w Fundacji Galerii Foksal. Filipka faktycznie była pracowniczką biurową tej galerii i świetnie odnajduje się w roli elegantki, która profesjonalnie, w skrzętnym stroju, prowadzi nas po galerii (znów – ta galeria, miejsce odpoczynku i pracy zarazem).
To Exist Under Permanent Suspicion, reż. Valentin Noujaïm
Korporacyjną estetykę – może nieco nazbyt sentymentalnie – wykorzystuje artystka Eartheater w teledysku „Crushing”, w którym surowe i chłodne szkło pęka pod siłą dzikiego głosu artystki. To właśnie ten teledysk kazał mi się zastanowić, czy w estetyce corpcore’u jest coś więcej niż wspominki – melancholia za czasami, które są od nas na tyle odległe, że zbiorowa pamięć zaczyna wyłapywać z przeszłości tylko to, co dobre, niewinne, bo dawne. Ale właśnie wtedy przychodzi najlepszy film w całym cyklu – praca wideo Kayije Kagame, artystki szwajcarsko-rwandyjskiego pochodzenia. Wideo, w którym znów jesteśmy w szklanych domach, w dzielnicach biznesu, w pracy po godzinach, a główna bohaterka w piekle kapitalizmu odnajduje siebie – nie w roli ofiary, lecz kogoś, kto potrafi uszczknąć z tego wszystkiego coś dla siebie, a na koniec… no cóż, nie będę zdradzał spektakularnego zakończenia.
Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia. Aha. Dzień z życia Petera Hujara
Na ten film pójdą tłumy i może dlatego warto zostawić go na koniec – ze specjalną dedykacją dla tych, którzy wytrwali do końca tego przeglądu. A popularność gwarantuje samo nazwisko wybitnego amerykańskiego fotografa Petera Hujara – artysty znanego z intymnych, delikatnych portretów ludzi, których sadzał na kanapie, a potem prosił, by spojrzeli w obiektyw. W filmie Iry Sachsa sytuacja się odwraca, bo kanwą jest rozmowa, którą w 1974 roku z artystą przeprowadziła Linda Rosenkrantz – pisarka znana z tego, że swoich artystycznych znajomych prosiła o spędzenie jednego dnia razem, a potem zamieniała te posiedzenia w barwne reportaże. Rosenkrantz i Hujar (w tych rolach Ben Whishaw i Rebecca Hall) rozmawiają od rana, przed południem piją drinka, po chwili kolejnego, sypią się anegdoty i wielkie nazwiska. Wszystko to jest jak marzenie, a jednak – cały czas, może ze względu na profesję – czułem się podczas seansu, jakbym patrzył na ludzi w pracy. Przyjemnej, miłej, niemniej pracy. Statusu Hujara dziś nikt nie podważa, ale ten film opowiada o pewnej romantyzowanej prawdzie – życie w sztuce to życie cały czas w pracy, na dobre i na złe.
Dzień Petera Hujara, reż. Ira Sachs
Pełną listę filmów Froncie Wizualnym znajdziecie na stronie festiwalu, a my polecimy wam jeszcze:
Kiedy zadzwonił telefon, reż. Iva Radivojević
To medytacyjny i refleksyjny film o losie, przeznaczeniu i globalnych współzależnościach, który zaskakuje swoją formą i głębią emocjonalną. Faworyt tegorocznych festiwali filmowy, więc i na Nowych Horyzontach się spodoba.
Nieznajomy pod Wielkim Łukiem, reż. Stéphane Demoustier
Francuski thriller sądowy inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, który stawia pytania o winę, tożsamość i zderzenie kultur we współczesnej Europie.
Nieznajomy pod Wielkim Łukiem, reż. Stéphane Demoustier
Król Maciuś Pierwszy, reż. Jaśmina Wójcik
Eksperymentalna adaptacja klasycznej powieści Janusza Korczaka, która z dziecięcej perspektywy opowiada o władzy, sprawiedliwości i dorastaniu w trudnych czasach. To zapis formalnej gry, która jest zwycięstwem procesu nad efektem.
Międzynarodowy Festiwal Filmowy BNP Paribas Nowe Horyzonty odbędzie się w dniach 17-27 lipca 2025 we Wrocławiu, a edycja online potrwa do 3 sierpnia.