Podsumowanie roku 2025 w teatrze

( 28.12.2025 )

Grand Prix „Boskiej Komedii”, najlepszy dramat mieszczański, zwycięski spektakl kostiumowy i środowiskowy. Karolina Felberg-Pawłowska wybiera najbardziej udane spektakle 2025 roku.

Bez wściekłości i wrzasku

W 2025 roku Grand Prix 18. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Boska Komedia” zdobyli Tkocze Mai Kleczewskiej, na podstawie tekstu Gerharta Hauptmanna (premiera 14 lutego 2025 w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach). Spektakl ukazuje skutki wczesnokapitalistycznej rewolucji pracowitości, która, zrównując nowoczesny etos pracy z paradygmatem postępu, czyli nieustannego wzrostu za cenę wyzysku zasobów ludzkich, trwale alienuje pracowników. W rezultacie późna nowoczesność, przepoczwarzywszy się w domenę taniej pracy/natury/kultury i, co gorsza, taniego życia, stała się (czas przeszły – sic!) dystopią – areną plemiennych wojen między pracownikami a pracodawcami. Reżyserka nie waży racji drapieżnego kapitalizmu. Objawia natomiast jego skutki – ukazując współczesność jako realność nie „do życia”, a co najwyżej „do przeżycia”. Paradygmat „wściekłości i wrzasku” nie ma już u Kleczewskiej takiej siły, co kiedyś, ale za to adekwatnie definiuje bestię, która co rusz wyciąga ku nam swoje pazury.

Dziękujemy!

„Tkocze”, reż. Maja Kleczewska, fot. Przemysław Jendroska, materiały teatru

Najlepszą premierę studencką, Schody, schody, schody w reżyserii Wojciecha Farugi, dali z kolei uczniowie Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza (pierwszy pokaz 21 listopada w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie). Spektakl – inspirowany filmem „Pancernik Potiomkin" Siergieja Eisensteina z 1925 roku oraz krótkim metrażem „Schody” Zbigniewa Rybczyńskiego z 1987 roku – pyta o naturę współczesnych wojen, które z dziejotwórczych „wydarzeń” skarlały do żywiącego mass media „towaru” albo  „kontentu”, a w epoce mediów społecznościowych zwolna przeistoczyły się w „atrakcje” znudzonych konsumentów. W optyce Farugi i Macieja Jaszczyńskiego – współtwórcy scenariusza, odeskie schody urastają do (nie)miejsca – historycznie bezużytecznego jądra ciemności pulsującego bólem oraz emitującego bezbrzeżną pustkę. Niczego nie nauczyliśmy się na własnych błędach – mówi ze sceny „gen Z”. Cierpienie, którego doświadczamy, zadając je jednocześnie innym, donikąd nas nie prowadzi. Więcej – jedyną ulgą, jaką możemy sobie wzajemnie podarować, jest śmierć. Nie sposób wyobrazić sobie smutniejszych występów studenckich.

Dziękujemy!

„Schody, schody, schody”, reż. Wojciech Faruga, fot. Bartek Warzecha, materiały teatru

Piekło bliskości

Najlepszym dramatem mieszczańskim mijającego roku pozostają Sceny z życia małżeńskiego, w reżyserii Katarzyny Minkowskiej (premiera 26 kwietnia w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie). Spektakl stanowi wiwisekcję intymnej relacji kobiety z mężczyzną na przestrzeni lat. Okazuje się, że w zachodnioeuropejskiej cywilizacji, która wierzy już tylko w miłość, małżeńska lojalność i akceptacja stanowią zadania wykraczające poza  jednostkową perspektywę i stają się puntem wyjścia do opowieści o sprawach niezwykle dotkliwych – bolesnych, rodzących skrytość i rozmaite obrony, prowokujących do chowania się za rozmaite maski oraz konwencje. Wpisanie Ibsenowskiej Nory w bergmanowskie schematy uprzytamnia, że nic nie przychodzi nam tak ciężko jak… bliskość, naturalność oraz spełnienie.

*Reklama

Dziękujemy!

„Sceny z życia małżeńskiego”, reż. Katarzyna Minkowska, materiały teatru

Równie dotkliwym dramatem rodzinnym okazuje się oryginalny spektakl telewizyjny Ruda Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk i Wawrzyńca Kostrzewskiego, w reżyserii tego ostatniego (premiera 20 października w Teatrze Telewizji). Tytułowa bohaterka to Małgorzata Sarzyńska – malarka-amatorka z Jeleniej Góry, w którą wciela się 20 lat po jej przedwczesnej śmierci Olga Sarzyńska: aktorka teatralna i filmowa, a prywatnie córka Rudej oraz partnerka Wawrzyńca Kostrzewskiego. Artystka tworzy wbrew całemu światu – wbrew nieobecnemu ojcu, wbrew zapracowanej matce (Maria Maj), która planowała dla córki karierę urzędniczą, wbrew mężowi (Michał Czernecki), który okazał się przemocowym pijakiem, wbrew wymagającym uwagi dzieciom (Hanna R. Sągolewska i Alan Syty), a nawet wbrew tchórzliwemu kochankowi (Piotr Adamczyk). W najbardziej przejmującym momencie spektaklu malarka wylicza, co jej – mimo wszystko – wyszło. Wielka to scena! Kostrzewski po raz kolejny udowodnił, że jest obecnie najwybitniejszym twórcą oryginalnych spektakli telewizyjnych, które genialnie umuzycznia jego przyrodni brat – Piotr Łabonarski (por. z realizacją jego Wesela Stanisława Wyspiańskiego z 2018 roku). 

Dziękujemy!

„Ruda”, reż. Małgorzata Sikorska-Miszczuk i Wawrzyniec Kostrzewski, fot. Natasza Młudzik, materiały TVP

Nieludzkie ludzkie

Najlepszym spektaklem kostiumowym 2025 roku pozostają Krzyżacy Henryka Sienkiewicza, w reżyserii Jana Klaty (premiera 13 września w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie). Ishbel Szatrawska zadbała o dramaturgię z fokusem na „kwestię kobiecą”, zaś Mirek Kaczmarek stworzył wymowną, acz minimalistyczną scenografię oraz kostiumy, które oczyściły średniowieczne konflikty i wojny ze wzniosłości, a następnie zrównały je z kibolskimi ustawkami. Klata ogołaca Sienkiewicza z patosu, a bohaterowszczyznę urealnia do patriarchalnej z ducha przemocy. Jego koncept nie tylko bawi, ale i wyraża diabelską ironię losu – został bowiem zrealizowany na setne urodziny olsztyńskiego teatru, który powstał w 1925 roku jako Treudank-Theater i stanowił podarek od władz pruskich za wygrany pięć lat wcześniej plebiscyt. Nawiasem mówiąc, do 1945 roku grano na tej scenie wyłącznie po niemiecku.

Dziękujemy!

„Krzyżacy”, reż. Jan Klata, fot. Karolina Jóźwiak

Dziękujemy!
( Arek Kowalik )

Kultura obowiązkowa, 16–22 grudnia

Z kolei najlepszym dramatem środowiskowym mijającego roku okazała się Wegetarianka zeszłorocznej noblistki Han Kang, w reżyserii Pawła Miśkiewicza (premiera 4 grudnia w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie). Tytułowa bohaterka (aktorki Dominika Bednarczyk i Alina Szczegielniak oraz tancerka Agata Jędrzejczak) nie znosi ludzkiego środowiska. Jej powrót do natury nie realizuje się jednakże w duchu sielskich czy idyllicznych toposów. Przeciwnie! Yong-hye tak dalece nie akceptuje hegemonii ludzi nad resztą stworzenia, że decyduje się na szereg radykalnych gestów wobec (arcy)ludzkich reżimów. I to począwszy od zaprzestania jedzenia mięsa, przez próby samobójcze, po redukcję własnego życia do funkcji wegetatywnych – stricte roślinnych. Miśkiewiczowi udało się zaprezentować na scenie teatralnej przepastną głębię milczenia oraz potęgę ciszy – domen, które kojarzą się z bezsiłą, choć w tym wypadku okazują się orężem wegetarianki!

Dziękujemy!

„Wegetarianka” reż. Paweł Miśkiewicz, fot. Joanna Siwiec / Bartek Barczyk, materiały teatru

(Nie)spełniona nadzieja

I wreszcie, największe nadzieje teatr polski wiązał w minionym roku z Kamilem Białaszkiem (znanym także jako raper Koza) – reżyserem Nowego PANA TADEUSZA, tylko że rapowego (premiera 28 stycznia) i Niewyczerpanego żartu Davida Fostera Wallace’a (premiera 13 grudnia w Teatrze Narodowym w Warszawie). O ile arcypolski epos w realizacji Białaszka rozczarowywał i nużył, nawiązywał bowiem do mocno zużytych klisz z żywotów blokersów, o tyle amerykańska epopeja z 1996 roku, choć stanowi dzieło cokolwiek niespełnione, znacznie bardziej mu się udała. Białaszek nie roztrwonił potencjału postironicznej powieści Wallace’a, która w dużej mierze antycypowała wrażliwości dzisiejszych zetek, a reżyserowi należącemu do tego właśnie pokolenia umożliwiła wypowiedź iście generacyjną. Manifest pokoleniowy niedawnego rapera nie brzmi jednak ostentacyjnie i – jak literacki pierwowzór – wydaje się jak gdyby… niespełniony. Ale jaki miałby być, skoro chciałby przemawiać w imieniu (absolutnego) last generation? Nawiasem mówiąc, tytuł powieści (ang. „Infinite Jest”) to cytat z księcia Hamleta, który, nadziawszy się na cmentarzu na czaszkę błazna Yoricka, nazywał go autorem „niewyczerpanych żartów”. W roli głównego bohatera, Hala Incandenzy, Białaszek obsadził zaś Hugona Tarresa, czyli zdolnego studenta warszawskiej AT, który kilka miesięcy temu zadebiutował w Teatrze Narodowym jako… Hamlet w głośnej premierze odchodzącego z dyrektorskiego stołka Jana Englerta. I jakby nie dość było tych żartów, w 2026 roku Białaszek będzie reżyserować… Hamleta w kierowanym od tego sezonu przez Maję Kleczewską Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie.

Obyśmy mogli po premierze zakrzyknąć – „To się udało!”.

Dziękujemy!

„Niewyczerpany żart”, reż. Kamil Białaszek, fot. Karolina Jóźwiak, materiały teatru

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.