Polska kłóci się o Tośkę. Jak „Nigdy w życiu!” wróciło po 22 latach

( 04.09.2026 )

Joanna Jabłczyńska nie zagra Tośki, Katarzyna Grochola straszy pozwem, Dorota Szelągowska przeprasza, a prywatne wiadomości trafiają do sieci. Powrót „Nigdy w życiu” miał być nostalgicznym spotkaniem z kultowym filmem. Zamiast tego dostaliśmy aferę, której każdy kolejny dzień przynosi nowy plot twist. Jak do tego doszło?

Aktorka Joanna Jabłczyńska ogłasza, że nie będzie grać Tosi w szumnie promowanej kontynuacji „Nigdy w życiu!”. Producentka Anna Wichłacz ogłasza, że aktorka przegrała casting. Pisarka Katarzyna Grochola straszy pozwem. Aktorka Agnieszka Żulewska zmienia swój profil na Instagramie na prywatny. Jabłczyńska wstawia rolki, pisze liczne komentarze, udziela wywiadów. Jabłczyńska przeprasza Żulewską. Córka Dorota Szelągowska odsądza Jabłczyńską od złych ludzi. Jabłczyńska publikuje treści rozmów z Grocholą. Szelągowska zachęca do wpłat na szkołę w Afryce. Szelągowska przeprasza Jabłczyńską. Jabłczyńska przeprasza Annę Katarzynę Grocholę. Wydaje się, że minęły wieki od początku afery o Tośkę (a to ledwo ponad tydzień temu było!), i każdy już zdecydował komu kibicować, a i tak pojawiają się nowe plot twisty. Choć na początku spór wyraźnie toczył się między obozami #teamJabłczyńska i #teamGrochola, sytuacja rozmywa się coraz bardziej i dziś raczej dzieli Polskę (bo to zdecydowanie już temat wagi narodowej) na 1. tych, co z kubełkiem popcornu pod pachą i z wypiekami na twarzy czekają na kolejne medialne doniesienia i komentarze (serdecznie witamy na łamach Mint Magazine!), 2. tych, co załamują ręce, że wszyscy gadają o komedii romantycznej sprzed dwóch dekad.

Dziękujemy!

A wszystko zaczęło się w 1997 roku. To wtedy Katarzyna Grochola publikuje debiutancką powieść, ledwie 80-stronicową „Przegryźć dżdżownicę”. To zapis monologów wewnętrznych zdradzonej kobiety. Do tematu wraca w drugiej powieści, 4 lata później, tym razem podkręcając humor i pokazując życie po zdradzie, w tym epizod płomiennego romansu. To właśnie „Nigdy w życiu!”. Rychły sukces książki przewiduje Ilona Łepkowska, która wtedy już na swoim koncie miała scenariusze do hitów kinowych („Och, Karol”, „Kogel-mogel”) i serialowych („M jak miłość” czy „Na dobre i na złe”), i wprawia w ruch wielką maszynę produkcyjną. Dla tych, którym udało się uniknąć kontaktu z tym kultowym już dziś tekstem, małe przypomnienie – Judyta (w filmie Danuta Stenka) pracuje w czasopiśmie dla kobiet, odpowiadając na pytania czytelniczek na tematy wszelakie. Ma 16-letnią córkę Tosię (to właśnie w nią wcieliła się wtedy Joanna Jabłczyńska), a mąż przed chwilą zostawił ją dla młodszej kobiety. Bohaterka spontanicznie postanawia wynieść się ze stolicy i zbudować dom na łonie natury.

Dziękujemy!

Łepkowska przekształca treść książki, zmniejsza liczbę postaci, ale za to znacząco rozwija rolę Tośki. Dla widzów ikoniczna stała się scena, w której to Tośka pomaga zmieszanej matce odpowiedzieć na list czytelnika pytającego, czy zakrzywiony penis jest czymś normalnym. W książce na ten sam list Judyta szuka odpowiedzi u znajomego weterynarza. Film odnosi niesamowity sukces, jest czwartym najchętniej oglądanym filmem w kinach w 2004 roku (lepszy wynik osiągnęły tylko „Pasja”, „Shrek 2” oraz finał „Władcy Pierścieni”) i jedynym polskim w top piętnastce. Powszechnie uważa się, że jest on bezpośrednią przyczyną boomu na polskie komedie romantyczne. Kontynuacja filmowa wydaje się więc nieunikniona. Jeszcze przed premierą filmu Grochola publikuje dwie kolejne książki o Judycie – „Serce na temblaku” (2002) oraz „Ja wam pokażę” (2004). Tadeusz Lampka, producent filmu, uważa jednak, że są one niefilmowalne. Łepkowska napisała własną wersję kolejnych perypetii Judyty, Grochola zażądała jednak za prawa do postaci miliona dolarów, kwoty wtedy, a pewnie nawet i dziś, absurdalnie wysokiej. Łepkowska i Lampka, rodzice filmowego sukcesu, opuszczają więc świat Judyty i twórczości Grocholi.

*Reklama

Grochola znajduje producentów chętnych do sfilmowania „Ja wam pokażę”. Za scenariusz odpowiada Cezary Harasimowicz, choć tym razem decydujący głos ma Grochola. „Ani Katarzyna, ani ja nie ukrywamy, że w kilku kwestiach – dla mnie bardzo znacznych – nie udało nam się znaleźć rozwiązania zadowalającego obie strony. W podobnych sytuacjach to Katarzyna – nie tylko jako autorka pierwowzoru, ale także jako współproducentka filmu – miała decydujący głos. Żartowaliśmy wtedy, że podpisujemy protokół rozbieżności,” opowiada Onetowi pisarz. W Judytę wciela się tym razem Grażyna Wolszczak i… sama Grochola (pojawiająca się w filmie jako wewnętrzny głos bohaterki). Z obsady pierwszej części powtarzają się tylko rodzice Judyty, Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski. Tośkę tym razem gra Maria Niklińska, reżyseruje debiutant Denis Delić. Film wchodzi do kin w lutym 2006, odnosi sukces frekwencyjny, ale rozczarowuje zarówno widzów, jak i krytykę.

Rok później, dla TVP, powstaje wersja serialowa, również w reżyserii Denisa Delića. Grażyna Wolszczak, już po pierwszych przymiarkach, na ulicy dostaje telefon, że to podobno Edyta Jungowska dostała angaż do tej roli. Jak mówi w wywiadzie dla Magdy Mołek:  „Ktoś mi powiedział: «Ty podobno nie grasz. Edyta podobno gra». Ja mówię: «Wow» i zaczęłam dzwonić. To była sytuacja, którą znałam z życiorysów koleżanek, i nagle mi się przytrafiła. To było mega bolesne”. Następuje kolejna roszada obsadowa. Swoje role powtarzają Marta Lipińska i Krzysztof Kowalewski plus kilku aktorów grających mniejsze role (m.in. Anna Prus czy Waldemar Błaszczyk). Zachwytów ponownie brak.

Od tego czasu nikt nie podejmował kolejnych prób adaptacji tekstów Grocholi, za to w 2024 zaczęło się świętowanie 20-lecia filmowego „Nigdy w życiu!”, mającego już status kultowego dzieła. Nieprzypadkowo właśnie to w tym roku na social mediach zaczyna trendować hasztag „judyta era” i hasło judytowanie. Na TikToku pojawiają się filmy judytujących dziewczyn, czyli takich, które piją kawę na łonie natury czy czytają książki w hamaku. Takich, które wypisują się z wielkomiejskiego zgiełku i cieszą się spokojem i slow life. Hasło może być także rozumiane jako czas szczęśliwego singielstwa, skupienia na sobie i zadbania o swoje potrzeby. Można w ramach judytowania wybudować sobie wymarzony dom na wsi, albo po prostu przestać zamartwiać się bullshitem innych.

Dziękujemy!

Bardzo dosłownie wzięła sobie do serca judytowanie… Joanna Jabłczyńska. Zakochała się w działce 100 kilometrów pod Warszawą. Umówiła się z jej właścicielką, i jadąc na pierwszą wizytę, dokładnie tak jak sama Judyta, zarzekała się, że przecież nigdy takiego miejsca nie kupi. Oczywiście jednak działkę kupiła i zbudowała miejsce tylko pod siebie, jak sama mówi, nie przejmując się tym, czy komuś innemu będzie się podobać jej kaflowy piec, niebieskie schody czy malowany motyl na bramie.

Dziękujemy!
( Kacper Peresada )

Kultura obowiązkowa, 23–29 czerwca

Świętując nadchodzące 20-lecie filmu, Katarzyna Grochola w 2023 w „Dzień dobry TVN” zdradziła, że ma już napisaną połowę piątej części, a na pytania prowadzących o filmową kontynuację uśmiecha się do siedzącej obok Danuty Stenki i Joanny Jabłczyńskiej i daje do zrozumienia, że mają się szykować do powtórzenia ról. Socialmediowy sukces „judyta era” i liczne artykuły o 20-leciu filmu potwierdzają, że w narodzie jest ogromna potrzeba na ponowne spotkanie z Judytą, i to także wśród młodszych pokoleń. W listopadzie 2025 Grochola publikuje wideo, w którym trzyma maszynopis książki i mówi: „Czy gdybym wam powiedziała, że kończę książkę pod tytułem «Nigdy w życiu 2», to byście wiedzieli, o co chodzi?”. Najpopularniejszy komentarz? „Cudownie by było a potem ekranizacja z tymi samymi aktorami”. Nie trzeba nawet dodawać o jakich aktorów chodzi. Wszyscy pamiętają „Nigdy w życiu!”, o pozostałych ekranizacjach czy książkach tylko nieliczni nieśmiało przypominają, nawet Grochola zmienia strategię i teraz mówi już o „Nigdy w życiu 2!”, a nie o piątej części serii. Ktoś inny w komentarzach dodaje, że teraz to Joanna Jabłczyńska mogłaby przejąć pałeczkę i to Tosia powinna być główną bohaterką.

W lutym tego roku Grochola gości w studiu „Dzień dobry TVN”, aby opowiedzieć o książce (nazwanej w programie „drugą częścią”!) i zapowiada, że Danuta Stenka zgodziła się powtórzyć rolę. Scenariusz filmu jest gotowy, trzeba tylko dopiąć finansowanie, znaleźć koproducentów. Książka, w końcu zatytułowana „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” ma premierę w marcu. W opisach książki nie ma ani słowa o tym, że powstały już trzy inne kontynuacje, co więcej – zniknęły one nawet ze strony wydawnictwa (gdzie widnieją jednak informacje o innych książkach Grocholi z wyczerpanym nakładem). W lipcu autorka oficjalnie potwierdza, że Stenka będzie znów grać Judytę i lada chwila rozpoczną się zdjęcia. Nie ma żadnych informacji o reszcie obsady, ale wydaje się oczywiste, że skoro nawet promocja nowej książki zaklina rzeczywistość i skupia się tylko na istnieniu „Nigdy w życiu!”, to w końcu doczekamy się powrotu pełnej głównej obsady (Stenka, Żmijewski, Jabłczyńska, Brodzik, Frycz, Lipińska). Nawet postać ojca Judyty, grana przez nieżyjącego już Krzysztofa Kowalewskiego, jest uśmiercona w książce, może właśnie po to, by ułatwić logistykę ekranizacji.

Dziękujemy!

A w zeszłym tygodniu, na prezentacji jesiennej ramówki TVN-u, pojawia się też Joanna Jabłczyńska (ciągle przecież grająca w „Na wspólnej”, nieprzerwanie od 2003). Na ściance dostaje pytania o rolę Tosi i zszokowanym mediom zdradza, że nie powtórzy swojej roli. Od razu też mówi, że jest jej z tym „cholernie, cholernie ciężko”. Ma żal do producentów, że musi sama ogłaszać to światu. Z późniejszych wywiadów (a nawet opublikowanych prywatnych wiadomości) dowiadujemy się, że aktorka próbowała ustalić wspólny front komunikacji tej decyzji obsadowej, ale zostawiono ją na lodzie. Nie jest więc tak, że to ona postawiła produkcję pod ścianą, żaląc się publicznie, że nie dostała roli. Z doniesień Jabłczyńskiej wynika, że to twórcy filmu zmusili ją, by świeciła oczami i z pokorą ogłosiła, że jednak nie będzie grać. Podobna sytuacja wydarzyła się przy produkcji „Rancza”, i Elżbieta Romanowska (odtwórczyni Joli, żony Pietrka granego przez Piotra Pręgowskiego, który powraca w nowym sezonie) w wywiadach ograniczyła się tylko do stwierdzenia, że nie pojawi się w serialu bez dalszego komentarza.

Jabłczyńska postanowiła jednak odpiąć wrotki i nie cenzurować swoich słów. Mówi otwarcie o swoich emocjach i doświadczeniach z procesem przygotowań do filmu. I to właśnie to połączenie ogromnych oczekiwań na powrót oryginalnej obsady oraz łamanie tabu przez Jabłczyńską, która bardzo dużo mówi o swoich przeżyciach – komentuje, nagrywa się czy po prostu udostępnia dalej w zasadzie wszystkie publiczne oznaki wsparcia – w szczególny sposób rezonuje z widzami.

Dziękujemy!

Teraz widać, że produkcja filmu zaczęła agresywnie zmieniać narrację, i każdy dzień przynosi nową, zazwyczaj nieudaną próbę zarządzania tym wizerunkowym kryzysem. Grochola wstawiła post straszący pozwem za nieprawdziwe informacje dotyczące Agnieszki Żulewskiej, o której Jabłczyńska właściwie nic nie powiedziała. Jabłczyńska też przeprosiła Żulewską za to, że rykoszetem oberwała falą hejtu. Grochola po fali komentarzy wskazujących, że Jabłczyńska nie mówiła nic o Żulewskiej, po jednym dniu usunęła post (ale tylko z Instagrama). Producentka filmu Anna Wichłacz twierdzi, że na rolę Tosi przeprowadzono klasyczny casting, w którym wzięło udział sześć aktorek. W tym przypadku mamy słowo Wichłacz przeciwko słowu Jabłczyńskiej, ale znów – przeprowadzenie castingu zaprzecza budowanej od początku roku narracji, że będzie bezpośrednia kontynuacja „Nigdy w życiu!”. Córka Grocholi, Dorota Szelągowska, wrzuciła osobisty atak na Jabłczyńską, w którym autorkę niepokoi, że „ktoś może być takim złym człowiekiem”. W komentarzach znów niebywała zgoda w narodzie polskim. Szelągowska w środę próbowała wykorzystać dramę do zbierania na szkołę w Etiopii, a może raczej wykorzystać zbiórkę do przykrycia masy negatywnych komentarzy. Wczoraj opublikowała przeprosiny pod adresem Jabłczyńskiej i przyznała, że poniosły ją emocje. Czy to szczere przeprosiny, czy tylko damage control, to wie tylko sama Szelągowska. Poprzedni post usunęła, ale znów tylko z Instagrama. Członkowie rodziny Grocholi chyba nie wiedzą, że usuwanie posta z Instagrama nie wpływa na treści z Facebooka.

Czwartek, poza przeprosinami Szelągowskiej (i trzecimi urodzinami Minta!), przyniósł też przeprosiny Jabłczyńskiej. Ta dostała przedsądowe wezwanie „do usunięcia skutków naruszeń dóbr osobistych oraz zapłaty na wskazany cel społeczny” i wymaganie opublikowania podanej treści przeprosin oraz wpłacenia 5 tysięcy złotych na fundację Rak’n’Roll. To dobry moment, aby w tej lawinie wątków dorzucić jeszcze jeden. Joanna Jabłczyńska poza aktorstwem jest także radcą prawnym – i zajmuje się sprawami o naruszenia dóbr osobistych, także w show biznesie. Jest więc doskonale świadoma tego, co może powiedzieć, a czego nie, i wątpliwe jest, że przekroczyła te granice. Jak sama jednak mówiła w wywiadzie opublikowanym ledwo 3 dni temu, takie sprawy mogą ciągnąć się latami nawet przy oczywistych wnioskach. Jak sama mówi, dla świętego spokoju wpłaciła pieniądze na fundację, sama otworzyła zbiórkę na fundację (na której zebrano już ponad 300 000 złotych) i opublikowała przeprosiny. A przy okazji znów przyjudytowała, bo przeprosiny (których treść została jej przecież narzucona w wezwaniu przedsądowym) opublikowane są z podkreśleniem, że zostały wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji. Taka drobna złośliwość na koniec tej sagi.

Dziękujemy!

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.