Wystarczy osiem minut na dojazd karetki. Rozmowa z Kaouther Ben Hanią, reżyserką „Głosu Hind Rajab”
( 03.02.2026 )
Moim pierwszym kontaktem z historią Hind było słuchanie jej głosu, którego nagranie jest dostępne w Internecie. Od początku procesu wiedziałam, że zarejestrowana rozmowa będzie najważniejszym elementem filmu. Przede wszystkim była to jedna z najtrudniejszych rozmów, jakie w życiu słyszałam. Dziecko błaga o pomoc, chwilę później słyszymy od wolontariuszy Czerwonego Półksiężyca, którzy odebrali telefon, że potrzeba zaledwie ośmiu minut, by ją uratować. I tu pojawia się paradoks.
29 stycznia 2024 roku wolontariusze Czerwonego Półksiężyca odbierają telefon alarmowy. Najpierw słychać: „Boję się, strzelają do mnie… uratuj mnie!”. „Jak się nazywasz?” – pyta wolontariusz. Dziewczynka po drugiej stronie słuchawki odpowiada: „Hind Rajab Hamada”. Głos sześciolatki szybko staje się symbolem wszystkich dzieci, które zginęły w Strefie Gazy. Jest też tematem najnowszego filmu dwukrotnie nominowanej do Oscara tunezyjskiej reżyserki Kaouther Ben Hani.
„Głos Hind Rajab” walczy o Oscara także w tym roku. Film zdobył Srebrnego Lwa na Festiwalu Filmowym w Wenecji, przez wielu widzów i krytyków został nazwany najważniejszym obrazem dekady, a wśród jego producentów znaleźli się między innymi: Brad Pitt, Joaquin Phoenix, Rooney Mara, Jonathan Glazer, Michael Moore, Riz Ahmed i Alfonso Cuarón. Z Kaouther Ben Hanią rozmawia Beata Kwiatkowska.
Po obejrzeniu twojego filmu dzwonek telefonu zaczął mi się kojarzyć z historią Hind. Cała ta opowieść jest skupiona na dźwięku, nie byłoby jej, gdyby nie rozmowa telefoniczna. Jaka była twoja pierwsza reakcja na głos Hind?
Moim pierwszym kontaktem z historią Hind było słuchanie jej głosu, którego nagranie jest dostępne w Internecie. Od początku procesu wiedziałam, że zarejestrowana rozmowa będzie najważniejszym elementem filmu. Przede wszystkim była to jedna z najtrudniejszych rozmów, jakie w życiu słyszałam. Dziecko błaga o pomoc, chwilę później słyszymy od wolontariuszy Czerwonego Półksiężyca, którzy odebrali telefon, że potrzeba zaledwie ośmiu minut, by ją uratować. I tu pojawia się paradoks.
Wystarczy osiem minut na dojazd karetki, ale okazuje się, że pojawiają się komplikacje. W dowolnym miejscu na świecie pomoc zjawiłaby się natychmiast, jednak w tym przypadku okazuje się to niemożliwe. Słuchając tego nagrania, najpierw z całego serca dopingujesz, aby akcja ratunkowa przebiegła pomyślnie, a potem czujesz bezradność, smutek i zawód. Kiedy uświadamiasz sobie, że komplikacje są skutkiem okupacji wojskowej w Strefie Gazy, zaczynasz czuć gniew. Wiedziałam, że dźwięk wystarczy, by dać widzom wyobrażenie o tej sytuacji. Sama miałam przed oczami Hind i samochód jej rodziny pilnowany przez izraelski czołg. Prawdziwe pytanie było takie: jak uhonorować jej głos?
„Głos Hind Rajab”, reż. Kaouther Ben Hani, mat. prasowe Gutek Film
Z jednej strony rozmowa wolontariuszy z Hind potwierdza skalę tej wojny, w której, według danych ONZ, giną przede wszystkim kobiety i dzieci. Z drugiej strony – to historia sześciolatki i niewyobrażalnej traumy, która spadła na jej rodzinę. Jaka była reakcja jej najbliższych na twój projekt?
Wasam Hamada, mama Hind, zgodziła się w nim uczestniczyć bez wahania. Powiedziała mi, że głos Hind to głos Palestyny – chciała, by rozmowa telefoniczna jej dziecka stała się krzykiem całego społeczeństwa. To jasne, że Wasam Hamada odczuwała niewyobrażalny smutek po stracie córki, a jednocześnie zależało jej na tym, by historia Hind nie została zapomniana w nawale statystyk. To wykracza poza traumę, poza bycie zrozpaczonym. Chodzi o sprawiedliwość. Świat zachodni bagatelizuje tę wojnę i, co najgorsze, nie widzi w Palestyńczykach ludzi. Powinniśmy używać odpowiedniego terminu: ludobójstwo. W Gazie giną ludzie! To zdanie powinno wywoływać oburzenie, a fakty są takie, że Palestyńczycy muszą domagać się uwagi. Film jest ich reakcją, odpowiedzią, głosem w dyskusji. Palestyńczycy chcą opowiadać swoje historie. Minęły niemal dwa lata od opublikowania nagrania głosu Hind Rajab przez jej matkę, a ludzie wciąż umierają. To rozpaczliwa sytuacja.
Przy tej historii trudno odciąć się od emocji. Zastanawiam się, jak pracowałaś z obsadą. Wyobrażam sobie, że ich gra wykraczała poza typowe aktorskie zadania.
Tak, to ważne pytanie. Aktorzy bardzo przeżywali historię Hind Rajab, dawaliśmy sobie dużo wsparcia. Zresztą nie tylko oni. Cała ekipa była przejęta. Kręciliśmy w Tunezji. Nasza scenografia to biuro Czerwonego Półksiężyca, które wygląda jak zwykłe call center. Zależało mi na tym, by aktorzy byli Palestyńczykami. Szukaliśmy osób, które wyemigrowały do Tunezji i odczuwały dyskomfort wynikający z konieczności opuszczenia kraju. Plan zdjęciowy był miejscem łączącym różne wątki z historią społeczeństwa palestyńskiego. Chcieliśmy osiągnąć konkretny efekt. Jako ekipa filmowa musimy być wydajni, ale podczas tworzenia tego filmu było inaczej. Nie odrywaliśmy się od emocji.
„Głos Hind Rajab”, reż. Kaouther Ben Hani, mat. prasowe Gutek Film
Myślę, że wywołujesz ten silny ładunek emocjonalny dzięki umiejętnemu opowiadaniu historii. W „Czterech córkach” zaskakiwałaś nas z minuty na minutę i świetnie budowałaś napięcie. W „Głosie Hind Rajab” w podobny sposób łączysz fikcję i prawdę. Aktorzy grają wolontariuszy Czerwonego Półksiężyca, a w słuchawce odzywa się prawdziwy głos Hind Rajab. Niektórzy widzowie uważają, że taka mieszanka jest nieetyczna.
Najważniejszym krokiem było uzyskanie zgody matki dziewczynki. Gdyby mi odmówiła, ten film nie mógłby powstać. To oczywiste. Poza tym zawsze zdaję sobie sprawę z tego, że są widzowie przyzwyczajeni do klasycznych podziałów między filmem fabularnym i dokumentalnym. Ale ja nie jestem tradycjonalistką. Granica pomiędzy prawdą a kreacją jest dla mnie umowna. Jeden i drugi sposób opowiadania historii tworzy to samo… kino. Podziwiam twórczość irańskiego reżysera Abbasa Kiarostamiego – jego sposób postrzegania kina jest mi bliski. Mówił, że film jest jak lustro składające się z tysiąca kawałków, z których każdy odbija inną prawdę. Jednak każda z tych prawd zbliża nas do kolejnej, tej, która najbardziej odpowiada rzeczywistości. Moja filozofia jest podobna. Kino ma być środkiem do poznania prawdy. Niezależnie od tego, jak tę rzeczywistość pokazujesz.
„Głos Hind Rajab”, reż. Kaouther Ben Hani, mat. prasowe Gutek Film
Co ważne, elementem prawdziwym, a więc i tym, który zbliża nas do wspomnianej przez ciebie prawdy, jest głos Hind. To bardzo ciekawe, że początek filmu rozgrywa się wyłącznie na płaszczyźnie dźwiękowej.
Nawet więcej. „Głos Hind Rajab” powstał w niezbyt filmowej lokacji, czyli w call center. Wizualnie nie ma tam nic ciekawego. Jest jednak nagranie rozmowy i są skupione twarze wolontariuszy, którzy podchodzą do tego telefonu zadaniowo. Mają jedną misję: trzeba uratować dziewczynkę, ale nie da się działać, gdy panuje wojna i system staje się przeszkodą w niesieniu pomocy. Mamy więc banalną przestrzeń, tragiczne zdarzenie i wyjątkowe nagranie. Nasza wyobraźnia działa i doskonale wiemy, co dzieje się poza kadrem, po drugiej stronie słuchawki. Nigdy nie interesowało mnie pokazanie tej sytuacji wprost i inscenizowanie nadjeżdżającego czołgu, który zbliża się do samochodu z Hind w środku. Efekt głosu dziewczynki jest silniejszy niż niejeden przerażający i ociekający krwią kadr.
„Głos Hind Rajab”, reż. Kaouther Ben Hani, mat. prasowe Gutek Film
Czy nagranie rozmowy Hind z Czerwonym Półksiężycem towarzyszyło wam też na planie zdjęciowym?
Tak, aktorzy słuchali go wiele razy. To był materiał wyjściowy nie tylko dla mnie, ale też dla całej obsady. Sytuacja typowa dla filmu fabularnego polegała oczywiście na tym, że grają aktorzy. Ale ci w słuchawce słyszą prawdziwy głos Hind, to z kolei aspekt dokumentalny filmu. Podstawą ich przygotowań do filmu było to samo nagranie. Ćwiczyli, słuchając rozmowy telefonicznej, i wszyscy poznawali główną postać filmu właśnie dzięki temu. Ich środki aktorskie były poniekąd zbudowane na jej głosie. Efekt widzimy w filmie, bo emocje na ekranie są prawdziwe. Zależało mi na tym.
„Głos Hind Rajab”, reż. Kaouther Ben Hani, mat. prasowe Gutek Film
Reakcje na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji były jednoznaczne – rekordowa, niemalże 24-minutowa owacja podczas premiery festiwalowej. Film ma wsparcie kilku znanych producentów wykonawczych. Jak udało się ich pozyskać?
Po zakończonym montażu zaczęliśmy pokazywać film i obserwować reakcje. Jednym z producentów był James Wilson, stały współpracownik Jonathana Glazera (reżysera nagrodzonej Oscarem „Strefy interesów”). James pokazał Jonathanowi nasz film. Glazer był zachwycony i chciał nas wesprzeć. Podobnie zareagował aktor Joaquin Phoenix. Potem do tego grona dołączyli reżyser oscarowej „Romy”, Alfonso Cuarón, i Brad Pitt. Rooney Mara i Joaquin Phoenix byli z nami także podczas premiery filmu w Wenecji.
Co twoim zdaniem zmieni „Głos Hind Rajab”?
Czasami zadaję sobie to proste pytanie, czy filmy mogą powstrzymać złych ludzi od zabijania. Myślę, że ten film oddaje głos Palestyńczykom, którzy do tej pory byli go pozbawieni. Co więcej, nie mieli też twarzy, bo nie byli traktowani jak ludzie, którzy mają tożsamość. To niesamowicie opresyjne i myślę, że konieczna jest zmiana. Kino powinno być miejscem rozwijania empatii. Spójrzcie w oczy moim bohaterom.