Rozpoznawanie dźwięków broni. Rozmowa z artystami z Open Group
( 31.07.2025 )
„Repeat After Me” wywołuje intensywne emocje. Nigdy wcześniej tak wiele osób nie płakało podczas oglądania naszej pracy. Nie opiera się ona na konceptualnych poszukiwaniach, tylko na osobistych przeżyciach.
Ten wywiad to efekt rozmów między przyjaciółmi, które rozpoczęły się na weneckim Biennale w 2015 roku i trwają już dziesięć lat. Kolektyw artystyczny Open Group, który wówczas składał się z czterech osób – Yuriya Bileya, Antona Vargi, Pavla Kovacha i Stanislava Turiny – zaprezentował pracę „Synonim dla słowa «czekać»” w ukraińskim pawilonie Biennale. To dla mnie ważne dzieło, ponieważ w tamtym czasie opowiadało nie tyle o wojnie rozpętanej przez Rosję, co o relacjach międzyludzkich, solidarności i powrocie do domu. Większość projektów Open Group jest poświęcona właśnie codziennemu życiu i rytuałom, które nam towarzyszą. Innym ważnym elementem ich sztuki są krajobraz i to, jak się w nim uobecniamy.
Polska jest ważnym miejscem dla kolektywu. To w Warszawie, podczas rezydencji Gaude Polonia, powstał pomysł założenia Open Group. Tutaj odbyły się też duże wystawy indywidualne poświęcone piątej i dziesiątej rocznicy powstania grupy. Co więcej, to w polskim pawilonie na Biennale w Wenecji 2024 zaprezentowano przełomową pracę „Repeat After Me II”, którą artyści tworzyli właściwie przez dekadę, od 2014 roku. Następnie instalacja była pokazywana w warszawskiej Zachęcie, a teraz można ją oglądać w Krupa Art Foundation we Wrocławiu
Pierwsza część „Repeat After Me” została pokazana w Galerii Labirynt w Polsce w 2022 roku, wraz z wystawą „Śniły mi się bestie”, którą współkuratorowałam. Współistnienie i różnego rodzaju wspólnoty są kluczowymi tematami dla członków Open Group, ale w „Repeat After Me” chodzi o taką wspólnotowość, w której trudno byłoby nam uczestniczyć z wyboru. Ta instalacja wideo, stworzona w formacie karaoke, proponuje widzowi powtarzanie za uchodźcami i uchodźczyniami z Ukrainy ich doświadczeń wojennych. To zaproszenie do odtwarzania dźwięków wojny. Moim zdaniem jest to przewrotna i odważna forma powrotu do powojennego hasła „nigdy więcej”.
Open Group i Marta Czyż, Pawilon Polski Biennale Arte 2024, fot. Jacopo Salvi, archiwum Zachęty
Chciałabym cofnąć się o 10 lat, do 2015 roku, kiedy stworzyliście swoją pierwszą pracę o wojnie, „Synonim dla słowa «czekać»”. Została ona pokazana jako część pawilonu ukraińskiego na zeszłorocznym Biennale w Wenecji. Dlaczego sięgneliście wtedy po temat wojny?
Pavlo Kovach: Mówienie o tym zawsze było dla nas ważne. W przypadku pracy „Synonim” sztuka stała się naszym kanałem komunikacji ze światem. Nie zawsze wpływa na rzeczywistość w istotny sposób, ale z pewnością możemy odczuć jej działanie. Widzimy to teraz w reakcjach ludzi na „Repeat After Me” (2022) czy „Repeat After Me II” (2024).
Anton Varga: Wtedy, w latach 2014–2015, po prostu trudno było robić sztukę, która nie dotyczyła wojny. Było to zupełnie nowe i szokujące dla wszystkich doświadczenie. Nasza praktyka zawsze opierała się na obserwacji codzienności, na badaniu doświadczeń zwykłego człowieka i jego rutyny. Kiedy wojna wkroczyła w nasze życie, sama stała się częścią tej nowej codzienności.
Yuriy Biley: Pomysły na „Synonim dla słowa «czekać»” i „Podwórko” pojawiły się już w 2014 roku, kiedy otrzymaliśmy dwa zaproszenia do udziału w wystawie w Wenecji, „Disposition”, oraz w wystawie „Hope!” w pawilonie ukraińskim. Wtedy zaczęliśmy opracowywać kilka projektów jednocześnie, w tym właśnie „Repeat After Me”.
Repeat after me II, fot. Alicja Kielan
Ale potem przez 10 lat mieszkaliście w różnych miastach. Kim jest obecnie wasza publiczność, do kogo się zwracacie?
Yuriy Biley: Od 2015 roku pracujemy zdalnie z różnych miejsc na świecie. Z Antonem mieszkamy za granicą już prawie dekadę. Od samego początku naszej działalności zależało nam na tym, żeby działać kolektywnie, i udało nam się osiągnąć ten cel, łącząc różne doświadczenia. Wydaje mi się, że prace, które obecnie tworzymy, przemawiają do widza bardziej uniwersalnym językiem i trafiają do szerszej publiczności niż dawniej. Nasze wczesne prace były raczej przeznaczone do „użytku wewnętrznego” – dla zamkniętej społeczności i środowiska ukraińskiego. Dziś sytuacja jest odwrotna.
Anton Varga: Naszym celem nie jest zwracanie się do konkretnych osób. Kiedy zaczynaliśmy, faktycznie kierowaliśmy nasze działania przede wszystkim do ludzi z najbliższego otoczenia. Było to niewielkie środowisko skupione wokół lwowskiej Detenpyla Gallery. Z czasem to grono zaczęło się trochę rozszerzać. To, że część z nas przeprowadziła się za granicę, a inni zostali, miało duży wpływ na naszą praktykę. Nie można mówić wyłącznie do ukraińskiej publiczności, jeśli nie przebywa się już fizycznie w Ukrainie.
Yuriy Biley: Nie wybieramy, do kogo mówimy – raczej o kim opowiadamy i z jakiego miejsca. Przede wszystkim decydujemy, kto pomaga nam nazwać dany problem, i zapraszamy ludzi do udziału w naszych projektach. Formy zaangażowania mogą być różne; jesteśmy otwarci na różne rodzaje współpracy, bo dzięki temu za każdym razem powstaje coś nowego.
Pavlo, a jak zmieniło się twoje podejście do sztuki w kontekście doświadczenia wojskowego? Postrzegasz siebie jako artystę wojskowego?
Pavlo Kovach: Na początku było dość trudno. Oczywiście wszystkie inne sprawy odchodzą na dalszy plan i pojawia się pytanie o sens uprawiania sztuki. Ale teraz to się zmieniło – uważam, że mogę czerpać ze swojego doświadczenia i mówić o tym, co naprawdę mnie dotyczy. Mam do tego pełne prawo. W tej chwili wiele indywidualnych prac poświęcam tej tematyce, ponieważ to naprawdę pomaga mi w pracy wojskowej. Może to zabrzmieć banalnie, ale w pewnym sensie jest to arteterapia. Nie odłączasz się od świata zewnętrznego. Pracuję w CWS – to organizacja zajmująca się współpracą cywilno-wojskową. To ciągła komunikacja, emocjonujące i trudne zadanie, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychologicznym. Ale działanie przy nowych projektach artystycznych pozwala mi nie skupiać się zbytnio na sprawach wojskowych i utrzymać kontakt ze światem cywilnym. Sztuka sprawia, że nie skupiam się całkowicie na rzeczywistości wojskowej, chociaż ona nieustannie tego wymaga.
Co sprawia, że nadal tworzycie razem, pomimo różnych doświadczeń i życiowych okoliczności? Przecież każdy z was rozwija własną praktykę artystyczną.
Pavlo Kovach: Planowanie prac Open Group różni się od tworzenia projektów w ramach indywidualnej praktyki – to inne stylistyki i podejścia wizualne.
Yuriy Biley: Też tak czuję. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie swojej własnej działalności bez tych dodatkowych zajęć. Czasami twórczość grupy wysuwa się na pierwszy plan, a czasem jest na odwrót. Mamy wiele długoterminowych projektów, które nas łączą i pomagają „ciągnąć” wspólnie tę linę. Chociaż wydaje mi się, że to ona ciągnie nas bardziej niż my ją.
Anton Varga: Dodam, że dla artysty wyzwaniem jest pytanie: czy twoja sztuka jest komuś potrzebna? I kolejne: czy ktoś jest w ogóle gotowy poświęcić swój czas i uwagę temu, co robisz? W przypadku Open Group – zwłaszcza w ostatnich kilku latach – po prostu mamy szczęście, że to nam proponuje się różne projekty. Mamy wtedy energię, by realizować pomysły i obserwować, co z nich wynika – to zawsze bardzo intrygujące. Oczywiście wiele się zmieniło: nie możemy już tworzyć razem tak dużo, tak szybko i tak łatwo jak kiedyś, gdy wszyscy byliśmy w jednym miejscu. Obecnie wszystkie te przedsięwzięcia zajmują znacznie więcej czasu.
Repeat after me II, fot. Alicja Kielan
Co jest ważne dla Open Group? Jakie tematy i doświadczenia są dla was najistotniejsze w dalszej pracy?
Pavlo Kovach: Wydaje mi się, że praktyka Open Group jest dość jasno sformułowana. Bardzo ważna jest dla nas otwarta forma projektów, w które się angażujemy. Wiele z nich ma charakter długoterminowy i procesualny – przenikają one całą naszą działalność artystyczną. Ich nagłe przerwanie byłoby po prostu nieodpowiedzialne. Co miałoby się wówczas stać, na przykład, z projektem „Bez tytułu”? Czy jego zakończenie w ogóle byłoby zasadne? Czujemy, że potencjał wciąż istnieje – że nadal możemy działać na tych pomysłach, które powstały lata temu.
Czy wobec tego uważacie, że jest coś takiego jak uniwersalny język sztuki ? A jeśli tak, to jak go kształtować?
Yuriy Biley: Uniwersalny język działa wtedy, gdy patrzymy na dzieło dotyczące, dajmy na to, wojny w Ukrainie, ale myślimy nie tylko o niej, lecz także o własnych doświadczeniach i historii swojego kraju. Próbujemy przełożyć przeżycia ludzi, których obserwujemy, oraz doświadczenia różnych społeczności na własne – indywidualne lub zbiorowe. Wówczas pojawia się coś uniwersalnego, coś, co nie odnosi się już tylko do tej jednej wojny, lecz do czegoś bardziej globalnego.
A jeśli chodzi o „Repeat After Me” – zarówno pierwszą, jak i drugą część tej pracy – jaki był jej odbiór?
Anton Varga: Wrócę do kwestii uniwersalnego języka. Uniwersalny język sztuki to trochę mit, a jednocześnie wielki przywilej. Mam wrażenie, że podejmowanie naprawdę uniwersalnych tematów jest możliwe tylko w niektórych, dość uprzywilejowanych środowiskach. Jeśli weźmiemy pod uwagę sztukę prezentowaną na biennale artystycznych, łatwo zauważyć, że obala ona mit uniwersalności. Uświadamiasz sobie wtedy, że to, co naprawdę istotne, bywa głęboko osadzone w konkretnym kontekście. To właśnie materialne i polityczne uwarunkowania sprawiają, że tylko niektórzy artyści mogą tworzyć dzieła postrzegane jako bardziej uniwersalne. Świat składa się z wielu lokalnych rzeczywistości, w których uniwersalność nie zawsze jest możliwa ani dostępna.
Jak rozumiesz tę uniwersalność?
Anton Varga: Uniwersalność – czyli możliwość zdystansowania się wobec jakiegoś tematu – wymaga czasu, bezpieczeństwa i stabilności ekonomicznej, a więc warunków, które same w sobie są przywilejem. Pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy można pozwolić sobie na niekomentowanie wojny, na obserwację i kontemplację. W tym sensie czas staje się zasobem. A w wielu kontekstach uniwersalność po prostu nie wchodzi w grę – priorytetami są natychmiastowe działanie, skuteczność, reakcja.
Teraz mamy ten czas; dwoje z nas ma nawet możliwość, by fizycznie się zdystansować. „Repeat After Me” jest dla nas raczej „skokiem w stronę uniwersalności”. To naprawdę rzadki moment, kiedy dźwięk broni odsyła do wspólnego doświadczenia – niezależnie od tego, kto tej broni używa. To może zdarzyć się w trakcie każdego konfliktu, ale jednocześnie jest dla nas oczywiste, że przede wszystkim tworzymy prace o wojnie w Ukrainie.
Czyli bez tego dystansu trudno byłoby stworzyć taką pracę jak „Repeat After Me”?
Yuriy Biley: Wydaje mi się, że ważnym tłem dla tego pomysłu są nasze wcześniejsze projekty oraz dziesięć lat ukraińskiej historii, którą żyją nasi bliscy. Rzeczywiście, „Repeat After Me” stało się możliwe dzięki dystansowi – zarówno geograficznemu, jak i temu, który wypracowaliśmy przez różne strategie mówienia o wojnie. To dzieło zrodziło się jednak przede wszystkim z doświadczeń naszych bohaterów, z ich zdolności rozpoznawania różnych dźwięków broni. Po 2022 roku wszyscy mieszkańcy Ukrainy opanowali tę umiejętność, w większym lub mniejszym stopniu.
Pavlo Kovach: My zajmujemy się wojną, ale są też artyści, którzy kontynuują swoje wcześniejsze działania. Ich praktyka, choć osadzona w kontekście wojny, nie została przez nią bezpośrednio ukształtowana. Nasze wcześniejsze prace, jak chociażby „Ars longa, vita brevis” czy „Bez tytułu”, są wyjątkowo złożone i wielowarstwowe. Natomiast „Repeat After Me” działa bezpośrednio – od pierwszej sekundy wiadomo, co się dzieje. W pewnym sensie jest to plakat.
Repeat after me II, fot. Alicja Kielan
Anton Varga: Ale przede wszystkim ta instalacja wywołuje intensywne emocje. Nigdy wcześniej tak wiele osób nie płakało podczas oglądania naszej pracy. Nie opiera się ona na konceptualnych poszukiwaniach, tylko na osobistych przeżyciach.
Yuriy Biley: W „Repeat After Me” przedstawiamy doświadczenia różnych osób, które razem tworzą wspólną wizję i kształtują sposób postrzegania wojny.
Chciałabym wrócić do waszych prac, w których ważną rolę odgrywa otwarte zakończenie. Dlaczego zależy wam na tej nieprzewidywalności?
Pavlo Kovach: U nas bardzo często tak się dzieje. Takich projektów jest naprawdę sporo – wśród nich „1000-km View” i „Bez nazwy”. Nie wiadomo, jak się zakończą i ile osób weźmie w nich udział. A może ktoś będzie rozwijał je po nas, kiedy Open Group przestanie istnieć?
Z kolei „Repeat After Me” miało być zamkniętą pracą, a mimo to po pierwszej części (2022) stworzyliśmy drugą (2024) i połączyliśmy je w dwukanałową instalację wideo „Repeat After Me II”. Nie wiadomo, czy nie powstanie trzecia, czwarta część. Ciągle do tego wracamy. Większość projektów płynnie przechodzi jeden w drugi i zmienia się pod wpływem zewnętrznych okoliczności.
Macie wpływ na te okoliczności?
Pavlo Kovach: A po co na nie wpływać?
Anton Varga: Właśnie o to nam chodzi, gdy mówimy o otwartych sytuacjach. Reżyserujemy początek i tworzymy warunki, w których najważniejsze stają się kontakt, napięcie czy konflikt. To od nich wszystko się zaczyna. Wyznaczamy luźne ramy, obserwujemy, co się w nich wydarzy, i jesteśmy gotowi na każdy możliwy rozwój.
Yuriy Biley: Zawsze próbujemy sobie wyobrazić, dokąd dana sytuacja może doprowadzić nas samych, zanim zaprosimy widzów do przeżywania jej wraz z nami.
Wygląda na to, że nie ma żadnych niezrealizowanych lub niedokończonych prac – każdy rodzaj dzieła, nawet ten niedokończony, niektórzy mogą odebrać jako zamknięty.
Yuriy Biley: W zasadzie tak. Niektóre projekty od samego początku traktujemy jako długoterminowe, inne kończymy. W grupie zawsze rozmawiamy o tym, jak praca wyglądała w danym momencie i co można było zrobić inaczej. Zawsze jesteśmy wobec siebie krytyczni – to też rodzaj otwartości.
Przełożyła Olga Hilevska.
Tekst powstał we współpracy z Krupa Art Foundation, w której do 31 sierpnia można zobaczyć pracę Open Group „Repeat After Me II” kuratorowaną przez Martę Czyż.