Śpiew wieloryba. Rozmowa z Bogną Burską i Danielem Kotowskim
( 28.04.2026 )
Wystawa nie będzie o tym, że „my, słyszący” wydobywamy inne głosy i je dowartościowujemy. Proponujemy zmianę perspektywy, równe relacje i traktowanie innych sposobów komunikowania się na równi z naszymi – mówi Bogna Burska. Razem z Danielem Kotowskim zostali wybrani na autorów ekspozycji w Pawilonie Polskim na tegorocznym weneckim biennale.
Polski pawilon na 61. Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji w 2026 roku zostanie otwarty dla publiczności 9 maja 2026 roku.
Jak doszło do waszej współpracy?
Bogna Burska: Najpierw Daniel był konsultantem projektu „Bunt Głuchych”, który realizowałam w 2018 roku, pracował wtedy w dziale edukacji Zachęty. Potem zaprosiłam go, by wygłosił wykład na moich zajęciach na ASP na temat percepcji zmysłowej ciała i perspektywy osób z niepełnosprawnościami. Wychodziłam z założenia, że wszystko postrzegamy przez ciało i kiedy ono się zmienia, zmienia się nasza rzeczywistość. Architektura staje się czymś innym. Urbanistyka staje się czymś innym. Komunikacja staje się czymś innym. Wykład Daniela okazał się ważnym doświadczeniem dla osób studiujących. Później, gdy Daniel rozpoczął studia doktoranckie w Gdańsku, zostałam jego promotorką.
Daniel Kotowski: Nie chciałem na promotora czy promotorkę osoby, którą musiałbym wprowadzać w język migowy, uczyć komunikacji ze mną. Potrzebowałem kogoś, kto już ma wiedzę i doświadczenie w tym obszarze. Wiedziałem, że Bogna je ma.
Z waszego spotkania zrodziło się wiele pomysłów z projektem „Języki z wody” na czele. Został on wybrany na nadchodzące Biennale w Wenecji. Z kolei do marca w Łaźni w Gdańsku trwa wystawa „Oddychaj”, która jest rodzajem prologu do „Języków z wody”. Pokazujecie tam film, w którym podjęliście próbę rozmawiania pod wodą. Co to za pomysł?
BB: Filmując pod wodą, zastanawiałam się, co by się stało, gdybym zaczęła mówić. Spróbowałam. W oczywisty sposób jest to nieskuteczne, ale pokazuje jakiś rodzaj wysiłku w komunikacji oraz ciało z innej perspektywy. W „Oddychaj” przyglądamy się komunikacji – czym jest i jak się zmienia w zależności od warunków.
Bogna Burska i Daniel Kotowski, szkic do wideo „Języki z wody”, 2025, kadr z wideo, zdj. Magda Mosiewicz
Jak czuliście się, rozmawiając pod wodą?
BB: Stanęłam przed barierą, a Daniel zachował pełną zdolność komunikacyjną. Odwróciliśmy rzeczywistość. Znalazłam się w podobnej sytuacji co Daniel, osoba głucha, w świecie, który jest ułożony dla słyszącej większości. Ale jest też część wspólna tej sytuacji – nie żyjemy w wodzie, wszyscy przecież oddychamy powietrzem. Stąd tytuł.
DK: Dopiero podczas studiów uświadomiłem sobie, że przez lata nie byłem w pełni świadomy wielu norm społecznych. Tego, że żyjemy w świecie fonocentrycznym, i jak to wpływa na mnie czy na moje relacje. Jakoś nie myślałem też nigdy wcześniej, że pod wodą odbywa się to inaczej.
O czym jeszcze jest ta próba rozmawiania pod wodą?
DK: Dla mnie to przede wszystkim opowieść o tym, że nie ma jednego sposobu komunikacji, a także o uprzywilejowaniu w zależności od warunków, w których żyjemy. Chcemy pokazać, że można inaczej. Jeżeli spotkasz się ze mną i nie będziesz wiedziała, jak rozmawiać, ja ci to pokażę. Myślę, że komunikacja nie powinna być z góry zaplanowana i mieć wielu obostrzeń, że ktoś narzuca warunki, a jak ich nie możesz spełnić, to cześć i nie ma rozmowy. Bariery komunikacyjne, które sam musiałem pokonywać, nauczyły mnie szukania różnych sposobów kontaktu.
Pod wodą migasz do Bogny: „Twój głos ma się dobrze u mnie”.
BB: Tekst w filmie nawiązuje do „Małej syrenki” Andersena. Syrenka chce mieć za męża księcia, który jej się spodobał. Żeby wyjść z wody, zamienia głos na nogi – dosłownie. Nie znoszę tej baśni od dziecka.
Poza filmem, na wystawie w Łaźni pokazujecie zapis spektaklu „Bunt Głuchych. Odnowa” z udziałem osób słyszących i niesłyszących.
BB: To była pierwsza sytuacja, kiedy w Chórze w Ruchu znalazły się osoby słyszące i niesłyszące. Chór śpiewał i migał. Na początku nie wiedzieliśmy, czy osoby niesłyszące będą w ogóle chciały wziąć w tym udział, czy będą z tego zadowolone. Ale wszystkich ta współpraca przejęła, chcą dalej z nami pracować.
„Bunt Głuchych. Odnowa”, reż. Bogna Burska, 2025, zdj. Kuba Celej, dzięki uprzejmości Zachęty
Spektakl z jednej strony opowiada o wyborze głuchego rektora na uczelni w Waszyngtonie, ale z drugiej o wychowywaniu głuchych dzieci w przymusie mówienia. To historie o łamaniu ludzi, ale też o oporze, walce, emancypacji. Na biennale w Polskim Pawilonie pociągniecie te wątki?
DK: Mamy trochę inny pomysł, bo Bogna zafascynowała się wielorybami i zaraziła mnie tym.
BB: Zaczęło się od obejrzenia filmu dokumentalnego „Fathom” – po polsku „sążeń”, miara głębokości. Zadzwoniłam do Ewy Chomickiej, która od ponad 10 lat pracuje z Chórem w Ruchu – jest jego kuratorką, a wraz z Jolantą Woszczenko będzie kuratorowała naszą wystawę na biennale – że już wiem, co chór powinien robić: pracować z językami wielorybów! Pomyślałam, że byłoby wspaniale, gdyby chór zinterpretował je w sposób foniczny i migowy. Potem zaczęłam rozmawiać z Danielem, który temat podchwycił, i to spotkało się z wątkiem realizowania filmu pod wodą. Wszystko się połączyło.
Chcecie zanurzyć chór?
BB: Jesteśmy po pierwszej próbie i wiemy, że wiele osób chce pracować w tak szczególnych warunkach, czerpią z tego satysfakcję Planujemy, że część fraz chóru zostanie wykonana w wodzie, ale zależy nam też na komunikatywności i części muzycznej, więc chór będzie pracował również na powierzchni.
O czym jest film „Fathom”, który was tak zainspirował?
BB: To historia dwóch badaczek humbaków i różnych form komunikacji tych zwierząt. Jedna z nich, Ellen Garland, zgodziła się wesprzeć nasz projekt swoją wiedzą. Naukowczyni studiuje pieśni humbaków, które mają wewnętrzną złożoną strukturę muzyczną ewoluującą w czasie. Druga, Michelle Fournet, zajmuje się dźwiękami zwanymi „callami komunikacyjnymi”, które pełnią różne funkcje. Jeden z nich, prawdopodobnie indywidualny dla każdej wielorybiej osoby, jest formą przedstawienia się i przywitania jednocześnie. Fournet wypreparowała własny call, emitowała go w bliskości humbaków i wydaje się, że z jednym z nich nawiązała kontakt i przeprowadziła długą wymianę powitań. Odkryto, że w pieśniach humbaków działa, tak jak w prawie każdym ludzkim języku, prawo Zipfa. Oczywiście to nie znaczy, że ktoś jest w stanie je przetłumaczyć, ale z badań wynika, że komunikacja humbaków jest bardziej złożona, niż dotąd myślano. Bada się też kaszaloty, które porozumiewają się tzw. klikami, czyli szybkimi impulsami dźwiękowymi – ostatnio w ich nagraniach zidentyfikowano fragmenty kodów, które odpowiadają funkcjom samogłosek w ludzkich językach. Od dawna bada się pod tym kątem delfiny, orki, białuchy i wiele innych gatunków waleni.
Bogna Burska „Zegar z wody”, kadr z wideo z materiałów IOP PAN w Sopocie i własnych, zdj. Kajetan Deja, Bogna Burska
Będziecie próbować wykonywać te pieśni? A może rozmawiać z waleniami?
BB: Mamy wspaniałą kompozytorkę Olę Grykę, która już wcześniej interesowała się komunikacją wielorybów. Stworzy muzykę nią inspirowaną i napisze partyturę, ale najprawdopodobniej pojawią się także oryginalne odgłosy wielorybów. Chór będzie próbował je odtwarzać.
Jaką funkcję pełni dla was chór?
DK: Wykorzystujemy ciało chóru do wizualnego performowania, ale ja chyba bardziej traktuję go jako system, tkankę społeczną. To metafora nowego systemu społecznego, który tworzymy na innych zasadach niż ten, w którym funkcjonujemy poza sztuką. Co ty na to, Bogna?
BB: Tworzyć nowy wzór społeczeństwa to odpowiedzialna sprawa. Boję się tak dużych słów. Chór jest na pewno społecznym ciałem, ale składa się z bardzo różnych osób, które działają w nim po pracy, poza swoją działalnością zawodową. To relacje tych poszczególnych osób, które jednocześnie oddziałują wzajemnie na siebie. Podejmują wspólne projekty, decyzje, co chcą robić, a czego nie. Stwarzają nową rzeczywistość, tak jak i my.
Zespół autorski projektu „Języki z wody”, od lewej: Ewa Chomicka, Bogna Burska, Jolanta Woszczenko, Daniel Kotowski, zdj. Filip Preis, dzięki uprzejmości Zachęty
Czyli od języka migowego do języka wielorybów? Przełamujecie granice?
BB: Tak, choć to brzmi banalnie. Ale może tych granic w ogóle nie ma? Może nam się tylko wydaje, że są? Staram się tak myśleć. Istnieje umocowana w badaniach naukowych hipoteza, że walenie komunikują się w tak samo złożony sposób co my, ludzie, tylko robią to o wiele, wiele dłużej. Chcemy poszukać sposobów interpretacji ich języka. Robimy to równolegle w języku fonicznym i migowym, łączymy głos i znak, tworzymy wielowymiarową formę wypowiedzi. Foniczno-przestrzenno-wizualny język. Superjęzyk. Może ta forma pomoże nam lepiej zrozumieć, jakie sposoby komunikacji mają zwierzęta? Wiemy, że to fantazja, ale chcemy ją mieć.
Wasze projekty dowartościowują język migowy?
DK: Nie chciałbym wyciągać języka migowego i pokazywać go jako wyższą wartość poprzez sztukę. Jednocześnie zależy mi, żeby nie był marginalizowany i żebyśmy mogli zobaczyć jego realną wartość. W „Językach z wody” chcemy skupić się na tym, jak strata może prowadzić do odbudowy. Opowiemy o tym poprzez różne historie, które wyłamują się z podstawowych schematów, norm językowych czy komunikacyjnych obowiązujących w świecie. „Deaf Gain” jest ważnym elementem tej narracji.
Co to znaczy?
DK: Zysk głuchoty. Pod wodą język migowy daje możliwość komunikacji i lepszego przetrwania niż foniczny. I jest wiele takich przykładów i sytuacji, kiedy nasza – głuchych – strata daje społeczeństwu zyski. Na przykład to, że w filmach mamy napisy, które oryginalnie pojawiły się z myślą o osobach głuchych.
Coraz więcej mówi się o zyskach z „inności”, na przykład w kontekście neuroróżnorodności. Osoby neuroróżnorodne inaczej postrzegają rzeczywistość, mają inną wrażliwość i zasoby, z których społeczeństwo może korzystać. Ale czy tak się dzieje? Języki z wody wpisują się w to myślenie?
DK: Nie słyszałem, żeby dotąd reprezentowała Polskę na Biennale w Wenecji osoba nienormatywna. To wielka okazja! Myślę, że sztuka jest elementem konstruktu społecznego i różne normy wpływają na to, jak jest skonstruowana. W Polskim Pawilonie na biennale mamy możliwość zaprezentować wątki, które dotychczas były spychane na margines. Już sama architektura pawilonu wskazuje, dla kogo został zaprojektowany.
Dla kogo?
DK: Na przykład komunikaty głosowe nie mają napisów, a pokazywane filmy były tłumaczone wyłącznie na język angielski z napisami. Jak nie znasz angielskiego – twoja strata. Jeśli film był po angielsku, to już nawet nie miał angielskich napisów.
Wydaje mi się jednak, że dostępność jest o wiele większa niż kilka lat temu.
DK: To prawda, wiele instytucji jest tworzonych lub modyfikowanych z myślą o dostępności. Dzięki ustawie o dostępności moje życie stało się dość komfortowe, bo dostaję tłumaczy, wiele instytucji ma świadomość potrzeb i wiedzę. Ale jeżeli jakiś podmiot nie jest państwowy, to nie obowiązuje go ta ustawa, nie musi się dostosowywać i tego nie robi. Na przykład galerie prywatne. Mam poczucie, że jeśli nie będę działał aktywnie na rzecz utrzymywania i rozwijania moich praw dostępności, to wszystko upadnie, więc cały czas muszę się tym zajmować.
Myślicie o tym, jak ochronić język migowy przed estetyzacją, spłycaniem, zawłaszczaniem?
DK: Napisałem doktorat na ten temat! Jeżeli ktoś tworzy pracę, która porusza temat języka migowego, to osoba głucha powinna być zaangażowana w powstawanie tekstu. Bez obecności takiej osoby staje się to śliskie. Kolejnym problemem jest to, że społeczeństwo nie wie, czym jest ten język. Dopiero kiedy ktoś uczy się migowego, zaczyna widzieć w nim język, gramatykę. Bez tego doświadczenia ludzie dostrzegają w migowym tylko ruch, kojarzą go z tańcem, teatrem. Ja używam na to określenia „czynność migania”. Język migowy jest czynnością, która może być piękna, estetyczna, ale przecież jest w nim faktyczna treść. Czy ta treść jest odczytywana? Często artyści jej nie widzą, zwracają uwagę tylko na wizualny efekt WOW! i korzystają z przypadkowych fragmentów języka, które wrzucają do swoich prac.
Jak będzie wyglądała wasza wystawa? Wyjdziecie poza „normę” oddziaływania poprzez dźwięki, obrazy?
DK: Zamontujemy ekrany na ścianie i na suficie tak, żeby stworzyć poczucie bycia pod wodą. Na środku ustawimy obiekt w falującym kształcie, na którym będzie można się położyć i odczuwać wibracje, rytm oraz słuchać dźwięków. Zwiedzający będą mogli doświadczyć tej wystawy z różnych perspektyw, również cielesnej.
Ostatnio dużo się mówi o komunikacji. Czym dla was jest komunikacja?
BB: Myślę, że nam, ludziom, tylko się wydaje, że jesteśmy jako jedyni tak zaawansowani w komunikacji. Inne zwierzęta też komunikują się bardzo sprawnie, tylko my ich nie rozumiemy, więc uznaliśmy, że najlepszą formą jest nasz język. Choć nie umiemy podać jego ostatecznej definicji… Dla mnie komunikacja to nieustająca próba rozumienia, co się właściwie wydarza – między ludźmi, między zwierzętami, między ludźmi i zwierzętami. Czym są bariery, jak działają i na ile są wyobrażone, na przykład poprzez uprzedzenie, a na ile rzeczywiste. To może dotyczyć osób, które nie słyszą, ale też migrantów. Z drugiej strony mamy doświadczenie jako ludzkość, że osoby mówiące tym samym językiem, nieoddzielone żadnymi łatwymi do opisania barierami, też nie potrafią się zrozumieć. Z perspektywy osób, które muszą żyć z barierą językową, to ogromny luksus – móc pokłócić się w języku większości. Nasze większościowe kłótnie i polaryzacja społeczna odbijają się bardzo często na słabszych i mniejszościach.
Bogna Burska i Daniel Kotowski, szkic do wideo „Języki z wody”, 2025, kadr z wideo, zdj. Magda Mosiewicz
Czy będzie to też wystawa o kapitalizmie?
BB: Tak wprost? Nie. Ale poruszając takie tematy, siłą rzeczy myślisz o tym, jak zorganizowaliśmy sobie świat w kapitalizmie.
DK: Kapitalizm rządzi się zasadą, że wszystko musi się odbywać jak najszybciej. Nie opłaca się obcować z osobą, która nie używa języka fonicznego, bo to zabiera więcej czasu. Trzeba pisać na kartce, czekać na odpowiedź, skupiać się…
Czujesz taką presję czasu w komunikacji?
DK: Takie jest moje doświadczenie życiowe. Codzienne. Dla ludzi nie jest naturalne, żeby pisać, czekać na odpowiedź. To jest niewygodne. Jest to związane z biowładzą. Bardzo często komunikację postrzega się jako narzędzie do pokazania wyższości, statusu, wykorzystuje się ją do tworzenia wizerunku.
Jakiej komunikacji chcecie?
BB: Nasza wystawa nie będzie o tym, że „my, słyszący” wydobywamy inne głosy i je dowartościowujemy. Proponujemy zmianę perspektywy, równe relacje i traktowanie innych sposobów komunikowania się na równi z naszymi. To po prostu inne formy współpracy. Próbujemy działać, jakby tego wartościowania, hierarchii nie było. Tu jest jakiś język, tam inny, a gdzie indziej jeszcze inny, nie rozumiemy ich, ale wydają się ciekawe, więc spróbujmy coś z tym zrobić poprzez wzajemne uczenie się. Daniel posiada umiejętności, których ja nie mam, a ja te, których nie ma on. Próbujemy wytworzyć utopijną dziuplę. To wielkie słowa, nikt nie potrafi tego tak idealnie robić. Jesteśmy ograniczeni sobą, własnymi uwarunkowaniami, czasem i presją. Po prostu się staramy.
Biennale w Wenecji to pawilony narodowe, rodzaj reprezentacji. Myślicie o tym?
DK: Nie wiem, czy ja pasuję do archetypu polskiego. Nie mówię, migam. Nie jestem heteroseksualny.
BB: To też próba zbudowania lepszych światów, a przynajmniej fantazjowania o tym. Czasy są niedobre i większość z nas czuje niepokój. Potrzebujemy sposobów na odbudowywanie tego, co tracimy.
Wywiad został opublikowany w drugim roczniku drukowanego magazynu Mint (styczeń 2026).