Haft to forma buntu
( 15.11.2023 )
Założycielka Nöl postrzega modę, którą tworzy, w kategoriach kulturowej partyzantki – swoimi projektami stara się walczyć o palestyńską tożsamość, o jej widoczność i zrozumienie dla jej wyjątkowości
Pamięciobójstwo. Pojęcie to zostało wprowadzone do terminologii związanej z czystkami etnicznymi i ludobójstwem przez chorwackiego historyka medycyny, doktora Mirko Grmeka. W 1992 roku w Le Figaro opublikowano jego artykuł o praktykach Serbów, którzy z premedytacją bombardowali starówkę Dubrownika i spalili bibliotekę narodową w Sarajewie. Na miasto spadł wtedy czarny śnieg z półtora milionów książek. Grmek podkreślał, że termin wywodzi się od łacińskiego memoriae – słowa oznaczającego zarówno pamięć ludzką, jak i tę wpisaną w przedmioty i zabytki. Wojna niszczy kulturę nie tylko zabijając jej przedstawicieli, lecz także niszcząc jej materię – od budynków aż po najmniejszy guzik.
Dziś terminem Grmeka posługuje się projektantka marki Nöl (arab. krosno, warsztat tkacki). Yasmeen Mjalli jest Palestynką, która zdecydowała się wrócić do swojego rodzinnego kraju, choć dorastała jako obywatelka Stanów Zjednoczonych. Ziemia dziadków, którą odwiedzała w wakacje – pachnąca jaśminem, cytrusami i gorącym pustynnym wiatrem – przywołała ją jednak na dobre. W 2017 roku zamieszkała w Ramallah i przekonała się, że w przestrzeni, za którym tak tęskniła, dzieją się rzeczy, na które się nie godzi – jako samodzielna kobieta była wystawiana na uliczne zaczepki. Odpowiedziała w bezpośrednim, amerykańskim stylu, projektując dżinsową kurtkę z napisem „Not your habibti” (Nie jestem twoją bejbe). Jej dizajn spodobał się tak bardzo, że z protestu wyrosła lokalna, feministyczna marka, a Yasmeen na swoich mediach społecznościowych reklamowała kolejne projekty t-shirtów, koszul czy kurtek i polecała książki o arabskim feminizmie. Im dłużej jednak mieszkała w Palestynie, tym częściej zauważała, że oprócz jej zachodniego, aktywistycznego nastawienia, potrzebna jest realna praca u podstaw nad tym, żeby miejscowa kultura mogła nie tylko się przeobrażać, ale przede wszystkim przetrwać.
Oglądam zdjęcia Palestyny z czasów międzywojnia – kamienne miasteczka, bazary, haftujące kobiety chroniące się przed słońcem w głębokim cieniu. Są też zdjęcia z wnętrza tkalni. Tyle słońca wpada do środka, że czarno-biała fotografia staje się jasnoszara. Przy ręcznie obsługiwanych krosnach stoją mężczyźni. Na wrzeciona nawinięte są wielbłądzie włosie i owcza wełna, przypominają puchate kulki cukrowej waty. To obrazy z al-Majdal, miasteczka trzynaście kilometrów na północ od Gazy, które do połowy XX wieku słynęło z unikalnej dla techniki tkactwa. W pewnym momencie w miasteczku jednocześnie pracowało ponad 800 krosen, wytwarzając tyle tkaniny, że, jak głosi lokalna legenda, „można by nią przykryć całą Palestynę”.
Od przełomu średniowiecza Palestyńczycy tworzyli piękne dywany, ubrania, siodła i worki. Rozpowszechnione były także tradycje naturalnego barwienia – czerwień od wydzielin czerwi i ziaren granatu, ciemny błękit z indygowca, żółty od kwiatów szafranu i liści winorośli, brąz z kory dębu i fiolet z pokruszonych muszli ślimaka, rozkolca farbiarskiego.
W regionalnym tkactwie z al-Majdal najczęściej używano nici czarnej lub w kolorze indygo, środek płótna przecinał zaś pas w kolorze turkusu i fuksji. Turkus oznaczał niebo, a fuksja piekło. Gaza była też popularnym centrum jedwabniczym. Produkowano tam szlachetny rodzaj jedwabiu, którym handlowano na targu w Hebronie zwanym al-Ghazel. Od nazwy regionu pochodzi słowo „gaza” określające delikatny, siatkowy materiał.
nöl collective
System mody w Palestynie zmienił rok 1948, kiedy nowoutworzone państwo Izrael przeprowadziło akcję tak zwanej depopulacji tych terenów. Były to systematyczne wysiedlenia lokalnej ludności i przejmowanie ich przestrzeni. Wioski i miasteczka zostały zrównane z ziemią. Na miejscu al-Majdal powstała izraelska osada Aszkelon. Tradycja tkactwa wydawała się stracona. W latach dziewięćdziesiątych stowarzyszenie Aftaluna Crafts postanowiło jednak wskrzesić tę technikę wedle dawnych zwyczajów. Do początków października 2023 roku w pracowni w Gazie zatrudniona była cała rodzina Zaqout – już drugie pokolenie produkujące tkaniny i dywany na potrzeby lokalnego rynku.
Kiedy zaczęło się odwetowe bombardowanie Gazy, pracownia stała się schronieniem dla lokalnych rodzin, a dywany zaczęły służyć im jako koce. Większość pracowników uciekła na południe do Deir El Balah, a na miejscu został tylko patriarcha rodu, który odmówił opuszczenia swojego dobytku. Nie wiemy, czy pracownia ocaleje. Starówka Gazy jest zagrożona zniszczeniem także teraz, kiedy piszę ten tekst. Dziedzictwo kulturowe po raz kolejny znajduje się na krawędzi całkowitego wyginięcia.
Trudno jest myśleć o wymierającej kulturze, gdy tak wiele osób traci życie – jednak trzeba pamiętać o tym, czym Palestyna była oraz może się stać, kiedy wojna się skończy. Co tracimy, kiedy wojna pustoszy codzienność? Palestyńskie rzemiosło jest od dekad zagrożone wyginięciem z powodu kolonializmu, konsumpcjonizmu i postępującej industrializacji globalnej mody. Ale mimo wszystko czyjeś ręce wciąż tkają niepowtarzalne opowieści.
Zdaniem Yasmeen szycie, haftowanie, praca na tkaninie, jest kluczową częścią palestyńskiej tożsamości. Moment podjęcia decyzji o tym, jak powinna rozwijać się jej feministyczna marka, nastąpił, gdy odkryła serię zdjęć z 1975 roku dokumentujących te praktyki. Widać na nich kolorowe kleksy nici leżące na plaży, niczym wyciśnięta z tubki farba. Uśmiechnięty rzemieślnik z papierosem pozuje przed obiektywem. Nici schną – zapewne schłodzone w słonej wodzie po tym, jak zostały zafarbowane we wrzątku. Sól ma bowiem najlepiej konserwować kolor. Potem, już suche, trafiają na krosna. Yasmeen była urzeczona tymi włókienniczymi krajobrazami. Poczuła, że jako projektantka chciałaby zachować te tradycje i przywołać ich piękno – na nowoczesnych krojach i bardziej zglobalizowanych sylwetkach.
Yasmeen zainteresowała się wiejskim haftem zwanym tatreez. W 2021 roku został on wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Najczęściej stosowany w tym typie wzoru jest haft krzyżykowy i ścieg łańcuszkowy. Pojawia się na tak zwanych thobes – długich szatach, sukmanach. Motywy haftu są inspirowane podstawowymi formami geometrycznymi, takimi jak kwadraty i rozety. Są także trójkąty, używane jako odzieżowe amulety, wszywane w celu ochrony przed „złym okiem”. Szczególnie misterny jest zawsze haft na panelu piersiowym, gdzie ludzka dusza wedle przesądów ma potrzebować szczególnej ochrony. Każdy haft ma też jakąś celową asymetrię – również w celu odpędzenia złych uroków.
nöl collective
Przed XX wiekiem większość młodych dziewcząt nie była wysyłana do szkoły, a większość czasu poza obowiązkami domowymi spędzała na tworzeniu ubrań – często ślubnej wyprawy (jhaz), która obejmowała wszystko, czego mogłaby potrzebować młoda Arabka na wydaniu: stroje codzienne i uroczyste, biżuterię, welony, nakrycia głowy, bieliznę, chusty, paski i obuwie.
Jeszcze na początku XX wieku każda wioska w Palestynie posiadała inny, unikalny dla siebie haft. Po 1948 roku i przesiedleniach wzory mieszały się coraz bardziej i migrowały wraz z rzemieślniczkami, które swoje haftowane suknie niosły czasem na plecach jako jedyny bagaż i ubezpieczenie. Pamięć gubiła tropy.
Ale kobiety nadal niestrudzenie haftowały i haftują do dziś – wiele z nich w obozach dla uchodźców, działając w niewielkich kooperatywach. Marka Darzah stara się o to, by mogły się one utrzymać ze swojej twórczości. Darzah to projekt Child’s Cup Full, inicjatywy non-profit z siedzibą w Zababdeh, wiosce położonej na północnym Zachodnim Brzegu. Child’s Cup Full koncentruje się na wzmacnianiu pozycji ekonomicznej kobiet w regionie. Stopa bezrobocia jest niezwykle wysoka i wynosi sześćdziesiąt procent. Konserwatywna tradycja nakazuje, by Palestynki nie szukały pracy daleko poza domem, często też mają obowiązek zajmowania się dziećmi i jest im trudno przemieszczać się samodzielnie. Darzah daje im możliwość pracy z domu i dostarcza surowy materiał na haft. Fundacja stworzyła także internetowe archiwum tatreez, bazę danych, którą można wzbogacać i w której można wyszukiwać motywy. Znalazły się tam wzory takie jak drzewa palmowe, kwiaty w doniczkach, gwiazda betlejemska, grzebień, żaby w stawie lub róża. Przy projektowaniu akcesoriów Darzeh współpracuje również z wykwalifikowanymi producentami obuwia i torebek w Hebronie, a skóra na akcesoria pochodzi z tych samych okolic.
Inną marką, której również przyświeca idea ożywiania lokalnego przemysłu w Gazie, jest Anata. Ich zdaniem rozwój przemysłu włókienniczego czy modowego wymaga, aby zarówno kobiety, jak i mężczyźni byli zachęcani do pielęgnowania tradycji tkackich. Przedstawiciele marki przypominają, że przed blokadą Gazy w 2007 roku w branży odzieżowej pracowało 25 tysięcy osób. Teraz liczby te są o wiele niższe, bo wszystko, co wydostaje się ze Strefy Gazy, jest opodatkowane przez Izrael i musi przejść przez wojskowy check point, gdzie towar często zostaje na wiele tygodni. Sama sprzedaż produktów jest problematyczna – płatności online nie obsługują regionu. Możesz założyć PayPala czy inny system tylko wtedy, kiedy masz drugie obywatelstwo.
Próbki tkanin, fot.. Yasmeen Mjalli @simsim.jpeg), Instagram.png
Izraelska marka Adish deklaruje, że właśnie dlatego w swoich projektach korzysta z palestyńskiego dziedzictwa – występując z bardziej sprawczej pozycji, nawiązuje kontakty z haftującymi kobietami i ostatnimi rzemieślnikami specjalizującymi się w technice znanej z al-Majdal. Na produktach oznacza miejsce, w którym wykonano haft i grupę kobiet, które go stworzyły. Nie wszystkim jednak takie „ratownictwo” się podoba. Yasmeen jest oburzona faktem, że Adish rości sobie prawo do występowania w roli obrońcy lokalnego rzemiosła. Zdaniem projektantki jest to próba uniknięcia odpowiedzialności i wypieranie realnego statusu okupanta i krzywdziciela. Przedstawia działalność izraelskiej marki jako zarabianie na cudzym kapitale kulturowym – co z tego, że kobiety zarobią dzięki Adish, skoro jej siedziba znajduje się w Tel Awiwie.
Yasmeen również współpracuje z kooperatywami kobiet oraz z niewielkimi zakładami krawieckimi, lokalnymi projektantami graficznymi, a nawet z aptekami czy sklepami z przyprawami, które mają wielopokoleniowe tradycje. We własnej kuchni resztki z tkanin z okolicznych manufaktur farbuje sumakiem czy obierkami z pomarańczy. Stara się każdą osobę zaangażowaną w produkcję poznać na żywo i utrzymywać z nią więź. Często spotykają się na jedzenie w czasie świąt.
Ostatnia kolekcja Nöl to zieleń i kolory ziemi – cargo pants zrobione w Askar, obozie na przedmieściach Nablusu, ręcznie szyte wełniane torby zrobione przez matki i córki w Hebronie, wyszywane tank topy wykonane w pracowni tkackiej, która działa dzięki energii słonecznej. Ceny zaczynają się od 48 dolarów.
nöl collective
Założycielka Nöl postrzega modę, którą tworzy, w kategoriach kulturowej partyzantki – swoimi projektami stara się walczyć o palestyńską tożsamość, o jej widoczność i zrozumienie dla jej wyjątkowości. Moda to dla niej opowieść o czyimś lokalnym świecie oraz sposób na to, żeby go pokazać. „Jeśli za ubraniami, które zakładam nie stoi żaden kosmos, to nie chcę ich nosić”.
Yasmeen chciałaby, żeby Nöl stanowiła formę obrony przed pamięciobójstwem, a ubrania – formę archiwizowania i ożywiania pamięci. To także jej sposób na walkę o prawa człowieka. W wykładzie na platformie edukacyjnej Slow Factory mówi: „Kiedy w czasie intifady w 1980 roku zabronione zostało używanie palestyńskiej flagi, kobiety zaczęły haftować sobie jej kolory na sukienkach. Robią tak do dziś. Haft to forma buntu, subtelny, ale uparty sposób na to, żeby mówić – nie damy się przenicować. Matka przekazuje córce unikalne umiejętności i opowieści. Moim zadaniem jest zainteresowanie jak największej ilości ludzi troską o ten ginący świat”.
fot. Yasmeen Mjalli @simsim.jpeg, Instagram