Tam dom twój, gdzie queery twoje. 5 tęczowych knajp, w których musisz zjeść! #pridemonth

Tam dom twój, gdzie queery twoje. 5 tęczowych knajp, w których musisz zjeść! #pridemonth

( 12.06.2025 )

Bezpieczne przystanie, przyjazne i w stu procentach inkluzywne. Tu różnorodność jest wartością, a nie kłopotem. Przyjmą każdego i jeszcze nakarmią. Z okazji Mięsiąca Dumy wybieramy pięć ulubionych tęczowych knajp.

Butero, Bracka 3, Warszawa

Najważniejszy, bo niezmienny element karty? Chleb z masłem, w końcu „butero” to w języku esperanto właśnie masło. Najważniejszy, bo niezmienny element filozofii? Komfort, dla każdego. „Kiedy wymyślaliśmy Butero, chcieliśmy przede wszystkim stworzyć bezpretensjonalne miejsce, w którym będzie można dobrze zjeść, ale i czuć się bezpiecznie. Możesz przyjść do nas na randkę z kimkolwiek chcesz i zachowywać się swobodnie. Nikt nie oceni tego, jak wyglądasz. Nikt nie oceni tego, kim jesteś” – mówi Paweł Zasim, współwłaściciel restauracji przy ulicy Brackiej w Warszawie. Butero z powodzeniem działa już dwa i pół roku, i choć przez pierwsze kilka miesięcy w mediach społecznościowych nie było widać jedzenia, to wraca się tu dla regularnie odświeżanego menu.

„Jest taki stereotyp, że w queerowych miejscach nie można dobrze zjeść. Chcieliśmy pokazać, że to nieprawda. Jesteśmy jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą restauracją w Polsce o queerowej tożsamości – a nie, jak zdecydowana większość tęczowych miejsc, klubem, barem czy klubokawiarnią. Ludwik Zamenhof stworzył język esperanto, szukając narzędzia komunikacji dla skłóconych, niepotrafiących dogadać się ludzi. Piękna idea. Z języka wymyślonego przez lekarza z Białegostoku zaczerpnęliśmy nie tylko nazwę, ale i podejście do gotowania. Nasza kuchnia to kuchnia esperanto. Autorska, więc możemy sobie pozwolić na eksperymenty, ale dająca poczucie komfortu, domowa. A karta, choć krótka, jest na tyle różnorodna, że zadowoli każdego i queerowe dziecko będzie mogło zabrać do nas na obiad swoich rodziców” – opowiada Zasim. Wokół Butero zawiązała się już spora społeczność stałych bywalców. Sama zresztą potwornie marudzę, gdy się zagapię i nie wpadnę na niedzielny obiad. Obstawiam, że Książę William też tęskni od czasu, gdy wpadł tu ze spontaniczną wizytą. Na marginesie: krzesło, na którym siedział brytyjski monarcha, zostało zlicytowane na aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bo Butero to esencja dobra, nie tylko na talerzu.

Dziękujemy!

Zdjęcie dzięki uprzejmości restauracji Butero

Lokum Stonewall, Centrum Kultury Zamek, ul. Święty Marcin 80, Poznań

Instytucja wśród queerowych knajp w Polsce – w końcu to miejsce stworzone przez działającą z imponującym rozmachem Grupę Stonewall, odpowiedzialną m.in. za Poznań Pride Week i długą listę projektów aktywistycznych oraz edukacyjnych, realizowanych zarówno online, jak i offline. „Stowarzyszenie powstało w 2015 roku, a pierwsze, czyli wtedy Małe Lokum Stonewall przy ul. Półwiejskiej zaczęło działać cztery lata później” – opowiada Arek Kluk, prezes stowarzyszenia. „Chcieliśmy wzorem zagranicznych organizacji prowadzić klubokawiarnię, z której zyski wspierałyby działalność organizacji. Zależało nam, by integrować społeczność queerową Poznania, żeby dawać przestrzeń, w której lokalna kultura queerowa – na przykład scena dragowa – będzie mogła się rozwijać. I stworzyliśmy miejsce, które zatrudnia osoby LGBT+. Obecnie dla Lokum Stonewall pracuje prawie 30 osób. Na dobrych warunkach, w fajnej atmosferze, w poczuciu bezpieczeństwa”.

*Reklama

Przed Lokum w Poznaniu działały inne queerowe bary i kluby, choć Lokum było manifestacją zmiany w myśleniu o inkluzywnych knajpach. „Poznań ma bardzo bogatą i długą historię, jeśli chodzi o kluby LGBT+, ale nas wyróżniał klimat” – mówi Arek Kluk. „Wcześniej prawie wszystkie te gej-bary działały w mniejszym bądź większym ukryciu. Knajpy w piwnicach, niedostępne dla postronnych, przypadkowych osób. Nieoznakowane wejścia, trzeba było wiedzieć, gdzie ich szukać. To wszystko było podyktowane względami bezpieczeństwa. A my byliśmy drugą knajpą w Poznaniu z dostępem z ulicy, z dużymi witrynami, przy głównym deptaku, z zaproszeniem dla wszystkich, nie tylko dla społeczności queerowej. Mieliśmy spore obawy, że pojawią się częste zaczepki, ataki, byliśmy gotowi na wybijanie szyb i wyrywanie flag, a o dziwo takie sytuacje prawie się nie zdarzały”. Był taki czas, gdy Grupa Stonewall dominowała przy ulicy Półwiejskiej, tworząc małą queerową dzielnicę, bo stowarzyszenie prowadziło również księgarnię, przychodnię (działa do tej pory) i drugi lokal – Duże Lokum Stonewall. „Podzieliliśmy gości. Do Dużego Lokum przeszły osoby młodsze, studenci, którzy chcieli tańczyć przy głośnej muzyce i bawić się na karaoke. A w Małym zostali ludzie, którzy wolą kameralne sytuacje i spokojne rozmowy przy drinku”. To pierwsze Małe Lokum przetrwało pandemię, również dzięki finansowemu wsparciu społeczności zawiązanej wokół stowarzyszenia. Gdy jednak tarcia z partnerem biznesowym przybrały na intensywności, Grupa musiała zamknąć obydwa kluby przy Półwiejskiej i znaleźć nowe lokum dla Lokum. To nowe, już jedno, ale za to duże, mieści się w poznańskim Centrum Kultury Zamek. „Udało nam się połączyć różne generacje społeczności queerowej. Mamy przestrzeń barową, mamy mniejszą salę ze sceną i parkietem, i mamy ogródek na dziedzińcu. Współpracujemy z festiwalami: muzycznymi Ethno Port i Next Fest czy literackim Festiwalem Poetów. Lokum Stonewall to dziś bardzo ważne, kulturotwórcze miejsce”.

Slay, Bulwar Kurlandzki, Kraków

Różowa pizza? Tylko na różowej barce. Slay to wyjątkowa krakowska knajpa, zacumowana u brzegu Wisły. Pierwszy drag brunch, inaugurujący działanie restauracji, odbył się w połowie kwietnia 2024. Serwowano wtedy m.in. focaccię w kolorach tęczy. Choć miejsce jest młode, cieszy się rosnącą popularnością. „Wyróżnia nas to, że nie jesteśmy tylko klubem, tylko barem albo tylko restauracją. Slay to miejsce o wielu funkcjach. Można u nas zjeść, potańczyć, pośpiewać na karaoke, bawić na występach drag queens czy spektaklach burleski. Nie mogę się nacieszyć, gdy widzę uśmiechniętych ludzi, którzy spędzają czas na naszej barce” – mówi Kasia Bajorek, social media & marketing manager w Slay. „Ludzie czasem komentują w internecie: a, przyszedłbym na waszą imprezę, ale samemu trochę głupio. Namawiamy wtedy, żeby jednak wpaść, bo u nas zawsze się kogoś pozna. Bywalcy Slay to społeczność naprawdę otwartych osób. Kochają drag performerów, kochają śpiewać i tańczyć, a my dajemy im przestrzeń, w której mogą swobodnie się bawić. Wśród takich osób każdy czuje się bezpiecznie. Tu nie ma miejsca na mowę nienawiści, mizoginię, homofobię. Nie trzymamy na dystans tych, którzy do nas przychodzą. Zapisaliśmy sobie nawet w regulaminie, zarówno dla pracowników, jak i dla gości, że zwracamy się do siebie nawzajem na Ty. Kasia Bajorek podkreśla też, że ekipie z różowej barki zależy, aby każdy mógł doświadczyć atmosfery tego hiperprzyjaznego miejsca, więc niemal każdy event jest darmowy. A jedzenie wjeżdża całe na różowo: od pizzy po pierogi ruskie.

Dziękujemy!

Zdjęcie dzięki uprzejmości restauracji Slay Space

La Pose, Mazowiecka 6, Warszawa

Niech nas zobaczą? „Nas widać z daleka” – mówi Grzegorz Kajak, menedżer w warszawskim La Pose. „Otworzyliśmy klub w samym centrum miasta, na najbardziej imprezowej ulicy w Warszawie, bo chcieliśmy pokazać, że istniejemy, żyjemy i nie mamy zamiaru się chować. Kiedy sam zaczynałem chodzić do klubów dla osób LGBT+, wszystkie były poukrywane gdzieś na uboczu i wyglądały jak brudne speluny. To nie były modne miejsca. Oczywiście, w Warszawie wciąż działa niewiele – w porównaniu chociażby z Berlinem – queerowych knajp. Sytuacja polityczna nie dodaje ludziom odwagi, wolą otwierać kluby i restauracje dla wszystkich niż te adresowane do konkretnej grupy. Nam też mówiono, że to zły pomysł, by tworzyć queerowe miejsce w samym centrum miasta, po sąsiedzku z innymi klubami. Że to niebezpieczne. Że nas spalą po trzech miesiącach. La Pose otworzyło się w maju 2022 roku i jeszcze nikt nie próbował”. Mało tego, trzy lata od otwarcia do La Pose ustawiają się często długie kolejki i bywa, że lokal nie jest w stanie pomieścić wszystkich chętnych. Czy to wszystko przed Eda Sheerana? Trzy lata temu media sensacyjnie donosiły, że brytyjski muzyk po swoim koncercie na PGE Narodowym bawił się właśnie w La Pose. „Istnieliśmy dopiero trzy miesiące, ale byliśmy już na tyle znani, że gwiazda takiego formatu jak Sheeran przyszedł akurat do nas na afterparty. To na pewno sprawiło, że o La Pose zrobiło się głośniej” – mówi Grzegorz Kajak. Oryginalny pomysł, by połączyć klub z restauracją, też od początku działał na korzyść La Pose. Dziś to popularny patent, ale lokal przy Mazowieckiej był jednym z pierwszych miejsc, do którego można było przyjść wieczorem na imprezę z drag queens, a następnego dnia wrócić na późne śniadanie. „Bo my nie tylko imprezujemy, ale chcemy też spędzić czas na rozmowach przy dobrym jedzeniu albo drinku. I chcemy mieć przestrzeń, w której możemy czuć się swobodnie” – dopowiada Grzegorz Kajak.

KRVN, ul. Świętego Antoniego 40, Wrocław

Dziękujemy!
( Inne ) ( Scena ) ( Sztuka ) ( Karolina Felberg-Pawłowska  )

Mój rok zap***dolu w teatrze. Podsumowanie Karoliny Felberg

Miejsce z poważnym stażem, bo wrocławski KRVN otworzył się w 2012 roku, a za konceptem stoją założyciele kultowego Das Lokalu, słusznie uważanego za jeden z najlepszych klubów techno w Polsce. „Prowadząc Das Lokal, prowadziliśmy życie nocne, praktycznie nie funkcjonowaliśmy za dnia. Stwierdziliśmy, że musimy to zmienić, bo zwariujemy” – mówi Michał Świgulski, jeden z właścicieli. „Dziś Świętego Antoniego jest zagłębiem gastronomicznym, ale kiedy otwieraliśmy bar, to była bardzo posępna ulica, przy której znajdowały się głównie domy pogrzebowe. Człowiek, od którego wynajęliśmy lokal, też był związany z tą branżą”. KRVN żyje i ma się świetnie. W ciągu kilkunastu lat od powstania bar zbudował silną i wierną grupę bywalców i bywalczyń. „KRVN jest kobietą, bo jakieś 60 proc. osób, które do nas wracają, to właśnie dziewczyny. Kiedyś miejsce było bardziej imprezowe, głośniejsze, dziś wpada się do nas na drinka ze znajomymi albo na randkę”. Wspominany wcześniej Das Lokal, podobnie jak KRVN, też zawsze uchodził za miejsce egalitarne, otwarte dla każdego. „Z Damianem Osowskim jesteśmy partnerami od zawsze i nadajemy ton miejscom, które prowadzimy. Przyciągamy ludzi, którzy są otwarci i tolerancyjni. I takie też są nasze knajpy, inkluzywne i przyjazne dla wszystkich, nawet jeśli nie przyklejamy im jednoznacznych etykiet. Nad barem w KRVN wisi tęczowy neon, który został po współpracy z Kulturą Równości, lokalna organizacją działającą na rzecz osób LGBT+. Z kolei na Wyspie Słodowej mamy zacumowaną barkę, która też jest bardzo tęczowa, a to już lokalizacja, która mogła wzbudzać nasze obawy, bo mieszają się tam różne towarzystwa, ale nigdy nie doszło do rozróby. Dobrze wpisaliśmy się z naszymi miejscami w scenerię miasta” – mówi Świgulski.

Dziękujemy!

Zdjęcie: KRVN

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.