I taki to był tydzień w kulturze. Literackie skandale i nowoczesne schronisko w Wałbrzychu
( 27.11.2025 )
Dziś miejsce oddaję Grupie Projektowej Rewizja, która w Wałbrzychu zbudowała najnowocześniejsze polskie schronisko dla zwierząt. O ludziach, którzy projektują takie miejsca, nie czyta się w prasie branżowej, nikt nie zrobi eleganckiej sesji zdjęciowej ani premiery książki w nowo otwartym schronisku.
Ten tydzień minął nam pod hasłem pożyczki. Okazało się, że Jarosław Molenda pożyczył sobie odrobinkę z reportażu Kaliny Błażejowskiej „Bezduszni” o dzieciach, osobach starszych i chorych psychicznie dorosłych zgładzonych przez nazistów. Fragmenty pojawiły się w książce reportażowej (?) Molendy zatytułowanej „Zbrodnia w Kobierzynie”. Błażejowska udowodniła, że całe akapity z jej książki trafiły do recyklingu u Molendy, a ten broni się, twierdząc, że nawet gdyby zabrać 30 procent dzieła autorki, to wciąż nie byłby to plagiat.
Zastanawiam się więc, czy da się napisać książkę tak, żeby 30 procent pochodziło od jednego autora, kolejne 30 od drugiego, następne 30 z innego źródła, a nasz wkład wyniósłby 10 procent. Na przykład 30 stron. Może się okazać, że do napisania książki potrzeba mniejszego wkładu własnego niż do kupna mieszkania.
A ja dzięki temu wiem, że Jarosław Molenda w zeszłym roku wydał pięć książek, a jedną z nich zatytułował „Ręcznikowy dusiciel”. I chyba nie chcę wiedzieć, od kogo pożyczył ten tytuł.
A skoro już o książkach — cieszę się, że Grzegorz Piątek napisał „Świątynię i śmietnik”, bo to książka o ludziach, którym chce się budować z myślą o realnych potrzebach. Z myślą o tym, że ktoś nie będzie na tytułowe świątynie patrzył, ale z tytułowych śmietników będzie korzystał.
Dlatego dziś miejsce oddaję Grupie Projektowej Rewizja, która w Wałbrzychu zbudowała najnowocześniejsze polskie schronisko dla zwierząt. O ludziach, którzy projektują takie miejsca, nie czyta się w prasie branżowej, nikt nie zrobi eleganckiej sesji zdjęciowej ani premiery książki w nowo otwartym schronisku. I oczywiście to smutne, że wciąż żyjemy w świecie, gdzie takie schroniska są potrzebne, ale jednocześnie porusza mnie, że są architekci, którzy swój talent, czas i zasoby wykorzystują, by pomyśleć o tym, czego potrzebują i co czują istoty, które nie mają ani głosu, ani własnego domu.
Schronisko dla Zwierząt im. Jana Lityńskiego
Na plus tego tygodnia zaliczyłbym to, że w Nowym Jorku (JU ES EJ) jednej z ulic nadano imię Jeana-Michela Basquiata. Na minus, że te same Stany Zjednoczone wysyłają na Biennale w Wenecji Almę Allena. Ten zombie-abstrakcjonista doskonale wpisuje się w politykę „kulturalnego bezpieczeństwa sztuki” za administracji DT, według której sztuka ma być cicho, a estetyczny eksperyment można prowadzić wyłącznie na Twitterze Białego Domu.
I taki to był tydzień w kulturze.
57 Great Jones Street / Jean-Michel Basquiat Way