I taki to był tydzień w kulturze. Sen o Schuchardcie i nowa rzeźba na Placu Centralnym
( 21.11.2025 )
Na szczęście zaraz obok Placu Centralnego, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, otworzyła się wystawa „Kwestia kobieca”. Taka wystawa, która mogłaby się przydać każdemu muzeum, a na pewno przyda się publiczności, czyli nam – bo rozmowa o sztuce i płci (co widać po ostatniej dyskusji wokół prac Gosi Mycek) na razie kuleje i wywraca się na sprawach takich jak „ładne”, „brzydkie”, „baba”, „chłop”.
Miałem sen. W tym śnie ktoś, kto do złudzenia przypominał znanego aktora Tomasza Schuchardta, był przebrany za księdza, który napychał sobie kabzę pieniędzmi z tacy. Potem zdjął sutannę, uciekł z kościoła, zlał żonę, wskoczył do ciężarówki, ciężarówka wjechała na prom, prom się przewrócił podczas sztormu, a on cudem ocalał – tylko po to, żeby wyjechać do Wrocławia i w prochowcu prowadzić śledztwo, w którym wyszło, że Tomasz Schuchardt jest królem w tym serialu, co wszyscy bardzo chcieli, żeby drugi sezon też był śmieszny.
Obudziłem się i zrozumiałem, że to jednak nie był sen, tylko ostatnie pół roku polskiej kinematografii.
„Breslau”, materiały prasowe Disney+
A jakbyście mnie pół roku temu spytali, co mi nie gra w nowym Placu Centralnym w Warszawie, tam gdzie od 30 lat trwała rozbiórka, remont albo w najlepszym wypadku ktoś parkował samochody – to bym powiedział, że po oddaniu go do użytku Warszawa przestała przypominać siebie. Za ładnie, za czysto, zbyt miejsko jak na nasze standardy. Całe szczęście stan ten nie utrzymał się długo i na placu ustawiono rzeźbę Igora Mitoraja, żeby przypomnieć nam – oto miejsce historycznie naznaczone brzydotą.
Igor Mitoraj „Tindaro” na Placu Centralnym przed Pałacem Kultury i Nauki Licencja: Materiały prasowe / NOHO Investment
Na szczęście zaraz obok Placu Centralnego, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, otworzyła się wystawa „Kwestia kobieca”. Taka wystawa, która mogłaby się przydać każdemu muzeum, a na pewno przyda się publiczności, czyli nam – bo rozmowa o sztuce i płci (co widać po ostatniej dyskusji wokół prac Gosi Mycek) na razie kuleje i wywraca się na sprawach takich jak „ładne”, „brzydkie”, „baba”, „chłop”.
To, że wystawę otwarto właśnie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ma znaczenie. To, że w tytule pada słowo „kobieca”, a nie „kobiet”, jest kluczem do zrozumienia tego, co kuratorka Alison Gingeras pokazuje na wystawie, która zbiera 200 prac – głównie malarskich – z ostatnich 500 lat.
Tak jak Linda Nochlin w 1971 roku pytała „Dlaczego nie było wielkich artystek”, a Griselda Pollock w 1981 upominała się o „dawne mistrzynie”, tak Gingeras w „Kwestii kobiecej” pokazuje, że bycie kobietą-artystką nie jest żadną kategorią, podgrupą, nurtem. Jest całością, w której da się wypatrzyć trendy, tropy, kontynuacje, obsesje, naśladownictwo.
Ta wystawa nie sili się na odważne tezy ani przełomowe myślenie. Pokazuje, że od Artemisii Gentileschi po Gosię Mycek sztuka po prostu jest – i oto kwestie, które podejmują w niej różne osoby artystyczne. Idźcie sprawdzić jakie.
I taki to był tydzień w kulturze.
Artemisia Gentileschi, „Zuzanna i starcy”, The Collection of Paul Graf von Schönborn-Wiesentheid, dzięki uprzejmości MSN