Rosalía, „Berghain”, kadr z teledysku

W jaki sposób Rosalía trafiła do warszawskiego tramwaju? Rozmawiamy z realizatorami teledysku

( 10.11.2025 )

Najpierw świat obiegły zdjęcia artystki pozującej z polskim kotletem w praskim barze mlecznym Rusałka. Już wtedy można było domyślać się, że Rosalía prawdopodobnie nie gościła w Warszawie tylko w celach turystycznych. Niedługo później ukazał się pierwszy teledysk z jej nowego albumu „Lux”.

W mediach szybko zrobiło się głośno, że za sukcesem Berghain stoją polscy muzycy i specjaliści, których nazwiska wyszczególnione zostały w opisie klipu. Jak wyglądała współpraca z hiszpańską megagwiazdą? Martyna Leszczyńska rozmawia z Mileną Lange, dyrektor Impresariatu Artystycznego MS PROMOTION i Warsaw Impressione Orchestra, Aleksandrem Zwierzem, project managerem, koordynatorem planu, Barbarą Zach, chórzystką Impressione Choir, oraz Marceliną Murawską, wiolonczelistką Warsaw Impressione Orchestra.

Rosalía w Polsce – jak do tego doszło...?

Milena Lange: Zgłosił się do mnie zespół produkcyjny mający swoją siedzibę w Polsce, który już od kilku lat co jakiś czas wysyłał do mnie różne zapytania o współpracę. Zazwyczaj nic konkretnego z tego nie wynikało, więc i tym razem nie miałam większych oczekiwań. Dostałam prośbę o wycenę orkiestry i chóru do teledysku, który miał być realizowany w Warszawie – bez szczegółów dotyczących artystki czy kontekstu projektu.

Czyli nie było wiadomo, że chodzi o gwiazdę światowego formatu?

Milena Lange: Przyznam szczerze, że początkowo nawet nie planowałam odpowiadać, ale z doświadczenia wiem, że czasem to właśnie te niepozorne wiadomości potrafią przerodzić się w coś wyjątkowego. Zadzwoniłam więc do Aleksandra Zwierza, z którym współpracuję przy produkcjach, i powiedziałam: „Jest takie zapytanie – jeśli uznasz, że damy radę to zorganizować, to działamy”. Olek bez wahania się zgodził i razem zaczęliśmy dopinać szczegóły z polską ekipą produkcyjną. Wciąż jednak nie wiedzieliśmy, dla kogo to robimy. Dopiero później, gdy pojawiły się pierwsze dokumenty i maile, zorientowałam się, że w nazwisku artystki była literówka – „Rosalie” zamiast „Rosalía”. Przyznam, że wtedy nie od razu połączyłam fakty. Nie słucham na co dzień tego gatunku muzyki, więc po prostu nie zdawałam sobie sprawy, że chodzi o jedną z największych współczesnych gwiazd światowej sceny muzycznej. Dopiero później, gdy zobaczyłam zasięgi, produkcje i rozmach jej poprzednich realizacji, zrozumiałam, że mamy do czynienia z projektem o światowym formacie.

Dziękujemy!

Rosalía, „Berghain”, kadr z teledysku

Kiedy więc zapadła ostateczna decyzja, że to właśnie wy zajmiecie się produkcją?

Milena Lange: Pierwszy etap to była szybka weryfikacja możliwości – terminów, dostępności muzyków i logistyki. Projekt pojawił się nagle, w bardzo krótkim czasie, dlatego od początku było jasne, że jeśli chcemy go w ogóle zrealizować, musimy działać błyskawicznie. Po otrzymaniu ogólnych informacji od strony produkcyjnej zdecydowaliśmy się podjąć wyzwanie, mimo że nie mieliśmy wtedy jeszcze pełnej wiedzy, dla kogo dokładnie będzie to realizowane. Dla mnie i dla Aleksandra Zwierza było oczywiste, że warto w to wejść – nie tylko ze względu na potencjał projektu, ale też dlatego, że mieliśmy pełne zaufanie do naszego zespołu i wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie zrealizować to w najwyższym standardzie.

Aleksander Zwierz: Zgadza się, ostateczna decyzja o naszym udziale zapadła bardzo szybko, właściwie to po jednym spotkaniu z ekipą w hotelu. Zweryfikowałem partytury, dobrałem obsadę i od razu zaplanowałem przebieg dni zdjęciowych.

Co zadecydowało o zaangażowaniu Impresariatu Artystycznego MS PROMOTION i Warsaw Impressione Orchestra? Czym wyróżniacie się na rynku?

Milena Lange: Mój Impresariat Artystyczny MS Promotion został zaproszony do współpracy jako firma, która ma doświadczenie w kompleksowej organizacji projektów muzycznych z udziałem orkiestr i chórów. My nie tylko dostarczamy muzyków, ale też koordynujemy cały proces: od budowy zespołu, przez kwestie logistyczne, po współpracę z reżyserem dźwięku, dyrygentem i producentami. To, co nas wyróżnia, to połączenie artystycznej jakości z precyzją produkcyjną. W tym projekcie współpracowałam ściśle z Aleksandrem Zwierzem – razem tworzyliśmy zaplecze organizacyjne i koordynacyjne dla orkiestry oraz chóru. Od strony artystycznej orkiestrę poprowadził Jakub Zwierz, który odpowiadał między innymi za współpracę z realizatorami dźwięku.

Aleksander Zwierz: Z mojej strony decyzja o udziale Warsaw Impressione Orchestra zapadła bardzo szybko – produkcja nie miała wątpliwości, że jesteśmy odpowiednim partnerem.  Nie było czasu na wahanie – w ciągu kilku dni trzeba było zbudować zespół, zaplanować logistykę i zsynchronizować wszystko z harmonogramem planu. To była ekspresowa produkcja, ale właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać, jak ważny jest zgrany zespół.

*Reklama

Czy oprócz odpowiednich ludzi miejsce również ma znaczenie?

Milena Lange: Jeśli chodzi o sam pomysł realizacji w Polsce – decyzja o wyborze Warszawy nie należała bezpośrednio do nas, ale można przypuszczać, że wynikała z kilku czynników: dostępności bardzo dobrych lokalizacji zdjęciowych, znakomitych ekip filmowych i konkurencyjnych warunków produkcyjnych. Polska od kilku lat jest na radarze światowych wytwórni filmowych i muzycznych. Coraz częściej realizuje się tu duże, międzynarodowe projekty, a to był tylko jeden z nich.

Jakimi kryteriami kierowaliście się przy doborze profesjonalistów? Czy praca przy tak dużej produkcji różni się w znaczący sposób od codziennych projektów?

Milena Lange: Odpowiadaliśmy za cały zespół muzyczny – Warsaw Impressione Orchestra oraz Impressione Choir. Łącznie było to około 65 osób – orkiestra symfoniczna i chór mieszany. Wybór muzyków nie był przypadkowy. Kierowaliśmy się zarówno doświadczeniem koncertowym i studyjnym, jak i dyspozycyjnością i zdolnością do pracy w warunkach planu filmowego, które bardzo się różnią od klasycznej pracy scenicznej. Musieliśmy mieć pewność, że każdy poradzi sobie z presją czasu i pracy w warunkach planu zdjęciowego. To nie są typowe warunki koncertowe – tempo pracy jest znacznie szybsze, a reakcje muszą być natychmiastowe.

Dodam jeszcze, że przedsięwzięcie tego typu to ogromna sieć zależności – od kierowników produkcji, asystentów, techników, po muzyków, chórzystów, realizatorów i reżysera dźwięku. Paradoksalnie, najważniejsze osoby często są najmniej widoczne – to właśnie koordynatorzy, inspicjenci, kierownicy planu i realizatorzy dźwięku, dzięki którym wszystko działa jak w zegarku.

Czy odpowiadaliście także za aranżację muzyczną?

Nie, nie tworzyliśmy własnej aranżacji muzycznej, ponieważ ścieżka dźwiękowa była przygotowana już wcześniej. Naszym zadaniem było wizualne odtworzenie wykonania z pełną precyzją, ekspresją i autentyzmem, tak aby na ekranie wyglądało to jak prawdziwe wykonanie koncertowe. Audio nie było nagrywane na planie, czyli w miejscu, gdzie rejestrowano całość obrazu. W tym sensie artyści wykonawcy musieli nie tylko grać na instrumentach, ale również grać „aktorsko”, co wymagało od nich dużego wyczucia i precyzji.

Dziękujemy!

Rosalía, „Berghain”, kadr z teledysku

Jak wyglądał podział ról i obowiązków?

Milena Lange: W tak dużym przedsięwzięciu jak ten projekt każda osoba ma bardzo jasno określoną rolę – zarówno od strony muzycznej, jak i organizacyjnej oraz produkcyjnej. Moja funkcja – jako koordynatorki i producentki wykonawczej orkiestry – dotyczyła całości zaplecza organizacyjnego projektu: przygotowanie umów, kwestie kontraktowe, kontakt z ekipą produkcyjną, logistyka, dokumentacja i wszelkie inne formalności. To ciężka i wymagająca praca na zapleczu, której zazwyczaj nie widać, jednak bez niej cały projekt nie miałby szansy zaistnieć.

Aleksander Zwierz: Ja odpowiadałem za koordynację pracy orkiestry na planie zdjęciowym, dbałem o przebieg nagrań i komunikację na planie między zespołami: orkiestrą, reżyserią i ekipą filmową. Z kolei dyrygentem był Jakub Zwierz, który prowadził zespół muzyków i chór podczas nagrań, odpowiadając za stronę artystyczną – interpretację, synchronizację ruchu z kamerą. Koordynatorem chóru był Tomasz Cepiel.

Zatem co było dla was wszystkich największym wyzwaniem?

Myślę, że właśnie ta synchronizacja wszystkich elementów – logistyka, czas, zgranie muzyków z planem zdjęciowym i reżyserią ruchu kamery. Plan zdjęciowy to współdziałanie dziesiątek osób: orkiestry, chóru, operatorów kamer, oświetleniowców, tłumaczy, asystentów produkcji, garderobianych i makijażystów. To ogromna struktura, w której każdy element musi zadziałać w odpowiednim momencie.W teledysku nie ma miejsca na błędy, każdy detal musi być spójny z wizją reżysera, tempem utworu i ruchem kamery.

Aleksander Zwierz: To prawda, przy tak dużym zespole – 49 muzyków orkiestry i 15 chórzystów – organizacja musiała być wzorowa. Samo rozplanowanie ustawienia na planie było jak układanie puzzli. Czas był napięty, ale zespół zareagował perfekcyjnie.

Marcelina Murawska: Z perspektywy wiolonczelistki, najbardziej wymagające było dla mnie jak najwierniejsze odwzorowanie tego, co słyszeliśmy w nagraniu – partii uczyliśmy się dosłownie w ciągu pięciu minut. Trzeba było też bardzo uważać na instrumenty – w zamkniętych przestrzeniach było bardzo mało miejsca, a na miejscu poza muzykami wykonawcami byli jeszcze technicy.

Milena Lange: Rzadko zdarza się, by muzycy klasyczni uczestniczyli w projekcie o tak globalnym zasięgu. Właśnie dlatego tak istotna jest dobra komunikacja i wzajemne zaufanie pomiędzy wszystkimi zaangażowanymi stronami – tylko dzięki temu projekt tej skali mógł zostać zrealizowany w tak krótkim czasie i z tak imponującym efektem.

Dziękujemy!

Rosalía, „Berghain”, kadr z teledysku

Ile trwały przygotowania do realizacji?

Milena Lange: Od momentu potwierdzenia naszego udziału do samego wejścia na plan minęło zaledwie parę dni. W praktyce od pierwszego kontaktu do gotowej realizacji mieliśmy kilkadziesiąt godzin na skoordynowanie wszystkiego: ludzi, instrumentów, harmonogramu, transportu i dokumentów. Same zdjęcia odbyły się w Warszawie i trwały dokładnie dwa dni. Lokalizacje były dobrane przez stronę produkcyjną – zależało im na specyficznym klimacie i przestrzeni, które mogłyby oddać charakter koncepcji wizualnej artystki. Dla nas był to bardzo złożony proces.
Po stronie muzyków trzeba było zadbać o każdy detal: dobór składu orkiestry i chóru, przygotowanie materiałów nutowych, logistykę transportu instrumentów, harmonogram prób i zsynchronizowanie wszystkiego z planem filmowym.

Czy podczas realizacji projektu mieliście szansę nawiązać bezpośredni kontakt z Rosalíą?

Aleksander Zwierz: Tak, miałem okazję spotkać się z nią i porozmawiać. To artystka bardzo świadoma, o dużej wrażliwości. Od samego początku dokładnie wiedziała, jakiego efektu oczekuje, a przy tym była niezwykle uprzejma i skupiona na pracy. Nawet na tak ogromnym planie, gdzie działo się bardzo dużo, zachowała pełen profesjonalizm.

Marcelina Murawska: Podczas pracy na planie każdy był bardzo skupiony i zdeterminowany, aby praca przebiegła jak najsprawniej, dlatego nie było specjalnie przestrzeni ani czasu na rozmowy z artystką. Czuć było, że z godziny na godzinę coraz więcej muzyków zaczyna sobie uświadamiać, z jak dużą gwiazdą pracujemy. Rosalía roztaczała bardzo pozytywną aurę wokół siebie. Jadąc na plan, nie wiedziałam z kim będziemy dokładnie pracować – dopiero po pierwszym dniu zdjęciowym, gdy wyszukałam jej utwory na Spotify, wszystko stało się jasne.

Dziękujemy!
( Muzyka ) ( Recenzja ) ( Marta Konieczna )

Piotr Kurek. Słuchanie jest wystarczające

Barbara Zach: Mnie się udało chwilę z nią porozmawiać między ujęciami pierwszego dnia zdjęciowego – dosłownie krótka wymiana zdań w przerwie. Przyznam, że nie znałam wcześniej jej twórczości – dopiero po pierwszym dniu zdjęciowym sprawdziłam, kim właściwie jest, i okazało się, że kojarzę jej wcześniejszy duet z Björk Oral, bo twórczość Björk jest mi akurat bliska. Później oczywiście nadrobiłam zaległości i zapoznałam się z jej muzyką – uważam, że to naprawdę fascynująca artystka. Naturalnie podczas prac plenerowych mieliśmy więcej do czynienia z jej stand-inką, Rosalía przychodziła na gotowe już ustawienia.

Czy mieliście już wcześniej doświadczenie pracy z gwiazdą muzyki pop światowego formatu?

Milena Lange: Często pracujemy z artystami pop, ale to była produkcja na niespotykaną skalę. Tempo pracy było ekspresowe – od 5:00 rano do 21:00 w biegu, a mimo to nie odczuwaliśmy presji, raczej ekscytację. Atmosfera była przyjazna i pełna energii.

Marcelina Murawska: Z całą pewnością było to odświeżające i unikatowe doświadczenie, bo na co dzień nie występujemy w roli aktorów czy wykonawców wizualnych. Dla mnie była to miła odmiana – co prawda miałam wcześniej kontakt z artystami dużego formatu, ale nigdy z tak znaną postacią.

Barbara Zach: Tak naprawdę większość z nas na co dzień zajmuje się szeroko pojętą muzyką klasyczną, więc współpraca z artystką pop o tak międzynarodowej renomie była czymś naprawdę wyjątkowym. Choć niektórzy z nas uczestniczyli już w dużych projektach międzynarodowych, to raczej w zupełnie innych kontekstach – np. w roli kompozytorów podczas festiwali filmowych czy teatralnych. Tym razem było to dla nas coś całkowicie nowego – wystąpienie w teledysku, który łączy światy muzyki klasycznej i popularnej.

Rozumiem, że jako profesjonaliści nie macie nic przeciwko łączeniu obu tych – wydawałoby się – odległych światów?

Milena Lange: Osobiście uważam, że to bardzo ciekawy i potrzebny kierunek. Tego typu projekty sprawiają, że muzyka orkiestrowa czy chóralna zaczyna funkcjonować w nowym kontekście i dociera do odbiorców, którzy być może na co dzień nie mają z nią kontaktu. Jako osoba, która zawodowo zajmuje się projektami łączącymi różne gatunki i estetyki, bardzo cenię tego rodzaju podejście. Dzięki takim artystom muzyka klasyczna przestaje być postrzegana jako coś elitarnego czy hermetycznego – staje się częścią współczesnej kultury popularnej, a jednocześnie zachowuje swój prestiż i emocjonalną głębię. Rosalía to wykonawczyni, która ma niezwykłą odwagę artystyczną – sięga po rozwiązania, które łączą pozornie odległe światy: pop, flamenco, elektronikę, a teraz także i brzmienia klasyczne. Estetyka teledysku pozwala sądzić, że nowa płyta będzie kontynuowała tę ideę. Zdążyliśmy się już przekonać, że Rosalía lubi zaskakiwać i przekraczać granice. Wiele osób z naszego zespołu po zakończeniu zdjęć zaczęło interesować się jej twórczością. Myślę, że ten projekt był inspirujący w obie strony – zarówno dla nas, jak i dla samej artystki.

Dziękujemy!

Rosalía, „Berghain”, kadr z teledysku

Marcelina Murawska: Każdy zwrot w stronę muzyki klasycznej jest wartościowy – dodatkowo przy takiej skali rozpoznawalności, jaką ma Rosalía, może to mieć realny wpływ na zainteresowanie instrumentami klasycznymi. W czasach gdy muzyka powstaje błyskawicznie, często z sampli, to bardzo odświeżające i potrzebne. Czekam na całą płytę artystki – połączenie tylu różnych konwencji w utworze „Berghain” jest hipnotyzujące.

No właśnie, premiera najnowszego albumu Lux już 7 listopada. Czy będzie was w nim więcej?

Milena Lange: Nasz udział dotyczył wyłącznie teledysku Berghain. Nie mamy wiedzy, czy w innych utworach pojawią się inni polscy artyści lub kolejne odniesienia do Polski, ale nie można wykluczyć, że wybranie Warszawy i współpraca z lokalnymi muzykami były symbolicznymi oraz przemyślanymi gestami. Myślę, że ten projekt jest dowodem na to, że Polska staje się coraz ważniejszym punktem na mapie światowych realizacji muzycznych i audiowizualnych. Tego rodzaju projekty zostawiają ślad – zarówno w kontaktach zawodowych, jak i artystycznych. Wiem, że nasza orkiestra i chór zostali bardzo dobrze ocenieni pod względem profesjonalizmu i organizacji pracy.

Rozumiem, że spływają do was opinie także z zagranicy?

Aleksander Zwierz: Tak, reakcje na teledysk są fantastyczne. Odbieramy telefony od menedżerów i producentów z różnych stron świata – także z Ameryki Łacińskiej. To pokazuje, że poziom polskich muzyków jest doceniany międzynarodowo.

Czy to właśnie skala całego wydarzenia najbardziej zapadła wam w pamięć?

Barbara Zach: Tak! I to jak ściśnięci byliśmy podczas nagrań w domu pierwszego dnia zdjęciowego – tylu muzyków w tak małej przestrzeni! Może nawet pobiliśmy jakiś rekord liczby osób na metr kwadratowy! (śmiech)

Marcelina Murawska: To prawda, myślę, że żadna orkiestra nie musiała wcześniej zagrać na tak małym metrażu, dosłownie czuć było oddech kolegi na karku (śmiech). Byliśmy ściśnięci w jednym pomieszczeniu i trzeba było dosłownie „walczyć o przestrzeń” na ruch smyczka.

Barbara Zach: Na pewno zapamiętam też scenę z prasowaniem – powtarzaliśmy ją wiele razy, a na koniec Rosalía pokazała nam idealnie wyprasowany materiał, co wywołało u wszystkich sporo śmiechu. Byłam pod dużym wrażeniem reżysera – miał bardzo konkretną wizję, dokładnie rozstawiał nas w kadrze i wiedział, co chce uzyskać. Z drugiego dnia zapamiętam przede wszystkim sceny z ulicy – kiedy goniliśmy ją po chodniku. To było naprawdę zabawne.

Aleksander Zwierz: Tak, podczas nagrań odbywających się na ulicach Warszawy artyści zostawili futerały orkiestrowe na wąskim chodniku przy sklepie jubilerskim. To była spontanicznie wymyślona przez reżysera scena przejścia ulicami Warszawy, a ze względu na przelotne opady deszczu muzycy chcieli mieć futerały swoich instrumentów pod ręką. Zostawili je więc na chodniku w jednym miejscu, jeden obok drugiego, i odeszli w sąsiednią uliczkę. Futerałami opiekował się w tym czasie nasz współpracownik. W pewnym momencie podszedł do niego starszy mężczyzna, który myślał, że jest to rozłożony stragan z antykami, i zapytał, wskazując na futerał od skrzypiec: za ile takie skrzypce...?

Dziękujemy!

Rosalía, „Berghain”, kadr z teledysku

Rosalía, „Lux”,  Columbia Records, premiera 7 listopada

( Mintowe Ciasteczka )

Nasza strona korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się jak to działa, zapraszamy na stronę Polityka Prywatności.